28 obserwujących
299 notek
409k odsłon
  297   0

Po debacie opowieść o oszustwie stulecia.

Jest to ilustracja prawdziwej historii gospodarczej III RP, wyjaśnia kulisy konfliktu pomiędzy Donaldem Tuskiem, a Jarosławem Kaczyńskim, pokazuje na czym polega istota nieporozumień  pomiędzy III, a IV Rzeczpospolitą. Opowieść ta jest najłatwiejszym do zrozumienia modelem układu III RPWczoraj pani Elżbieta Jaworowicz pokazała tę sytuację w swoim programie "Sprawa dla reportera".

Przed 1990 rokiem w Sosnowcu pracownicy jakiegoś kombinatu odkładali swoje pieniądze w Zakładowym Funduszu Mieszkaniowym. To były ich pieniądze. Za te pieniądze, kombinat wybudował dla nich mieszkania, za które oni wtedy zapłacili swoimi pieniędzmi. Według współczesnych norm gospodarki rynkowej, już wtedy te mieszkania były ich własnością.

Były własnością osób, które za te mieszkania zapłaciły swoimi prywatnymi pieniędzmi. 

JEDNYM Z NAJWAŻNIEJSZYCH ŹRÓDEŁ OSZUSTWA PRYWATYZACJI po roku 1990 BYŁO i NADAL JEST PRZENIESIENIE PATOLOGII PRAWA WŁASNOŚCI  z PRL WPROST DO III RP.

To, co było w PRL zawłaszczone i ukradzione, po reformie 1990 roku nadal pozostało ukradzione i zawłaszczone. 

Ani historycy, ani uczeni prawnicy, ani też eksperci i politycy zgromadzeni przez panią Elżbietę Jaworowicz w studio telewizyjnym nie zauważyli tego, ani nie zdają sobie z tego sprawy. Zapamiętajmy, według wszelkich zasad sprawiedliwości Boskiej, ludzkiej, według powszechnego rozumienia pojęcia sprawiedliwości i dobrego obyczaju, zgodnie z  regułami wolnego rynku, ludzie ci zapłacili za te mieszkania swoimi ciężko zarobionymi pieniędzmi. Mówili do kamery, nawet z trzynastej pensji oddawaliśmy więcej niż połowę na te mieszkania. Byli więc prawdziwymi właścicielami. Mieszkali, bo zapłacili, to był ich trud i krwawica, to były ich pieniądze.

Wszyscy reformatorzy w roku 1990, Waldemar Kuczyński, profesor Witold Trzeciakowski, profesor Jerzy Osiatyński, Tadeusz Mazowiecki, Bronisław Geremek, Aleksander Smolar, Andrzej Arendarski, Henryka Bochniarz, Leszek Balcerowicz doskonale wiedzieli, że prawo własności w komunistycznych czasach PRL było jedynie drwiną z prawa.

Zdawali sobie świetnie sprawę, że było skutkiem zawłaszczenia, kradzieży nacjonalizacyjnej. Było skutkiem i przejawem zniszczenia zasad prawa własności, rozmyciem i zdegenerowaniem tego prawa, udawanym jego stosowaniem. Donald Tusk i jego Platforma Obywatelska jest politycznym i ekonomicznym dziedzicem tych ludzi, łączy ich pełne porozumienie i wspólny cel. Tym celem jest kontynuowanie ich prawa do dysponowania podstępnie zawłaszczonym majątkiem. Dokładnie tak jak kanciarsko uwłaszczona w Sosnowcu rodzina Buczków.

Wszystkie te reformujące osoby doskonale wiedziały, że prawo własności, z którego korzystał aparat władzy komunistycznego PRL, było świadectwem hipokryzji, a nie prawem.
Wiedzieli.

I nagle, w 1990 roku wymienieni przeze mnie ludzie stali się legalistami, stan prawa własności na 1 stycznia albo 1 kwietnia 1990 roku uznali za obowiązujący i "legalistycznie" legalny.
Tak sobie ot.
Nagły napad legalizmu.

I nagle, skutkiem reformy 1990 roku to, co w PRL zostało ukradzione i zawłaszczone, pozostało nadal ukradzione i zawłaszczone. Tak ci konkretni reformatorzy wyobrażali sobie zachowanie ciągłości prawnej po znikającym PRL. Jest to bezpośrednia przyczyna kłopotów z mieniem „poniemieckim” na Opolszczyźnie, Warmii i Mazurach, na „Ziemiach Odzyskanych” i wszelkich innych polskich ziemiach. Nie uregulowane stosunki własnościowe, nie uporządkowany stan prawa własnościowego i nagłe zamrożenie postkomunistycznego status quo. To jest bezpośredni powód tragedii kilkuset rodzin w Sosnowcu, reprezentowanych w telewizyjnym studio przez dwie starsze panie. To jest podstawa prawna nieoczekiwanych wyroków na korzyść byłych niemieckich  właścicieli majątków na "Ziemiach Odzyskanych". Nie bałagan uczyniony przez rządy PiS, ale bałagan pozostawiony przez PRL, bałagan który trwał przez piętnaście lat, bałagan III RP.

A starsze panie z Sosnowca?
Pomimo, że one przed 1990 rokiem zapłaciły za mieszkania, mimo że wedle wszelkich praw moralnych były właścicielkami tych mieszkań, wedle praw PRL nie były właścicielkami. Bo te mieszkania były zapisane jako własność państwowego kombinatu.

Jakim prawem?
Prawem powszechnie obowiązującym wtedy w PRL, czyli prawem kaduka. Tak wtedy w PRL po prostu było.

Mieszkania były zbudowane z prywatnych pieniędzy, ale zarejestrowane były jako własność wspólna. Wszyscy wiedzieli, że była to lipa, ale na układy nie ma rady. Ludzie czuli się właścicielami, byli traktowani jak właściciele, uważali się za zabezpieczonych do końca życia. Tak było wtedy.
Tak było i już.

Tak do roku 1990 było.
Prawo własności było nieistotną procedurą administracyjną. Własność, wieczyste użytkowanie, dzierżawa, najem, jaka różnica? Tak naprawdę do roku 1990 w codziennym  rozumieniu i zwykłej życiowej praktyce, pojęcie własności straciło już swój sens, przestało mieć znaczenie, przestało być rozumiane i nikt o to prawo już nie dbał.
I tak wszystko wtedy było państwowe. 

Lubię to! Skomentuj10 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale