Podziwiam Wojciecha Olejniczaka. Od razu zaznaczę - podziwiam, nie popieram. Za to, że w kraju, gdzie niemal wszyscy są przytłoczeni wysokością danin, które muszą składać na państwo, on publicznie mówi, że podatków nie trzeba obniżać, a nawet możnaby je podnieść.
Olejniczak jeszcze niedawno chciał być drugim Zapatero. Ostatnio jakoś o tym nie wspomina, bo wygląda na to, że Hiszpanom niespecjalnie się on przysłużył. Mimo to nadal lansuje (również na s24) swoje wizje państwa bezpieczeństwa socjalnego. Z jednej strony rozumiem - przeprowadzony niedawno wśród polityków lewicy sondaż wskazał, że większość z nich ma zapatrywania liberalno - chadeckie. Dlatego też trzeba silniej zaznaczyć linię partii, zanim członkowie zauważą, że jej nie ma. Ale z drugiej... To już chyba nawet nie jest populizm. To raczej zwykła naiwność.
Po dwudziestu latach od upadku PRL trochę się jednak wzbogaciliśmy. Na tyle, żeby nie żądać 40-procentowego podatku dla najbogatszych. Chyba mało kto wyznaje jeszcze filozofię, że skoro ktoś ma, to trzeba mu zabrać. Zwłaszcza dlatego, że spora część z nas trochę już posiada. I pewnie posiadałaby więcej, gdyby nie to, że państwo zabiera dla siebie przynajmniej te 40% - bo sumując wszystkie obciążenia, tyle musimy oddać nawet będąc w 18-sto procentowym progu podatkowym.
Po drugie, mało kto już wierzy że od państwa cokolwiek dostanie. Poziom świadczeń jest żenujący, a wspomniany wyżej Olejniczak przy krytyce likwidacji 40-procentowego podatku pisał, że chciałby przeznaczyć dochody z niego na refundację in vitro. Świetny pomysł, zwłaszcza w sytuacji, gdy na zabieg ratujący życie czeka się kilkanaście miesięcy.
Aż trudno uwierzyć, że próbuje się nam wmówić, że najlepszy sposób na poprawienie warunków życiowych to oddawanie państwu coraz to większych sum. Bo przecież łatwiej zabierać ludziom, niż zastanowić się, jak mądrze wydawać pieniądze.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)