ekonomista  grosik ekonomista grosik
64
BLOG

Co mi panie dasz?, chyba smutną twarz

ekonomista  grosik ekonomista grosik Kultura Obserwuj notkę 5

 

Co mi panie dasz?, chyba smutną twarz ...

 

Odc 2

Romek brachu, powiadam do niego - cieszy mnie to ogromnie, i mam nadzieję, że zapanujesz nad tym bez skutków ubocznych – jasne, ja też mam taką nadzieję. No to fajnie, teraz spadam stąd, i jeszcze jedno słówko, a raczej pytanie; pójdziemy na piwo po pracy?, zwróciłem się do Romka – oczywiście, to co o piętnastej trzydzieści koło bramy wyjściowej?, ok; odrzekł Romek, i na tym rozstaliśmy się, ja poszedłem do swoich zajęć, a on do swoich.

Po godzinie piętnastej Romek czekał już na mnie pod bramą, poszliśmy do piwosza na piwko, do takiego drewniaka zwanego; „Pod Dębem”, tam spotkaliśmy znajomych, którzy też swoje pragnienie gasili w złocistym trunku. Gwarno i tłumnie tu było, ale jeden stolik był wolny, więc ruszyliśmy w jego kierunku. Barmanka podeszła przyjęła zamówienie i po chwili dwa kufle chłodnego napoju stały przed nami. Słyszałem Kazimierzu, że do Wałbrzycha jedziesz - tak, ale kto ci to powiedział? Ptaszki o tym między opłotkami ćwierkały, nie żartuj Romku, kto ci to powiedział? Halinę twoją widziałem i mi powiedziała, gdy usłyszała, iż Marta - moja była żona, do Jeleniej Góry jedzie. Rozumiem, i co w ten sam dzień jedzie co my?, oczywiście - już ją z wami umówiłem. A co ty się teraz dopiero, tak o byłą troszczysz?, ciągnie wilka do lasu?, nieee - to nie to, przecież przyjaciółmi jesteśmy dalej pomimo rozwodu. Nie rozumiem tego Romku, kochasz, a później się okazuje, że to tylko przyjaźń, też tego nie rozumiem, ale miedzy mną a Martą tak już jest, i tak niech pozostanie do sądnego dnia. Ona mi pomaga czasami, jak mam kłopoty i ja jej też, ten układ jest czysty i tylko przyjacielski, inaczej między nami już być nie może, a z wami zawsze bezpieczniejszą podróż będzie miała – fakt dodałem.

Dlaczego nie chcesz chodzić z innymi kobietami, bo żadna mi nie odpowiada, jak trafię na swoją połówkę i poczuję mięte przez rumianek, to tak! A jak nie?, to trudno - życie wolnego faceta wcale nie jest, aż takie złe. Wiesz Romku co?, może nie jest złe, ale jest samotne, a to dobra droga do psychozy, nie sadzisz? Nie wiem, jeszcze jej nie spotkałem, i dobrze dodaję, bo jak ją Romku spotkasz, to może już być za późno na to, by się jej pozbyć, tak brachu - uważaj na siebie - ok. samotniku? Wiesz Romku - co?, jak mnie dopadają smutki, to mam ogromną chęć sobie pośpiewać, a dopadają cię teraz one Kazimierzu?, - śpiewaj, to może i mnie zabawisz – walnąłem go śmiejąc się w głos, w plecy, aż mruknął, dodając mi – jesteś waść wariat, rozśmieliśmy się obaj na cały głos!

Po tygodniu spotkaliśmy się u Romka na kartach – czasami lubiliśmy sobie pograć w pokera lub baśkę, popić piwka, i powspominać swoje różne historie z naszego codziennego życia, i nie tylko.

Jest sobota wieczór, wziąłem osiem piw i wyszedłem do Romka na umówionego pokerka, gdy wszedłem do niego byli prawie wszyscy, jeno prócz mnie brakowało jeszcze do kompletu jednego naszego kolesia. Czekając na niego zaczęliśmy od piwa i przekąsek z sera żółtego, i z dodatkiem papryki, i zaczęliśmy jak zawsze swoje historie opowiadać, tym razem była moja kolej, więc zacząłem:

Mogę wam opowiedzieć pewien epizod z życia dwojga młodych ludzi, których znam – szybciej czas nam zleci, co wy na to?, opowiadaj! Nie ma sprawy, są to wspomnienia moich bardzo bliskich znajomych:

Judyta wstał mimo snu lekko zmęczona, spojrzała na zegarek; dochodziła godzina piąta rano, spojrzała po pokoju dziecinnym, i szepnęła cichutko pod nosem, sama do siebie; jak to dobrze, że dzieci wyjechały na ferie zimowe do mojej matki, bo tak, znowu bym wąchała smród przerobionej wódy, piwska z papierochami, jak można żyć spożywając codziennie takie używki, które do grobu wpędzają jego i mnie - mimo, że sama nie palę, tylko wącham, te wulkaniczne wyziewy Jacka.

