Obecna sytuacja Polski, jako państwa przypomina mi sytuację pacjenta, który zdaje sobie sprawę, że występują u niego objawy śmiertelnej choroby. Polska patrzy z uwagą na swoją rodzinę (Unię Europejską) i stwierdza, że znaczna część krajów już ma postawioną diagnozę. Państwa te albo skazane są konać w agonii albo wybrały dla siebie odpowiednie lekarstwa i czekają na wyniki. Dzieję się oczywiście wszystko pod okiem „Pater familias” w postaci organów UE. Unia zachowuje się w tej chwili jak dobry ojciec, to co mówi do krajów członkowskich to: „aj synu głupot narobiłeś, ale jakoś z tego wyjdziemy” - milcząco przyjmuje, że kosztem innych państw.
A państwa co robią? Ze swej głupoty nie widzą i dalej nic nie zmieniają bądź biorą się w garść i akceptują bolesną kuracje. Są też tacy, co mówią: „Chwileczkę, ale dlaczego ja mam płacić za mojego starszego/młodszego brata?” po czym ojciec bierze bicza i głosi „nie chcesz pomóc bratu to i Ciebie spotka kara”. Tym niechlubnym bratem są Węgry (Węgry odmówiły pomocy Grecji, podobnie jak Anglia i Czechy. W czasie zbiegła się także odmowa pomocy IMF i EU dla Węgier. Oficjalnym powodem były zmiany w strukturze banku centralnego Węgier). A jaka jest reakcja naszego doktora w postaci rządu? Tusk zdaje się dzisiaj głosić: „Nie mówcie pacjentowi, że umrze”.
W Polsce zapanował pewien „imposybilizm”. Słowa użył tego w swojej książce Kaczyński. Rząd jest w niemocy. Okazuję się, że wszystko mu utrudnia życie i niczego nie da się zmienić. Oczywiście nie należy szukać w patologiach systemu tylko w rządach PiS. Najpierw był imposybilzm związany z prezydenturą Lecha Kaczyńskiego (przecież wszystko wetował), później finansiści, teraz źli lekarze, obywatele wszystko przeciwko biednemu Tuskowi. Jak tu oczekiwać cokolwiek od rządu skoro mu tak ciężko? Nie można, no nie można to by było oczywiście nieludzkie! Wystarczy spojrzeć na ministra Rostowskiego (http://www.youtube.com/watch?v=cAJE4m-iFdM&feature=youtu.be od 12 minuty). Każda próba naruszenia statusu quo i próba zmiany spotyka się z krzykiem. Rostowski krzyczy w niemocy: „Panie Pośle dość tego!”. Mówi dalej o wystąpieniu do organów UE, że poseł Wipler wystosowując wniosek o środek specjalny z dyrektywy Vatowskiej „naraziłby autorytet i prestiż Rzeczpospolitej”. Zapomniał dodać jeszcze, że pacjent mógłby się dowiedzieć, że jest chory.
Drugą patologią jest dyletanctwo. Mówmy pacjentowi, że będzie dobrze. Dajmy mu witaminę C i jakieś dziwne środki, nieważne czy środki te mu zaszkodzą. Przykładem jest posłanka Kidawa-Błońska (http://www.youtube.com/watch?v=UXaTJfIjJeQ). Podwyżka składki rentowej ożywi gospodarkę. Nobel z dziedziny ekonomii gwarantowany. Pozostaje to tylko udowodnić, co jest bajecznie proste, zupełnie jak udowodnić że jedzenie z McDonalda pomaga leczyć nadwagę. Czy naprawdę chcemy, aby leczyli nas tak niekompetentni lekarze?
Ciekawe jest również to, że kryzys finansowy nie jest nową chorobą. Podobno po poprzednim kryzysie wyciągnięto wnioski. Dlaczego nagle mamy ten sam problem? Czy przypadkiem nie jest tak, że przy okazji leczenia tego kryzysu nie próbuje się nam wcisnąć do recepty jakiegoś dodatkowego remedium? Okazuje się, że kryzys to świetna okazja, aby przemycić, a raczej wymusić integrację UE. Nie mówi się o tym głośno, żeby tego nie analizować. Człowiek głodny nie myśli o demokracji, tylko o chlebie. Człowiek w kryzysie nie myśli co będzie, gdy z tego kryzysu wyjdzie. Naomi Klein nazwała to „doktryną szoku”. Kryzys finansowy wywołuje u ludzi strach o pracę, zarobki, o chleb powszedni. Dla ekonomistów, polityków i grup interesu to wspaniały okres, aby dokonać zmian.
Czy witaminą C i podwyżką składki rentowej na pewno wyleczymy się z kryzysu? Oceńcie sami.
620
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze