Od czasu pokręconej tzw. reformy administracyjnej kraju, poletka dla zbijania kapitału politycznego p. Kwaśniewskiego i całego SLD (dzięki czemu mamy 16 nierównych jednostek administracyjnych zamiast 12 w miarę równych) pojawiają się nowe pomysły, jakby to "cóś" ulepszyć.
Ostatnio do gry wszedł pomysł wydzielenia Warszawy z województwa mazowieckiego (pojawiał się wcześniej, ale bez wsparcia politycznego) autorstwa PiS. Nieistotne, że ta akcja jest zupełnie nieprzygotowana i chyba sami pomysłodawcy nie bardzo wiedzą jak się do tego zabrać. Ważne, żeby zbić kapitał polityczny.
I tu do gry wchodzi Gazeta Wyborcza, która całkiem cwany pomysł PiSu chce uwalić jeszcze w zarodku. W tym celu wypytuje różnych "ekspertów" (cudzysłów konieczny) w randze profesorów, którzy przekonują jaki to ten pomysł straszny, jaki ten PiS jest be i w ogóle.
Nie jestem sympatykiem PiSu (uważam, że pomysł jest jedynie kiełbasą wyborczą), ale wdzięczny jestem im za to, że poruszyli wielki problem z jakim borykają się miejscowości i miasta oddalone od Warszawy o więcej niż 20 kilometrów.
Nie wierzę w powodzenie pomysłu (PiS nawet jak był u władzy nie pochylił się nad niedolą Siedlec, czy Radomia), ale może ktoś wreszcie zauważy, jak dojone jest województwo w imię "budowania stolicy".
Dobra, to było tytułem wstępu...
Teraz do rzeczy...
Na początek wyprostowanie kilku bzdur profesora Zbigniewa Strzeleckiego, który mieni się ekspertem od administracji, a którego tak chętnie cytuje Wyborcza:
1. "Będą wyspy dobrobytu, jak Płock, Siedlce, Ostrołęka czy Radom. Reszta będzie miała gorzej niż ściana wschodnia"
A w chwili obecnej jak jest? Jedna wyspa dobrobytu, a Płock, Siedlce, Ostrołęka czy Radom klepią biedę. Stolica dostaje najwięcej co czyni ją jeszcze większą i bogatszą. Cała reszta dostaje ochłapy, co powiększa przepaść. I znów Warszawa zawyża statystykę, a prowincja przez to dostaje w tyłek
Argument od czapy, panie profesorze...
2. "Władze naszego województwa stanowczo odrzucają ten wariant."
Tu się zgadzam, odrzucają, bo łatwiej podlizać się jednemu miastu w czasie wyborów, niż kilkunastu rozproszonym. Władzy zmiany nie są na rękę.
3. "Większość budżetu województwa pochodzi z podatków dochodowych od firm i osób fizycznych: CIT i PIT. W Warszawie mieści się aż 90 proc. firm, których podatki trafiają do kasy Mazowsza. Również ponad połowa dochodów województwa z podatku PIT pochodzi w Warszawy."
Które później trafają z powrotem do Warszawy.
4. "Obszary peryferyjne, które dotąd dostawały pieniądze z Warszawy, nie będą miały funduszy na budowę dróg, szkół, szpitali."
Guzikprawda. Biedne lubelskie, czy świętokrzyskie jakoś sobie radzą mimo braku zastrzyków pieniędzy z dużego ośrodka. Po prostu duża część pieniędzy jest przydzielana centralnie.
Mało tego. W województwach tych jakoś starcza pieniędzy na rozwój regionu, a nie tylko stolicy i przyległości.
5. "Z drugiej strony tysiące ludzi, którzy dojeżdżają do pracy z peryferii, będą mieć problem z umieszczaniem dzieci w warszawskich szkołach, zapisywaniem ich w przychodniach. Podatki dojeżdżających trafią bowiem do innej kasy: województwa mazowieckiego. A marszałek województwa warszawskiego powie wtedy: hola, hola, wjeżdżasz do nas, zapłać. Albo nie wjeżdżasz i leczysz się w gorzej wyposażonym szpitalu na prowincji."
No właśnie. A może ktoś by pomyślał dlaczego szpitale "na prowincji" są gorzej wyposażone?
Kuźwa - w Radomiu mieszka ćwierć miliona ludzi, w Płocku i Siedlcach po sto kilkadzidziesiąt tysięcy. I co? W tych miastach ma nie być dobrych szkół, szpitali, itd? Pozostawienie status quo spowoduje, że "prowincja" będzie jeszcze uzależniona od Warszawy, która buduje, remontuje, odnawia, zaś prowincja? Cieszy się, jak może wreszcie odmalować oddział.
Pan profesor przeszedł sam siebie...


Komentarze
Pokaż komentarze (5)