Jan Herman Jan Herman
280
BLOG

727 protest w salonowisku

Jan Herman Jan Herman Rozmaitości Obserwuj notkę 4

Nawet nie zauważyłem, że blogerska brać podjęła kolejną salonową kampanię szemrania,być może falę secesji. Wtrącę trzy grosze jako łamistrajk, a właściwie ktoś, kto nie zauważył i nadal co rano "przychodzi do roboty". Taki klasowy kujon, okularnik. Gdyby nie inne media, skąd się dowiedziałem, że "u mnie na zakładzie" coś się dzieje - nadal tkwiłbym wyłącznie w swoich notkach, interesujących chude grono stałych zerkających salonowców, nieświadom procesu rewolucyjnego.

Polityka Salonu, biznesu w branży medialnej, w której jestem elementem ornamentowym i być może twórczopodobnym zwanym czynnikiem społecznym, zmierza - nie bardzo wiadomo, czy w pełni świadomie - do przekucia go z formuły blogowiskado formuły redakcji

Można to było robić inaczej: wydzielić coś w rodzaju "wkładki" (jak lubczasopisma czy wywiady na boku, ale z redaktorskim doborem "zielonych" i "czerwonych" autorów). Koleżanka BJ robi to jednak bez wdzięku, co oznacza, że ONI chcą proces przyspieszyć albo są na jakimś "musiku". 

Ja się nie "wtrancam", bo mam poczucie bycia elementem "masy klikajacej" przekładającej się na wartość reklam, i godzę się na to: może 2 razy nakreśliłem granicę tej mojej zgody i nie wyleciałem "na bruczek", tylko to uszanowano. W ogóle, choć to brzmi jak "sorry, taki klimat", to koleżanka Bogna ma rację, tyle że ją formułuje obcesowo: my tu się dosiedliśmy po blogersku, więc jeśli nowe krzesła nie pasują, nie musimy siedzieć. 

Nie wszystkie pomysły racjonalizatorskie Salonu, jakich doświadczyłem - są dla mnie miodzio. Ale ten sam dylemat przeżywa(łe)m zawsze, ilekroć jakaś moja fascynacja (będąca np. płci odmiennej) stawała się znajomością, czyli dawała możliwość obejrzenia siebie z bliska, w warunkach codzienności: wtedy widziałem, że ma rozmaite "takie te", które - gdybym wiedział od początku - zabiłyby fascynację, ale teraz to już jest głębsza znajomość, rozumiecie...

Jeśli nasze uzależnienie od Salonu jest silne - to cierpimy. Jeśli zaś rozumiemy, że nasze notki to serdeczna wizyta u cioci, która udostępnia swoje podwoje - to kiedy ciotka robi porządki, głośno odkurza i trzepie dywany, przestawia meble, zdejmuje pajęczyny - posiedzimy na przyzbie, aż skończy, w końcu to jej chałupa.

Kto czyta ten wyczytał mój pogląd, że np. w biznesie współautorami - równorzędnymi - sukcesu biznesowego są 

- założyciel i pomysłodawca

- fachowcy od tego, jaki ma byc produkt

- udostępniacze niezbędnych klocków składających się na biznes jako czynniki

- menedżerowie

- pracownicy

- klienci, którzy dokonują tego a nie innego wyboru

W moich konceptach społecznych, teoretycznych na razie i pewnie utopijnych, jest postulat, by te grupy stały się "kooperatywnymi udziałowcami" wszelkiego biznesu (trąci to komunizmem ludowym, ale kto czytał ten zna głębszy sens tej myśli).

Na przykładzie Salonu: blogerzy są grupą po częsci "pracowniczą", po części "konsumencką". Ale świat nie wypracował jeszcze formuły "udziałów kooperatywnych" odpowiadającej temu myśleniu. No, to możemy albo tworzyć dysydenckie, apostatyczne Ekrany i podobne zabawki, albo odejść donikąd, albo siedzieć i pilnować szczegółów swoistej umowy z nami zawartej (to jest umowa tego typu, jak rozkład jazdy PKP z taryfą biletową: kolej jednostronnie ogłasza i gwarantuje godzinowy rozkład, my zaś kupując bilet wchodzimy do umowy ze swoją dolą).

Moją receptą jest "niezbywalny" własny blog, taki "duplikat-backup" na wypadek awarii. Każdy ma własne pomysły na podmiotowość w sieci. Chyba że ich nie ma...

Zatem - jak można chyba zrozumieć z powyższego - nie jestem łamistrajkiem, tylko drę twarz wyłącznie tam, gdzie moje prawa są oczywiste, jak było wtedy, gdy kazano mi kliknąć jeśli chciałem skomentować, co było oczywistym naruszeniem mojej swobody wypowiedzi, albo kiedy żądałem pouczenia trolla, bo nie mam zwyczaju banować, ale on "pił i palił oraz klął szpetnie" przy moim stoliku". 

Przebijające przez protesty poczucie blogerów, że są kimś w rodzaju "legionistów-piłsudczyków" Salonu - jest fajne, tylko nieproduktywne. 

Tyle, że koleżanka Bogna mogłaby to taktowniej skopać, a nie tak od razu po pysku, że niby "sorry, taki klimat".

No, i to by było na tyle zezowatości mojej

Jan Herman
O mnie Jan Herman

...jaki jestem - nie powiem, ale poczytaj blog... Więcej o mnie znajdziesz w książce Wł. Pawluczuka "Judasz" (autor mnie nie zna, ale trafił w sedno). O czym jest ta książka? O zmaganiu się człowieka z własnym losem, wiecznością, z Panem Bogiem. O miłości, zdradzie, rozpaczy i ukojeniu. Saszka, prosty chłopak z białoruskiej wioski, po rewolucyjnej zawierusze, podczas której doświadczył wszystkiego, wraca w rodzinne strony i próbuje żyć tak jak inni. Ale kiedy spotyka samozwańczego proroka Ilię, staje się jego najwierniejszym uczniem i apostołem... Opowieść o ludzkich głodach - seksualnym i religijnym - o związkach erotyki i polityki, o tłumionej naszej prawdziwej naturze, o nieortodoksyjnej, gnostyckiej i prawosławnej religijności, tajemnicy i manipulacji wreszcie.................................................... UWAGA: ktokolwiek oczekuje, że będę pisał koniecznie o sprawach, które są "na tapecie" i konkurował na tym polu ze znawcami wszystkiego - ten zabłądził. Piszę bowiem dużo, ale o tym najczęściej, co pod skorupą się dzieje, a widać będzie za czas jakiś.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Rozmaitości