Duże poruszenie wśród o dziwo w miarę wszystkich wzbudziła oficjalna inauguracja współpracy Cezarego Michalskiego z Krytyką Polityczną. Pisali do mnie przyjaciele: jak to możliwe, rozumiesz coś z tego? Każdy miał przy tym trochę inny ton pretensji.
Odcinając się zupełnie od biografii Michalskiego i KP, potraktujmy obie strony jako pewne pozycje ideowe. Najpierw powiem tak: sam w sobie fakt, że Michalski trafił ‘na łamy’ KP uważam za (pardon) falstart w zakresie dyskursu, ale zdecydowanie nie za katastrofę, zdradę czy co tam jeszcze. Fakt, że polskim postępowym konserwatystom i polskiej lewicy jest do siebie bliżej niż którejkolwiek ze stron do establishmentu post-okrągłostołowego poniekąd już omówiłam przy okazji tekstu o schedzie solidarności, ale to jest nadal bardzo kontrowersyjne myślenie na polskim gruncie. Zbyt wiele trupów w szafie, zbyt wiele Maleszków, układów, uścisków dłoni; za dużo odpierdalania się od generałów i redaktorów, a za mało fermentu, żeby teraz establishment (szeroko rozumiany) uznać za partnera w jakimkolwiek ideowym projekcie, a modernizacja jakiej Polska potrzebuje, wymaga i polityczności, i ideowości.
Pierwszy tekst Michalskiego (czytaj tu) jest jednakże dość niefortunny. Ciekawy, ale niefortunny, a to dlatego, że uderza w oś tego, co powinno być spoiwem dla tego związku lewicy z konserwatystami, a zatem w pewne ideowe rozwiązania, kontestację zastałego układu pookrągłostołowego oraz ‘zastania’ polskiego społeczeństwa. Świadomie mieszam tu dwie sprawy: opisywany przez CM stan polskiego społeczeństwa z demoralizacją polskich polityków; mieszam je, bo uważam że są ze sobą bardzo ściśle powiązane.
Diagnoza CM jest taka, że społeczeństwo jest tak oporne, tak ‘niezmodernizowane’, niczym z Domu Złego, że najtwardsi zawodnicy polityczni, z początku szalenie ideowi, kończą zcyniczeni do cna. To społeczeństwo ich wypacza, a my, działający, powinniśmy się jednoczyć wobec tegoż status quo. I tutaj moja uwaga: czymże jest ten status quo Michalskiego? Polskę trzeba zmieniać, ale jednak modernizacją od góry, a taką mogą przeprowadzić tylko najzdrowsi, najsilniejsi; ci, którzy działają szybciej niż scyniczeją. Modernizujacy muszą nie dać się społeczeństwu. A może należy stworzyć język, który pozwoli na dostrzerzenie tego, co nas.. ze społeczeństwem łączy?
Tutaj jest bardzo duży problem. Bo tak naprawdę Michalski wierzący w KP, czy szerzej związek postępowych konserwatystów z nową lewicą jest w gruncie rzeczy zdrowym, obronnym odruchem obu stron w obecnej sytuacji politycznej. I jedni i drudzy nie mogą znieść obłudy i hipokryzji tych, którzy od blisko 20 lat rozdają karty i i jedni, i drudzy, chcą realnych zmian w Polsce: modernizacji. Falstart natomiast polega na tym, że bardzo niewielu grupom udało się jak dotąd wypracować język, który byłby akceptowalny dla innych biegunów sfery politycznej. Michalski wydaje mi się akurat nieudanym wyborem, jeśli to jemu miałaby przypaść ta niemalże historyczna rola, ale mogę mu życzyć przetarcia szlaków.
I tak np. bardzo wiele osób, łącznie ze mną, przekonywało się latami się do PISowskiej diagnozy „Układu”, a jednak PIS jest nadal dla wielu nie do przyjęcia z racji na agresywny, „nieprzyjemny” język. Nowa lewica odrzuca od siebie masę lewicowych odbiorców poprzez bombardowanie heteronormatywnością dyskursu i manifestacyjnym brakiem szacunku dla Kościoła. Ten brak szacunku, sam w sobie, nie jest przecież żadnym elementem lewicowości. Tak samo jak hasło ‘spieprzaj dziadu’ nie powinno mieć wpływu na naszą analizę chorego układu postkomunistycznych zależności, tak ‘heteronormatywność dyskursu’ nie powinna przyćmiewać lewicowego myślenia.
To jest jednak niemożliwe. Język to 90% sukcesu. Pisałam że Polska jest krajem niegramatycznym; nie posiadamy języków, które realnie pozwalałyby mówić o podziałach i działać wspólnie. Od paru lat przekonuję przyjaciół z linii GW, że układ istnieje, że determinuje nadal wiele spraw. Zgadzają się ze mną do póty, do póki nie nazwę go układem.
Jeżeli Michalskiemu i KP udałoby się zachować ideową wymianę, a przy tym stworzyć choćby minimum takiego języka, który zbudowany byłby na szacunku do oponenta, to tylko z korzyścią dla sfery publicznej. Gdyby modernizacja startowała w wyborach, wygrałaby natychmiast, ktoś ją jednak musi zdefiniować zgodnie z zasadami gramatyki.


Komentarze
Pokaż komentarze (41)