Czasy mamy takie, ze nie trzeba przylapywac nikogo na kradziezy, zeby zrobic z niego zlodzieja. Wystarczy publicznie zapytac, czy jest zlodziejem. Zrobienie tego w odpowiednim towarzystwie da najlepszy efekt. Jest to obrzucenie kogos blotem w najlepszy z mozliwych sposobow, bo w sposob LEGALNY.
Nie lubimy kogos? To zapytajmy publicznie, czy to prawda, ze siostra tego kogos uprawia seks oralny z bezdomnymi na masowa skale?
Nie zgadzamy sie z kims? Zapytajmy publicznie, czy to prawda, ze jego rodzice oszukali Urzad Skarbowy na 350 tysiecy zlotych.
Ktos nam zalazl za skore? Zapytajmy publicznie czy to prawda, ze okrada domy dziecka.
Wsrod publicznosci, zawsze znajdzie sie grupa ludzi, ktora nie bedzie sie zastanawiala, czy takie pytanie jest zasadne. Dla nich sprawa jest prosta: Jak sie pyta o przestepstwo to znaczy, ze cos musi byc na rzeczy. A jak jest cos na rzeczy to wiadomo: winny.
Mechanizm dziala tak samo jak publikowanie zdjecia osoby z czarnym paskiem przeslaniajacym oczy. Nie trzeba czytac tekstu pod zdjeciem bo wiadomo: na tym zdjeciu to byc musi jakis kryminalista. Winny? Niewinny? A kogo to obchodzi....?
Wszystko to w odniesieniu do tekstu o pani Kazimierze Szczuce autorstwa blogera J. Makowskiego pt " Czy matka Kazimiery Szczuki była prostytutką?"
Stwierdza tam pan J. Makowski, ze zdanie Szczuki mowiace o malzenstwie jako legalnej prostytucji sa "przejawem intelektualnego rynsztoku znanej feministki. "
I kto to mowi, panie Makowski?
Pan, ktory w tytule probuje ublizyc czyjejs rodzinie przez insynuowanie pytaniami o prostytucje.
To nie intelektualny rynsztok. To intelektualny stragan z tandeta.
Wstyd.


Komentarze
Pokaż komentarze (14)