Blog
Matuzalem-in-spe
Jan Herman
Jan Herman filozofia życia codziennego
76 obserwujących 2249 notek 1172743 odsłony
Jan Herman, 6 grudnia 2018 r.

Chorągiewka na pępku

628 28 1 A A A

Jedną z moich ulubionych piosenek Bułata Okudżawy jest ta o głupcach: właściwie to są dwie, a ta o której mowa – opisuje sytuację, w której mądrzy chcieli się odróżnić od głupich przystawiając sobie na czołach stempelek „jam jest mądry”, przez co każdy wołał za nimi „durnie-ście wy”, a głupich – jak zwykle – nie widać. Muzycznie zaopatrzono ten utwór byle jak i siermiężnie, ale wiersz – znakomity. 

Polską wyobraźnią jeszcze niedawno zarządzał epizod mający w nazwie obronę Demokracji. Okazało się niemal natychmiast, że epizod ten miał inteligencko-wyniosłe ostrze skierowane przeciw parafiaństwu i kaczyzmowi, jego głównym wymiarem była rewindykacja podważająca prawo do rządzenia (do generowania własnej Decydentury-Nomenklatury) formacji zwycięskiej podwójnie w roku 2015. Mało kto pamięta, że rewizjonizm KOD-owniczy zaczął się anty-kaczystowską książką w stylu „gadzinówki” pod tytułem „Raport gęgaczy” jeszcze na kilka tygodni przed głosowaniami parlamentarnymi 2015, później przegranymi przez KOD, zanim się narodził.

Dziś jedni twierdzą, że ich przewidywania co do stylu rządzenia PiS z przyległościami były prorocze, inni zaś wskazują na to, że całe zamieszanie „konstytucyjne” (o Trybunał, potem o sądownictwo) rozpoczęło się wiosną-latem 2015, kiedy po porażce prezydenckiej, wciąż licząc na sukces parlamentarny – formacja wtedy gasnąca dokonała „na kolanie” manipulacji w ustawie o TK wpisując tam możliwość odsunięcia „nie swojego” Prezydenta od procesów legislacyjnych, wybierając na zapas „swoich” nadprogramowych sędziów TK.

Polska ma kilka „nazwisk” w najnowszej swojej historii (w ostatnim stuleciu), które ją sytuują na poczesnym miejscu „po jasnej stronie mocy”, choć ich nosiciele bywali paskudni moralnie, politycznie, itd. Przyzwoitość nakazuje uszanować wkład w dobre imię Polski również tych paskudników. Ich żywym symbolem jest Lech Wałęsa, który swego czasu był frontmenem Solidarności (by się od niej odciąć), był siewcą idei pluralizmu samorządności – by je skopać i pozostawić pod płotem, stał na czele ruchu przeciw totalitaryzmowi-autorytaryzmowi – by wielokrotnie udowodnić, że takie właśnie ma ciągotki. Dość powiedzieć dwa hasła: Nocna Zmiana i Obiad Drawski. Albo "falandyzacja" i "kto nie z Mieciem tego zmieciem".

O jego „wrodzonej skromności” i „poszanowaniu prawa” powinno się pisać podręczniki, do działu „przewrotność polityczna” oraz „klasyka rozróby”. O jego lojalności wobec środowisk dysydenckich powinno się napisać podręcznik do działu „stoczniowe skoki przez płot”.

Ruch rewindykacyjny – dziś po KOD-owniczych przejściach – ustawił w polskiej przestrzeni publicznej symboliczny napis KONS-TY-TU-CJA. Lech Wałęsa – mówiąc oględnie – nie stał w pierwszym szeregu „sprawy robotniczej” ani podczas „kukizonady” (wykluczenia, państwa w państwie), ani wcześniej podczas „lepperiady” (opresje ustrojowe dyskryminujące wieś i samowystarczalność żywieniową). Nie dało się go też zauważyć na czele KOD. I zapewne nie chodziło o to, że w ten sposób unikał wikłania się w jednostronność, bo tego akurat on nie przestrzegał nijak. Po prostu zajęty był dyskontowaniem swojej pomnikowości w sposób – powtórzmy to słowo – paskudny. A przecież mógłby – i stać go – wspierać sprawę robotniczą i opozycję demokratyczną, bez wypinania brzucha na zamorskich pogrzebach.

Co nim kierowało, żeby się „dosiąść” do prezydenckiego samolotu wiozącego AS Dudę na pogrzeb Busha-Seniora – pewnie wytłumaczy za chwilę w mediach, podkreślając swoją polityczną, taktyczną przenikliwość, dzięki której (jak sam mawia) „w pojedynkę przechytrzył komunę”.

Ale kto mu podpowiedział, że dobrze byłoby robić za brzuchaty słup opatulony koszulką z napisem KONS-TY-TU-CJA – pozostanie pewnie na zawsze w sferze domysłów. Zresztą, czy on kiedykolwiek słuchał podpowiedzi? On przecież słucha się jedynie Boga i Danuśki. Co Danuśka na ten temat sądzi – wiadomo z książki. Co zaś myśli o tym Bóg…

Raz na kilka ładnych lat przydarza się różnym ludziom, że wbrew temu kim są – Historia ich stawia na piedestale. I wtedy niektórzy od tego mądrzeją, dojrzewają, stają się z czasem godni piedestału przyznanego niejako w kredycie. Taki Walter Hallstein, nazista, uczestnik hitlerowskiego „ruchu intelektualnego” na rzecz Wielkich Niemiec, współautor wielko-niemieckich projektów prawniczo-międzynarodowych, które dziś nazwalibyśmy „globalistycznymi” („Rechtseinheit Großdeutschlands”). Historia przy pomocy Ameryki postawiła go najpierw na czele „grupy redakcyjnej” Traktatów Rzymskich, a potem na dwie kadencje – na czele zjednoczeniowych struktur późniejszej UE. Okazał się taktownym, skromnym przeciwieństwem tego nazi-karierowicza, którym był „za Hitlera”. Nie inaczej było z Napoleonem, rozrabiaką stojącym na czele antyrewolucyjnej junty, która nie tylko cofnęła Rewolucję o kilka kroków do tyłu, ale też „doprowadziła” do Kongresu Wiedeńskiego, który na następne stulecie (do Pierwszej Wojny) zafiksował rządy dynastii królewskich w całym ówczesnym świecie politycznym. I Bonaparte nic nie zrozumiał ze swoich porażek, umarł w odosobnieniu w swoim jedno-osobowym psychiatryku, na wysepce wtopionej w wielki ocean...

Nie, Napoleon nie nosił koszulki z napisem KONS-TY-TU-CJA, choć przecież mógł, bo proklamował tę francuską, Constitution de l’an VIII – przyjętą 13 grudnia 1799 (22 frimaire'a VIII roku rewolucji według francuskiego kalendarza rewolucyjnego), ustanawiającą post-rzymsko-imperialny ustrój konsulatu. A jeszcze potem – zaordynował śmieszniejszą konstytucję kadłubowemu Księstwu Warszawskiemu 22 lipca 1807 roku. Teraz właśnie zauważyłem daty obu konstytucji napoleońskich: 13 grudnia, 22 lipca. Kobyła Historii rży w najlepsze…


Opublikowano: 06.12.2018 07:41. Ostatnia aktualizacja: 06.12.2018 11:44.
Autor: Jan Herman
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

...jaki jestem - nie powiem, ale poczytaj blog... Więcej o mnie znajdziesz w książce Wł. Pawluczuka "Judasz" (autor mnie nie zna, ale trafił w sedno). O czym jest ta książka? O zmaganiu się człowieka z własnym losem, wiecznością, z Panem Bogiem. O miłości, zdradzie, rozpaczy i ukojeniu. Saszka, prosty chłopak z białoruskiej wioski, po rewolucyjnej zawierusze, podczas której doświadczył wszystkiego, wraca w rodzinne strony i próbuje żyć tak jak inni. Ale kiedy spotyka samozwańczego proroka Ilię, staje się jego najwierniejszym uczniem i apostołem... Opowieść o ludzkich głodach - seksualnym i religijnym - o związkach erotyki i polityki, o tłumionej naszej prawdziwej naturze, o nieortodoksyjnej, gnostyckiej i prawosławnej religijności, tajemnicy i manipulacji wreszcie.................................................... UWAGA: ktokolwiek oczekuje, że będę pisał koniecznie o sprawach, które są "na tapecie" i konkurował na tym polu ze znawcami wszystkiego - ten zabłądził. Piszę bowiem dużo, ale o tym najczęściej, co pod skorupą się dzieje, a widać będzie za czas jakiś.

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • @osasunna Partia Zmiana nie istnieje ani jako podmiot prawny (nie zarejestrowano), ani jako taka...
  • @jce Szanowny napisałeś prawie całą definicję etosu - po czym napisałeś, że on nie...
  • @generee No, na pewno lepiej się widzieli niż zwykłe "krawężniki" JH

Tematy w dziale Polityka