Jan Herman Jan Herman
164
BLOG

Polityczna drżączka poraźna

Jan Herman Jan Herman Polityka Obserwuj notkę 0


Nie jesteśmy gotowi do sprawnej i życzliwej dla zwykłych ludzi reakcji na powódź i podtopienia, na inwazję zimy, na awarię dużej elektrowni, na katastrofę kolejową czy budowlaną. Awarie lotnicze nadal są realną groźbą, mimo kilku dramatów ze Smoleńskiem włącznie. Obserwujemy żenujące wyskoki wymiaru sprawiedliwości i urzędów. Obserwujemy rozmaite afery i aferki kadrowe i finansowe. W ilościach hurtowych. Rośnie bezrobocie i drożyzna, zatem spada poziom zaspokojenia, choć podobno rośnie nam poczucie szczęścia. Zadłużenie publiczne rośnie, podobnie jak liczebność Nomenklatury i biuralistów. Uprawnienia wszelkich kontrolerów i strażników – też rosną. Poczta elektroniczna i sms-owa pełna jest bezkarnych oszustów oferujących Niderlandy „za 4 złote plus VAT” i wyłudzających dane wrażliwe. Bezkarność windykatorów, komorników, zastawiaczy pułapek oraz preparatorów sztucznego zadłużenia obywateli – rośnie. Rząd nie radzi sobie z realizacją własnych planów.

Nie ma takiego miejsca w kraju, w którym nie zdarza się raz na miesiąc jakiś „numer”, który ONI wykręcają NAM.


To jest chore.


Paralysis agitans, słabość zwana dziś chorobą Parkinsona, to wg słowników samoistna, powoli postępująca, zwyrodnieniowa choroba ośrodkowego układu nerwowego, należąca do chorób układu pozapiramidowego. Choroba dotyczy 1% populacji ludzi między 40-tym a 60-tym rokiem życia, ale zdarza się również u ludzi młodszych.


Nie będę się maskował: „politicum morbus Parkinsoni” to moja nowa nazwa na to, co obserwuję od dłuższego czasu w polityce polskiej, którą pojmuję jako obszar „państwa właściwego” oraz „nomenklatury”.
Długoby gadać, zatem tych, którzy poczują niedosyt, odsyłam do swoich licznych notek na temat deontologii i suicydaliów polskiego Systemu-Ustroju.  Tu już tylko podkreślę, że zbyt dużo tu spraw jest naszych, rodzimych, swojskich, żeby któregoś dnia, kiedy już Polska pośród cierpień zlegnie – tłumaczyć to wszystko światowym czy europejskim kryzysem. Oczywiście, Europa dziś konsumuje zatruty owoc swoistej mody na lekkomyślność gospodarczą, ale co innego moda, a co innego „autonomia” i „suwerenność” polskich elit politycznych i gospodarczych w doprowadzaniu Kraju i Ludności do ruiny. I to mimo szamańskich zaklęć Czapińskiego i jego Diagnozy Społecznej.


Mechanizm „political Parkinson's disease” jest prosty i zrozumiały. Jego początek jest znany od wieków. Ludzka zapobiegliwość (nazywam ją naturalną żywotnością ekonomiczną) i przedsiębiorczość zorganizowana w różne podmioty gospodarujące – prędzej czy później, w miarę rozwoju cywilizacyjnego, jest „ogarniana” przez ogólnogospodarcze systemy mnożnikujące. Wyróżniam cztery: Administrację, Infrastrukturę, Walory-Finanse oraz Politykę. Te cztery obszary działają na Gospodarkę w ten sposób: poniesiecie koszty naszego „zainstalowania”, ale w zamian skorzystacie w dwójnasób. I to prawda.


Poza „mnożnikowaniem” powstają też specjalne obszary wsparcia „ratunkowego”, np. pomoc społeczna, ochrona zdrowia, edukacja, inkubatory, dopłaty, itd., itp.


Gospodarka w ten sposób z luźnego zbioru osób i firm przeistacza się w wielki, złożony organizm.


Na to wszystko czyhają rozmaite patologie. To jest właśnie Państwo i jego Nomenklatura. Już słyszę oburzenie państwowotwórczej inteligencji. Rozumiem to oburzenie. Państwo zdołało przekonać wielu, że to ono właśnie stoi za tymi agregatami mnożnikującymi i dotacyjnymi. To ono je wymyśliło i na chwałę Ludzkości wdrożyło! Ale to nie jest prawda. Państwo jest zainteresowane wyłącznie poszerzaniem swoich prerogatyw: władza, immunitety, wtajemniczenia, arbitraż, dopuszczenia, koncesje, monopol na przymus, monopol na informację strategiczną oraz informacje wrażliwe, no, i przede wszystkim własny folwark zwany Budżetem.


Więcej: Państwo wyposaża w cesje i posyła swoich władyków i janczarów (Nomenklatura) do obszarów mnożnikujących i dotacyjnych, zaprowadza tam swoje porządki, których skutki są opłakane. Robi to skrycie i zawsze pod płaszczykiem zapewnień, że „myślimy wyłącznie o tobie, obywatelu nasz drogi”. Ale wiadomo (po prostu wiadomo, nie czepiajcie się), że każdy, kto obejmuje kierowniczo jakiś nomenklaturowy podmiot – pierwsze, co robi, to wymienia część kadry kierowniczej sobie podległej (oraz wprowadza jakichś pomniejszych pomagierów i stronników), a po drugie, rozgląda się po dobrach i możliwościach „swojego” podmiotu, by je wykorzystać dla swojej koterii, kamaryli, a i sobie prywatnie nie odmówi. Bo inaczej, jeśli tych dwóch „ruchów” nie wykona – nie dostanie żadnej innej fuchy w kolejnych rozdaniach. Nie po to się go deleguje do zadań specjalnych, żeby tam robił za fachowca od spraw innych, niż budowanie wpływów i wykorzystywanie możliwości.


Tak zaczyna się polityczna choroba Parkinsona w Gospodarce. Słabnie mnożnikowanie, ale koszty rosną. Zamiast mnożnikowania – pojawiają się rosnące ciężary i uciski. Dotować też nie ma z czego, bo możliwości dotacyjne biorą się z tego, co wcześniej zostanie odebrane ludziom zwykłym i przedsiębiorcom. A odbierać i łupić już nie ma z czego. Granica ludzkiej wydolności już jest pokonana. Odruchowym więc sposobem jest powiększanie deficytu w Budżecie: nikt jednak nie powie otwarcie, że kiedy serwujemy, rok-po-roku, deficyt budżetowy 5%, czyli mniej-więcej 10-15 mld złotych, to znaczy, że co roku każdy mieszkaniec Polski „sięgający brodą ponad stół” jest zadłużany średnio na 500 złotych, i to tylko w ramach Budżetu! A jest wiele różnych sposobów cichego oszukiwania wyborcy, który naiwnie myśli, że płaci wyłącznie podatki. Skutek jest taki, że codziennie musimy opłacać Państwu każdy swój ruch, a dług publiczny per capita i tak wynosi 20 tysięcy złotych.


I jeszcze słyszymy, że łaskawe Państwo w zamian nam „daje i umożliwia”! Kiedy jednak próbujemy od tego Państwa wymagać, to słyszymy: macie swoje sądy, samorządy, izby, instancje, procedury, odczepcie się od zapracowanych ministrów i posłów!


Zero odpowiedzialności, maksymalne korzyści, izolacja od motłochu, w razie czego - władza. Każdy by tak chciał.


Tyle tylko, że choroba Parkinsona postępuje. Administracja nie służy mnożnikowaniu, choć się rozrasta, tylko „się słucha góry”. Infrastruktura się zapada, choć jest wciąż kosztowniejsza. Bankierzy, ubezpieczeniowcy, funduszowcy raczej łupią, drenują, odsysają i zastawiają pułapki, niż rzeczywiście wspierają. Politycy zaś (mówię o politykach, a nie Państwie), z dwojga złego coraz częściej wybierają rolę karbowych i „cichych wspólników” niż podnoszą bunt w imieniu obywateli, choć z ich mandatu ponoć funkcjonują. Wszystkie struktury, które mogłyby w tym wszystkim wspierać Ludność i Przedsiębiorców – mają coraz mniej środków i możliwości. Gdyby nie miliardy Euro – nie miałyby nic.


No, i co mamy? Nie będę się wysilał, zacytuję Pedię:
•    sztywność osobowości
•    depresja
•    zaparcia
•    zapalenie łojotokowe skóry
•    skargi na parestezje kończyn
•    dyskretne zaburzenia węchowe
•    bradykinezja – spowolnienie i zubożenie ruchów, szczególnie trudności z wykonywaniem ruchów precyzyjnych; chód szurający, drobnymi kroczkami, brak fizjologicznych współruchów (balansowania kończyn górnych) i akinezja (trudności w rozpoczęciu ruchów)
•    sztywność mięśniowa (plastyczne zwiększenie napięcia mięśniowego, twarz maskowata)
•    drżenie spoczynkowe.


Inne objawy to:
•    niestabilność postawy
o    propulsja (tendencja do padania do przodu)
o    retropulsja (tendencja do padania ku tyłowi)
o    lateropulsja (tendencja do padania w bok)
•    objawy wegetatywne:
o    ślinotok
o    łojotok
o    napadowe pocenie się
•    przodopochylenie tułowia (spowodowane znacznie wzmożonym napięciem mięśniowym)
•    niewyraźna, cicha mowa, dyzartria
•    trudności w połykaniu (rzadko)
•    rzadkie mruganie
•    spowolniony przebieg procesów psychicznych, osłabiona pamięć i zdolność przypominania.

Podobne objawy obserwujemy w innych krajach, ale jeszcze raz podkreślmy: nasi ukochani wybrańcy własnym, niezawisłym sumptem doprowadzają Polskę i siebie do drżączki poraźnej.


Umysły jednak mają sprawne. To, że nie umieją, nie chcą, brzydzą się dobrą i rzetelną robotą nie oznacza, że nie wiedzą, co czynią. I jak ten pozbawiony wszystkiego co ludzkie i elementarne kapitan Schettino: płyną ku skałom aby pozdrowić europejskich znajomych. Obiecują z rezerw kilka miliardów Euro na oszukańcze operacje (prawo europejskie nie zezwala na wspieranie rządów, no to ominiemy, damy niby pożyczkę europejskiemu bankowi). Po co? Bo jak się ten ich luksusowy elitarny statek gibnie – to oni z pomocą znajomych wyskoczą na ląd i suchą nogą wskoczą w jakąś lepszą rzeczywistość, a ludzie niech się topią.

I kto im wtedy powie: wracaj na pokład, schettino…
/co ja zrobię, że to ostatnie słowo kojarzy się z polskim nazwiskiem…/

 

 

 

Jan Herman
O mnie Jan Herman

...jaki jestem - nie powiem, ale poczytaj blog... Więcej o mnie znajdziesz w książce Wł. Pawluczuka "Judasz" (autor mnie nie zna, ale trafił w sedno). O czym jest ta książka? O zmaganiu się człowieka z własnym losem, wiecznością, z Panem Bogiem. O miłości, zdradzie, rozpaczy i ukojeniu. Saszka, prosty chłopak z białoruskiej wioski, po rewolucyjnej zawierusze, podczas której doświadczył wszystkiego, wraca w rodzinne strony i próbuje żyć tak jak inni. Ale kiedy spotyka samozwańczego proroka Ilię, staje się jego najwierniejszym uczniem i apostołem... Opowieść o ludzkich głodach - seksualnym i religijnym - o związkach erotyki i polityki, o tłumionej naszej prawdziwej naturze, o nieortodoksyjnej, gnostyckiej i prawosławnej religijności, tajemnicy i manipulacji wreszcie.................................................... UWAGA: ktokolwiek oczekuje, że będę pisał koniecznie o sprawach, które są "na tapecie" i konkurował na tym polu ze znawcami wszystkiego - ten zabłądził. Piszę bowiem dużo, ale o tym najczęściej, co pod skorupą się dzieje, a widać będzie za czas jakiś.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka