Michalina Przybyszewska Michalina Przybyszewska
106
BLOG

Zapomniana siła polskiej lewicy

Michalina Przybyszewska Michalina Przybyszewska Polityka Obserwuj notkę 51

 

Blog to chyba najlepsze miejsce żeby w sposób wolny rozmawiać o lewicy.

 

Mój podstawowy problem z rozumieniem (i przynależnością do) lewicy jest jej fragmentaryczność i zasieki ideowe między jednym jej strumieniem a drugim.

Na początku zaznaczę, że komunizmu nie uważam za Lewicę, a pod pojęciem Lewica rozumiem wierność tradycyjnym ideałom równości, wolności, redystrybucji dóbr.

Pozwolę sobie przeprowadzić w tym miejscu straszliwie uproszczoną genealogię myśli lewicowej w naszym kraju tak, jak ja to widzę.

 

Międzywojnie: Wiele frakcji, na czele z PPS, co do klasy której nie ma na ogół wątpliwości. 

Wojna: Całkowite rozbicie lewicy PPSowskiej, część wybitnych działaczy pozostaje na emigracji i pisze do końca swoich dni (Ciołkoszowie)

PRL: Ludzie zarówno lewicowej, jak i prawicowej mentalności stopniowo organizują różne formy opozycji, z czego ci pierwsi często zaczynają na polu wewnątrzpartyjnym, a potem występują przeciwko partii. Często organizacje opozycyjne skupiają się wokół zadań, a nie opcji lewica-prawica. (KOR)

 Rok 80: Solidarność w rozkwicie. Ogromna nadzieja, która realnie oddziałuje na społeczeństwo. Solidarność była ponad-polityczna, a jednocześnie stanowiła esencję polityczności: zorganizowanym nieposłuszeństwem. 

Rok 89: ?

Mają rację i prawicowi działacze, którzy wywodzą swój rodowód z „S” jak i lewicowi działacze, którzy.. no właśnie, którzy co? Utożsamiają się z solidarnością okrągłostołową, a potem już tylko z ideałami społeczeństwa pluralistycznego. Co się stało ludzkim i symbolicznym potencjałem tego niewiarygodnego ruchu?

Wychowałam się w domu, gdzie o Mazowieckim, Michniku, Balcerowiczu i Kuroniu mówiło się z nabożeństwem. Jednak z czasem zaczęły się dyskusje, a potem zupełna konsternacja. Co i rusz dowiadywaliśmy się o nowych agentach, nowych powiązaniach, nowych aferach, których korzenie – każdej dużej afery politycznej po ’89 roku – sięgały układów partyjnych PRL.

Mitem założycielskim IIIRP jest okrągły stół. Mit założycielski trudno jest krytykować. Życie polityczne jest zawsze w pewnym sensie oparte na uczestnictwie w micie, tylko w przypadku IIIRP – wielka szkoda, że akurat w tym. 

Status OS na lata wykluczył realną możliwość oceny jego konsekwencji społecznych, ekonomicznych, ludzkich.  Próby takiej oceny podjął się na początku tego roku Wojciech Klata w swym pięcioodcinkowym serialu „System 09” i chwała mu za to. Przedstawił Polskę jako kraj oszukany, pozbawiony własnych nadziei na skutek kompromisu, który okazał się dla wielu potwornie krzywdzący. Pokazał słynny „Układ” w mikroskali: na poziomie tępienia małych przedsiębiorców miejskich, używania służb do ustanawiania monopoli, łamania życiorysów członków „średniego szczebla” etc.

Tylko co z tego wynikło? Czy nastąpiła jakakolwiek krytyczna debata nad tym, co oznacza dla ludzi o lewicowej mentalności stopniowa deterioracja solidarnościowej idei w Polsce?

 Co ciekawe, lewica ideologiczna w postaci Krytyki Politycznej w dużym stopniu odcinała się od tego wątku (sic!) polskiej polityki, twierdząc, że pisowski 'Układ' to temat zastępczy. (sic!) polskiej polityki, twierdząc, że to temat zastępczy. Pozwólcie państwo spytać – zastępczy wobec czego? Czyżby wobec nędzy i złych warunków pracy milionów

współczesnych Polaków? Jeśli tak – proszę uczciwie prześledzić genezę wzrostu nierówności wśród polaków po roku ’89.

Jak pisał Jean-Jacques Rousseau, o wydolności państwa można łatwo orzec, analizując czy istniejące między jego obywatelami nierówności można sprowadzić do zdolności osobistych czy też nie. Jeśli nie, państwo nie spełnia swojej roli: nie łagodzi narastania nierówności, które pojawiają się na skutek wyzysku. Jak działa dzisiejsza Polska, jak wygląda awans zawodowy, jak daleko sięgają patologie reprodukcji biedy, korupcja etc nie trzeba tłumaczyć.

Poprzedni system działa nadal tam, gdzie pozwolono mu na działanie. A przecież wiadomo, że OS był kompromisem, a więc Druga Storna też coś dostała. Dostała więc, jak wiemy (m.in. z filmu Klaty) bardzo wiele: pozwolono na korzystanie z jej własnych zasobów ludzkich, zaplecza informacyjnego i technicznego. W ten sposób można było zbudować państwo w państwie i nie jest to żaden fanatyczny wymysł PISu, co Klata w fantastyczny sposób uchwycił. Cicha beznadzieja rozmówców Klaty (rolników, którym odgórnie „utopionio” zakłady, aktywistów społecznych, którzy bezsilnie patrzyli na upadek i ekonomiczne wykluczenie mas postsolidarnościowych) jest tym, co woła o dzisiejszą solidarność środowisk lewicowych.

W Rumunii parę lat temu rozpoczęła się seria filmów dotyczących przełomu ’89. Dopiero teraz, bo wcześniej nie było to możliwe ani politycznie, ani finansowo. Filmy te (The tales from the golden age, How I spent the rest of the Word, East of Bucharest) pokazują Rumunię zaściankową; zwykłych ludzi podejmujących małe, codzienne decyzje. Co się okazuje: w Rumunii rewolucji nie było. Była zmiana, ale działa się gdzieś na górze – może ustawiona od początku przez komunistów i zabezpieczona przez Sekuritate. Jakiejż trzeba odwagi politycznej, żeby w ten sposób mówić o przełomie we własnym kraju! Ludzie mają świadomość, że żyją w systemie postkomunistycznym i że fakt ten definiuje rzeczywistość polityczną.

Wulgaryzując: każda nieudana rewolucja przeistacza się w teatr, bo układ sił zmienia się tylko częściowo, a zatem widownia nadal ogląda, nadal sprzedaje się bilety, a aktorzy wciąż grają. Lewica popełnia straszliwy etyczny i taktyczny błąd negując znaczenie konfiguracji postkomunistycznej, zasobów ludzkich i technicznych, które nadal są powiązane z elitą poprzedniego systemu. Co więcej, nie będzie autentycznej lewicy w Polsce bez uznania dorobku otwarcia sporu wokół Okrągłego Stołu, wykorzystania dorobku Solidarności i odbudowy więzi politycznej z tymi, którzy byli jej bazą.

Lewica bez ludzi nie istnieje.

 

Mam obie nogi umyte.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (51)

Inne tematy w dziale Polityka