Przy okazji niedzieli warto w nieco spokojniejszy i luźniejszy sposób wrócić do głośnej sprawy sprzed kilku dni - pomysłu ściągania podatku z blogerów. Dla przypomnienia:
www.bankier.pl/wiadomosc/Fiskus-bierze-sie-za-dochody-blogerow-2236808.html (mam nadzieję, że Administracja S24 wybaczy mi wklejanie linków do Bankiera).
Rząd na gwałt próbuje łatać dziurę budżetową, ale zamiast szukać oszczędności, nakłada podatek na kolejną grupę obywateli. Trzeba przyznać, że jest to zgodne z przyjętą doktryną - zasada powszechności opodatkowania wymaga, by haracz płacili wszyscy, jak jeden mąż. Jest to też zgodne z nieco wywrotowym pojęciem sprawiedliwości - jeżeli ktoś ma źle, inni nie mogą mieć lepiej.
Odstępstw od tak pojmowanej sprawiedliwości i tak mamy wiele (rolnicy, związki zawodowe), ale te akurat dotyczą ważnego elektoratu, który w dodatku przyjdzie protestować przed sejm, dlatego tutaj rząd rozgrzeszamy. Poza kilkoma wyjątkami polityka "wszystkoopodatkowania" jest realizowana bardzo konsekwentnie. A jeśli opodatkować coś trudno (hazard on-line), zawsze można tego zakazać.
W Polsce mamy do czynienia z sytuacją, w której każdy nowy podatek po kilku miesiącach staje się normą, do której się przyzwyczajamy. Jeżeli ktoś w jakiś sposób jej unika, staje się szybko znienawidzony (zwłaszcza, jeśli nienawiść tą podsyca rząd). Przypomina to trochę (przepraszam za przesadne porównanie) więźniów obozu koncentracyjnego, którzy bardziej nienawidzą tych "lepiej usytułowanych" towarzyszy niedoli niż oprawców, którzy ich w tym obozie zamknęli.
I nie bronię tu, czarnego i szarego rynku, który tworzy nieuczciwą konkurencję dla legalnie działających firm. Bronię tych, którzy swoim działaniem nikomu nie szkodzą, a których próbuje przedstawiać się jako nieuczciwych. Wojna polsko - polska skończy się wtedy, kiedy obywatele, zamiast postrzegać siebie jako wrogów, zauważą, że padają ofiarą manipulacji ze strony rządu. I zaczną myśleć o tym, że przynajmniej kilka razy posunął się on za daleko.


Komentarze
Pokaż komentarze