Edson Arantes do Nascimento, znany jako Pelé, trzykrotny zdobywca Pucharu Świata, dwukrotny zdobywca Copa Libertadores oraz dwukrotny zdobywca pucharu Interkontynentalnego, niegdysiejszy minister sportu Brazylii, legenda – jest twarzą brazylijskich mistrzostw piłkarskich. Ostatnio twarz tę widzimy w krzywym lustrze, wykrzywioną brakiem zrozumienia, co się wokół mistrzostw dzieje.
Brazylia jest pięknym regionem świata, który w wyniku kolonialnej umowy hiszpańsko-portugalskiej przypadł Portugalczykom. Gospodarczo-demograficzne eksperymenty doprowadziły do tego, że dziś Brazylia jest mikstem kultur „indiańskich”, afrykańskich i iberyjskich, obciążonych rasizmem (o którym mówi się niewiele), religijnie osnutym na katolicyzmie, ideowo bliskim socjalizmowi. Ewidentny jest wewnętrzny kolonializm, podobny temu rosyjskiemu i chińskiemu czy australijskiemu. Kolonizatorami są „przemysłowcy” z wybrzeża, w połowie będący apostołami globalnych kapitałów finansowych.
Gdybym miał wyróżniać brazylijskie krainy – oparłbym się na wyróżnieniu dorzeczy (bo to one organizują życie interioru) i dwóch silnie zurbanizowanych wybrzeży, północnego oraz zachodniego.
Gospodarka Brazylii – to siódma gospodarka świata, zaliczana do rynków wschodzących i według niektórych analiz może w przyszłości stać się czwartą z największych potęg świata, po Chinach, Indiach i Stanach Zjednoczonych. W dziedzinie żywności Brazylia jest jednym z największych eksporterów świata. Przemysł brazylijski tylko enklawowo jest nowoczesny, w większości odpowiada wyobrażeniom o produkcji z początku XX wieku. Usługi – literalnie stanowiące grubo ponad połowę dochodu – to głównie transport i turystyka. Brazylia – przy około bilionie dolarów PKB – jest zadłużona na ok. 150 mld $ w rozliczeniach ze światem. Największe dobro Brazylii – Amazonia – jest intensywnie rujnowane, tak jak rujnowana bywa puszcza obok wielkiego miasta w Polsce: niepostrzeżenie, ale konsekwentnie.
Brazylia jest jedynym światowym mocarstwem (pominąwszy specyfikę Chin), w którym dominują idee lewicowe, przełożone na życie polityczne. Słowo „demokracja” ma tam konotacje obce słowu „przedsiębiorczość”, zwłaszcza „biznesowa”. Konkurencja ideowa dla „demokracji” – to wielko-obszarniczy konserwatyzm oraz – w bardzo niewielkim stopniu – idee liberalne, w wersji „rynkowej”.
Socjalizm brazylijski ma wymiar przede wszystkim ludowy: opiera się na roszczeniach wobec państwa oraz na odruchu samorządności naznaczonej wspólnotowo, w wydaniu chrześcijańskim. Uzasadnieniem ekonomicznym dla niego jest jeden z najwyższych współczynników Giniego (nierówności społeczne), powyżej 0,5 (w Europie oscyluje wokół 0,3, dwa razy większy jest na południu Afryki). Stałym elementem pejzażu urbanistycznego są favele: największa z nich (Rocinha w Rio) liczy 250 tysięcy ludności, Domy zbudowane są z najtańszych materiałów, często odzyskanych z innych domów i ze śmietnisk: tektury, dykty, blachy, desek, itp. Szacuje się, że żyje w nich około 20-30% ludności Brazylii. Kłóci się to zarówno z dominacją sił socjalistyczno-demokratycznych u władzy, jak też z silnym instynktem samorządnym.
Taki jest kontekst organizacji mistrzostw piłkarskich. Świat epatowany jest wciąż obrazami brutalnego „buldożerowania” faveli, korupcją przerastającą wszelkie wyobrażenia, niedoróbkami w „polskim stylu”, a ostatnio – na kilkadziesiąt godzin przed startem – „abdykacją-apostazją” takich postaci jak Romario (poseł, niegdyś gwiazda piłki), Kuerten (tenisista), Coelho (pisarz), Krieger (pieśniarz), Piovani (aktorka), Lins (pisarz). GW podaje: od wielu tygodni strajkują kolejno policjanci, nauczyciele, pracownicy transportu, ludzie bezdomni i Indianie, zarzucając władzom marnowanie miliardów dolarów na stadiony i faraońskie święto piłkarskie, na którym kokosy zbija tylko FIFA i kilka koncernów. Stałe hasła to: "FIFA go home!" albo "FIFA go to hell!" Strajków i marszów będzie więcej.
Dalej za GW: Brazylia wydała już ok. 13 mld dol. więcej, niż razem na oba mundiale wydały Niemcy i RPA. Koszty przebiły planowany budżet już dwa razy. Pieniądze popłynęły do kieszeni kilku wielkich inwestorów, a na drogi, koleje, rozjazdy czy domy zastępcze dla burzonych slumsów już nie starczyło. Nie mówiąc o innych zaniedbanych inwestycjach w usługi publiczne.
Oliwy do ognia dolała sekretarz komitetu organizacyjnego Joana Havelange, która oświadczyła, że protestować nie ma co, bo "co miało zostać rozkradzione, to już zrabowano, a teraz trzeba się cieszyć piłką". Te słowa Brazylijczykami wstrząsnęły. Pani Havelange za swoje słowa przeprosiła... szefów FIFA. Ci z kolei ogłosili, że na mundialu FIFA zarobi 4 mld dol., m.in. dzięki zwolnieniom podatkowym partnerów strategicznych i koncernów.
Tragiczna wydaje się postać Pelégo. Ten wiecznie uśmiechnięty staruszek ma w sobie tyle wdzięczności światu za swój niegasnący sukces, że brakuje mu ochoty na refleksję, iż świat, w którym on stawał się legendą, dziś nie ma nic wspólnego ze sportem, tylko jest biznesem monopoli, że wielkie imprezy – nawet ta na sambodromie – przestają służyć rozsławianiu imienia kraju, a są jedynie dobrym skumulowanym sygnałem dla wielkich przelewów finansowych, w większości ciemnoszarych.
Mam wrażenie, że wraz z transmisjami ze stadionów dostaniemy niezłą dawkę rozmaitej muzyki tanecznej: samba, choro, bossa nova, baião, forró, sertanejo, brasileira popular, pagode, tropicália, axé. I że jedynym, który będzie się w rytm tych tańców uśmiechał – będzie Pelé.
Może się też zdarzyć, że Brazylijczycy „wytańczą” na cały świat kolejną rewolucyjną falę…


Komentarze
Pokaż komentarze (5)