83 obserwujących
2306 notek
1213k odsłon
408 odsłon

Kampania 2018 wystartowała

Wykop Skomentuj13

/dlatego pozwalam sobie na tekst obfity/

Usprawiedliwieniem dla niniejszego tekstu jest fakt, że właśnie ruszyła zmasowana kampania przekupywania elektoratu w wykonaniu formacji aktualnie rządzącej Polską, która w rzeczywistości jest jawną i bezczelna kampanią „wyborczą”, co dziwi tym bardziej, że uczestniczy w niej czynnie Premier, który wie najlepiej, iż jeszcze nie zarządził wyborów, a to on ogłasza, w myśl prawa wyborczego.

„Moja” kampania nazywa się Osada Obywatelska i odnosi się bezpośrednio do spraw lokalnych społeczności. Szczegóły projektu Osada Obywatelska – jutro, a dziś „studium samorządowe” sprowokowane przez wspominaną, bezprecedensową kampanię przekupstwa.

 

*             *             *

Wspólnota samorządowa jest jedyną wspólnotą wprost wymienioną w Konstytucji RP (art. 16 ust. 1). Z mocy prawa stanowi ona ogół mieszkańców jednostek zasadniczego podziału terytorialnego.

Zasadniczy podział terytorialny – przetłumaczmy do na język zwykłego człowieka – to podział na gminy (art. 164 ust. 1). „Wyższe” piętra definiowane przez Konstytucję do powiaty i województwa. „Niższym” piętrem – są sołectwa.

Zgodnie z art. 15 ust. 1 ustrój terytorialny Rzeczypospolitej Polskiej zapewnia decentralizację władzy publicznej. Jak wskazuje P. Winczorek „przez decentralizację rozumie się trwałe, chronione prawem przekazanie istotnych zadań, kompetencji i środków organów działającym na szczeblu ogólnokrajowym – organom funkcjonującym na różnych szczeblach podziału terytorialnego kraju” (P. Winczorek, Komentarz do Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 2 kwietnia 1997 roku, Warszawa 2008, s. 47).

Tym, którzy chcą mieć cokolwiek wspólnego z obywatelstwem, wyjaśniam: Konstytucja kłamie.


  1. A. Konstytucja kłamie, nazywając samorządem wspólnotę gminną (z niem. Gemeinde, z ang. Borough, z port. „concelho”, w wielu językach europejskich „komuna” lub „municipio”, z gr. - dimos). Samorządność bowiem nie jest możliwa wprost-bezpośrednio w społecznościach większych niż kilka tysięcy osób. Gdyby samorządami(bazowymi elementami struktury)  nazywać wspólnoty sołeckie (w miastach – osiedlowe lub „kwartałowe”) – bylibyśmy bliżej prawdy;

  2. B. Konstytucja kłamie, niepostrzeżenie „myląc” (nie rozróżniając) wspólnotę z organami administracji lokalnej, na co dowód mamy we wspomnianym artykule 15, który mówi o DECENTRALIZACJI władzy, a nie o AUTONOMII podstawowego piętra wspólnotowości. Jeśli cos się decentralizuje – to znaczy że to coś jest scentralizowane i jedynie łaskawie przydziela się piętrom niższym jakiś (ustawowy, czyli państwowy) zakres kompetencji;

  3. C. Konstytucja nie kłamie, ale myli tropy, nadając administracji lokalnej podmiotowość prawną, a jednocześnie ustanawiając ścisłą kontrolę Państwa (zwaną eufemistycznie nadzorem legalistycznym) nad organami administracji lokalnej w takich sprawach jak budżet, prawa obywatelskie, wyłanianie przedstawicielstw i reprezentacji, zarządzanie lokalnym mieniem, eko-przestrzenią, oświatą, dobrami kultury, programami socjalnymi, itp.;

  4. D. Władza w Polsce – jakkolwiek ją rozumieć – jest SKONCENTROWANA i pozostaje praktycznie w rękach kilkunastu osób dyrygujących Parlamentem i Rządem. Do nie jest kosmetyczne rozróżnienie, Czytelnik niech sobie wyobrazi, że kilkadziesiąt tysięcy „spożywczych” marek biznesowych i znaków towarowych (jaka wielka, zdecentralizowana różnorodność, nieprawdaż?) jest skupionych w ręku kilkunastu spółek globalnych (to jest koncentracja);

Ostatnim znanym podręcznikowo samorządem były tzw. państwa-miasta helleńskie (polis). Miały one wielkość mniej-więcej powiatu (różniły się wielkością), obejmowały jedno-dwa, najwyżej trzy „miasta” (miejsca zurbanizowane) oraz około-miejskie przestrzenie prawie w całości ogarnięte przez najbardziej przedsiębiorczych (i najlepiej pozycjonowanych w „powiecie”) obywateli, obejmowały też porty, miejsca kultu i miejsca szczególne (jezioro, góra, gaj). Spoiwem „polis” była instytucja „swojszczyzny”, rozróżniająca ludzi na „swoich” i „nie-swoich” (nie mylić z „obcym”). Spoiwem pomocniczym „polis” była instytucja POWIERNICTWA, czyli oddawania w tymczasowy zarząd, pod ścisłą kontrolą „poliszynela”, dobra publiczne i niektóre funkcje administracyjno-zarządcze. Wewnątrz „polis” istniały mechanizmy niezależnej, autonomicznej samoorganizacji obejmujące prawa i obowiązki wobec wspólnoty-władcy (uzależnione od pozycji społecznej), zasady rozstrzygania sporów, zasady kooperacji w sprawie przedsięwzięć publicznych, ustalały też „konstytucję domu” (oikos), czyli miejsca, w którym każdy mógł kształtować budżet (np. rodzinny), odkładać swój dorobek i ćwiczyć elementarne umiejętności społeczne oraz „uprawiać prywatność”. A przede wszystkim ustanawiały zrozumiałe dla każdego zasady wyłaniania reprezentacji-przedstawicielstwa-władzy. Czasem były one narzucane przez tyrana, czasem miały charakter wiecowy, bywało, że rządziła bezwzględna koszarowość, a bywało, że pulsował tygiel „każdy swoje” trudny do ogarnięcia.

Wykop Skomentuj13
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka