28 obserwujących
299 notek
409k odsłon
  150   0

Analizując źródło sukcesu rynkowego Gazety Wyborczej

warto sobie przypomnieć, że nie stanęła ona nigdy do realnej konfrontacji rynkowej.

Komentarz do tekstu: „Gazeta Wyborcza - próba podsumowania” (karmaniola)

Są trzy główne przyczyny:.
____________________________________________________________________

Jedna "CENTRALNA" wynikająca z potraktowania działalności gazet, albo nawet tylko redakcji tych gazet,  jako standardowych przedsiębiorstw państwowych do prywatyzacji, w sposób godny wandala. Chodzi oczywiście o pierwsze lata III RP i skutek centralnej polityki prywatyzacyjnej państwa.

____________________________________________________________________ W chwili startu Gazety Wyborczej rynku prasowego nie było. Nie istniał. Istniały wtedy duże polskie gazety, które były miały duże nakłady i żadnych realnych podstaw finansowych i ekonomicznych do samodzielnej działalności rynkowej. Prosperujące wtedy oddziały przedsiębiorstwa państwowego, realizującego w warunkach gospodarki planowej budżetowe zadanie, polegające na redagowaniu tytułów prasowych.  "Życie Warszawy", "Trybuna Ludu", "Gazeta Robotnicza", "Polityka" czyli gazety centralne o zasięgu ogólnopolskim, gazety wojewódzkie, tygodniki i inne media nie miały nic wspólnego z przedsiębiorstwami rynku prasy i mediów. Najczęściej były to po prostu REDAKCJE. Redakcje nie były i nie mogły być przedsiębiorstwami zarabiającym na wydawaniu czasopism. Nie miały do tego środków działania.
Po pierwsze nie miały pieniędzy i wszystkich innych środków i atrybutów przedsiębiorstwa.

Ambicje i przedsiębiorczość redakcji nie miały tu nic do rzeczy, polski ruch wydawniczy został zamordowany przez formalne pochlastanie postkomunistycznych koncernów wydawniczych na części, z których żadna nie miała szans na samodzielne istnienie jako przedsiębiorstwo. Powstałe z tego chlastania kawałki nie miały w swojej strukturze kompletu funkcji wystarczających do przeżycia. To jest tak, jak rozszczepić syjamskie bliźnięta na śliczne i odrębne pięcioraczki. Nie wszystkie mają główki, nie wszystkie nóżki, ale są samodzielne i niech sobie radzą. Absurd.

Mówienie o rynku jest w tych warunkach pełnym hipokryzji kabotynizmem, kłamliwą ortodoksją pseudo-rynkową. Na pytanie, czy była to niekompetentna głupota, czy celowa dywersja - dzisiaj nie odpowiem.
P
o pierwsze Gazeta Wyborcza na starcie nie miała ani jednego konkurenta rynkowego. Była monopolistą intelektualnym z powodów, które karmaniolaopisał w swoim dzisiejszym teście, a wcześniej Rafał Ziemkiewicz w swojej słynnej „Michnikowszczyżnie”. Gazeta Wyborcza była monopolistą rynkowym, bo nie było ani rynku, ani konkurentów. ____________________________________________________________________ Druga przyczyna "SUBIEKTYWNA" - Pieniądze. Pieniądze, środki obrotowe, kapitał, money, grajcary, kasa, fundusze inwestycyjne, godziwe finansowanie. Czyż nie jest to ważny element działania przedsiębiorstwa?
____________________________________________________________________ Gazeta Wyborcza miała u swego startu nie tylko logo "Solidarności", ale i pieniądze, które były międzynarodową darowizną dla "Solidarności", przeznaczoną na jakąś gazetkę wyborczą w związku z pierwszymi, prawie wolnymi wyborami. Nie było tego zbyt wiele jak na stworzenie koncernu wydawniczego, ale było to coś około jednego miliona dolarów.
Tego w Polsce nie miał nikt. 
.
..money, money, money,...
Tego w Polsce nie miał nikt. Nawet Tysol.
To mogło już wystarczyć, aby przebić wszystkich. 

Ale komuś było mało. Błyskawicznie pojawili się inwestorzy amerykańscy, których nazwy i przedstawiciele migali publicznie przez sekundy, w czasie komisji rywinowskiej, a którzy nie musieli już wtedy "Gazety Wyborczej" prywatyzować. Powiększyli kapitał zakładowy prywatnej spółki, która była wydawcą i właścicielem "Gazety Wyborczej", razem z tym milionem "środków obrotowych". Bo ten milion nie stał się, dziwnym trafem częścią kapitału zakładowego wniesionego przez "Solidarność".
Jaki jest dzisiaj udział "Solidarności" w kapitale zakładowym AGORY?
 
Pierwszy konflikt pomiędzy Wałęsą a GW?
Czy chodziło o Adama Michnika i jego stanowisko redaktora naczelnego?
Czy chodziło o Logo "Solidarności", które, jak wtedy mówił Wałęsa, zostało bezprawnie przez GW zawłaszczone?
Czy chodziło o ten milion? 

Już wtedy Wałęsa przegrał, był za słaby na konfrontację z koncernem intelektualno-finansowym GW. Dostał publiczne wciry od "elit intelektualnych" i na długo został ustawiony w szeregu. Do dzisiaj. 
Agora stała się pierwszym i na parę lat jedynym koncernem mediowym, zdolnym do konkurowania na polskim rynku, z innymi prawdziwymi koncernami mediowymi.
Taki jest drugi aspekt urynkowienia polskiej gospodarki medialnej.
Monopol intelektualny, czyli michnikowszczyzna.
Monopol finasowy, czyli rapaczyńska michnikowszczyzna.

____________________________________________________________________ Trzecia przyczyna - Think Tank SSS. Totalna grupa wpływu. Monopol elit intelektualnych, naukowych, politycznych i gospodarczych.
____________________________________________________________________  SSS to jest skrót od akronimów nazwisk Soros, Smolar, Sachs. Aleksander Smolar jest szefem Fundacji Batorego, a także razem z bratem ViP i osobą wpływu w Agorze. Fundacja Batorego powstała w 1988 założona przez George  Sorosa oraz grupę przywódców polskiej opozycji. Zwracam uwagę, w 1988 roku. Przed odzyskaniem niepodległości, przed okrągłym stołem, przed upadkiem komunizmu w Polsce. Był to jedyny ośrodek naprawdę finasujący intelektualne grupy wpływu w Polsce, wyspecjalizowany w aranżowaniu dalszego finansowania dla nauki, twórczości intelektualnej i wspierania organizacji pozarządowych (ngo). Takie Fundacje jak CASE, Instytut Spraw Publicznych, Fundusz Współpracy, a także JĄDRO powiązań organizacji pozarządowych (ngo), nawet takich ja  Fundacja Helsińska,  są w ten sam sposób uzależnione od tego samego zespołu finansowania z zagranicy i tego samego układu personalnego. 

Pisząc o Gazecie Wyborczej widać, że jest w tym monopol wpływu daleko przekraczający zasięg oddziaływania klasycznego "domu mediowego".To jest zasięg domu mediowego plus zasięg zaplecza ekspertów i lobbingu w organach władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej plus oczywisty zasięg "władzy dziennikarskiej" plus zasięg dyspozycyjnych i zależnych finansowo ngo plus zasięg korporacji zawodowych. 
Co ważniejsze w starych europejskich i amerykańskich demokracjach, zgodnie z regułami unikania konfliktu interesów, ochrony niezależności, ochrony interesów państwa, ochrony bezpieczeństwa państwa oraz inne bardzo ważne bla, bla, bla, obowiązują ZAKAZY finansowania takich grup wpływu ze środków zagranicznych, albo przynajmniej z zagranicznych środków państwowych.

W ten sposób, gdyby w Polsce obowiązywało prawo niemieckie, to zarówno Fundacja Batorego, jak i Instytut Spraw Publicznych w szczególności miałby zakaz przyjmowania pieniędzy od przynajmniej kilku najpoważniejszych sponsorów, bo oznaczałoby to bezpośrednie wpływanie na opinie rządu polskiego przez organy rządu Niemiec. Czyli ze względu na zagrożenie bezpieczeństwa Państwa. Kropka.

Nieuporządkowany system lobbingu, grup wpływu i finansowania ngo uczynił z systemu SSS supergrupę wpływu kontrolującą WSZYSTKIE intelektualne funkcje Państwa. Grupa wpływu, która kontroluje a nawet steruje polską władzą ustawodawczą, wykonawczą, sądowniczą, IV władzą oraz czołówką organizacji pozarządowych i korporacji zawodowych. Około 150 takich organizacji utworzyło konsorcjum, a może trust "21październik.pl", by przeprowadzając akcję "Zmień Kraj" wpłynąć na wynik ostatnich wyborów.

Czy to jeszcze jest demokracja, czy może już monarchia Samozwańca I Niejawnego?
A może to tylko zwykły zamach stanu?
____________________________________________________________________
 

Lubię to! Skomentuj52 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale