28 obserwujących
299 notek
409k odsłon
  978   0

Margaret Thatcher: "UE jest skazana na niepowodzenie,

gdyż jest czymś szalonym, utopijnym projektem, pomnikiem pychy lewicowych intelektualistów" [1].

Dlatego  odrzucenie ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego jest bardzo rozsądne, przemawia za tym polska racja stanu i polski interes narodowy. Nie powinniśmy wiązać się z projektem, który skazany jest na klęskę. Tyle najprostszej argumentacji.[2] 

Część  I
Unia Europejska miałaby przed sobą realną geopolityczną szansę, gdyby te pyszne lewicowe umysły miały na tyle  wyobraźni politycznej, aby podjąć się dzieła sensownej europejskiej reformy.
Niestety tak nie jest.
Bardzo możliwe, że powtórne odrzucenie gniota Konstytucji Europejskiej, aktualnie przemycanego pod kryptonimem Traktatu Reformującego, otrzeźwiło by europejskich mądrali i skłoniło do poważnego zabrania się za rzeczywiste reformy Unii, której niewydolność jest już bardzo widoczna. Polska odmawiając ratyfikacji Traktatu, zasłużyła by sobie na wdzięczność Europy. To by była szansa na status inicjatora europejskich reform.

* * *

Traktat Lizboński tylko w swojej nazwie jest „reformujący”, w rzeczywistości jest recydywą starego projektu „Konstytucji Europejskiej”, której celem było wszystko, oprócz reformy: „Traktat reformujący” w zasadzie nic nie zmienia, zachowuje systemy prawne, wprowadza tylko elementy dostosowujące niektóre mechanizmy polityczne do powiększonej liczby państw członków Unii”[3]. Jest to traktat konserwujący, nie reformujący. 

Skąd tak bardzo krytyczna opinia Margaret Thatcher?
Unia Europejska pojawiła się jako budząca nadzieję koncepcja genialnej wizji takich ludzi jak Robert Schuman, Ludwig Erhardt i wielu innych znakomitych politycznych wizjonerów tamtych lat. Były to osobistości zakorzenione w tradycji cywilizacji Zachodu, mające nadzieję, że ich wolnorynkowy projekt integracji ekonomicznej na długo wyeliminuje zarzewia wojny na naszym kontynencie. Taka była geneza Wspólnoty Węgla i Stali i późniejszej Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej. Gwarantem pokoju w Europie miał być jeden wspólny wolny rynek. Miała to być wspólna, gospodarcza przestrzeń dla niepodległych państw, konkurujących na wolnym rynku, zamiast na polach bitew. Kropka.
Taka była idea, sens i treść, takie było jądro idei europejskiej.
Projekt europejski, to wspólny wolny rynek. 

A później pojawiło się pokolenie pysznych lewicowych umysłów, które zawłaszczyło i zmełło ten projekt w proch. 

Współczesna idea Unii Politycznej jest zupełną antytezą, całkowitym zaprzeczeniem i geopolityczną anihilacją pierwotnego pomysłu. Utopijny projekt „lewicowych umysłów”, materializuje się wolą Eurokratów razem z ogromną kolekcję niesamowitych wad i przypadłości, ale jak każdy ogromny wytwór ludzkiej cywilizacji, ma w sobie sporą energię przetrwania. Fizycy nazywają to bezwładnością. Ale, bez żadnej wątpliwości, ten twór w swojej obecnej postaci skazany jest na zagładę. Jest zarażony wrodzoną chorobą Parkinsona[4]. Wszelkie pomysły polityczne obliczone na geopolityczny sukces Unii Europejskiej przypominają postawienie całej stawki własnej przyszłości na jednego, przegrywającego konia. Lewicowe umysły i ich kreacje mają zadziwiającą siłę[5] ideologicznego obskurantyzmu, budującego przyszłość Europy na kolekcji mitów i anachronicznych idei[6] 

Współczesna europejska mitologia.
Iluzja potęgi europejskiej. Jest to najczęściej obracany mit, który stał się przedmiotem kultu europejskich elit politycznych, które nieszczęśliwie utwierdzają się w wierze we własne HASŁO PROPAGANDOWE. Najczęściej spotykanym sformułowaniem tego mitu jest mniej więcej taki frazes: Europa musi się zintegrować w jeden silny organizm polityczny, aby sprostać wyzwaniom XXI wieku i aby móc skutecznie konkurować na współczesnym rynku, z takimi potęgami jak USA. Zupełna iluzja i pomieszanie pojęć. Nonsens tej idei jest tak porażający, że nie bardzo  wyobrażam sobie potrzebę dowodzenia jej absurdalności.
No ale, jak trzeba, to trzeba z tysięcy argumentów wybrać parę ciekawszych.  

A. Wydaje się, że ta idea geopolityczna dowodzi zupełnego braku pojęcia o rzeczywistych wyzwaniach XXI wieku, które nie polegają na konkurencji pomiędzy państwami. TO RAZ. Dowodzi to także braku pojęcia o wyobrażeniu czym konkurencja w tym XXI wieku jest. TO DWA.

I raz i dwa razem, to jest projekcja koncepcji równowagi sił pomiędzy państwami w rozumieniu geopolityk z czasów Otto von Bismarcka. Wtedy była to konkurencja sprowadzająca się do porównywania zdolności militarnej państw, zdolności do wystawienia dobrze wyposażonej armii. Wtedy przeliczane były zdolności produkcyjne stali, ropy, gutaperki, węgla i cementu na armaty, które gospodarki w tych krajach mogły przedstawić do dyspozycji państw. Tak było do czasów II Wojny Światowej, a idea Roberta Schumana polegała na tym, żeby właśnie ten rodzaj konkurencji pomiędszy państwami był wyłączony[7]. Tak jak wyłącznikiem. Państwa nie konkurują ze sobą. END. FIN. KONIEC.

Lubię to! Skomentuj59 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale