Zgodnie z zapowiedzią, tym razem o abonamencie telewizyjnym, który jak wiadomo, w Polsce jest średnio (delikatnie mówiąc) skutecznie pobierany.
Podobieństw jest dużo. Także w UK jest to źródło finansowania publicznej telewizji (BBC) i także płaci się go za posiadanie sprawnego sprzętu do odbioru takiego sygnału, wliczając w to także sprzęt taki jak komputery z tunerem TV czy telefony komórkowe odbierające programy telewizyjne. Za to wolne od licencji, jak tutaj się to nazywa, jest radio. Koszt, w relacji do zarobków nawet podobny, 135 funtów rocznie za licencję kolorową i ok. 50 za czarno-białą.
Różnica zaś jest i to bardzo widoczna, w skuteczności. Na 28 mln adresów, do których powinna być przypisana licencja TV, przypada 25 mln opłacanych licencji. Należy wziąć pod uwagę, że część z tych 3 mln brakujących to miejsca gdzie rzeczywiście nie ma TV, puste mieszkania czekające na lokatorów itp. Skuteczność więc sięgająca 90 procent.
Wiedziałam to już wcześniej, a mimo to gdy dwa dni po zamieszkaniu w Lewes dostałam list przypominający o obowiązku posiadania licencji, byłam zdumiona. Właściciel wyprowadził się z tego mieszkania całkiem niedawno, więc i od bardzo niedawna nie było przypisanej do niego licencji, te parę dni jednak wystarczyło, aby odpowiednie służby zauważyły zmianę. I informując o obowiązkach, poinformowali też o sposobach załatwienia sprawy. O możliwości wyboru płatności miesięcznej, kwartalnej, rocznej lub tygodniowej. O tym, jak zgłosić że się nie ma TV i o tym, że wtedy zostanie to sprawdzone. O tym wreszcie, że nieopłacenie tej licencji jest przestępstwem kryminalnym (bo jest) i może kosztować do 1000 funtów grzywny. Poza tym wszystkie informacje o tym czym jest i kiedy jest potrzebna TV Licence, jeśli się nie zna tego.
Telefonicznie można załatwić wszystko. Przy użyciu automatycznej linii, ustalić stałe zlecenie dla swojego banku i mieć z głowy, płacąc 11-12 funtów co miesiąc - licencja przyjdzie pocztą. Jak ktoś woli, może użyć internetu i zrobić to samo. Jak ktoś automatów nie lubi, może porozmawiać z operatorem, popytać, upewnić się.
I to kolejna rzecz, której nie wiem. Skąd ta różnica w efektach? Czy stąd, że tu o wszystkim informują każdego? Czy stąd, że wozy wykrywające pracujące TV namierzają każdego dnia 1000 nielicencjonowanych odbiorników? Czy stąd, że przeciętny Brytyjczyk wie, że tego, jak każdego innego podatku się nie uniknie, więc woli zapłacić 135 funtów niż 1000 nieuchronnej grzywny? Może właśnie rzecz w tej nieuchronności kary?
Nie wiem, na razie czekam na inspekcję. Nie zdążyłam wykupić licencji, po dwóch dniach telewizor odmówił posłuszeństwa (spalił sie transformator, jak mówi specjalista) a jego naprawa sięga kosztu nowego. Zadzwoniłam, upewniłam się że w tej sytuacji nie muszę mieć licencji i że przyjdzie ktoś obejrzeć mieszkanie żeby to potwierdzić. Mam nadzieję, że telewizor nie ożyje nagle :)
Lewes, East Sussex, 14 październik





Komentarze
Pokaż komentarze (27)