ekonomista  grosik ekonomista grosik
70
BLOG

Co mi panie dasz?, chyba smutną twarz

ekonomista  grosik ekonomista grosik Kultura Obserwuj notkę 5

 

Co mi panie dasz?, chyba smutną twarz ...

 

Odc 2

Romek brachu, powiadam do niego - cieszy mnie to ogromnie, i mam nadzieję, że zapanujesz nad tym bez skutków ubocznych – jasne, ja też mam taką nadzieję. No to fajnie, teraz spadam stąd, i jeszcze jedno słówko, a raczej pytanie; pójdziemy na piwo po pracy?, zwróciłem się do Romka – oczywiście, to co o piętnastej trzydzieści koło bramy wyjściowej?, ok; odrzekł Romek, i na tym rozstaliśmy się, ja poszedłem do swoich zajęć, a on do swoich.

Po godzinie piętnastej Romek czekał już na mnie pod bramą, poszliśmy do piwosza na piwko, do takiego drewniaka zwanego; „Pod Dębem”, tam spotkaliśmy znajomych, którzy też swoje pragnienie gasili w złocistym trunku. Gwarno i tłumnie tu było, ale jeden stolik był wolny, więc ruszyliśmy w jego kierunku. Barmanka podeszła przyjęła zamówienie i po chwili dwa kufle chłodnego napoju stały przed nami. Słyszałem Kazimierzu, że do Wałbrzycha jedziesz - tak, ale kto ci to powiedział? Ptaszki o tym między opłotkami ćwierkały, nie żartuj Romku, kto ci to powiedział? Halinę twoją widziałem i mi powiedziała, gdy usłyszała, iż Marta - moja była żona, do Jeleniej Góry jedzie. Rozumiem, i co w ten sam dzień jedzie co my?, oczywiście - już ją z wami umówiłem. A co ty się teraz dopiero, tak o byłą troszczysz?, ciągnie wilka do lasu?, nieee - to nie to, przecież przyjaciółmi jesteśmy dalej pomimo rozwodu. Nie rozumiem tego Romku, kochasz, a później się okazuje, że to tylko przyjaźń, też tego nie rozumiem, ale miedzy mną a Martą tak już jest, i tak niech pozostanie do sądnego dnia. Ona mi pomaga czasami, jak mam kłopoty i ja jej też, ten układ jest czysty i tylko przyjacielski, inaczej między nami już być nie może, a z wami zawsze bezpieczniejszą podróż będzie miała – fakt dodałem.

Dlaczego nie chcesz chodzić z innymi kobietami, bo żadna mi nie odpowiada, jak trafię na swoją połówkę i poczuję mięte przez rumianek, to tak! A jak nie?, to trudno - życie wolnego faceta wcale nie jest, aż takie złe. Wiesz Romku co?, może nie jest złe, ale jest samotne, a to dobra droga do psychozy, nie sadzisz? Nie wiem, jeszcze jej nie spotkałem, i dobrze dodaję, bo jak ją Romku spotkasz, to może już być za późno na to, by się jej pozbyć, tak brachu - uważaj na siebie - ok. samotniku? Wiesz Romku - co?, jak mnie dopadają smutki, to mam ogromną chęć sobie pośpiewać, a dopadają cię teraz one Kazimierzu?, - śpiewaj, to może i mnie zabawisz – walnąłem go śmiejąc się w głos, w plecy, aż mruknął, dodając mi – jesteś waść wariat, rozśmieliśmy się obaj na cały głos!

Po tygodniu spotkaliśmy się u Romka na kartach – czasami lubiliśmy sobie pograć w pokera lub baśkę, popić piwka, i powspominać swoje różne historie z naszego codziennego życia, i nie tylko.

Jest sobota wieczór, wziąłem osiem piw i wyszedłem do Romka na umówionego pokerka, gdy wszedłem do niego byli prawie wszyscy, jeno prócz mnie brakowało jeszcze do kompletu jednego naszego kolesia. Czekając na niego zaczęliśmy od piwa i przekąsek z sera żółtego, i z dodatkiem papryki, i zaczęliśmy jak zawsze swoje historie opowiadać, tym razem była moja kolej, więc zacząłem:

Mogę wam opowiedzieć pewien epizod z życia dwojga młodych ludzi, których znam – szybciej czas nam zleci, co wy na to?, opowiadaj! Nie ma sprawy, są to wspomnienia moich bardzo bliskich znajomych:

Judyta wstał mimo snu lekko zmęczona, spojrzała na zegarek; dochodziła godzina piąta rano, spojrzała po pokoju dziecinnym, i szepnęła cichutko pod nosem, sama do siebie; jak to dobrze, że dzieci wyjechały na ferie zimowe do mojej matki, bo tak, znowu bym wąchała smród przerobionej wódy, piwska z papierochami, jak można żyć spożywając codziennie takie używki, które do grobu wpędzają jego i mnie - mimo, że sama nie palę, tylko wącham, te wulkaniczne wyziewy Jacka.

Wstąpiła po drodze do kuchni, do łazienki; wzięła gorący i zimny prysznic, przeczesała mokre włosy i weszła do kuchni - zrobiła mężowi śniadanie oraz kanapki do pracy. Chwilkę pomyślała, przeciągnęła się, by rozprostować kości, i weszła do pokoju, gdzie spał jej mąż Jacek.

Jacka poznała na studiach, w ostatnim roku, u koleżanki na imieninach, był to wysoki przystojny wysportowany, młody facet, pełen dobrych manier i pomysłów na życie, oczytany dobrze się uczący i zapowiadający informatyk, który pracował na czesne, a jednocześnie studiował. Po tym spotkaniu odprowadził on ją na kwaterę, w rączkę pocałował, swoim uśmiechem ją oczarował, i zaprosił na drugi dzień, na obiad - były też; kwiaty, uśmiechy, spacer zakończony pocałunkiem gorącym. Judyta od tego spotkania była w siódmym niebie, zwłaszcza że niedawno rozstała się z swoim przyjacielem już na dobre, i czuła się teraz ciut zagubioną istotką, a Jacek stał się jej lekarstwem na wszystko! Początkowo nie myślała o nim poważnie, ale po miesiącu, gdy się zbliżyli bardziej do siebie, bajka stała się rzeczywistością. Po pół roku Jacek niespodziewanie jej się oświadczył, i krótko po tym wzięli ślub. Jacek wynajął większe mieszkanie, gdzie już razem spędzali wolne chwile. Po skończeniu studiów i krótkim stażu; Jacek został kierownikiem, w firmie informatycznej, a Justyna podjęła pracę, jako kierownik działu kadr, w firmie koleżanki z dawnych lat. Wiodło im się wspaniałe, dobra praca, zarobki, po roku urodził się Marek, rok po jego urodzinach - Marta. Po trzech latach pracy, pobudowali się, i sielanka trwała nadal dopóty, dopóki Jacek nie wystartował w konkursie na dyrektora firmy, w której pracował, i przegrał z kretesem!

II cześć ...

Dyrektor był ustawiony z góry, a konkurs miał być tylko formalnością, Jacek o mało im tego nie zepsuł, po tym; nowy dyrektor, zaczął szukać dziury w całym, i dochodziło między nimi do dość częstych utarczek - atmosfera, zrobiła się zbyt chora, co Jacka zmusiło po pięciu latach wzorowej pracy, do rezygnacji z pracy w firmie. To go podłamało i wówczas zaczął pić wódkę na umór, szlajał się po knajpach z różnymi typami spod ciemnej gwiazdy. Początkowo wszystko kończyło się na wyrzutach i codziennych drobnych sprzeczkach, co Jacka zmusiło w końcu do szukania lepszej pracy; godnej jego umiejętności, i zaspokojenia jego ambicji. Kolega namówił go do założenie firmy reklamowej, interes na początku szedł dobrze, ale Jackowi tego było za mało, znowu zaczął pić i szaleć, ale tym razem posuwał się w stosunku do Judyty i dzieci, do rękoczynów, i ordynarnych wyzwisk. Jakby tego było mu mało, to jeszcze zaczął Judytę podejrzewać, że ma romans z jego przyjacielem, co było pijackim zwidem, w jego chorym umyśle, ale było też powodem do bluzgań i bicia jej oraz dzieci, za to jakoby, że się w swoją matkę wdały. Czasami w nocy ich zrywał, wyzywał, bił gdzie popadło i czym popadło - tak, że musiała z dziećmi nocą uciekać do sąsiadki. W końcu Judyta musiała ze swojej pracy się zwolnić, by temu wszystkiemu w domu podołać. Wczoraj też; Jacek wrócił nawalony gorzałą i piwskiem, jak największe jej nieszczęście, bardzo późno w nocy, i w drzwiach padł jak kłoda. Judyta zaciągnęła go do ich sypialni klnąc pod nosem jak szewc; walnęła go w poprzek łoża, aż stęknął, i od razu usnął - chrapiąc, jak piła tartaczna, która zahaczyła o zdrowe sęki. Teraz Judyta ponownie weszła do tej sypialni, tu ją skręcił i odrzucił w tył, sfermentowany odór; wódy, piwska i papierochów, w sypialni czuć było zgnilizną, jakby się jego ciało rozkładało - podeszła do okna, i rozwarła go na całą szerokość. Spojrzała na Jacka z obrzydzeniem, i aż pobladła, z tego odczucia; szepcąc cicho, jak ja cię znienawidziłam, nawet się tego nie domyślasz, draniu jeden! Podeszła do Jacka, i go szturchnęła mocno, swoja dłonią; Jacek! Wstawaj do pracy - już czas! Odpieprz się ode mnie tępaku; mam jeszcze czas, jaki czas?, szósta dochodzi, a ty idziesz na szóstą trzydzieści, to jaki masz czas? Jacek poleżał jeszcze chwilę, w końcu mruknął do Judyty, skacowany; piwo masz?, jakie piwo?, co ty myślisz, że tu pijalnia piwa?, to sypialnia pijaczyno, a nie piwosz – zrozum to, w końcu! Do pracy chcesz po piwie iść?, nie myślisz w ogóle, co o tobie tam gadają, i za kogo cię tam mają? Jacek zerwał się na równe nogi, jakby bokserowi chciał opór stawić, i jak nie grzmotnie Judytę w twarz, aż padła na podłogę, jak długa się rozciągając, a ty szmato co?, pouczać mnie tu będziesz?, z porządnego gościa - pijaka robisz? Siadł ponownie na brzeg łóżka – smakoszem jestem, a nie nałogiem; głupia wariatko. Judyta podniosła sie powoli z podłogi, trzymając się dłonią za policzek czerwony jak krew, w głowie jej szumiało, ale rzuciła Jackowi; zastanów się chamie w końcu, czy jestem wariatką, czy głupią, bo nie mogę być jednym i drugim; Ty?, ty jesteś wszystkim i nikim - znowu się zerwał, i zamierzył na nią, ale jej wzrok go powstrzymał, było coś w nim, czego do tej pory u niej nie widział. Judyta się jednak wycofała do drzwi, i mu rzuciła; ostatni raz mnie uderzyłeś prostaku! Pamiętaj o tym, ostatni już raz! Jacek tego już nie ścierpiał, dla niego było to już poniżej pasa, jak na hardego macho; skoczył z nią z pięścią i trafił na drzwi, które ona uciekając pchnęła z całej siły - trafił pięścią, w skrzyżowanie drzwi i o mało sobie palców nie połamał, a drzwi aż jęknęły, jak bęben od jego uderzenia. Wrócił na środek sypialni, i siadł w bujanym fotelu; zaczął dmuchać na swoją pokaleczoną pięść; wredna suka, tym razem uduszę babę, i będzie spokój - wymamrotał niewyraźnie skrzywiony bólem. Judyta szybko się ubrała i wyszła do koleżanki, by przeczekać jego pobyt w domu. Przez okno u koleżanki widziała, jak wyszedł z torbą pod pachą do pracy, więc szybko wróciła do domu, bo wstyd było jej prywatnego nieszczęśliwego życia, i tego co się u niej w domu dzieje od pięciu już lat. Ciągłe; pijaństwo, awantury, bicie, ucieczki z dziećmi, powroty; i od nowa codziennie nie zmiennie, to samo! Matka jej radziła; wyjedź córeczko do Holandii, bo on was któregoś dnia w alkoholowym amoku jeszcze skrzywdzi, ratuj siebie i dzieci - tam masz siostrę, ona pomoże Ci się urządzić, tam sobie lepsze życie ułożysz, a i dzieci będą psychicznie zdrowsze i weselsze, a tak; sama zobacz, jak one wyglądają, myśląc o takim ojcu, słysząc jego chwiejne kroki na korytarzu, pijackie wrzaski, czując pas za coś czego nie zrobiły. Myślała o tym coraz częściej ostatni, co jej matka mówiła; siostra dzwoniąc z Holandii do niej - też, proponowała jej pracę w firmie eksportowej, która w Polsce interesy robi, ale wahała się jeszcze, jednak dzisiaj miarka się już przebrała, postanowiła działać, i to od zaraz! Paszporty miesiąc temu wyrobiła sobie i dzieciom, szukała okazji, by Jacek jej zgodę na wyjazd z dziećmi podpisał, ale okazja taka się jeszcze nie nadarzyła. Teraz jednak, po załatwieniu wszystkich spraw związanych z wyjazdem do Holandii, wróciła do domu; szybko obiad dobry zrobiła dla siebie i Jacka, wino też kupiła lepszej jakości, i czekała cierpliwie na powrót szurniętego Jacka, jak to go nazywała w rozmowie z siostrą. Jacek po wytrzeźwieniu był znośny i się zachowywał, jak na dobrego męża przystało, więc była spokojniejszą o rozwój wypadków tego wieczoru. Zegar wybił godzinę dwudziestą piętnaście, teraz Judyta zaczęła się denerwować - znowu wróci pijany, i nie wiadomo co może jej samej w domu zrobić. Walizki były przygotowane i schowane w pakamerze przy schodach, tam Jacek nigdy nie zaglądał, więc o nie była spokojną, tylko ten podpis ją tu jeszcze trzymał, a tak sobie wszystko dzisiaj poukładała, jednak tej zwłoki w czasie, nie przewidziała. Spojrzała ponownie zniecierpliwiona, na zegar; dochodziła dwudziesta pierwsza, i w końcu usłyszała głos Jacka:

skromny - kochający wiedzę, i ludzi tolerancyjnych i zniesmaczony łamaniem Konstytucji RP, tj:  Art.  54. [Wolność słowa] 1. Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. 2. Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane. Ustawa może wprowadzić obowiązek uprzedniego uzyskania koncesji na prowadzenie stacji radiowej lub telewizyjnej. ...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Kultura