28 obserwujących
299 notek
409k odsłon
  119   0

5 grudnia 2007. Urodziny Marszałka Józefa Piłsudskiego.

Okrągła, 140 rocznica urodzin polskiego męża stanu minęła niezauważona.
Czy dziwne?
Józef Piłsudski był chyba jedynym  polskim prawdziwym mężem stanu, który z myślą o polskiej racji stanu wybrał i realizował jedną z możliwych opcji geopolitycznych. Słowo wcielił w czyn. Z tego powodu automatycznie stał się politykiem kontrowersyjnym. Wielka polityka budzi wielkie emocje. To naturalne, tak dzieje się wszędzie. Wielcy politycy zawsze są kontrowersyjni. Taki był los Konrada Adenauera, Ludwiga Erharda, Margaret Thatcher, Winstona Churchilla, Charlesa de Gaulle. Byli szanowani i znienawidzeni, strzelano do nich. Ale mieli realny i znaczący wpływ na teraźniejszość i na przyszłość.
Dzisiaj tylko jedno ma znaczenie. Konsekwencje ich wyborów.
 Antoni Dudek we „Wprost” nr 17 z 30 kwietnia 2006 roku napisał recenzję zatytułowaną „Geopolityczna dwunastka” o książce Piotra Eberhardta „Twórcy polskiej geopolityki”. Antoni Dudek pisze:                  

„We współczesnej Polsce debata na tematy geopolityczne w praktyce nie istnieje (…) Trudno tego nie uznać za jeszcze jeden przykład kryzysu polskiej myśli politycznej. O jego głębokości można się przekonać, czytając książkę prof. Piotra Eberhardta poświęconą dwunastu twórcom polskiej geopolityki. Już sam ich dobór ze znacznie dłuższej liczby kandydatów wskazuje, że w końcu XIX wieku i w pierwszej połowie XX wieku polska geopolityka przeżywała okres rozkwitu. Na liście Eberhardta znaleźli się zarówno znani politycy, m.in. Roman Dmowski, publicyści (Juliusz Mieroszewski), jak i naukowcy (Eugeniusz Romer), ale najciekawsze szkice dotyczą postaci już dzisiaj nieomal kompletnie zapomnianych. Podstawowy dylemat polskich geopolityków najlepiej oddają tytuły dwóch książek:
Głośnej rozprawy Dmowskiego „Niemcy, Rosja i kwestia polska” oraz nawiązującej do niej pracy Adolfa Bocheńskiego „Między Rosją a Niemcami”. Na pytanie jak Polacy mają sobie ułożyć relacje z dwoma, równie wielkimi, co ekspansywnymi sąsiadami, bohaterowie książki udzielali bardzo różnych odpowiedzi. (…) Największą przenikliwością okazał się Włodzimierz Bączkowski (…)”
 

W końcu XIX wieku i w pierwszej połowie XX wieku w Polsce była geopolityka, była ważna publiczna dyskusja, była więc i prawdziwa polityka. Józef Piłsudski miał w czym wybierać. Jego wielkość i autorytet polegały na tym, że jego wybór był jasny i zrozumiały dla wszystkich, był wyciągnięciem wniosków z faktów geopolitycznych, poglądów nauki i publicystyki, był kwintesencją  dyskutowanych publicznie rozwiązań i propozycji dla polskiej racji stanu. Jego wybór był faktem publicznym i politycznym. Najważniejsze jest co innego. Wybór Piłsudskiego nie był wtórny, nie był "postawieniem" na żadnego z sąsiadów, nie miał nic wspólnego z przesłaniem znanego przysłowia „pokorne cielę dwie matki ssie”.

Nie tak. Ani Rosja, ani Niemcy. To była chyba istota sporu pomiędzy patriotycznymi stronnictwami zbliżenia, albo „postawienia” na Rosję, albo na Niemcy. Polska racja stanu to nie ruletka, ani bakarat. To nie jest kwestia "postawienia" na silniejszego konia.

Ten konflikt Piłsudski rozwiązał po macedońsku, postawił na Polskę. Ani na Rosję ani na Niemcy, ale na Polskę. Wiedział doskonale jaka jest Polska, jak wiele w niej kundlizmu, obleśnej dulszczyzny, jak wielu Dyzmowatych  podlotów do karier, jak wiele z dziedzictwa zaborów, lizusostwa i paskudnego miałkiego gęgania. Wiedział, czuł obrzydzenie. Ale wybrał Polskę, postawił na to, co w Polskiej tradycji i doświadczeniu historycznym najszlachetniejsze, najbardziej twórcze i konstruktywne. Jego wybór nie był tylko wyborem politycznym, był także wyborem wartości cywilizacyjnych, był wyborem spośród bardzo rozmaitego dorobku polskiej tradycji. Chciał z polskiej tradycji odrzucić to co paskudne, wywiać plewy i budować dalej Polskę na tym, co w niej najlepsze.

Najlepszą charakterystyką takiego stanowiska jest fragment wypowiedzi Józefa Piłsudskiego, który odnalazł i opublikował kilka dni temu duńczyk, na stronie christianitas. Prosiłbym duńczyka o podanie, skąd zaczerpnął ten cytat.

 

5 grudnia 2007. Nie ma polskiej geopolityki, nie ma publicznej dyskusji o ważnych dla polskiej przyszłości sprawach, nie ma więc ani wielkich mężów stanu, ani polskiej polityki. Jest już tylko wtórne naśladowanie salonów, uznawanych za europejskie. Igor Janke w "Rzeczypospolitej" znalazł dość adekwatne określenie "Partii białej flagi". Ideowa definicja tej partii zamyka się w diagnozie Ewy Thompson "Kolonialna mentalność polskich elit". Tyle.
 

Jeden tylko przykład
W wielkim dylemacie Romana Dmowskiego dzisiaj zmieniło się wszystko, nic nie pozostało. Nie ma już tej Rosji. Aktualna polska polityka nie zauważyła tego faktu. Podstawy teoretyczne takiej polityki jeszcze nie znalazły się w XX wieku. Jest to jeszcze myślenie zupełnie serio o rosyjskim imperium. Tak myślą jeszcze tylko na Kremlu. I jak się okazuje, jeszcze i w Warszawie. Jest to jednak tylko zbrodniczy anachronizm. To jest budowanie polityki na fałszywym fundamencie. Kropka.

Lubię to! Skomentuj10 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale