Wyjeżdżamy!
Co to znaczy? ‑ Najpierw trzeba ustalić środek transportu. Pociąg? Pakujemy tylko to, co najważniejsze. Ekonomicznie, rozsądnie wypełniamy wnętrze turystycznych plecaków. Samochód? No, to można załadować graty w torby i worki. Je najłatwiej układa się w bagażniku. A potem, trzeba się w końcu spakować. O kurczę.
Pakowanie oznacza wygarnianie z szaf ciuchów, z półek książek, z wszelkich innych zakamarków - niezbędnych w codziennym życiu urządzeń. Potem bieganie po domu i zbieranie wszystkiego co się gdzieś zostawiło, odłożyło na chwilę, zgubiło w ferworze pracy. Na koniec trzeba jeszcze posprzątać uboczne skutki tajfunu szalejącego w mieszkaniu i oto można usiąść przy stole, odzyskać utraconą dawno już równowagę psychiczną i przygotować się do drogi.
Teraz trzeba tylko usiąść w fotelu i zapiąć pas, czy też wsiąść do pociągu i ulokować się w przedziale. A potem przychodzi taka chwila, gdy odprowadzający nas przyjaciele lub rodzina machają opętańczo rękami i wykrzykują słowa wsparcia na pożegnanie.
I pojazd rusza, a podróż się zaczyna.
I już więcej nie myśli się o tych, którzy pozostali tam na progu, albo na opustoszałej stacji. Nie zaprząta się głowy tym, że oni wrócą w ciszy do wyludnionego domu i poczują się samotnie, a potem przez następne minuty nie będą zupełnie wiedzieli, co ze sobą zrobić.
Gdy ktoś jest przyzwyczajony do tłumu ludzi wokół siebie, w samotności czuje się bardzo źle. Puste ściany są przytłaczające. Znane kąty wciąż noszą w sobie wspomnienie tych, którzy jeszcze przed paroma minutami zapełniali je gwarem. I wszystko nagle wydaje się… nie takie. A najtrudniej jest wtedy, gdy nie zostało już nic do zrobienia, nie ma czym rąk zająć i można tylko usiąść i patrzeć w ścianę, z książką upuszczoną pod nogami, filmem zatrzymanym w połowie akcji, zapłakanymi oczami i głową zapełnioną wspomnieniami wspólnie spędzanych chwil.
Ktoś kiedyś powiedział, że smutek pożegnań istnieje tylko po to, by cieszyć się powitaniem. Ale ten ktoś zapomniał, jak wiele czasu dzieli jedno od drugiego. I jak trudno jest czekać na powrót bliskich, których jest tak bardzo brak. Tym bardziej brak, im mocniejsza więź istnieje między rozłączonymi ludźmi.
A jednak, kto by chciał zamienić przyjaźń, miłość, dobre relacje na… parę więcej godzin spokoju i… samotność?
A kto by nie zamienił luksusów wypracowanych latami na ciepły uśmiech znad kubka kawy, nawet gdy zaraz po nim nastąpi rozstanie?
Chyba lepiej niż nie musieć się żegnać, jest wiedzieć, że jest do czego wracać. Że ktoś czeka. A to pożegnanie zapowiada powrót i radość powitania. Znów.
***
Tekst pierwotnie opublikowany na portalu franciszkańska3.pl


Komentarze
Pokaż komentarze (2)