33 obserwujących
222 notki
150k odsłon
  110   0

Bajka. Pod sklepem z lampami

Oto, co zjawiło się w mojej głowie na fali natchnienia i wykładu z gramatyki opisowej języka niemieckiego…

***

To było małe miasteczko, takie samo jak wiele innych. Mieszkający w nim ludzie wstawali rano do szkoły i pracy, a wieczorami gromadzili się przy wspólnych posiłkach. Życie toczyło się tam spokojnie, każdy miał swoje miejsce i swoje zajęcia. Ulice były do siebie podobne, obsadzone równiutko różnymi budynkami, przetykane pasami zieleni.

W tym zwykłym, niewielkim mieście było jedno bardzo wyjątkowe miejsce. Kiedy słońce zachodziło, a ziemię ogarniał mrok, rozbłyskiwało ono wielką ilością świateł mnóstwa kolorów. Był to sklep z lampami, tak różnymi, by każdy mógł znaleźć jakąś dla siebie. Były tam lampy proste i złożone w budowie; surowe, dające tylko koniecznie potrzebną ilość światła i przebogate, rzucające blask we wszystkie strony; małe lampki, świecące jasno i ogromne lampy tysiąca barw albo inne, rozsyłające wokół fantastyczne błyski.

Wystawa tego sklepu przyciągała spojrzenia wszystkich ludzi przechodzących obok. Niektórzy mrużyli oczy ze zdenerwowaniem, niektórzy patrzyli z przyjemnością; jedni zachwycali się, inni pozostawali obojętni – a kolejni wchodzili do środka i kupowali lampy do swego domu, albo w prezencie dla rodziny i przyjaciół.

Nikt z nich jednak nie wiedział, że nie wszystkie lampy w tym sklepie są takimi zwykłymi lampami, które po prostu kupuje się do domu. Były tam też lampy niesamowite, gdyż w ich środku mieszkały dżiny.
Gdyby powiedzieć to mieszkańcom miasta, nie uwierzyliby. Przecież dżiny mieszkały w lampach oliwnych, nigdy w elektrycznych: jak by się tam zmieściły? Poza tym, takie rzeczy to mogą się zdarzać w bajkach, ale nie w takim ot, zwykłym mieście. To ludzie wiedzieli na pewno.

Może dlatego sklep ten wyglądał, jakby do tego miasta nie należał, jakby trafił tam przypadkiem i jakby był częścią innego świata. Czuli to wszyscy, którzy wchodzili do środka.
W sklepie, były małe lampeczki i wielkie lampiony. I mieszkały w nich dżinny, różniące się między sobą rangą, zadaniami, mocą – małe dżinny nie mogły spełnić zbyt dużych i zbyt skomplikowanych zadań. Te wielkie, najważniejsze duchy mieszkały w największych, najwytworniejszych i najbogatszych lampach, które zwisały z sufitu i oszałamiały klientów sklepu. Te małe, dorastające duszki mieszkały w niewielkich lampkach stojących z boku wystawy, których nikt nie zauważał.

W niedużej niebieskiej lampce mieszkał mały dżin o imieniu Flin. Marzył o tym, by spełniać życzenia ludzi. Nie był jednak tak uzdolniony, ani nie miał tyle mocy, co najpotężniejsze dżiny, przed którymi stawiano trudne zadania. Ostatnio słyszał pewną panią, która wybierając lampę mówiła: „Kupię tę lampę na najbliższą zabawę, żeby wszyscy się nią zachwycali. Musi nam dodać prestiżu i popularności.”

Mały dżin patrzył na to ze smutkiem. Takiego życzenia nie mógł spełnić ani on, ani jego malutka lampka, która na pewno nikomu nie dodałaby chwały. Była to mała fantazyjna lampeczka, która niczego porządnie nie oświetlała, nawet nie było jej widać na tle ozdób i przepychu bogatych klientów sklepu.

Flinowi było przykro. Bardzo pragnął spełnić czyjeś życzenie, ale nie miał jak. Nikt go o nic nie prosił… Dlatego siedział w swojej lampie zasmucony i samotny. Aż wpadł na pomysł, żeby nie czekać, aż któryś z klientów przyjdzie i wypowie przy nim życzenie – ale żeby samemu poszukać kogoś, kto pragnie, by jego życzenia zostały spełnione.

Od tamtej chwili duszek całe dnie spędzał siedząc w lampie, patrząc przez okno i przyglądając się ludziom przechodzącym obok wystawy sklepu. I zauważył pewną małą dziewczynkę, która codziennie przychodziła i przystawała przed wystawą sklepu, wpatrując się w nią zachłannie. Stała przez parę minut, nie mogąc oderwać od niej wzroku – po czym spuszczała głowę i odchodziła smutno, żeby wrócić kolejnego wieczora. Była biedna i nie miała odwagi, żeby wejść do środka sklepu, dlatego podziwiała te wszystkie wspaniałe, kolorowe światła z zewnątrz. Przychodziła co dzień, choć pewnego dnia padał deszcz, a innego wiał przenikliwy wiatr. A wystawa owszem, świeciła się i wyglądała pięknie, ale nie dawała ciepła. Dziewczynka stała, patrząc na barwne lampy i drżała z zimna.

Dżin przyglądał jej się za każdym razem, a po pewnym czasie zaczął jej wyglądać i oczekiwać jej nadejścia. Polubił ją bardzo i zapragnął coś dla niej zrobić.
Nadeszła zima, a z nią śnieg i mrozy. Dziewczynka przychodziła pod wystawę sklepową tak samo jak dotychczas, tylko nieco wcześniej, gdyż wcześniej zapadał zmrok. A poza tym przystawała przed nią na bardzo krótko, a potem szybko odchodziła, żeby skryć się przed kąsającym mrozem.

Flin to wszystko widział i napełniało go to smutkiem. Współczuł dziewczynce bardzo. Polubił ją i nie chciał, aby marzła. Gdy któregoś razu dziewczynka zaczęła przyglądać się jego lampie, wyleciał z niej i uśmiechnął się do dziewczynki przyjaźnie.
– Jestem dżinem. Mam na imię Flin. – powiedział. – Mogę spełnić twoje życzenia. Czego byś chciała?
Dziewczynka nawet nie wyglądała na zaskoczoną. Jak wiadomo, dziecka nie zdziwi pierwszy lepszy elf, wróżka, ani nawet dżin. Odwzajemniła uśmiech i powiedziała:
– A ja mam na imię Kasia. A życzenia? Och, nie wiem… Musiałbym się zastanowić. A mam jedno życzenie, czy trzy?
– Trzy, jak się należy. – odpowiedział dżin. – Ale nie mogę wypełnić twoich wszystkich życzeń naraz, bo jestem małym dżinem, a ty nawet nie posiadasz lampy, w której mieszkam. Musisz przychodzić tu dzień po dniu, tak jak przychodziłaś dotąd – i życzenia te nie mogą być zbyt trudne. Niestety, mam małą moc. Też dopiero się uczę wielu rzeczy.
– Rozumiem. – odpowiedziała dziewczynka. Zastanowiła się i powiedziała poważnie: – To ja proszę, żeby mama dziś wróciła z pracy nieco weselsza…
– Och, to trudne zadanie… A ja myślałem, że ci zimno i że poprosisz o coś dla siebie, na okrycie… – zdziwił się duszek.
– Och, wcale mi nie jest tak zimno, wiesz? Ale tak mnie coś boli, tu w środku, widzisz – gdy mama wraca do domu i jest smutna. To o wiele gorsze od zimna.
– Ale ja nie wiem, czy będę umiał spełnić to życzenie… A jakie byłoby twoje drugie życzenie, może będzie dla mnie łatwiejsze i wypełnię je od razu?
Dziewczynka nie zastanawiała się ani przez chwilę:
– Najbardziej pragnę, żeby tata wrócił do domu, do mamy i mojego rodzeństwa.
Flin załamał ręce.
– Och, Kasiu, to dopiero trudne! Takie życzenia spełniają tylko najpotężniejsze dżiny! Może ostatnie życzenie będę mógł spełnić…
– Ostatnia rzecz, jakiej życzę sobie i mej rodzinie, to żeby mój braciszek nie kłócił się tak z kolegami w szkole i w ogóle był bardziej posłuszny mamie i nauczycielom.
– Kochana, kochana Kasiu… Ani przez chwilę nie pomyślałaś o sobie ani o swojej wygodzie, wiesz? Myślisz tylko o dobru twojej rodziny. Ale ja nie umiem spełnić twych życzeń. A ty nie możesz kupić lampy, w której mieszka potężniejszy dżin. I co my zrobimy?
– No nic, jak nie możesz ich spełnić, to trudno. Najuważniejsze, że chciałeś mi pomóc. – Powiedziała dziewczynka i uśmiechnęła się do dżina z całego serca. – Teraz muszę się pożegnać, bo wiesz, czekają na mnie w domu… Muszę się zająć rodzeństwem…
– Do widzenia, droga Kasiu. Przychodź tu nadal… – Odpowiedział Flin i pomachał jej na pożegnanie.
– Jutro przyjdę na pewno! – Zawołała zza ramienia i znikła za zakrętem.

