MKOL, NATO, FIFA – takie kierownikowanie było „w obrocie medialnym”, kiedy Aleksander zakończył całkiem niekulawe dwie kadencje prezydenckie. Nic z tego nie wyszło, co daje do zastanowienia, skoro nawet wrogowie Aleksandra uważają go za sprawnego w polityce. Chyba był dobrym rozgrywającym, choć zaliczył kilka żenujących i przykrych okoliczności, wcześniej związanych z Anastazją P. i skłonnością do opuszczania Sejmu po drabinie, potem z alkoholem (Katyń, Kijów), miał też niesmaczny epizod, kiedy kazał Siwcowi całować Ziemię Kaliską.
Aleksander pozostał z chudą emeryturą – i to go uwiera. A przecież jego żoneczka, korzystając z jego nazwiska i funkcji, uruchomiła całkiem niezły biznes opierzony w działalność charytatywną, mogłaby go w ramach rewanżu wesprzeć etatem nad-doradcy z tytułem dyrektorskim.
Przeskoczył Aleksandra Buzek, Belka, Marcinkiewicz, nawet HGW. Wałęsa został Mędrcem, a umówmy się, że…
Amerykanie mają „przyjęte”, że każdy ich obywatel, który pobiera pieniądze od innego kraju – jest agentem wpływu tego kraju. Tak sobie przyjęli. Dlatego byli prezydenci USA zakładają biblioteki, fundacje, jeżdżą z nadzwyczajnie płatnymi wykładami i prelekcjami – byle tylko jakoś przykryć „lody”, które „kręcą”, co jest oczywiste.
Aleksander został doradczym dyrektorem w ukraińskiej firmie naftowej, kontrolowanej przez którąś z politycznych kamaryl. Jakoś nie słychać było, że ma codzienne czy cotygodniowe obowiązki, zatem jest jasne, że te pieniądze są gratyfikacją za to, że na rzecz tej firmy i jej mocodawców Aleksander ładnie wygląda i pachnie.
Pies z kulawą nogą nie dowiedziałby się o tym, gdyby nie amerykańscy dziennikarze, którym niezbyt się podoba, że synalek aktualnego wiceprezydenta jest w tej samej firmie takim samym dyrektorem. No, progenitura konstytucyjnego zastępcy Głowy Państwa jest agentem wpływu kraiku nad Morzem Gościnnym (sic!). Uzupełnili swój artykuł kilkoma nieważnymi nazwiskami, w tym nazwiskiem Aleksandra. A u nas o wszystko jest wojna na noże – i zrobiło się niefajnie.
Na miejscu Aleksandra oddałbym funkcję i pobrane gaże, a potem wziął na kolano i zdzielił pasem rodzoną córkę, która za młodu już została ustawiona, choć nie słychać, by coś dla kraju zrobiła. Bo skoro się ustawiła, to tak jak żona powinna wziąć na siebie „obowiązek alimentacyjny” wobec ojca lubiącego patronować i zaglądać do kielicha. To psi obowiązek oby pań, z których jedna uczy w telewizorze ludzi niewychowanych, jak być pięknym i jak pachnieć właśnie.
Ja go nawet rozumiem: w wieku, kiedy większość polityków szykuje się do rekordu życiowego – on akurat stał się już na zawsze „byłym”. To frustruje. Ale brać cichcem szmondackie hrywny z podejrzanego źródła, i jeszcze ględzić, że o co chodzi, to moja prywatna sprawa – to się nie godzi. I to powoduje, że jest mi głupio. Nie po to za moje podatki ubierał się, stołował i podróżował oraz dogadzał sobie różnie.
Narodzie!
Jestem w sytuacji materialnej o niebo gorszej od Aleksandra. Ale nie pożałuję 1 PLN (jednego złotego), aby wesprzeć byłego Prezydenta RP w jego biedzie. Niech każdy dorosły da to samo – i uzbieramy 20-25 baniek! Za rok możemy zrobić to samo. Będzie nasz Aleksander żył godnie. Bez łaski żoneczki i córuchny.
Mam być szczery, to chyba sobie robię jaja, bo Aleksander takie drobne wyciąga zapewne bez mojej oddolnej inicjatywy (albo jest faktycznie frajerem). Ale czemu nie spróbować?


Komentarze
Pokaż komentarze (5)