Michalina Przybyszewska Michalina Przybyszewska
53
BLOG

Dwa światy, z czego jeden europejski

Michalina Przybyszewska Michalina Przybyszewska Polityka Obserwuj notkę 2

 

 

 Skoro już zajęłam się post światem, dla równowagi postanowiłam nadrobić zaległości oglądając zeszłoroczny hit BBC w postaci czołowego programu publicystycznego Question Time, do którego zaproszono Nicka Griffina, szefa brytyjskiej partii nacjonalistycznej. Griffin twierdzi, że partię z faszystowskiej przekształcił w nacjonalistyczną, i jako taką chce wypromować.  BBC zdecydowało się zaprosić Griffina, głównie dlatego, że sukcesów BNP trudno już było nie zauważyć, jako że partia zdobyło dwa mandaty w Europarlamencie. Efekt był godny pożałowania: spektakl publicznego linczu na Griffinie nie miał końca.

 Warto to jednak zobaczyć z kilku względów. (niestety nikt nie zrobił polskich napisów, ale by docenić samą konwencję języka znać nie trzeba : http://www.youtube.com/watch?v=4iKfrY9l2kY) Że BBC nie umiało zaprosić Griffina do rozmowy, a tylko na spektakl pogardy, jest oczywiście porażką. W którymś jednak momencie (bodajże part 3) zaczyna się coś ciekawego: paneliści z partii konserwatywnej i labourzyści zaczynają się nawzajem obwiniać o wzrost poparcia dla BNP. Brak kontroli nad imigracją, zwłaszcza tą z Europy Wschodniej, stanowi ewidentnie jedno z głównych źródeł niezadowolenia Brytyjczyków. Kolejną przyczyną są napięcia między już istniejącymi mniejszościami i rosnąca niechęć wobec Islamu (tutaj nikt nie powołuje się na badania, bo samo robienie badań byłoby trudne jeśli nie niemożliwe w ustroju politycznej poprawności). Trzecią – rosnące poczucie alienacji z własnej polityki na skutek rosnącego wpływu UE. Mamy więc trzy tematy, które na co dzień traktowane są jako najbardziej delikatne politycznie kwestie, a wypowiedzi polityków nie wykraczają poza formułki z rodzaju „trzeba się temu przyjrzeć”. Nick Griffin, mówiąc otwarcie o frustracji „białych Anglików” jest jednocześnie jedynym, który mówi o czyjejkolwiek politycznie niepoprawnej frustracji. Dopiero on, ze swoją faszystowską proweniencją, jest w stanie na tyle przestraszyć mainstreamowych polityków, by ci zastanowili się, czegóż to ciemnogrodzkie społeczeństwo się boi. Fakt, że populizm jest odpowiedzią na deficyt demokratyczny,  jest rzeczą znaną. Niemniej najciekawszy zwrot akcji następuje, kiedy paneliści zaczynają analizować poparcie dla BNP w kategorii tożsamości wyborców. „Jeśli sfrustrowana osoba głosuje na tych faszystów, to przecież nie jest jeszcze faszystą. Brytyjczycy pokazali, że są społeczeństwem ceniącym diversity”.  I tutaj leży pies pogrzebany. Wyprojektowaliśmy sobie w społeczeństwach europejskich pewien autowizerunek, którego tak dalece boimy się utracić, że zrobimy wszystko, by każdego inaczej myślącego zaklasyfikować jako błądzącego. Diversity, różność, czy różnorodność, została ostatnim pokoleniom wpojona jako wartość sama w sobie. Tymczasem czy przyjmiemy triadę rewolucji :wolność, równość, braterstwo, czy jej konserwatywny odpowiednik: rodzina, ojczyna, praca – diversitynigdy nie będzie fundamentem demokracji, bo wiemy, że demokracja może działać bez niej. Diversity jest rzeczywistością w świecie globalizacji, stwarza nowe państwa na gruncie starych monolitów.

Nie przesądza to, czy różnorodność jest dobra czy zła, ale definiowanie jej jako podstawy demokracji jest nadużyciem, po które sięgnięto zapewne ze strachu przed napięciami etnicznymi. Wbrew temu, co mówi się „błądzącym” (mam tu na myśli wyborców, a nie działaczy partii takich, jak BNP) krytykowanie poziomu, kształtu czy konsekwencji imigracji nie jest tym, czym krytykowanie samych podstaw demokracji, (a i to przecież w demokracji nam wolno?) W rzeczywistości jednak, myślący inaczej to, jak słusznie zauważono, nie faszyści, lecz realny miernik naszego (mainstreamowego) błądzenia.

 A jednak strachu społeczeństwa mainstream boi się najbardziej. Mainstream polityczny będzie więc zapluwał się na tych reakcjonistów, którzy krytykują Unię ze strachu przed nią – podczas kiedy tak naprawdę czas już zacząć się bać tego, że mainstream się boi. Bo strach przed społeczeństwami powoduje stopniowy paraliż działań, rosnący deficyt demokratyczny, oderwanie działań i wydatków strumieniowanych przez Brukselę od potrzeb Europejczyków. Nie kto inny, lecz właśnie wierzący w Unię powinni najuważniej słuchać panów z BNP, analizować ten nowy ‘faszym’ swoich wyborców i wyciągać z niego wnioski. Zamiast dawać kosmiczne dotacje na specjalistyczne strony internetowe o przenoszeniu technologii tkactwa artystycznego należałoby zawalczyć o programy dotujące szkolenia zawodowe dla „ofiar” restrukturyzacji zakładów pracy, o ochronę zdrowia etc. Śmiać mi się chcę, jak czytam o rejonach eurosceptycznych – kto nie jest eurosceptyczny gdy czyta o wydatkach PE, o pustych programach wygrywanych przez stale te same inicjatywy? Kiedy i od kogo słyszeliśmy ostatnio merytoryczne wypowiedzi na tematy Unijne? Od ‘eurosceptyków’ obecnych w PE. Namawiam więc wierzących do słuchania niewierzących i przestraszonych, bo naprawdę są powody.

Mam obie nogi umyte.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka