Dziś poza rocznicą śmierci Jana Pawła II obchodzimy w Kościele katolickim Wielki Piątek - pamiątkę męki i śmierci Jezusa Chrystusa. Z tej okazji pozwoliłem sobie na notkę nieco innego typu.
Stacja 1. Jezus skazany na śmierć.
Skoro człowiek mógł osądzić samego Boga, jak powstrzymać go przed osądzeniem innego człowieka? Nawet, jeżeli Piłat nie chciał wydać Go na śmierć, uległ naciskom tłumów. Ile razy my osądzamy, nie mając do tego prawa? Tak często wydajemy wyroki na podstawie jednego dokumentu z "teczki" i nie zastanawiamy się, czy mamy rację. Tak często gazety osądzają innych, byle tylko przypodobać się tłumom czytelników. Tak często polityk, choćby i miał dobrą wolę, ulega naciskom sondaży. A kiedy sam zostaje osądzony, zazwyczaj brak mu pokory i nie potrafi przyjąć nawet słusznego wyroku.
Stacja 2. Jezus bierze na swoje ramiona krzyż.
Wzięcie na ramiona krzyża to przyjęcie na siebie odpowiedzialności. Czy Polacy potrafią nieść swój krzyż? Cały czas brakuje tych, którzy wezmą na swoje barki ciężar zreformowania służby zdrowia i systemu emerytalnego. Mimo, że sami startują w wyborach uchylają się od krzyża odpowiedzialności za własną Ojczyznę. Wszyscy go widzą, ale nikt nie chce go na siebie przyjąć. A czy to nie tego właśnie oczekujemy po tych, którzy chcą być pierwszymi wśród nas? Tak często oczekują oni tylko nagrody za to, że są. Chrystus zanim dostąpił chwały zmartwychwstania poczuł na sobie surowe drzewo krzyża.
Stacje 3, 7, 9. Upadki.
Nie zawsze wszystko się udaje. Nie zawsze reformy są trafione. Klasę człowieka poznaje się po tym, że potrafi spróbować jeszcze raz. Jezus upadał trzy razy i trzy razy się podnosił. Nie zwracał uwagi na to, że jest pośmiewiskiem, bo wiedział, dokąd idzie. To zdolność patrzenia w przyszłość sprawia, że nie zrażamy się upadkami. Patrzenie tylko pod nogi, przewidywanie tylko jednego kroku czteroletniej kadencji nie pozwala na taki heroizm. Wtedy idzie się powoli, żeby tylko przypadkiem się nie skaleczyć. Nie planuje się celu wędrówki, bo satysfakcjonujący jest ten jeden czteroletni krok. Myśląc w ten sposób nie nauczymy się upadać i powstawać.
Stacja 4. Jezus spotyka swoją matkę.
Na matce zawsze można się oprzeć - choćby to oparcie polegało tylko na bolesnym spojrzeniu. Matka jest kimś, z kogo wyrastamy i kogo pierwiastek nosimy w sobie przez całe życie. Pamięć o tym, kim jesteśmy i skąd pochodzimy, wiedza, że jesteśmy wspólnotą kultury i języka powinna spajać nas i budować poczucie tożsamości. Rodzeństwo, choćby i było skłócone, zawsze pochyla się nad łożem cierpiącej i umierającej matki. Czasami trzeba odrzucić wzajemne kłótnie, o to, która część spadku się nam należy i powalczyć o zdrowie tego, co jest dla nas wspólne.
Stacje 5, 6. Pomoc Szymona Cyrenejczyka i Weroniki.
Nie brakuje ludzi, którym zależy na dobru tego, co nazywamy Polską. Same chęci to jednak często zbyt mało. Dobrze, żeby każdy dołożył chociaż małą cegiełkę do tej budowy, ale nie każdy może być architektem i jej kierownikiem. Oby tych niosących drobną pomoc było zawsze wielu, ale niewiele to da, kiedy nikt nie odważy się być tym, który przyjmie cegłę i położy ją we właściwym miejscu.
Stacja 8. Jezus spotyka płaczące niewiasty.
To nasza ulubiona stacja. Niemal wszyscy uwielbiamy narzekać i rozwodzić się nad naszym losem. Niewielu jednak jest takich, którzy potrafią pójść za przykładem osób wspomnianych w 5 i 6 stacji. "Nie płaczcie nade mną, ale nad sobą i nad dziećmi swoimi". Może to właśnie jest czas, żebyś ulepił swoją, nawet najmniejszą cegiełkę? Spójrz, czy potrafisz wziąć odpowiedzialność za siebie, czy oczekujesz jej od innych?
Na tej stacji pozwolę sobie zakończyć ten nietypowy felieton. Mimo niezbyt optymistycznej wymowy mam nadzieję, że wszyscy wierzymy w to, że droga krzyżowa to konieczność, która prowadzi do wspomnianej wcześniej chwały.
Przy tej okazji składam również wszystkim użytkownikom Salonu24 najserdeczniejsze życzenia z okazji nadchodzących świąt, wszelkiej radości, zdrowia, pomyślności i dużo nadziei!


Komentarze
Pokaż komentarze (1)