84 obserwujących
2361 notek
1246k odsłon
1350 odsłon

To musi boleć

Wykop Skomentuj22

Polska w latach 70-tych zaczęła się politycznie dzielić na Nomenklaturę i Dysydentów. Znaczy: taki podział zaczął mieć znaczenie polityczne, bo wcześniej też się po ludziach snuł. Niepotrzebnie, na swój pohybel, władza wskazywała konkretnych podżegaczy stygmatyzując ich jako niepokornych: niektóre środowiska potraktowały to jako osobliwą nobilitację i uzbrajały te nazwiska w bardziej lub mniej polotną legendę. Zaczęły funkcjonować „salony” myśli niezależnej od nurtu wpajanego oficjalnie. 

Ostatecznie stanęło na tym, że na oczach rozplotkowanej, szemrzącej widowni, z udziałem mediów „reżimowych” i „bezdebitowej bibuły” rozgrywały się dwa spektakle: jeden między Dysydentami i Decydenturą, (spór o Rację) oraz drugi, wewnątrz Decydentury (spór o Sukcesję). Wcześniej przesłanki takich sporów też miały się dobrze, ale zwykłym ludziom nic do tego było.

Spór o Rację stał się niemal jawny (KOR, KPN, Ruch, ROPCiO, WZZ, KiK, Ruch MP, WiP, itd.), spór o sukcesję zwyciężyli rzecznicy „wielkoprzemysłowej klasy robotniczej”, sztucznego fenomenu para-politycznego wykreowanego „pod Zachód”.

Ostatecznie stało się śmiesznie: kraj opanowała wielokolorowa Solidarność i rozlała się niczym kwas wżerający się w szczeliny Betonu. Ten zareagował jak umiał najlepiej – ale substancji żrących nie dało się wypłukać, system parciał, rdzewiał, wymiękał, kruszył się, poddawał się erozji naturalnej.

Okrągły Stół przebiegał pod dyktando Racji proponowanej przez Dysydentów. W jej łonie jednak nastąpiło pęknięcie na Ugodowych i Niezłomnych, lustrzane odbicie wcześniejszego pęknięcia wewnątrz Decydentury (Beton Właściwy i Socjaldemokraci). Wszystko to na oczach bardzo zaangażowanego świata: Moskwa, Watykan, Bruksela, Waszyngton – grały o swoje najwyższe stawki grzebiąc przy Polsce w najlepsze. Przesądził Gorbaczow do spółki z Wojtyłą: obaj grali w tej grze ogony, ale dla publiczności byli najbardziej zrozumiali.

* * *

Kiedy już „się stało” – na Polskę machnięto ręką, co nas boli do dziś, bośmy sobie wyobrażali, żeśmy Sprawcy, a pozostaliśmy jak zwykle „pawiem i papugą”.

Więc poszliśmy po najmniejszej linii oporu: nadskakując Zachodowi. Ten zaś – nic nie jest trwałe – owocował Amerykanizmem i Europeizmem.

Ci co nadskakiwali Europie – okazali swój serwilizm otwierając polskie wrota na wszelką zachodnią niecnotę, która „nie uchodziła” w Paryżach, Londynach, Bonnach, nawet w Madrytach czy Rzymach – więc zagnieździła się nad Wisłą.

Ci co nadskakiwali Ameryce – czekali ze swoim serwilizmem na lepsze czasy. Te nadeszły pierwszym spazmem w okresie 2005-2007, aby powrócić gwałtownie w roku 2015, na gruzach dawnej Racji Dysydentów.

W tym wszystkim pogubił się Naczelny Watażka, któremu ongiś powierzono etat Naczelnika Solidarności, ale chciał więcej i więcej, aż go z „amerykanofilii” wygryźli sprawniejsi, choć wyhodował ich na własnej BOL-esnej piersi. Odrzucili go, wypchnęli w ramiona tych, którzy pożarli na deser wszystkie jego postulaty, co do jednego, i uczynili Polskę szyderstwem z Solidarności. Mówiono, że Watażka ma nosa politycznego. A stał się nosicielem zarazy, przeciw której go wystawiono…

Na pytania Watażki (on właściwie nie pyta, tylko filozofuje z tym swoim parafialnym zacięciem), co się stało, jak i dlaczego – odpowiadam niczym Kwinto: trzeba było uważać. Gdyby był tak mądry, jak nie jest – to on byłby dziś Prezesem, ale on trzymał z tymi, którzy od zarania grzebali Solidarność, topili ją w morzu szalbierstw politycznych i gospodarczych. Dał się „powrócić” do roli „sierżanta”, a potem zdegradować do roli niepoczytalnego ciury błąkającego się po obcych, inteligenckich sztabach.

I bredzącego o swojej roli Batmana Historii. Rozdającego „my-naród” wyroki, cofającego swoje poparcie. No, szpital…! Na szczęście, największe szkody robi tym, którzy go wylansowali, więc karma wróciła we właściwe miejsce…

Przypięli go sobie ostatnio w klapę oszuści, którzy zaryzykowali (przecież wiedzieli, że ryzykują), licząc, że jeszcze jakiś symbol się za nim wałęsa. Nic z tego. Żenada, tyle zostało z jego Nobla. Nie chce go nosić, ale musi…

W uzasadnieniu decyzji o uhonorowaniu Watażki Komitet Noblowski napisał, że jego „starania o zapewnienie robotnikom prawa do zakładania własnych organizacji są ważnym wkładem do kampanii na rzecz uniwersalnych praw ludzkich”. Podkreślono, że przywódca Solidarności kieruje się zasadą, aby rozwiązywać problemy, bez stosowania przemocy. "Komitet uznaje Wałęsę za wyraziciela tęsknoty za wolnością i pokojem (...). W czasach, w których odprężenie i pokojowe rozwiązywanie konfliktów są bardziej potrzebne, niż kiedykolwiek wcześniej, wysiłek Wałęsy jest zarówno natchnieniem, jak i przykładem". Ciekawe, ciekawe…

"Najłatwiej byłoby mi powiedzieć, że nie jestem godzien tego wyjątkowego wyróżnienia. Kiedy jednak wspominam chwile, gdy wieść o nagrodzie rozeszła się po moim kraju, te chwile wzruszenia i powszechnej radości ludzi czujących, że w nagrodzie tej moralnie i duchowo uczestniczą, to muszę powiedzieć, że traktuję tę nagrodę jako wyraz uznania, że ruch, któremu oddałem wszystkie swoje siły, dobrze służył ludzkiej wspólnocie" - napisał w przemówieniu odczytanym przez Cywińskiego Wałęsa. Ciekawe, ciekawe…


Wykop Skomentuj22
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka