28 obserwujących
299 notek
409k odsłon
  767   0

Rok 2008 - Ku pokrzepieniu serc.

Wszystko jest ważne, są jednak sprawy najważniejsze. Duch w narodzie. Energia życiowa, wiara we własne siły. Rozstrzygające znaczenie woli i nieugiętego dążenia do sukcesu doskonale rozumieją najlepsi trenerzy sportowi, dowódcy i wielcy przywódcy. Historia jest pełna wspaniałych przykładów wielkich zwycięstw ludów bez szans, w których jedynie duch był wielki.
Wystarczy przykład dyskryminowanego narodu żydowskiego w diasporze. Ameryka sama w sobie jest najlepszym przykładem, jest też na wiele sposobów zbiorem spełnień ambitnych marzeń.

Ludzie, uwierzcie we własnie siły. Wiara, nadzieja, miłość czynią cuda. Taki był cel myśli jawnie wykrzyczanej przez Mikołaja Reja:
- Polacy nie gęsi i swój język mają.
Taki był zamiar dziewiętnastowiecznych polskich elit. Twórczość i działalność bardzo wielu wybitnych Polaków, którzy pokazywali sposób na sukces w każdej możliwej do pomyślenia sferze. Całe pokolenia nauczycieli zachęcających do życia godnego i ambitnego, do fascynacji i ciekawości świata. Wiara, nadzieja, miłość to symbol wezwania wielkiego wychowawcy pokolenia JP II.
Cuda w prawdziwym świecie nie biorą się z nikąd.

Od wielu lat próbuję zachęcić do podjęcia projektu „ku pokrzepieniu serc”, który się Polsce należy.
Mówią malkontenci, że Polska i Polacy są Ojczyzną zmarnowanych szans, krainą niespełnionych nadziei. Krążą mity o zmarnowanym efekcie zwycięstwa pod Grunwaldem, o fatalnych polskich cechach narodowych, o polskiej ksenofobii, antysemityzmie, lenistwie, o paskudnym indywidualizmie. Socjologowie rozpamiętują niską samoocenę, brak wiary i szacunku do własnej nacji. Nie ma sensu cytować wyników nieustannie powracających badań „zapomnianych polskich generacji bez pamięci”, bez tradycji i ambicji.  Fakt, tyle już razy zostaliśmy potężnie oszukani, przeszedł nam koło nosa rezultat powstrzymania komunizmu w 1920 roku, dobiła nas zmowa Ribbentrop-Mołotow i jej wstrętna kontynuacja w jałtańskim finale II Wojny Światowej.

Nie brakuje w polskiej historii fatalnych doświadczeń. Prawdziwa Polska historia obfituje w przeróżne nurty i fakty decydujące o możliwym sukcesie, albo i porażce. Mamy z czego być dumni, nie brakuje i kiepskich doświadczeń. Ale zwykle jednak bywało, że najgorsze fundowali nam  wrogowie. Po 1945 roku przyszedł czas na rodzimą, antypolską zawziętość. Tak, zawziętość. Wrogość. W moich osobistych wspomnieniach, kamieniem węgielnym współczesnego obezwładniania wszystkiego co polskie - był esej Jana Józefa Lipskiego „Dwie ojczyzny dwa patriotyzmy…”
Był to początek.

Początek wielu lat polskich michnikoidalnych elit, zgorszonych swoją polskością. Elit obezwładniających Polskę i wszelką polskość swoją żenującą, kolonialną mentalnością. Przecież przeciwstawienie polskiemu patriotyzmowi - idei Unii Europejskiej, jest oczywistym szczytem absurdu. Co gorsze, to przeciwstawienie jest jeszcze paskudniejsze, bo sięga polskiego interesu narodowego! 

Polska zasługuje na projekt, który może porwać ludzi, wyzwolić energię…

Uwierzyć w siebie, uwierzyć w szlachetność polskiej tradycji. Zrozumieć siłę doświadczeń polskiej historii, docenić niezwykłą współcześnie wartość zawartych w niej inspiracji. 

* * * 

Czytam po latach, ale po raz pierwszy w życiu. Poznaję na nowo historię, którą znam od dziecka, historię, która jest częścią mojej osobistej pamięci historycznej, doświadczeniem i rodzinną intuicją. Przypominam sobie zapomniane przykłady, poznaję nowe. Deja vu.

Paweł Jasienica, „Rzeczpospolita Obojga Narodów, Srebrny Wiek. Wnioski są tym lepsze im inteligentniej się czyta.
Jeden tylko cytat. Opowieść o pierwszym Sejmie elekcyjnym. Wybór Henryka Walezego:

W kwietniu, w polu elekcyjnym stawiło się około pięćdziesięciu tysięcy wyborców, z których każdy był uzbrojony. Słudzy oraz poczty zamożniejszej braci, tworzyli drugi, bodaj równie liczny tłum.. (…) Cudzoziemców mocno zastanowiły dwa objawy. Obrady trwały przez kilka tygodni, a przez ten czas ogromne zbiorowisko ludzi i koni, skupione w pobliżu dziesięciotysięcznego miasta miało co jeść, i to do syta. Korona ówczesna mlekiem i miodem wprawdzie nie płynęła, ale bez trudu opędzała własne potrzeby, a ponadto żywiła swoim zbożem „całe prawie Niderlandy króla Filipa”. Druga niespodzianka, na tym polegała, że nie ubroczyła się żadna z tysięcy wyostrzonych szabel, nie wypaliła ani jedna rusznica. Różnice zdań wyrażały się w sporach, najwyżej w pogróżkach, - zapisał naoczny świadek, Antoni Maria Graziani.  

Proszę. Nawet Paweł Jasienica nie zauważył. Jest to znakomity przykład niezwykłej sprawności polskiej administracji państwowej w bardzo trudnym przedsięwzięciu logistycznym. Porównywalnym, albo i trudniejszym od niejednej współczesnej imprezy. To jest przedsięwzięcie poważniejsze chyba nawet od ME 2012!
100.000 ludzi, zaopatrzenie, wyżywienie, zakwaterowanie. I ta niezwykła dyscyplina.
Fascynujące.  

Lubię to! Skomentuj87 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale