28 obserwujących
299 notek
409k odsłon
  98   0

199. KTO TRZYMAŁ SMYCZ – AGENCI CZY DYSYDENCI?

"Myślę, że podstawowym błędem, który fałszował końcowy wynik analizy było twierdzenie, że mieliśmy (bądź mamy) do czynienia z działalnością agenturalną, podczas gdy udział w kontrolowanym ruchu dysydenckim należy zakwalifikować do zupełnie nowej, jakościowo odmiennej sfery aktywności.... "

Cytuję wyżej podsumowanie najnowszego tekstu Aleksandra Ściosa: III RP CZY „TRZECIA FAZA” cz.7 – AGENCI CZY DYSYDENCI?

Jest to pogląd bardzo ważny, jestem zupełnie przekonany, że tak właśnie jest. Od długiego już czasu podejmuję różne próby poddania tej hipotezy pod konstruktywną dyskusję i historyczną weryfikację.

Niestety, jak do tej pory "mit agentury" jest tak silny, że ta teza spotyka się zazwyczaj z ignorującym niedowierzaniem.

Podawanie tego pomysłu w wariancie żartobliwym ma nieco większe szanse, bardziej porusza wyobraźnię, ale zazwyczaj również nie pociąga za sobą dalszych konsekwencji intelektualnych. Ostatnio pisałem podobną uwagę do tekstu Pana Aleksandra, komentarz o "śledziku remoulade" i Czesławie Kiszczaku w roli body-guarda Adama Michnika, oraz o jego wykonawczej roli oficera zapewniającego panu Adamowi sprawną logistykę i ochronę w czasie oktągłostołowej imprezy.

Wkładając tę tezę w komentarz publikowany przed ponad rokiem do tekstu J. Przystawy, zwracałem uwagę na jeszcze jeden aspekt, na który zwraca uwagę Aleksander Ścios, chodzi o łatwość kontaktu ze środowiskiem światowej lewicy. W tej sprawie pisałem kiedyś tekst, przypominając o współpracy z Antonim Słonimskim. Mam sentyment do twórczości literackiej pana Antoniego, ale skutki jego działalności politycznej są dla Polski dramatyczne.

W mojej hipotezie dotyczącej tej współpracy idę tak daleko, że zastanawiam się nad tym, kto w tej współpracy był sekretarzem, a kto szefem. Uważam, że Adam Michnik wykorzystywał naturalną sieć kontaktów Pana Antoniego, wynikającą z jego umocowania w UNESCO. Jaka była moc tych powiązań można tylko wnioskować po lekturze "Alfabetu wspomnień". Jest to cała światowa "elita intelektualna", ze szczególnym uwzględnieniem elity lewicowej. Ale nie tylko to. Mam taki pogląd, że pan Antoni oddał Panu Adamowi świadomie i celowo, z pełną determinacją swoją sieć kontaktów do dyspozycji, sam pozostając administratorem tego łącza.

Skąd ta determinacja?
Wystarczy zajrzeć do listy członków Klubu Krzywego Koła. Są tam obaj panowie, Adam i Antoni. Młody Pan Adam nie był w tym klubie młodym gniewnym terminatorem, szukającym drogi do kariery w ruchu komunistycznym.

On już wtedy należał do "rodowej arystokracji komunistycznej". Był młodym księciem, delfinem aspirującym do królewskiej roli genseka. 
Waldemar Łysiak zwrócił uwagę w "Salonie - Rzeczpospolitej kłamców" na sprawność serwisu Pana Słonimskiego. Kiedyś pan Adam wyraził chęć spotkania z Enrico Berlinguerem, gensekiem Komunistycznej Partii Włoch. Problemy pana Antoniego były tylko czysto logistyczne, paszport, bilety, rezerwacje. Problem audiencji nie istniał. Gdy Pan Adam chce się spotkać z Enrico Berliguerem, Pan Enrico z pewnością go przyjmie. bez żadnych wątpliwości. To są relacje właściwe pomiędzy równymi sobie. To są relacje pomiędzy gensekami, z której gensek Michnik wygląda na równiejszego z równych. Bo tak jest, nawet pomiędzy gensekami, są to ludzie zajęci i czasem tak à vista, mogą czasu nie mieć. A Pan Adam nie ma wątpliwości. Chce porozmawiać, to pan Enrico musi mieć czas.

Zwracam uwagę na jeden fakt. E. Berlinguer zmarł 11.06.1984 roku, czyli ta forma kontaktu musiała dziać się przed tą datą. A był to czas, w którym A, Michnik był w Polsce uważany za ekstremalnego dysydenta. To był czas, w którym A. Michnik pracował u A. Słonimskiego, czyli jeszcze wcześniej, przed 4.07.1976.

Koncepcja agentury powinna być zdyskwalifikowana także i z innego powodu. W policyjnej wyobraźni Feliksa Edmundowicza agentura była tylko narzędziem i to stojącym najniżej w hierarchii relacji pomiędzy podmiotem, a przedmiotami władzy.

Tak było w komuniźmie, że nawet cała policja, wszystkie służby, NKWD, KGB, UB, GRU, SB czy WSI były tylko przedmiotowo wykorzystywanymi narzędziami władzy. Szefowie tych służb czasem, i niekiedy podmiotowo uczestniczyli w strukturach władzy, tak jak Beria, albo do niej aspirowali, tak jak Andropow i jego asystent Gorbaczow. Agentura zawsze była tylko narzędziem narzędzia.

Polską agenturą dowodził Kiszczak, który wykonywał polityczne polecenia, chociażby zespołu Urban, Ciosek, Pożoga. Żadnemu oficerowi, żadnych czerwonych służb świata nie przyszłoby do głowy werbować Urbana, Michnika, Cioska albo generała Pożogę. To czysty logiczny absurd. To przecież Urban i jego partnerzy należeli wtedy do tych, którzy trzymają smycz. A między nimi Pan Adam należał był do rodowej arystokracji, był księciem pretendującym do królewskiej roli.

A Czesław Kiszczak był już tylko narzędziem. Nie On trzymał smycz. On w najlepszym przypadku był smyczą.

A JERZY URBAN był od zawsze książęcym partnerem, był kolegą ADAMA MICHNIKA, może nawet jeszcze sprzed ich wspólnej aktywności w Klubie Krzywego Koła?

Władysław Bartoszewski, Jerzy Urban, Adam Michnik, Jacek Kuroń już wtedy byli partnerami w politycznej grze.
Złote lata pięćdziesiąte, lata sześćdziesiąte.
(1955 - 1962)

To był czas strategicznego przesilenia w historii komunizmu, po śmierci Józefa Stalina, czas nowych marzeń o panspermii komunizmu, czas powrotu do trockizmu, na całym świecie. Szkoła frankfurcka, doktryna eurokomunizmu, rewizjinizm, międzynarodówka socjalistyczna, lewicow żywioł w światowych uniwersytetach. Krzepnące przyjaźnie i światowa sieć znajomości. 
Kto tym dowodził? 

__________________________________________________________________
266.100 

Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale