10 obserwujących
87 notek
84k odsłony
  1503   0

Lisowczycy w Sudetach

Idąc przez środkowe Karkonosze, między Hutniczym Grzbietem znaczonym Bażynowymi Skałami a również pokrywą rumowiskiem Suchą Górą ciągnie się aż pod Karkonoską Przełęcz głęboka i długa dolina, zwana Kozacką (Kosakenloch). Zwana tak jednak nie od mołojców Nalewajki, Pawluka czy Chmielnickiego, lecz od jazdy typu kozackiego, która swą brawurą i walecznością zadziwiała i przestraszała mieszkańców ziem od Górnych Węgier aż po Ren. Jazda ta przeszła przez Śląsk i Sudety, dając się poznać i jako mężny przeciwnik, i jako uciążliwy, nakładający "kontrybucje" żołnierz. Ale takie to były burzliwe czasy.

Hrabia Frantiszek Bernard Thurn patrzył z korony glockich murów na rozciągające się przed nim pofalowane dno śródgórskiej kotliny, zwanej dziś Kłodzką. Tam właśnie, niezbyt daleko, na południu, gdzie kończył się cień
wyniosłego Schwarzerbergu (dziś: Czarna Góra), przesłaniającego jeszcze wyższy Schneeberg (dziś: Śnieżnik), tworzyła się nowa nadzieja dla kłodzkiego garnizonu, wiernego sprawie powstania, które cztery lata wcześniej ogarnęło Czechy. Frantiszek Bernard był synem Jindricha Matjasa, hrabiego Thurn. Ojciec, bogaty szlachcic posiadający dobra w Czechach i Chorwacji w roku 1617 był jednym z autorów listu do arcyksięcia Ferdynanda w sprawie potwierdzenia swobód religijnych dobrych braci Czechów. Po niepowodzeniu tej inicjatywy, 23 maja roku kolejnego był współinicjatorem wyrzucenia z Hradczan "de fenestra" habsburskich namiestników - hrabiego Martinca i Slavaty. Ci, ponoć cudownym zbiegiem okoliczności, osiedli na kupie nieczystości pod oknami, poza potłuczeniami, krzywdy sobie nie czyniąc. Mimo tego całe zdarzenie na tyle z jednej strony rozwścieczyła Ferdynanda II, z drugiej strony rozochociło czeskich protestantów, że stało się zaczynkiem wielkiej wojny. Wojna ta miała, czego pewnie ani przyszły cesarz, ani okazujący dyshonor jego przedstawicielom prażanie nie przewidywali, potrwać lat trzydzieści i wciągnąć w swój wir tak dalekie kraje jak Francję kardynała Richelieu czy Szwecję nadzwyczaj walecznego Gustawa Adolfa.

Clouds rolling over Karkonosze

Chmury nad Kozacką Doliną

Thurn starszy, liczący w chwili wybuchu wojny lat 51, objął dowodzenie sił powstańczych w Czechach i uczestniczył w listopadzie roku 1620 w niesławnej bitwie pod Białą Górą. Miał wówczas pod komendą spory regiment piechoty na lewym skrzydle armii protestanckiej. Jego syn, 18-letni Frantiszek właśnie, prowadził część tego regimentu. Obaj Thurnowie oglądali jak przeciwna flanka armii protestanckiej ulega naporowi wojsk habsburskich, a następnie, gdy  przeciwnik rozpoczął manewr oskrzydlający ich pozycje, nie czekali długo, tylko wycofali się szybko, acz z godnością, z zamętu przegranej już bitwy do Pragi. Ich regiment wyrzynali tymczasem ruchliwi jeźdźcy w czerwonych spodniach, używający szabel zamiast rapierów. Thurn starszy miał już wcześniej z nimi do czynienia i wiedział, że byli to bitni i okrutni polscy najemnicy w służbie cesarskiej - lisowscy kozacy, zdolni do szaleńczej i skutecznej szarży w najmniej sprzyjających okolicznościach. Lisowczycy byli zmorą strony protestanckiej od jesieni zeszłego roku, kiedy to wtargnęli na Górne Węgry i rozjechali wojska Rakoczego stanowiące osłonę ciągnących na Wiedeń i sprzymierzonych z Czechami oddziałów siedmiogrodzkich Bethlena Gabora. Thurnom, ojcu i synowi, udało się szczęśliwie wyrwać z Czech po białogórskiej porażce i razem z królem zimowym - palatynem reńskim Fryderykiem zbiegli przez górskie trakty Sudetów na Śląsk. Fryderyk udał się następnie do palatynatu, gdzie był zmuszony bronić swojej dziedziny przeciw zachęconej sukcesem pod Białą Górą Lidze Katolickiej. W roku 1622 wojska Ligi wkroczyły do Palatynatu, a 6 maja tego roku zwycięzca spod Białej Góry Johan, hrabia von Tily pokonał ponownie protestantów pod Wimpfen.

Old bridge in Klodzko

Zabytkowy most w Kłodzku - figury dodano po wojnie 30-letniej

Frantiszek Bernard Thurn  znalazł się w Kłodzku w lutym 1622 roku i objął komendę sprzyjającej sprawie protestanckiej miasta. Okolice były spustoszone przez działające tu od jesieni poprzedniego roku oddziały saskie pułkownika Goldsteina. Odeszły dopiero po zakończeniu zimy i Thurn postanowił wtedy przejąć inicjatywę. 27 maja dokonał wypadu na Nową Rudę, zdobywając i plądrując miasteczko. Teraz doszły go wieści o zbieraniu się pod Habelschwerdem (dzisiejszą Bystrzycą Kłodzką) mieszkańców okolic w zbrojną kupę, która mogła dodatkowo skomplikować życie oddziałom Karola Hannibala, hrabiego von Dohna, krążącym wokół miasta. Von Dohna, który pierwsze imię nosił po wielkim władcy odrodzonego cesarstwa zachodniego, drugie zaś po sławetnym wodzu kartagińskimm nie miał wystarczających sił by zająć Kłodzko, obsadzone piechotą i dragonami Thurna. A ponieważ ciężar działań wojennych przeniósł się z Czech do krajów Rzeszy, nie mógł liczyć na przeważające szalę posiłki. Thurn zastanawiał się co począć z wieściami o bystrzyckich powstańcach - niekarne pospolite ruszenie nie byłoby zbytnim wsparciem załogi kłodzkiej, niemniej samo w sobie wiązało ręce von Dohnie, zmuszając go do operacji na dwóch lokalnych frontach. Thurn patrzył zatem ku południowi na rozsiane w dolinie Nysy przysiółki, gdzie wcześniej widziano odchodzące ku Habelschwerdowi oddziały von Dohny. Czerwcowa niedziela zapowiadała leniwą, ciepłą pogodę. Niebo wprawdzie chmurzyło się i przez chwilę nawet padał drobny deszczyk, lecz po to tylko by zaraz wyjrzało słońce. Nagle Thurna dobiegły krzyki i tętent koni. Prowadzącą ku miastu drogą pędzili jeźdźcy, w których po stroju poznał własnych dragonów rozstawionych na straży o pół mili od miasta. Szybko zszedł na dół i dał rozkaz otwarcia bram.

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura