Próżniak, nierób, darmozjad, wałkoń, leniuch, bumelant, leser, obibok, truteń, markierant, nygus, nicpoń, pasożyt, pieczeniarz, turkuć podjadek, pozorant, niedbaluch, brakorób.
Tyle ze słownika synonimów.
Kiedy patrzę na poczynania mistrza omyków, którego od kilku lat zatrudniamy na etacie Premiera, to żal mi się robi moich współ-podatników. On to bowiem w czasach, kiedy „nie miał z kim przegrać”, był prymusem gdańskiej szkoły politycznej: dużo gadać – nic nie powiedzieć, dużo obiecać – nic nie dać, dużo mieszać – nic nie robić, pozować – a zawsze któraś fotka się uda. Mistrza z wąsami nie przeskoczy (bo nawet skakać by mu się nie chciało), ale jego nazwisko odciska się na Historii.
Do polityków jako takich nie mam wielkiego zaufania, niezależnie od ich pozycji i zawołania. A zwłaszcza do ich zapewnień wygłaszanych Dużymi Literami. Wolę doszukiwać się ich ciemnych sprawek i prawie zawsze trafiam.
Tylko Tuska mogę być pewien. Kiedy mu powiedzieć, że jest leń, on natychmiast recytuje jak bohater Jana Brzechwy:
"O, wypraszam to sobie!
Jak to? Ja nic nie robię?
A kto siedzi na tapczanie?
A kto zjadł pierwsze śniadanie?
A kto dzisiaj pluł i łapał?
A kto się w głowę podrapał?
A kto dziś zgubił kalosze?
O - o! Proszę!"
Tylko Tuska mogę być pewien. Im bardziej płomienny i pełen zapału w gębie – tym więcej potem będzie mataczył. Jego przewidywalność aż boli. Nawet czytając oficjalną jego biografię widać, że sprzeda każdego kumpla i każdą ideę, byle tylko usiąść za kierownicą. A kiedy się już tam rozsiądzie, to nie zatrudnia pilota do krętej i wyboistej drogi, woli rzeszę klakierów, którzy będą przed nim równać i prostować drogi. Rozstawia tych klakierów po kątach, proporcjonalnie, żeby się sami pilnowali. To jedyna jego praca.
Nie poszedł do szkoły, bo mu się nie chciało,
Nie odrobił lekcji, bo czasu miał za mało,
Nie zasznurował trzewików, bo nie miał ochoty,
Nie powiedział "dzień dobry", bo z tym za dużo roboty,
Nie napoił Azorka, bo za daleko jest woda,
Nie nakarmił kanarka, bo czasu mu było szkoda.
Miał zjeść kolację - tylko ustami mlasnął,
Miał położyć się - nie zdążył - zasnął.
Śniło mu się, że nad czymś ogromnie się trudził.
Tak zmęczył się tym snem, że się obudził.
Nie, nie, szanowni. Sprawa ACTA wcale go nie obudziła. Odpluszczył tylko oko i trwa w malignie, opędzając się od natrętów. Podziwiałem jego politycznie utytułowanych klakierów, jak niemal przysypiając, ale z żelazną dyscypliną, niczym Spartanie w Termopilach, wykańczali kolejnych „dyskutantów”. Ale to wszystko były małe harce w ramach „kosztów niezbędnych”.
Nie potrafię przewidzieć, co się zawali z hukiem, ale cztery lata nic-nie-robienia zrobiło swoje. Na autostradach podkradali budulec, stadion rósł w cenę i w usterki, gdzie się nie dotknąć w substancji państwowej- tam próchno. Przeciętny wiek Infrastruktury nadal rośnie, mimo izolowanych wysepek nowoczesności. Drapieżność finansjerów, ubezpieczycieli, budżetowców i rwaczy dojutrkowych, pogarda Administracji – wszystko to odkłada się takim nawisem, ze strach myśleć. Nawet w sprawie równie dramatycznej co banalnej podlec-pozycjoner-lowelas rozgrywa organy kosztem przyzwoitości, przebijając „marketingowo” wszystkich, choć zostawia po sobie bałagan jak po imprezce imieninowej.
Zawali się. Nie tylko swoje koleżeństwo gubi raz-za-razem nasz laluś. Gubi Kraj, ciemięży Ludność (w imię jej sukcesów statystycznych), nawet kompas zgubił i już nie wie, którą z wyprostowanych przez pod-lalusia dróg podąża.
Że go „wypinkują” kanclerka z bawidamkiem – to już pewne. Odbije się od tej swojej Europy z siniakami na tkankach miękkich. Myślał, że wystarczy być grzecznym, a oni go wprost zapytali, ile ma dywizji gospodarczych.
Rok temu wróżyłem, że podstawową siłą, która zniesie ten „zestaw polityczny”, będzie wielka i wciąż pęczniejąca warstwa Rwaczy Dojutrkowych” (kanarów, naganiaczy finansowych, windykatorów, komorników, ekspertów od wszystkiego, dystrybutorów nie-swojego), którzy odsysają resztki z Przedsiębiorców i końcówki z ludzkiej energii życiowej, ale to się wyczerpuje i ta ich rwacza „przedsiębiorczość” straci rację bytu. To oni, zdziwieni, że nie ma już z czego oskubywać Ludności, zaatakują mocodawców w poczuciu, że dzieje im się krzywda. A wesprą ich wszyscy, których oni dotąd skubią.
I trwam w tym przekonaniu, tylko naprawdę nie wiem, co będzie bezpośrednim zapłonem.


Komentarze
Pokaż komentarze