28 obserwujących
299 notek
409k odsłon
  74   0

Nudziarze.

Po raz pierwszy redaktor Warzecha zainspirował mnie pozytywnie. Starał się być po swojemu neutralny. Coś się stało dziwnego, ale jestem mu bardzo wdzięczny. Przybył jeszcze jeden sprawiedliwy. Oceniając przebieg wczorajszej Rady Gabinetowej, Pan redaktor przyjął jednakową miarę dla obu środowisk politycznych, założył, że zarówno Prezydent jak i Premier są starymi nudziarzami, których los Polski nic nie obchodzi. Liczy się tylko gra. Kto kogo przechytrzy. A lekarze i pacjenci, razem z całą służbą zdrowia mogą sobie skoczyć.  

W ten sposób, dzięk obiektywnej metodzie, w tekście Pana Łukasza Warzechy znalazło się więcej niż zwykle prawdziwych obserwacji:
Zacytuję:
W tym przypadku od początku było stuprocentowo oczywiste, że Rada Gabinetowa nic nie zdziała. Po pierwsze - formalnie dlatego, że nie ma kompetencji rządu”. To jest po prostu fakt. 

Po drugie - ponieważ żadnej ze stron - ani rządowi, ani prezydentowi - nie zależało na tym, żeby znaleźć rozwiązanie problemu służby zdrowia, a jedynie na tym, żeby dokopać przeciwnikowi. Czy naprawdę ktokolwiek sobie wyobrażał, że Lech Kaczyński przytuli czule do piersi Donalda Tuska i powie: „Donek, co było, to było, teraz mamy poważny problem, chodź, pogadamy, na pewno coś razem wymyślimy"? W ten sposób jest sformułowane to neutralne założenie. 

Powtórzmy głos świeżo nawróconego sprawiedliwego:

Prezydentowi oraz Premierowi nia zależy. Nudziarze grają swoje gry.

Jest w tym głosie sporo goryczy i żalu, całkiem zrozumiałego. Podzielam to odczucie pana Warzechy, nie jest dobrze, gdy władza znajdzie się w rękach ludzi, którym nie zależy na solidnym wywiązywaniu się ze swoich obowiązków.

Oczywiste jest, że oprócz już opisanego, prawdopodobne są jeszcze następujące warianty:
* Premierowi zależy, a Prezydentowi los służby zdrowia jest obojętny.
** Prezydentowi zależy, a Premierowi nie. Premier jest nudziarzem zajętym  wyłącznie grą polityczną, a skutki sprawowania władzy są mu obojętne.
Pierwszy z tych wariantów (*), znajdzie niewątpliwie wielu uczonych egzegetów i adwentystów. Będą pisać bzdury o Prezydencie, który jest pacynką swego brata i różne inne, podobne  dyrdymały. Pozostawiam im otwarte pole, szkoda zachodu.

Dla równowagi zajmę się drugim wariantem (**).
Czynię więc eksperyment myślowy zakładający jego prawdziwość.

Zyta Gilowską jeszcze jako Minister Finansów prowadziła skuteczną politykę, zmierzającą do tego, aby pod koniec roku 2007 w dyspozycji służby zdrowia znalazła się kwota dwukrotnie większa jak ta w końcu 2005. Platforma Obywatelska, po objęciu władzy zrezygnowała z tego rozwiązania, podając ogólne argumenty o charakterze politycznym, lub doktrynalnym. Aha, jest punkt dla (**).

Jedną z form przedwyborczej walki polityczej z PiS było nakręcanie i popieranie wszelkich protestów przez cały okres od końca 2005 roku do jesiennych wyborów w 2007 roku. Media i politycy PO stawali na głowie w destruktywnej czarnej propagandzie. Walczący o swoje prawa lekarze, pielęgniarki były oczkiem w głowie całego aktywu partyjnego wszelkich opozycji. Białe miasteczko było na rękach noszone przez administrację pani Gronkiewicz-Walz, wśród lekarzy i pielęgniarek roiło się od Piter i Rzeplińskich, pani Kopacz dwoiła się i troiła obiecując złote góry. Cel został osiągnięty. Teraz - obietnice okazały się bez pokrycia, pani Kopacz twierdzi, że pieniędzy brak, z pustego i Salomon nie naleje, ustaw nie ma, są tylko jakieś wersje robocze. Ogólne założenia są takie, jak wiemy. Chcemy, aby było dobrze. Widać, paleta obiecywanych konkretnych rozwiązań jest pusta. Punkt dla (**).

Teraz lekarze i pielęgniarki czując zawód, zwracają się do Prezydenta z prośbą o mediację. Prezydent podejmując wyzwanie, zwołuje Radę Gabinetową. Zgodnie z pierwszą opinią pana Warzechy, Rada Gabinetowa nie jest organem władzy, ale narzędziem rozwiązywania szczególnie ważnych problemów. Pierwszym krokiem Prezydenta jest przeprowadzenie diagnozy. Pierwszym elementem tej diagnozy jest ustalenie jaki jest konkretnie stopień zaawansowania prac rządu w tej sprawie. To jest oczywiście. Rząd jest konstytucyjnym organem władzy wykonawczej, którego obowiązkiem jest działanie w tej sprawie. Rozumiem, że taki był cel stawianych przez Prezydenta pytań. Czyli znowu punkt dla (**).

Premier, któremu na rozwiązaniu problemu nie zależy, decyduje się na potraktowanie Rady Gabinetowej jako kolejnej zagrywki w grze politycznej. Wspólnie z kolegami postanawiają wykorzystać pustkę i brak woli rozwiązania problemu jako narzędzie ataku. Idą na posiedzenie Rady Gabinetowej zupełnie nie przygotowani i zaśmiewają się do rozpuku na samą myśl jaki zrobią kawał Prezydentowi. Żartom i kpinom końca nie ma. Już sobie wyobrażam ich śmiech. Wczoraj widać było jak luzacko maszerował rząd do Belwederu. Byli zadowoleni i rozluźnieni, bo nie musieli się ani sekundy do tej imprezy przygotowywać. Nastrój Premiera był swobodny, widać było wyraźnie, jak odpowiedział na pytanie redaktora Macieja Knapika o spodziewany efekt tej uroczystości. Widać było wyraźnie lekceważące wzruszenie ramionami i perskie oczko puszczone przez Premiera do Pana Knapika. Idziemy robić sobie jaja. Znowu punkt na (**). 

Lubię to! Skomentuj12 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale