Od dłuższego czasu ze zdziwieniem obserwuję poczynania premiera Węgier, dlatego też kiedy Igor Janke opublikował swoją książkę „Napastnik. Opowieść o Victorze Orbanie” postanowiłam zapoznać się z tą publikacją, aby przekonać się, czemu prawicowe środowiska (na czele z Jarosławem Kaczyńskim, który swego czasu chciał uczynić z Warszawy drugi Budapeszt) w Polsce tak bardzo hołubią tego polityka. Tak jak myślałam, pan Janke koncentruje się przede wszystkim na antykomunistycznej postawie Orbana, dokładnie opisuje jego trudne początki, zaangażowanie w walkę z minionym systemem oraz zdecydowaną postawę jako szefa rządu.
Jednak, jak sam przyznaje, jest to publikacja mocno jednostronna. Autor zdecydowanie skupia się na zaletach, bagatelizując lub zupełnie pomijając stawiane Orbanowi zarzuty. A jest co krytykować. Jestem w stanie zrozumieć Węgrów, do których narodowo-konserwatywna retoryka Orbana przemawia, zwłaszcza że lewica za rządów Ferenca Gyurcsány’ego skompromitowała się tam doszczętnie, wydaje mi się jednak, iż polscy obserwatorzy powinni podejść do sprawy bardziej krytycznie.
Pomijam już kwestię tego, że dla części osób narodowy, antyeuropejski program Orbana jest nie do przyjęcia. O wyznawanych ideologiach i systemach wartości można wprawdzie dyskutować, jednak trudno oczekiwać iż rozmówca zmieni zdanie. Zarzuty wobec premiera Węgier sięgają jednak znacznie dalej niż tradycyjne antagonizmy na linii prawica – lewica. Victor Orban jest nie tylko autorem balansującej na granicy łamania wolności słowa ustawy medialnej ale również szeregu bardzo niekorzystnych rozwiązań gospodarczych.
Przede wszystkim rząd Victora Orbana ograniczył niezależność banku centralnego i rady polityki pieniężnej, która jest obecnie podstawą sprawnego funkcjonowania systemów fiskalnych. Odnoszę wrażenie, iż w ogóle znaczna część społeczeństwa nie rozumie, jak ważna jest rola tych instytucji. Każdy z nas ma wyrobiony pogląd na temat podatków, natomiast informacje o podwyższeniu/obniżce stóp procentowych wielu osobom nie mówią zupełnie nic, mimo iż często są obiektywnie o wiele ważniejsze dla gospodarki niż nawet spore zmiany w podatkach. Jeśli już do mediów przenikają komunikaty o „konieczności chłodzenia gospodarki” to najczęściej traktowane są z pełnym szyderstwa politowaniem, nawet przez całkiem poważnych ekonomistów, jak na przykład Grzegorz Kołodko, którego skądinąd pod wieloma względami cenię.
Mówiąc najprościej: najważniejszą rolą banku centralnego, który odpowiada za emisję pieniądza, jest walka z inflacją (i jeśli to możliwe) wzrost gospodarczy. Problem w tym, że obydwa te cele stoją we wzajemnej sprzeczności, ponieważ większa ilość pieniądza w obiegu pobudza gospodarkę. Dlatego, poza wyjątkowymi sytuacjami, absolutnym priorytetem banków centralnych jest stanie na straży wartości pieniądza. Jest zrozumiałe, że ze względu na pełnioną przez siebie funkcję, premier czy minister gospodarki będzie naciskał na zmniejszanie stóp procentowych i zwiększanie ilości pieniądza w obiegu by pobudzić gospodarkę, natomiast bank centralny powinien hamować te zapędy, dlatego tak ważne jest, by był on instytucją niezależną.
Victor Orban zdaje się tego nie rozumieć. Jego zwolennicy wszelką krytykę ze strony Unii Europejskiej czy Międzynarodowego Funduszu Walutowego nazywają mieszaniem się w sprawy wewnętrzne Węgier, a Victora Orbana podziwiają za „niezależność” i „zdecydowaną postawę” a każde nawet najbardziej „nieortodoksyjne” żeby nie powiedzieć dziwne, zachowanie tłumaczą walką z wpływami komunistów.
Drugą sprawą, w której Victor Orban i jego partia Fidesz wykazały się podobną beztroską, jest kwestia kredytów walutowych. I w Polsce dla wielu osób spłata kredytów we franku okazała się w pewnym momencie bardzo uciążliwa, na Węgrzech jednak, gdzie wahania kursu forinta są w ostatnim czasie bardzo wysokie i ten problem jest znacznie szerszy, Victor Orban znalazł, można by rzecz cudowne rozwiązanie. Ustawowo obniżył dłużnikom raty kredytu. Jakie to proste, jakie piękne… Wystarczy jedna ustawa i można kredyt mieć niższy… Czytając po raz pierwszy informacje o tym, nie wiedziałam, czy śmiać się czy płakać. Chyba nie muszę tłumaczyć, jak głupi był to krok? Przecież nie może być tak, że część społeczeństwa decyduje się ponieść ryzyko kursowe i kiedy zyskuje to wszystko jest dobrze, a kiedy na tym traci, to rząd, kosztem banków, ratuje im tyłek. Sprawą zajmie się Europejski Trybunał Sprawiedliwości, Orban jednak nie traci entuzjazmu: zapowiedział już że chciałby wprowadzić całkowity zakaz kredytów hipotecznych w walutach zagranicznych.
Politykę gospodarczą partii Fidesz cechuje tani populizm i nieufność wobec zagranicznych koncernów połączony z zupełną nieznajomością zasad rządzących ekonomią. Decyzję o obniżce cen energii o 10% zagraniczne spółki pomyślnie zaskarżyły przed sądem. Niewątpliwie, taka obniżka byłaby korzystna dla konsumentów, jednak – pomijając aspekt prawny – bardzo uderza w atrakcyjność inwestycyjną kraju. Trudno by światowe banki czy koncerny inwestowały swój kapitał na Węgrzech, wiedząc, że w każdej chwili jedna decyzja władz może sprawić iż stracą znaczną część zysków. Orban zdaje się tym nie przejmować, nakładając wysokie obciążenia w postaci podatków.
Z pewnością kontrowersyjnych decyzji Orbana w sferze gospodarczej jest więcej, wspomnę jednak jeszcze tylko na jednej. Reforma systemu emerytalnego. Zastanawia mnie, jak to jest, że Jarosław Kaczyński, który zdecydowanie krytykuje Platformę za reformę OFE, zupełnie nie zauważa tego samego u swojego politycznego wzoru, a przecież reforma na Węgrzech poszła znacznie dalej i tam faktycznie zlikwidowano OFE. Chociaż z drugiej strony, wydaje mi się, że PiS krytykuje PO, bo musi, ale pewnie gdyby był u władzy, poszedłby w tym samym kierunku.
Wracając do Victora Orbana – to polityk, który stara się budować swoje poparcie na wizerunku twardego antykomunisty, zdecydowanie walczącego o „narodowy interes”. Przeszłość w opozycji antykomunistycznej i patriotyzm nie mogą jednak być usprawiedliwieniem dla ignorancji w kwestiach gospodarki.



Komentarze
Pokaż komentarze (27)