maximilianpiekut maximilianpiekut
1199
BLOG

Początek końca rządów Platformy Obywatelskiej

maximilianpiekut maximilianpiekut Polityka Obserwuj notkę 9

Sondaże wskazują, że Prawo i Sprawiedliwość wyprzedziło Platformę Obywatelską w sondażach. Chciałoby się krzyknąć „w końcu”! Ale nie jest to powód do radości. Wzrasta ilość osób niezdecydowanych, którzy prawdopodobnie nie zagłosują w wyborach. Koalicja rządząca nadal ma większość w sejmie i nie zapowiada się, żeby to w najbliższym czasie się zmieniło. Tarcia w obozie rządzącym raczej są bez znaczenia, bo w przypadku rozwiązania koalicji spodziewałbym się wejścia Ruchu Palikota na miejsce Polskiego Stronnictwa Ludowego. Pozostaje pewien impas, bo pomimo ogólnego niezadowolenia społeczeństwa obecna władza posiada mandat parlamentarny do sprawowania władzy.

 

W tym kontekście warto rozważyć wydarzenia, które miały miejsce w niedawnym czasie. Przede wszystkim demonstracje siły PiSu podczas marszu „Obudź się Polsko”, serię wpadek Platformy, sprzeciw konserwatystów przeciwko ustawie przeciwko życiu, aż po głosowaniem nad Wotum Zaufania rządu.

 

Przede wszystkim, mimo że marsz w obronie telewizji Trwam miał na celu demonstracje sprzeciwu nie tylko przeciwko nie uzyskaniu miejsca na multipleksie, ale pokazanie dezaprobaty dla rządzących. Od osób nieobserwujących sceny politycznej często napływały do mnie informacje, że był on bez sensu, bo nic nie zmienił na scenie politycznej. Według mnie jest on początkiem zmian, przede wszystkim osoby, które brały udział w marszu zobaczyły, że jest wiele osób, które podobnie jak one mają dosyć tych rządów. Można powiedzieć, że dzięki temu Prawo i Sprawiedliwość zrobiło krok w stronę wygrania wyborów. Podobnie również oceniam debatę Prawa i Sprawiedliwość nad ich programem. Prowadzenie takiej debaty z ekspertami, którzy nie reprezentują jednej opcji wprowadza nową jakość do polityki. Z perspektywy strategii politycznej mającej na celu wygranie kolejnych wyborów posunięcia te były spójne i genialnie się zgrały z wysunięciem kandydata do „rządów ekspertów”. O ile sam nie wierzę, aby Kaczyński wystawił w następnych wyborach kandydata na premiera innego niż siebie, to działanie takie pokazuje PiS ma inną twarz niż ta pochodząca z mediów.

 

Szczególnie jest to interesujące w perspektywie następnych wyborów parlamentarnych i prezydenckich. Następna, bowiem kolejność wyborów to najpierw wybory prezydenckie, a potem parlamentarne. Większość goryczy społeczeństwa spoczywa raczej na premierze Tusku, aniżeli na Komorowskim. Ktokolwiek byłby kandydatem PiS nie wygra tych wyborów. Jednak niezwykle istotne jest, aby kandydat ten wziął udział w drugiej turze. Brak drugiej tury zniechęciłby, bowiem wyborców PiSu. Straciliby oni nadzieję na zmianę. W przypadku przejścia do drugiej tury Ziobry, wyborcy staną przed realną alternatywną konserwatystów na polskiej scenie politycznej, co również dla PiSu raczej nie jest dobre. Wspólny kandydat czy to na prezydenta, czy premiera Prawa i Sprawiedliwości i Solidarnej Polskiej przyczyniłby się do przejścia elektoratu do partii większej, bo skoro niczym się nie różnią, to po co głosować na partię Ziobry? Moim zdaniem scenariusz optymalny, a zarówno najbardziej realny jest ten, w którym w wyborach prezydenckich startuje Kaczyński, a profesor Gliński będzie w tym czasie będzie nadal lansowany na premiera. W wyniku przegranej Kaczyńskiego w drugiej turze nastąpi zmiana planu i to on będzie kandydatem na prezesa Rady Ministrów.

Z drugiej strony mamy koalicję rządzącą. Trzeba przyznać, że dawno nie było tak fatalnego okresu dla Tuska. Od społecznego sprzeciwu przeciwko ACTA, wspierania zadłużonych krajów, aferę z Amber Gold, kiepskiego przygotowania na EURO, ogromną porażkę przy budowie drugiej linii metra, do Basenu Narodowego. Kolejne expose w tym kontekście jest nic niewarte. Premier stracił wiarygodność, a kolejna zmiana poglądów na nikim nie wywiera już wrażenia. Zresztą w przemówieniu tym, oprócz zapowiedzi stworzenia kolejnej piramidy finansowej oraz wydłużenia urlopu macierzyńskiego (kto za to zapłaci, pracodawca?) nie było nic wartościowego. Społeczeństwo z każdym z tych wydarzeń tracili zaufanie do premiera i nie pomogły przyjaźnie nastawione media. Chociaż nawet w mediach można zauważyć wprawdzie delikatny, ale jednak zwrot w kierunku bardziej „obiektywnego”. To wszystko zbiegło się dodatkowo z kryzysem, który może bezpośrednio nie dotyka tak bardzo Polski, to jednak wywołuje obawę zwykłych ludzi o pracę, pozaciągane kredyty i inne finansowe sprawy.

 

Dopiero taki zbieg zdarzeń spowodował zmianę w sondażach. Dziwi to, że społeczeństwo jest tak niewrażliwe na dotyczące je decyzje, które zapadają w Sejmie. Może świadczyć to o tym, że sytuacja gospodarcza Polski nie wpływa na decyzję wyborców. Sugerowałoby to, że gdy w 2007 roku, gdy gospodarka działa prężnie, to Polacy wybrali „europejskość” i „spokój”. A dopiero pozytywne działania opozycji połączone wraz z serią wpadek rządu i kryzysem finansowym zmieniły nastawienie obywateli Rzeczpospolitej.

 

Kończąc swój wywód zwracam uwagę na Wotum Zaufania. To właśnie ono pokazało, jak nasz ustrój parlamentarny daleki jest od ideału „demokracji”. Mimo, że brak jest już poparcia społecznego dla rządów i jego decyzji to posiada on większość parlamentarne. A ustawy forsujące rozwiązania bez akceptacji społeczeństwa stają się obowiązującym prawem.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (9)

Inne tematy w dziale Polityka