Nowoczesna teoria monetarna jest teorią ekonomiczną w ścisłym, odmiennym od codziennego rozumienia tego słowa sensie. W życiu codziennym, posługując się nim, mamy na myśli zazwyczaj coś, co naukowcy nazywają „hipotezą”. A więc prosty pogląd, przekonanie, mówiące na przykład — że szczepionki powodują raka, albo tego nie robią.
Rzeczywiście, stawianie hipotez i ich obalanie, bądź potwierdzanie jest ważną częścią procesu naukowego. W ścisłym sensie „teoria” to jednak nie tylko zakres hipotez na interesujący nas temat, ale również język, zestaw pojęć i metafor, jakimi opisujemy nasz świat. W języku fizyki newtonowskiej „masa” była w gruncie rzeczy niezmienną ilością materii, natomiast rewolucja Einsteina nauczyła nas, że „masa” jest szczególną formą energii.
Ekonomia jest nauką. Trochę bardziej problematyczną niż nauki ścisłe. Nowoczesna teoria monetarna, rozwijana w pracach takich autorów jak Abba Lerner, Warren Mosler i Larry Randall Wray — przyniosła powiew świeżego powietrza na zatęchłe podwórze ekonomii. Dlatego jej historyczna rola jest przynajmniej w części pozytywna. Pogrzebała tradycyjny pogląd, widzący w podatkach źródło finansowania budżetu państwa, jednocześnie pokazując, że w rzeczywistości ich główną rolą jest regulowanie gospodarki. W duchu ekonomii keynesistowskiej pokazała również, że oszczędności nie tworzą w prosty sposób inwestycji.
W najprostszym, politycznym wydźwięku, MMT to kąśliwe przypominanie liberalnym politykom, że pieniądze rzeczywiście są tworzone z powietrza, a ich kreacja — przy pomocy deficytu i długu, może służyć jako narzędzie polityki publicznej, finansujące potrzeby armii, opieki społecznej czy edukacji. Z pewnymi oczywistymi granicami w postaci wolnych mocy produkcyjnych gospodarki, których przekroczenie oznacza wzrost inflacji.
Orędownicy tego sposobu myślenia wytworzyli jednak własne, wąskie klisze myślowe, zbyt upraszczające krajobraz rzeczywistości. Zadłużenie publiczne ma również skutek finansowania sporych przywilejów klasie finansistów i bankierów, uspołeczniając jednocześnie koszty obsługi tego procesu na barkach społeczeństwa. Pieniądz na inwestycje publiczne można kreować z niczego, bezpośrednio finansując budżet państwa, zostawiając równocześnie pośredników na boku. Zmiana na lepsze jest możliwa, niestety wymaga zmiany ustawy.
„Problem leży w tym, że termin »przeciętny« jest w tym przypadku mylący. Podczas gdy tylko niektórzy mieszkańcy nabywają skrypty dłużne państwa, podatki płacą (a przynajmniej powinni płacić) wszyscy. Za zaciągnięty w przeszłości dług przyszłe pokolenia będą musiały płacić dodatkowe podatki, które posłużą obsłudze odziedziczonych przez nie skryptów dłużnych. Tak więc podczas gdy niektórzy członkowie przyszłych pokoleń będą mieli z tego tytułu korzyści netto, inni poniosą z tego samego tytułu straty netto. Dla przyszłych pokoleń jako całości owe korzyści i straty są z konieczności równe, nie można więc bez demagogii o ciężarze długu dla przyszłych pokoleń. Można natomiast dyskutować, czy wynikająca z tego tytułu redystrybucja dochodów jest pożądana czy nie”. Pisał w 2015 roku Kazimierz Łaski w książce „Wykłady z makroekonomii. Gospodarka kapitalistyczna bez bezrobocia”.
Dodatkowym kosztem kreacji nowego pieniądza, o jakim zbyt rzadko się mówi, jest zapośredniczenie w jego powstawaniu prywatnych firm, jakimi są w istocie banki komercyjne.
Chołoniewski Jacek, Paweł Górnik i Mateusz Siekierski w wydanej w 2020 roku książce „Banki, pieniądze, długi. Nieznana prawda o współczesnym systemie finansowym”. Analizując niestabilność Polskiego sektora monetarnego, zwrócili uwagę na to — że jeśli pominiemy część polityki deficytowej naszego państwa, której pozytywnym skutkiem jest zwiększenie się narodowych rezerw walutowych, obraz jest następujący.
Gdyby państwo polskie (bank centralny), zamiast zaciągać te długi i płacić od nich odsetki, wykreowało te 743 mld zł rezerw i przekazało je rządowi, to też nastąpiłaby kreacja pieniędzy (zwiększenie ich ilości w obiegu) w takiej samej wysokości, tylko bez konieczności płacenia bankom odsetek. Wynika z tego, że zaciąganie tych długów nie miało żadnego uzasadnienia. Było i jest oczywistą patologią.
Podsumowując, należy przyznać, że nowoczesna teoria monetarna przyniosła dużo dobra debacie publicznej, przywracając moc sprawczą państwu w zakresie realizowania polityk publicznych. Celnie wyśmiała również kilka niemających wiele wspólnego z prawdą przekonań. Niemniej, jej własny sukces przesłania nam pewne ograniczenia tego punktu widzenia.
Konkretniej. Nawołujemy ekonomistów, dziennikarzy finansowych i różnej maści aktywistów do tego, by nie trywializowali zagrożeń płynących z rozrostu przywilejów sektora finansowego, pośredniczącego w tworzeniu pieniądza. Wzywamy was, koledzy, byście częściej rozmawiali na ten temat, byście nawoływali do zmiany, dzisiejszego, patologicznego i niestabilnego systemu monetarnego. Przyszłość może być jeszcze bardziej kolorowa.
Artykuł pierwotnie opublikowany na moim substackowym blogu.


Komentarze
Pokaż komentarze