Państwo – nawykłe do mimikry i pozerstwa – wciąż od nowa udaje przed Ludnością i przed sobą samym (w osobach pijanej swym geniuszem inteligencji służebnej), że realizuje oto najbardziej utylitarny model gospodarczy:
„Społeczna pula dobrobytu rośnie tym bardziej, im więcej ludzi będzie pracować coraz wydajniej”
(w modelach ekonometrycznych przekłada się to najczęściej na wzór D = Z x W – dochód narodowy jako pochodna wielkości zatrudnienia i wydajności pracy).
Gdyby to była prawda – zwracam się do studentów od pokoleń ogłupianych takimi wzorami – to dlaczego akurat w chwili kryzysu, kiedy kurczą się dochody – nikt nie zwiększa zatrudnienia i nikt nie inwestuje w nowoczesne „uzbrojenie pracy”? A jednocześnie koszty Państwa Stricte nie maleją? Więcej: dokonuje się wyprzedaży całych połaci gospodarczych, zezwala się na emigrację zarobkową i wspiera się wiele innych procesów zmniejszających zatrudnienie i inwestycje!
Odpowiadam: prawdziwy model gospodarczy jest modelem optymalizacji monopolistycznej:
„Decydencka część Budżetu będzie jak największa, jeśli mocniej odessiemy wszelką ludzką aktywność oraz jeśli wyeliminujemy własne wydatki na pomoc społeczną i na projekty publiczne”.
(odpowiednikiem ekonometrycznym są tu modele optymalizacji dochodu monopolistycznego, znajdujące tzw. punkt równowagi, czyli najkorzystniejszy poziom cen plus takiż udział w „rynku”)
Taki model zdecydowanie bardziej odpowiada prawdzie. Każde załamanie gospodarcze oznacza redukcję wsparcia dla wykluczonych oraz eliminację wszelkich wydatków socjalnych, oświatowych, zdrowotnych, emerytalnych, popularno-kulturalnych, rekreacyjnych. Zarówno w Budżecie Centralnym, jak też w budżetach Samorządu Terytorialnego czy Korporacji.
Dlaczego zatem wszelkie kryzysy jednak się kończą?
Bo istnieje naturalna granica nasycenia wykluczeniem. Kryzysy są zabójcze dla drobnej przedsiębiorczości oraz dla gospodarstw domowych (to one opłacają poziomem życia wszelkie kryzysowe debety Państwa, Samorządu i Korporacji). Z kryzysu zawsze obronną ręką wyjdą Państwo, Monopole i Samorząd terytorialny. To one przejmują za bezcen porzucone przez Przedsiębiorczość, wygaszone biznesy. Nie wszystkie, tylko te najbardziej łakome kąski. Uruchamiają je samodzielnie – już pod nowym tytułem właścicielskim – albo „stymulują przedsiębiorczość prywatną”.
Kryzys sięga dna, kiedy z jednej strony mamy nasycenie „wolną siłą roboczą” w stopniu grożącym wybuchem społecznym, a z drugiej strony mamy „wolne moce przerobowe” w postaci niezagospodarowanego majątku. Aby zapobiec wybuchowi (oznaczałoby to upadek Państwa, Samorządu, Korporacji) – wdraża się pospiesznie rozwiązania tymczasowe, które łączą obie te „zapasowe moce” (powstaje „Nowa Gospodarka”), po czym następuje proces wchłonięcia Nowej Gospodarki w koleiny „tej naszej”.
Stopień zmonopolizowania Gospodarki – mimo pozorów – rośnie po każdym kryzysie. Co prawda, odżywa fala drobnej przedsiębiorczości, sprawiającej wrażenie większego urynkowienia, ale podporządkowuje się je „sprawdzonym” podmiotom monopolistycznym. Likwiduje się wiele funduszy i agend centralnych (tych przeznaczonych „dla ludzi”), ale zagęszcza się prawo regulujące działalność i dyscyplinujące podmioty gospodarcze.
A studenci nadal zadręczają się podręcznikowymi pytaniami o to, jak maksymalizować dochód narodowy, PKB, rentowność, zatrudnienie.


Komentarze
Pokaż komentarze