Wstąpiła po drodze do kuchni, do łazienki; wzięła gorący i zimny prysznic, przeczesała mokre włosy i weszła do kuchni - zrobiła mężowi śniadanie oraz kanapki do pracy. Chwilkę pomyślała, przeciągnęła się, by rozprostować kości, i weszła do pokoju, gdzie spał jej mąż Jacek.

Jacka poznała na studiach, w ostatnim roku, u koleżanki na imieninach, był to wysoki przystojny wysportowany, młody facet, pełen dobrych manier i pomysłów na życie, oczytany dobrze się uczący i zapowiadający informatyk, który pracował na czesne, a jednocześnie studiował. Po tym spotkaniu odprowadził on ją na kwaterę, w rączkę pocałował, swoim uśmiechem ją oczarował, i zaprosił na drugi dzień, na obiad - były też; kwiaty, uśmiechy, spacer zakończony pocałunkiem gorącym. Judyta od tego spotkania była w siódmym niebie, zwłaszcza że niedawno rozstała się z swoim przyjacielem już na dobre, i czuła się teraz ciut zagubioną istotką, a Jacek stał się jej lekarstwem na wszystko! Początkowo nie myślała o nim poważnie, ale po miesiącu, gdy się zbliżyli bardziej do siebie, bajka stała się rzeczywistością. Po pół roku Jacek niespodziewanie jej się oświadczył, i krótko po tym wzięli ślub. Jacek wynajął większe mieszkanie, gdzie już razem spędzali wolne chwile. Po skończeniu studiów i krótkim stażu; Jacek został kierownikiem, w firmie informatycznej, a Justyna podjęła pracę, jako kierownik działu kadr, w firmie koleżanki z dawnych lat. Wiodło im się wspaniałe, dobra praca, zarobki, po roku urodził się Marek, rok po jego urodzinach - Marta. Po trzech latach pracy, pobudowali się, i sielanka trwała nadal dopóty, dopóki Jacek nie wystartował w konkursie na dyrektora firmy, w której pracował, i przegrał z kretesem!

II cześć ...

Dyrektor był ustawiony z góry, a konkurs miał być tylko formalnością, Jacek o mało im tego nie zepsuł, po tym; nowy dyrektor, zaczął szukać dziury w całym, i dochodziło między nimi do dość częstych utarczek - atmosfera, zrobiła się zbyt chora, co Jacka zmusiło po pięciu latach wzorowej pracy, do rezygnacji z pracy w firmie. To go podłamało i wówczas zaczął pić wódkę na umór, szlajał się po knajpach z różnymi typami spod ciemnej gwiazdy. Początkowo wszystko kończyło się na wyrzutach i codziennych drobnych sprzeczkach, co Jacka zmusiło w końcu do szukania lepszej pracy; godnej jego umiejętności, i zaspokojenia jego ambicji. Kolega namówił go do założenie firmy reklamowej, interes na początku szedł dobrze, ale Jackowi tego było za mało, znowu zaczął pić i szaleć, ale tym razem posuwał się w stosunku do Judyty i dzieci, do rękoczynów, i ordynarnych wyzwisk. Jakby tego było mu mało, to jeszcze zaczął Judytę podejrzewać, że ma romans z jego przyjacielem, co było pijackim zwidem, w jego chorym umyśle, ale było też powodem do bluzgań i bicia jej oraz dzieci, za to jakoby, że się w swoją matkę wdały. Czasami w nocy ich zrywał, wyzywał, bił gdzie popadło i czym popadło - tak, że musiała z dziećmi nocą uciekać do sąsiadki. W końcu Judyta musiała ze swojej pracy się zwolnić, by temu wszystkiemu w domu podołać. Wczoraj też; Jacek wrócił nawalony gorzałą i piwskiem, jak największe jej nieszczęście, bardzo późno w nocy, i w drzwiach padł jak kłoda. Judyta zaciągnęła go do ich sypialni klnąc pod nosem jak szewc; walnęła go w poprzek łoża, aż stęknął, i od razu usnął - chrapiąc, jak piła tartaczna, która zahaczyła o zdrowe sęki. Teraz Judyta ponownie weszła do tej sypialni, tu ją skręcił i odrzucił w tył, sfermentowany odór; wódy, piwska i papierochów, w sypialni czuć było zgnilizną, jakby się jego ciało rozkładało - podeszła do okna, i rozwarła go na całą szerokość. Spojrzała na Jacka z obrzydzeniem, i aż pobladła, z tego odczucia; szepcąc cicho, jak ja cię znienawidziłam, nawet się tego nie domyślasz, draniu jeden! Podeszła do Jacka, i go szturchnęła mocno, swoja dłonią; Jacek! Wstawaj do pracy - już czas! Odpieprz się ode mnie tępaku; mam jeszcze czas, jaki czas?, szósta dochodzi, a ty idziesz na szóstą trzydzieści, to jaki masz czas? Jacek poleżał jeszcze chwilę, w końcu mruknął do Judyty, skacowany; piwo masz?, jakie piwo?, co ty myślisz, że tu pijalnia piwa?, to sypialnia pijaczyno, a nie piwosz – zrozum to, w końcu! Do pracy chcesz po piwie iść?, nie myślisz w ogóle, co o tobie tam gadają, i za kogo cię tam mają? Jacek zerwał się na równe nogi, jakby bokserowi chciał opór stawić, i jak nie grzmotnie Judytę w twarz, aż padła na podłogę, jak długa się rozciągając, a ty szmato co?, pouczać mnie tu będziesz?, z porządnego gościa - pijaka robisz? Siadł ponownie na brzeg łóżka – smakoszem jestem, a nie nałogiem; głupia wariatko. Judyta podniosła sie powoli z podłogi, trzymając się dłonią za policzek czerwony jak krew, w głowie jej szumiało, ale rzuciła Jackowi; zastanów się chamie w końcu, czy jestem wariatką, czy głupią, bo nie mogę być jednym i drugim; Ty?, ty jesteś wszystkim i nikim - znowu się zerwał, i zamierzył na nią, ale jej wzrok go powstrzymał, było coś w nim, czego do tej pory u niej nie widział. Judyta się jednak wycofała do drzwi, i mu rzuciła; ostatni raz mnie uderzyłeś prostaku! Pamiętaj o tym, ostatni już raz! Jacek tego już nie ścierpiał, dla niego było to już poniżej pasa, jak na hardego macho; skoczył z nią z pięścią i trafił na drzwi, które ona uciekając pchnęła z całej siły - trafił pięścią, w skrzyżowanie drzwi i o mało sobie palców nie połamał, a drzwi aż jęknęły, jak bęben od jego uderzenia. Wrócił na środek sypialni, i siadł w bujanym fotelu; zaczął dmuchać na swoją pokaleczoną pięść; wredna suka, tym razem uduszę babę, i będzie spokój - wymamrotał niewyraźnie skrzywiony bólem. Judyta szybko się ubrała i wyszła do koleżanki, by przeczekać jego pobyt w domu. Przez okno u koleżanki widziała, jak wyszedł z torbą pod pachą do pracy, więc szybko wróciła do domu, bo wstyd było jej prywatnego nieszczęśliwego życia, i tego co się u niej w domu dzieje od pięciu już lat. Ciągłe; pijaństwo, awantury, bicie, ucieczki z dziećmi, powroty; i od nowa codziennie nie zmiennie, to samo! Matka jej radziła; wyjedź córeczko do Holandii, bo on was któregoś dnia w alkoholowym amoku jeszcze skrzywdzi, ratuj siebie i dzieci - tam masz siostrę, ona pomoże Ci się urządzić, tam sobie lepsze życie ułożysz, a i dzieci będą psychicznie zdrowsze i weselsze, a tak; sama zobacz, jak one wyglądają, myśląc o takim ojcu, słysząc jego chwiejne kroki na korytarzu, pijackie wrzaski, czując pas za coś czego nie zrobiły. Myślała o tym coraz częściej ostatni, co jej matka mówiła; siostra dzwoniąc z Holandii do niej - też, proponowała jej pracę w firmie eksportowej, która w Polsce interesy robi, ale wahała się jeszcze, jednak dzisiaj miarka się już przebrała, postanowiła działać, i to od zaraz! Paszporty miesiąc temu wyrobiła sobie i dzieciom, szukała okazji, by Jacek jej zgodę na wyjazd z dziećmi podpisał, ale okazja taka się jeszcze nie nadarzyła. Teraz jednak, po załatwieniu wszystkich spraw związanych z wyjazdem do Holandii, wróciła do domu; szybko obiad dobry zrobiła dla siebie i Jacka, wino też kupiła lepszej jakości, i czekała cierpliwie na powrót szurniętego Jacka, jak to go nazywała w rozmowie z siostrą. Jacek po wytrzeźwieniu był znośny i się zachowywał, jak na dobrego męża przystało, więc była spokojniejszą o rozwój wypadków tego wieczoru. Zegar wybił godzinę dwudziestą piętnaście, teraz Judyta zaczęła się denerwować - znowu wróci pijany, i nie wiadomo co może jej samej w domu zrobić. Walizki były przygotowane i schowane w pakamerze przy schodach, tam Jacek nigdy nie zaglądał, więc o nie była spokojną, tylko ten podpis ją tu jeszcze trzymał, a tak sobie wszystko dzisiaj poukładała, jednak tej zwłoki w czasie, nie przewidziała. Spojrzała ponownie zniecierpliwiona, na zegar; dochodziła dwudziesta pierwsza, i w końcu usłyszała głos Jacka:

skromny - kochający wiedzę, i ludzi tolerancyjnych ...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Kultura