Dżin zastanawiał się całą noc, jak mimo wszystko pomóc Kasi. Jej życzeń nie mógł spełnić, tego był pewien, ale w pewnej chwili pomyślał, że chyba mógłby dać jej coś od siebie, w prezencie… Przygotował dla niej paczkę, a w niej ciepłe buty, kurtkę i czapkę, a także tabliczkę czekolady i paczkę cukierków dla jej rodzeństwa. A potem zaczął czekać na jej obiecane przyjście.

Czekał całe popołudnie i dziwił się coraz bardziej. Zwykle przychodziła zaraz po zachodzie słońca. Teraz zrobiło się całkiem ciemno, a jej wciąż nie było. Kiedy z popołudnia zrobił się wieczór, z wieczoru noc, a Kasi nie było przed wystawą, Flin zaniepokoił się bardzo.
Dlatego poszedł do największego z dżinów i spytał go, czy może się oddalić ze swej lampy w bardzo ważnej sprawie. Gdy uzyskał pozwolenie poleciał sprawdzić, co się stało z Kasią.
Dziewczynka leżała chora w domu i wyglądała bardzo blado. Dżin pomyślał, że przeziębiła się wystając przed wystawą sklepu z lampami.

Kasia leżała chora przez cały tydzień i wszyscy się bardzo o nią martwili. Jej mama przestała wychodzić do pracy, tylko zostawała w domu, by się nią opiekować. Jej braciszek był smutny i nie miał przekonania do kłótni z kolegami. Zrobił się dla wszystkich bardzo grzeczny.

Duszek przylatywał do Kasi co dzień o tej samej porze, o której wcześniej ona stała i patrzyła zachłannie na świecącą wystawę sklepu. Drugiego dnia choroby Kasi przyjechał do domu jej ojciec. Dowiedział się o jej ciężkim stanie i przestraszył się, że ją straci.
A wtedy, gdy wszyscy zebrali się w domu razem, Flin poczuł nieznany sobie dotąd przypływ mocy i rzucił na nich czar wzajemnej serdeczności, szacunku, miłości. Tak udało mu się spełnić życzenia małej – ale ona wciąż była chora i leżała w łóżku z gorączką…

Po paru dniach stan jej się poprawił. Gdy obudziła się, zobaczyła na twarzy mamy uśmiech, obok niej stojącego tatę i usłyszała z pokoju obok brata bawiącego się z kolegami i resztą rodzeństwa bez żadnych kłótni.
Uśmiechnęła się do dżina, który siedział na poręczy jej łóżka.
– Wiedziałam, ze mi pomożesz. – wyszeptała do niego z uśmiechem wdzięczności na ustach.
Od tamtego dnia robiła się coraz bardziej zdrowa. Znów zaczęła odwiedzać Flina w sklepie, ale już nie marzła więcej przed wystawą. Miała teraz zapas ciepłych rzeczy i od rodziny mnóstwo miłości, która grzała ją od środka.

Lubię to! Skomentuj7 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale