87 obserwujących
2442 notki
1315k odsłon
  693   0

Sumienie, etyka, klauzula. I durszlak, oczywiście

/prawo, sumienie, klauzula/
/prawo, sumienie, klauzula/


 

W rozmaitych zakamarkach wielokanałowej telewizji coś ostatnio zauważam wysyp „kina moralnego niepokoju”. A może „reportażu moralnego niepokoju”…?

Z grubsza chodzi o starą rosyjską zasadę: jeśli coś jest zakazane – to nie wolno, chyba że bardzo tego chcesz – to wtedy można. Zasada ta – oparta o zapis na sumieniu brzmiący „non possumus” – dopuszcza zawieszenie prawa (przepisu, normy, standardu, algorytmu, reguły, procedury), jeśli kłóci się ono z przesłaniem wyznawanym „trzewiami” moralnymi, najgłębiej, głęboko do tego stopnia, że odruchowym, bezwiednym.

 

Jeśli ktoś jest pacyfistą – to nie istnieje dla niego pojęcie „wojny sprawiedliwej”, nie skieruje się przeciw drugiemu człowiekowi, choćby mu poćwiartowali najbliższych i zniszczyli dom oraz zabrali wszystko co życiodajne. Inaczej jest „pacyfistą, chyba że…”.

W tym miejscu warto – robię to po wielekroć – przytoczyć historię, której bohaterami są amisze. Amisze próbują zachować tradycyjny wiejski styl życia i odrzucają większość osiągnięć cywilizacji - elektryczność, samochody, telefony i traktory. Są indywidualnymi farmerami, a ich gospodarstwa osiągają bardzo wysoką wydajność, choć stosuje się w nich XIX-wieczną technologię. Amisze utrzymują własne szkoły, do których chodzą dzieci w wieku 6-14 lat. Między sobą mówią starym niemieckim dialektem. Ogólnie lubiani, uważani są za dobrych sąsiadów i świetnych negocjatorów. Amisze stawiają swoje zasady ponad oficjalnym prawem (korzystam z Pedii). Na tym tle dochodziło niejednokrotnie do konfliktów pomiędzy wspólnotami amiszów a rządem amerykańskim. Jako pacyfiści nie służą w wojsku i nie odbywają szkolenia militarnego. W latach 50, gdy wprowadzono obowiązkowe ubezpieczenie społeczne, amisze uznali, że dla nich to wspólnota jest ubezpieczeniem, które zapewnia ochronę, opiekę nad chorymi i starymi. Zgodnie z zasadą niepobierania pomocy od rządu odmówili płacenia składek, co doprowadziło do najazdów służb skarbowych na ich farmy oraz konfiskat i licytacji dóbr. Nie pobierają też zasiłku dla bezrobotnych ani żadnej innej formy opieki społecznej od państwa. Dla członków wspólnoty, którzy muszą ponieść koszty leczenia, organizują specjalne fundusze na ten cel. Amisze nie wysyłają dzieci do szkół publicznych i uważają, że nie potrzeba im wykształcenia wyższego niż podstawowe do wieku 14 lat. Ponieważ w Stanach Zjednoczonych kształcenie jest obowiązkowe do 16 roku życia, na tym tle także dochodziło do konfliktów z władzami.

Znana jest historia, która miała miejsce w październiku 2006, w szkole West Nickel Mines w hrabstwie Lancaster. 32-letni mleczarz, żyjący i pracujący pośród amiszów, mający problem z osobowością, wtargnął do szkoły, uwięził kilkanaście dziewczynek, wypuszczając chłopców i nauczycieli. Po czym zaczął metodycznie zabijać dziewczynki, co ostatecznie skończyło się jego samobójstwem, w obliczu interwencji policji, ale zaplanowanym wcześniej. Po kilkunastu godzinach żona mleczarza zobaczyła przez okno grupę starszych amiszów zmierzających do jej domu. Czuła już tchnienie zemsty. Tymczasem oni najwyraźniej interesowali się jej kondycją, martwili się o jej przyszłość, wszak straciła męża i aby dalej żyć, będzie musiała się przestawić, zatrudnić, itd. Na koniec przekazali jej zebrane pośród wspólnoty pieniądze, za które mogła przeżyć skromnie najbliższe dni, zanim dojdzie do siebie i znormalizuje swoje życie.

Amiszami kieruje zasada: wszyscy ludzie są braćmi, jeśli więc ktoś dokonuje przestępstw, a nawet zbrodni, to obowiązkiem moralnym wobec takiego brata-siostry jest zainteresować się jego kondycją, okazać mu miłość i współczucie, dociec – jeśli zezwoli – skąd mu się zalęgły okropieństwa, które wyczynia. Pomóc. To nie jest tania naiwność, tylko głębokie przesłanie moralne. W kraju, gdzie prawo w wielu stanach oparte jest na zasadzie zemsty (z karą śmierci włącznie), a lincz i porachunki są codziennością nie tylko w slumsach, ale też w „towarzystwie” – amisze są niemal teatralnymi wyjątkami. Przez to są bardzo prawdziwi.

Jezus – na którego powołują się wszystkie kościoły chrześcijańskie – nie jest amiszem, choć pewności nie ma. Kilka scen biblijnych pokazuje, że był stanowczym i bezkompromisowym dysydentem wobec obowiązującego faryzeuszowskiego „rytu kościelnego”, ale jednocześnie miał „konkordatowy” stosunek do państwa (okupantów rzymskich), czyli pielęgnował wzajemną życzliwą osobność religii i prawa. Wszystkich ludzi traktował jak braci, znosząc we własnym sumieniu „obowiązujące” wtedy w jego kraju dyskryminacje, choć w czasie Pasji subtelnie drwił z wysokich funkcjonariuszy.

Jezus jest tu potrzebny, bo mowa o tym, co głosi i czyni Bogdan Chazan. Wykształcony jako lekarz. Znany i ceniony fachowiec-ginekolog, kierujący jednym z najlepszych szpitali. Robiący karierę naukową na podstawie licznych umów ze Społeczeństwem, w wyniku których wspólne dobro przeistacza fachową pracą w osobistą pozycję i prywatne dochody. Pełniący odpowiedzialne stanowiska kierownicze w służbie zdrowia. Nawrócony katolik, żałujący wcześniejszych praktyk niegodnych chrześcijanina. Apostoł walki z aborcją.

Lubię to! Skomentuj7 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale