ekonomista  grosik ekonomista grosik
73
BLOG

Koniec żartów! Rzucam wódę i ciebie wredna babo ...

ekonomista  grosik ekonomista grosik Kultura Obserwuj notkę 2

Są to wyrwane fragmenty z mojej powieści,

która się w pale nie mieści, a pisze ją tu po to,

by się samemu zmobilizować i za kilka lat;

ją dokończyć – oczywiście, jak dobrze mi pójdzie :>)

zarechotał przy tym paskudnie!

Historia ze szczęśliwym zakończeniem, rzekł Romek i inni słuchacze – skoro Ryszard jeszcze nie dotarł opowiem tu wam jeszcze jedną, ale dłuższa historię, jest to historia moja i mojej późniejszej koleżanki Marii, która była pośród ludzi, a jednak czuła się bardzo samotna, dobrze opowiadaj:

Marię poznałem w latach osiemdziesiątych, byłem wówczas na urlopie z przyjaciółmi, i ona przyjechała na wczasy nad to samo jezioro, tylko że ona spała na terenie ośrodka wczasowego, a ja z przyjaciółmi, nad jeziorem pod; namiotem, księżycem, i gwiazdami na bezchmurnym niebie – oczywiście, nie w każdą noc niebo było tak klarowne. Moje warunki bytowania były bardziej surowe, ona korzystała z warunków bardziej komfortowych. Pewnego dnia gdy wypływałem na jezioro kajakiem, jakaś dziewczyna tuż obok mnie głośno krzyknęła, aż podskoczyłem do góry; zabierzesz mnie rycerzu ze sobą?, spojrzałem za głosem odruchowo w bok i ją ujrzałem; zjawiskowe cudo - nie ma sprawy, odkrzyknąłem, ale zamku, to ja młoda damo nie posiadam, zaśmiała się na cały głos i dorzuciła; takiego rycerza z zamkiem, to ja tu nie szukam, bo już jednego z zamkiem, ale przy rozporku i z zakutym łbem miałam, tu jednak szukam dobrego pływaka. A skąd ten pomysł młoda damo, że ja nim jestem?, a stąd, że kajakiem nikt kto nie umie dobrze pływać na taką falę się nie wybiera, a... tu mnie pani masz – więc, dobrze! Skoro nie boisz się z nieznajomym płynąć, to wskakuj do kajaka. Podeszła do mnie, przywitała się podając mi swoją drobniutką dłoń – Maria jestem, przedstawiła się. Bardzo mi miło Mario – rzuciłem do niej, cygan jestem; jak to?, poważnie?, nie... po prostu chcę byś wiedziała, że nie zawsze mówię prawdę - dobrze cyganie, niech i tak będzie; śmiejąc się ciągle, wskoczyła mi przed nos do kajaka. Wypłynęliśmy na środek jeziora - później, skierowałem kajak, w stronę wyspy, dokąd to płyniemy cyganie?, na wyspę, a po co?, ognisko sobie rozniecić, kiełbaski podpiec, i ciut pooddychać świeżym powietrzem przy muzyce, a co milutka?, coś nie tak?, nie o to chodzi, z ciekawości pytam, a ja już myślałem Mario, że zaczęłaś mnie się w końcu bać – skąd taki pomysł, po twojej minie i oczkach to widać. Maria roześmiała się swoim dźwięcznym głosem ponownie, no tak, prawdą to jest, że ciut cykam, ale to nie znaczy, że się ciebie, aż tak bardzo boję, trochę ćwiczyłam sztuki wschodnich walk na studiach, więc uważaj – teraz, ona mnie rozśmieszyła do łez, a ty myślisz Mario, że ja w wojsku byłem kucharzem?

Masz dziewczynę?, nie... nie mam, ale mam żonę i dwójkę pięknych dzieci - co?, pewnie w to mi teraz nie wierzysz, bo jak cyganowi wierzyć - prawda?, fakt! Teraz Mario ci mówię prawdę, do tego jeszcze ci dodam, że od trzech miesięcy jestem w separacji, i to jest też absolutnie prawdą. A co się wam stało?, spytała mnie, hm; jakby ci tu rzec, by nie skłamać; niezgodność charakterów, ponoć; tak mi żona oświadczyła, a... po ilu latach małżeństwa?, jeśli to nie jest tajemnicą, skądże odrzekłem, po; raz, dwa, trzy – jest! Po siedmiu - szybko to zauważyła, tak, nawet bardzo, roześmiałem się szczerze. I co?, rozstajecie się na zawsze?, nie wiem; wiesz Mario, gdyby dzieci nie było, to bym się nawet nad tym nie zastanawiał, ale są dzieci i to jest duża odpowiedzialność. Wiesz, nie chciałbym, by bez ojca i w niekompletnej rodzinie się wychowywały, ale decyzję żonie zostawiłem, czyli przerwała mi, poszedłeś na łatwiznę?, tak myślisz?, tak, bo tak to wygląda, i ja tak to odczuwam – rzekła mi, może i masz rację, odrzekłem, ale na siłę nic nie uczynisz, nic nie osiągniesz, i nic nie zbudujesz dobrze, a żyć w małżeństwie z dnia na dzień, jako persona non grata, to chyba już przesadą jest, nie sądzisz? Życie i utrzymywanie rodziny na siłę, to żadne wyjście Mario, czasami gorszym jest to, niż życie i opiekowanie się dziećmi z daleka.

Horacy powiadał:

Invitum qui servat, idem facit occidenti, co to cyganie znaczy?, kto ocala kogoś wbrew jego woli, to tak, jakby go zabijał, hm; coś w tym jest - rzekła po chwilowej ciszy Maria.

Mario, wy kobiety macie swój specyficzny punkt widzenia; świata, życia rodzinnego, etc, i ja was czasami w tym wszystkim nie rozumiem, dlatego zostawiłem decyzję żonie - zatęskni, wrócę na łono rodziny, jak nie - no cóż, siła wyższa. Tak bez żalu to zrobisz?, hm; żal moja droga, to część naszego niewłaściwego postępowania, jednak nie powinien być przepustka do lepszego życia - niby nie, bo to jest tylko indywidualne odczucie i nie przez wszystkich zrozumiałe - tu masz rację Mario, przytaknąłem jej stwierdzeniu!

Dopłynęliśmy do wyspy, wyciągnąłem kajak na brzeg, wziąłem ze środka plecak i poprowadziłem ją w głąb wyspy, po krótkim marszu plecak zrzuciłem i powiedziałem jej; tu Mario zrobimy sobie ognisko - kiełbaski, lubisz nad ogniem opiekane i odymiane jałowcem, jałowcem?, nigdy tego nie robiłam i nigdy takiego czegoś nie jadłam; dobrze - więc, teraz masz okazje sobie sama, tak je upichcić do smaku z jałowcem - ciut chłodem od wody powiewało. Rozpaliłem szybko ognisko, podałem jej kiełbaski w torbie, włączyłem jej radio tranzystorowe, a sam poszedłem po kije, zrobiłem kijki odpowiednio tak, by kiełbaska nie zjeżdżała nam do ogniska, i podałem jeden z nich Marii; założyła kiełbaskę i siedliśmy przy ognisku na pniakach, by je opiec, po chwili milczenia zapytałem ją:

A co u ciebie takiego wydarzyło się w życiu, że sama teraz pływasz z obcym facetem po jeziorze? Maria spojrzała na mnie lekko zaskoczona i zaczęła po chwili ciszy z pewnym ociąganiem się, swoje przeżycia mi opowiadać:

Urodziłam się w rodzinie mieszanej; ze strony ojca, byłam z rodziny prawników, a ze strony matki, z rodziny nauczycielskiej - nie bardzo im się powodziło, bo w tamtych czasach prawnik czy radca prawny dużo nie zarabiał, a do tego musiał pracować na kilku etatach w różnych zakładach czy przedsiębiorstwach państwowych. Mama uczyła w szkole, płaca jej też była niska w stosunku nawet do tych podstawowych codziennych naszych potrzeb. Jednak ja też, zdecydowałam się wybrać pedagogikę. Wpierw ukończyłam Liceum Pedagogiczne, a później poszłam na studia pedagogiczne, tam też poznałam na czwartym roku Historii prawie fajnego chłopca - Janusza, w którym się bardzo zakochałam. Po sześciu wspaniale wspólnie spędzonych miesiącach pozwoliłam Januszowi na intymne zbliżenie się do mnie, co spowodowało rozpad naszego związku. Po tych erotycznych doznaniach, zaczął mnie nagle unikać, bez żadnego powodu i wyjaśnienia. Widzisz, mój drogi cyganie; on był z tych co szukają doświadczeń z kobietami, a nie stałego związku. Był kimś, kto potrafił czarować, i tylko czarować, zabierał mnie do teatru, do kina, na prywatki – mieli jego rodzice na działce domek z kominkiem, i tam on organizował nam urocze spotkania, wiesz; świece, piękne kwiaty, łagodna nastrojowa muzyka, dobre wino, i w końcu mnie tym zbałamucił - bogacz dodała podenerwowana wspomnieniami Maria! Oddałam mu to, co zawsze uważałam za coś co posiadam najcenniejszego, i co mogę mojemu ukochanemu ofiarować od siebie, w godzinie naszej wspólnej miłości, a ten błazen tego nie uszanował, poddał się tylko tym swoim instynktom i żądzom zwierzęcym, a nie pięknemu uczuciu, jakim ja w stosunku do niego wówczas pałałam, tym nagłym porzuceniem, zdołował mnie na kilka długich lat.

Janusz, jak się później dowiedziałam od koleżanki - zostawił mnie dla inne dziewczyny, z którą ponoć już poprzednio chodził. Myślałam, powiada mi Maria ze łzami w oczach, że on we mnie naprawdę się zakochał, i dlatego tak postąpiłam, jak postąpiłam, czyli bardzo źle - zawsze sobie wmawiałam, że oddam się mężczyźnie, którego pokocham, i który mnie pokocha, i to dopiero w noc poślubną, a tu proszę - taki wstyd i hańba, już nigdy żadnemu facetowi, tak ślepo nie zaufam, pomyślałam wówczas z rozpaczy.

Maria bardzo długo to rozejście się z Januszem, i swoje psychiczne załamanie przeżywała, to ją psychicznie naznaczyło na całe życie, wówczas nawet nie przeczuwała, jak bardzo. Miała, nie tylko ona w swojej rodzinie takiego pecha, jej starszy brat, to samo przeżył, i to niedługo po Marii zawodzie; jego też zostawiła kobieta dla innego faceta, a to dołuje psychikę – powiada Maria, bo człowiek wówczas wyobraża sobie, że z nim coś jest nie tak - myśli sobie, naiwnie postąpiłam, to teraz mam za swoje, ale powiedz mi, jak się ustrzec od takich błędów?, nikt przecież na czole nie ma wymalowane; erotoman, bawidamek, facet poszukujący ciągle nowych doświadczeń i wrażeń seksualnych, czyli "seksoholik" - wspomina Maria. Wiesz cygan - człowiek myśli, że księcia mu się udało złapać za nogi, a złapał przysłowiowe gówno, które zatruło mu całe życie, i całe życie ten jego fetor będzie czuć, i to wszędzie gdzie tylko się ruszy. Zrobiłam się tak ostrożną, że po studiach poświęciłam się całą sobą pracy i młodzieży, z którą bardzo dobrze się rozumiem.

Wiesz cygan; lekcje, biwaki, kolonie, wycieczki, czyli czas z nimi spędzany, zabierają mi połowę mojej młodości i radości, którą przeważnie z nimi, i tylko z nimi je dzieliłam i dzielę. Nawet nie zauważyłam, że trzydziestka mi minęła, jak Kometa Halleya ziemię – łuna ognia i ciemna zwariowana noc, i ta wewnętrzna niemoc.

Pod koniec lat siedemdziesiątych dałam się namówić w wakacje na wczasy organizowane dla nauczycieli. Wiesz, to coś takiego jakoby integracyjnego miało być - prawie połowa nauczycieli była z mojej szkoły, zaś pozostała część wczasowiczów z okolicznych szkół, i może bym na nie, nie pojechała, ale nic nie miałam w planach do roboty, a serdeczna koleżanka moja ze swoim mężem na mnie cały czas naciskali, bym jednak jechała. Miała ona brata, który za granicą oddelegowany pracował, a teraz on też miał im towarzyszyć, bo dostał urlop - więc, do pary mi go postanowili przypiąć i na mnie bardzo naciskali, bym się tylko zgodziła!

Śmieszyło mnie to ich naciskanie troszkę, więc im od razu powiedziałam, że i tak z tej mąki chleba nie będzie, po prostu tak czułam wówczas, ale się upierali - więc, dobrze powiadam im; jedziemy - on miał dołączyć do nas, troszkę później ...

Czy go znałam?, nie..., skądże; widziałam tylko jego zdjęcia, bardzo fajnie wyglądał na nich - był, wysoki, przystojny, ale to były tylko fotki, i nic więcej. Po przyjeździe na miejsce przydzielili mi chatkę bardzo blisko jeziora, dość wygodną, i było mi w niej cacy. Warunki takie, niczego sobie - więc, rzekłam pod nosem; dobrze będzie, troszkę tu wypocznę, odprężę się, będę miała do pracy więcej animuszu. Ta moja myśl, stała się wówczas tam nad jeziorem, moją myślą przewodnią.

Po trzech dniach Darek przyjechał - wiesz, brat mojej bardzo dobrej koleżanki, ten ze zdjęć, co mi go z mężem swoim przypisała do pary - tu się Maria głośno roześmiała. Zorganizowano wieczorem ognisko z dodatkami, jakim sam wiesz najlepiej – uśmiech z Marii ust nie schodził nawet na moment, jak to mi opowiadała. I wiesz cygan; hulaj dusza, piekła nie ma - wieczór piękny, pogoda wspaniała, jak na zamówienie - więc, zaczęliśmy szaleć, później; księżyc, gwiazdy, i romantyczna pogawędka; sam na sam z nim na spacerze po lesie. Po tym ognisku - wieczorku zapoznawczym, jak to ja go ochrzciłam na drugi dzień, Darek zaczął się do mnie przybliżać i chyba zbyt szybko to robił, i zbyt nachalnie, jak na mój gust, bo alarm mi się włączył od razu - uważaj Mario kochana, bo kłopoty, są już; tuż, tuż!

Po czterech dniach, tak się do mnie rozochocił szaleniec, że postanowił mnie na siłę pocałować, łapiąc mnie równocześnie jedną ręką za pierś - może miał jeszcze, inne zamiary względem mojej osoby. To mnie tak do niego zraziło i wkurzyło, że nie tylko go spoliczkowałam i wyzwałam od prostaków wysyłając go do diabła ze swoimi prostackimi zalotami, ale na drugi dzień, spakowałam się zaraz z samego rana, i wyjechałam bez jednego słowa do domu, i tyle miałam z wypoczynku w miłym mi towarzystwie na wczasach.

Ludzie cygan, czasami potrafią ci pomóc podjąć właściwą decyzję, w określonym czasie i miejscu, i ja to od zawsze rozumiałam z drobnymi potknięciami – jednak, zawsze udawało mi się z tego wyjść z twarzą, prócz tego jednego, jedynego razu, kiedy byłam na studiach.

Do końca wakacji wszystkie dnie prawie spędzałam w domu, na czytaniu; książek, oglądaniu TV, i słuchaniu dobrej muzyki, ale kilka razy dałam się też, do kawiarni, kina, teatru, na basen, moim znajomym zaprosić – tak mi leciały dni i tygodnie.

Mario, przepraszając ją, przerwałem delikatnie jej wspomnienia; dokończymy to wieczorem przy ognisku - wiesz, organizujemy ognisko dzisiaj przy swoich namiotach, możesz nas z koleżankami odwiedzić, będzie nam naprawdę bardzo miło. A jak was znajdę?, posłuchaj Mario, przy naszych namiotach wisi krwistoczerwony proporczyk pirata(Rogera), i będzie widać dym z ogniska - więc, nie trudno będzie ci do nas trafić – dobrze, znajdziemy was! No..., to milutka teraz zabierajmy się szybciutko z tej wyspy, bo zaczyna coraz mocniej wiać i chmury dość niski pułap mają, deszcz; tuż, tuż, a nawet burza może z tego wyniknąć. Zgasiłem wodą szybko ognisko i wróciliśmy do przystani na wysokiej fali - umówieni, na wieczorne ognisko, o ile nie zacznie deszcz lać. Pod wieczór jednak, wiatr się wyciszył, chmury zniknęły za horyzontem i wyszło słonko, moja prognoza nie sprawdziła się, i bardzo dobrze!

Na ognisko do nas zwaliło się dużo kobiet roześmianych z obozu nauczycielskiego, które Maria zwerbowała – więc, ognisko zapowiadało się nawet nie źle, i też takie wspaniałe było. Noc była bezchmurna; gwiazdy i księżyc pięknie świeciły, kobiety fajnie się z nami bawiły z innych ośrodków też wiara dołączyła do naszej paczki i zabawy - cóż więcej nam było do szczęścia potrzeba? W gitarze mojej, kilka razy musiałem struny wymieniać, bo mi strzeliły od mocnych akordów, ale ballady i szanty płynęły jedna za drugą, po tafli jeziora, prawie nieprzerwanie, aż do czwartej rana - gałęzi nam zabrakło i fajnie że się tak stało, bo inaczej, to nasi goście chyba od razu na śniadanie z ogniska naszego by szli i to bardzo nierównym krokiem.

Z Marią później, jeszcze parę razy się widziałem, ale do tematów naszego prywatnego życia nie wracaliśmy. Wystarczyły nam długie spacery po lesie i wolna rozmowa - prawie na wszystkie tematy, dotyczące: Filozofii, Psychologi, Historii, wielkich religii świata, Archeologii, itp.

Maria miała podobne upodobania do moich, co zauważyłem już po naszych pierwszych spotkaniach, jednak nie była ona w moim typie, jak to powiadają rozsądni ludzie, tak bym się mógł w niej zakochać i wpaść po uszy, czy coś w tym stylu.

Maria miała, nienaganną figurę, była; wysoka, zgrabna, miała długie mocno falowane włosy, i te swoje piękne niebieskie oczy - bardzo marzycielskie oraz coś, co powodowało, że w niej swoją siostrę bardziej widziałem, jak obcą mi kobietę. To odczucie było dla mnie czymś nowym, nigdy takiego wrażenia nie wywarła na mnie obca mi osoba, a do tego wszystkiego jak już wspominałem, bardzo; zgrabna, ładna i dorosła kobieta, i chyba dobrze że tak się stało, bo nie chciałem, by między nami coś się zmieniło, co by nas zmusiło do niewidywania się.

Po niecałych dwóch tygodniach biwakowania, musiałem obóz i wspaniałe towarzystwo pożegnać, i go opuścić. W pracy wynikły jakieś nieporozumienia, i szef mnie z urlopu odwołał - pożegnałem wszystkich i wróciłem do domu, i do codziennych obowiązków.

Cóż - przypadki, chadzają po ludziach, jak to niektórzy ludzie twierdzą - choć, tak prawdę tu pisząc, w przypadki ja osobiście nigdy nie wierzyłem, i nie wierzę!

Po tym krótkim urlopie i naszych spotkaniach, później; Marię bardzo rzadko widywałem, a jak już, to nasze widzenia ograniczały się do takich czysto ludzkich spotkań, i grzecznościowej wymiany słów; część, jak ci życie i czas płynie?, jak zdróweczko?, jak tam młodzież w szkole ci się sprawuje?, itd; itp.

Dopiero po latach, Maria mnie zaczepiła w sklepie; antena satelitarna jej odbierać nie chciała - więc, mnie się zapytała przy którymś spotkaniu, czy się znam na naprawach anten satelitarnych, i czy bym jej tej usterki nie naprawił. Odpowiedziałem jej, jak każdemu, kto mnie o coś prosił; nie ma sprawy, w końcu "złotą rączką" jestem, na co Maria się głośno roześmiała – zobaczymy rzekła. Na odchodne spytała mnie jeszcze, czy lubię ciasto do kawy, oczywiście odrzekłem, a szalotka może być?, jasne - rzuciłem szczerze. To co?, jutro po obiedzie, tak o szesnastej?, oczywiście - może być, jutro o szesnastej. Na drugi dzień po obiedzie, wziąłem przybory i ruszyłem na fuchę do Marii mieszkania z drżącym sercem, bo jak mi się nie uda, to wstyd jak diabli, myślałem sobie po drodze.

Zadzwoniłem do drzwi - otworzyła mi Maria, przywitałem się całując ją w policzek, i od razu pytam; gdzie ta antena?, na balkonie - więc, ściągnąłem buty i poszedłem na balkon: Maria międzyczasie wodę wstawiła na kawę i wyszła do mnie na balkon zobaczyć, co tam też ja modzę, a tam nic ciekawego nie było, prócz przerdzewiałych drutów, które wiatr ukręcił, zrobiłem z kablami co należało i wróciłem na kawę i obiecane ciasto, do pokoju – dumny z siebie, jak paw ze swojego ogona ...

Maria, po chwilowym zamyślenia się, spytała mnie znienacka; i co cygan?, wróciłeś wówczas do swojej żony i dzieci?, no jasne, ale wiesz Mario, nie od razu - nie...?, a kiedy?, od naszego widzenia się nad jeziorem?, hm; po sześciu miesiącach - dopiero?, niestety dopiero. I co potem było?, nic szczególnego - codzienność. Obowiązki podzieliliśmy między siebie, jak Pan Bóg; całe niebo, całą ziemię, i każde robi to, co do niego należy, czyli do czego go Bóg w swojej mądrości stworzył i dał mu ku temu talent.

Teraz moja droga, pełna równowaga i harmonia w pożyciu rodzinnym, i to bez wykrzykników, nie rozumiem – no wiesz Mario, bez takich zdarzeń co by cię mogły porazić i na kolana rzucić - po prostu monotonia. Nie zauważyłaś tego, że mam już pasemka od takiego niczym niezmąconego stylu życia?, roześmiała się delikatnie, po czym dodała; ja też już ich mam i pokazała mi palcami swoje srebrem przyprószone włosy - myślałem, że zrobiłaś je sobie u fryzjerki - nie..., to życie moje mi ich zrobiło ...

Mario, powiedz mi tak szczerze, jak to jest?, ty jesteś wolna, nikt cię nie truje, robisz co tylko chcesz i siwiejesz - ja, żonaty, dzieciaty, ograniczony obowiązkami rodzinnymi, etc; i też siwieję, czy aby jest coś w naszym doczesnym życiu, coby nas od tej starości i dołów psychicznych uchroniło? Jasne że jest, odrzekła z uśmiechem Maria, co takiego?, pytam zaskoczony – nie urodzić się w ogóle, żartujesz rzekłem śmiejąc się szczerze z jej pomysłu - tak, to jest jedyne wyjście, w końcu dodałem, coś na wzór sapera, a co z tym ma saper wspólnego?, pyta mnie Maria; on milutka, też się myli tylko raz!

Maria jak zauważyłem, całkiem poważnie do tego zagadnienia podeszła, a ja tak; półżartem, półserio - po prostu, jak niczym nie łamiący się facet, którego można by było czymś w ogóle zrazić.

Powiedz mi jeszcze cygan, a co z miłością?, hm; miłość?, miłość moja droga, to uczucie, które w młodości jest tak gorące, że aż parzy - istna magma; później stygnie, aż w końcu twardnieje, jak skała wulkaniczna. W ludzkim wymiarze można powiedzieć, że na początku związku jest silne niekontrolowane niczym uczucie i wybaczanie sobie drobnych usterek i błędów, które z czasem podlega kompromisowi, by w końcu zmienić się w szacunek do siebie samych, lub w nienawiść, to wszystko – cóż więcej ci mogę o niej powiedzieć? Z każdym rokiem miłość ma inną twarz - inaczej ją się postrzega, odczuwa, przeżywa, etc; myślę Mario, że są to indywidualne doświadczenia i doznania. Moja była i jest taka, jak ci tu opowiadam, bez fanfar - twoja, mogła być przez ciebie, inaczej; postrzegana, rozumiana, przeżywana, etc. ilu ludzi, by ci na to, tak zadane pytanie nie odpowiadało, to każdy będzie miał swoją wersję; wrażeń, doznań, odczuć, przeżyć, etc; nie sądzisz Mario?, chyba tak, po dłuższym zastanowieniu się, dodała Maria z uśmiechem – chyba masz piękny cyganie rację.

A co u ciebie Mario zmieniło się przez ten nieubłaganie mijający czas? - prócz pasemek?, - tak, prócz pasemek.

Pod koniec lat dziewięćdziesiątych byłam na szkoleniu komputerowym, trzy tygodnie - wiesz, nowe technologie wkraczały na nasz rynek i trzeba było iść z duchem czasu, w końcu to szkolenie mi się później przydało tak, jak kawałek papy krawcowi na łatę, by załatał dziurę, ale to nie o tym kursie ci chcę tu opowiedzieć, tylko o facecie, którego na nim poznałam.

Wysoki, brunet o ciemnych, jak noc oczach, to te jego czarne oczy tak mnie urzekły chyba, bo zgodziłam się jeszcze raz spróbować swojego szczęścia z facetem. Andrzej mu było na imię, umiał grać na gitarze jak mało kto, i piękny głos miał, przynajmniej moim zdaniem – przyjaciółkom moim też się bardzo podobał, i chyba mi go zazdrościły.

Próba naszego szczęścia trwała około roku, przeżywałam drugą jakby to ująć i nie skłamać – miłość ...

Andrzej, człowiek o romantycznej duszy wiedział, jak kobietę podejść, by nic nie wykapowała, jednak po dziewięciu miesiącach spędzanych od czasu do czasy razem, bo on mieszkał i pracował w mieście oddalonym o około trzysta kilometrów ode mnie - więc, częstsze widywania się, nie wchodziły w grę, ale obiecał mi, że przeniesie się do mojego miasta i tu będzie, w którejś ze szkół pracował – myślałam wówczas, że księcia za nogi, tym razem już naprawdę załapałam ...

Jak to milutka?, pytam Marii; wiesz, postanowiłam mu którejś niedzieli zrobić niespodziankę, w szkole mieliśmy akurat wielkanocną przerwę świąteczną, pogoda była wspaniała - więc, zebrałam manatki i pojechałam do mojego księcia w odwiedziny - coś „ala” rewizyta. Podróż dała mi nie źle popalić, bo ciasnota była jak diabli - wszak, w góry młodzież jechała wypoczywać - sam wiesz, jak są wagony załadowane ludźmi w tym świątecznym okresie. Tak, wiem, odparłem; kiedyś do Krakowa jechałem o podobnej świątecznej porze roku na korytarzu stojąc z kroczem na kaloryferach, o mało sobie nie gotując tego, co najcenniejsze facet posiada prócz rozumu. Tak mnie do kaloryferów przywalono, że nie mogłem się ruszyć ani w jedną, ani w druga stronę, by dać ciału choć odrobinkę się schłodzić. No..., to przyjacielu bardzo dobrze to rozumiesz, Maria uśmiechnęła się z lekka, mówiąc to do mnie.

Wysiadłam na stacji i podeszłam do okienka kasowego, w kasie kobietę starszą pytam, o ulice i numer domu; wyjaśniła mi dość szybko, że pod stacją taxi stoi, to mnie dowiezie gdzie tylko zechcę! No..., taką bystrą, to ja też jestem, ale podziękowałam kobiecie z uśmiechem, i wyszłam przed stacje na postój taxi. Podałam kierowcy nazwę ulicy i numer domu, po dziesięciu minutach byłam już na miejscu.

Piękny piętrowy domek w głębi ogrodu, pod furtką pies rasy mi nieznanej, ale to chyba był owczarek, bo jak stanął, to jak mały cielak wyglądał - więc, szukam jakiegoś dzwonka, w końcu widzę jest przycisk na słupku, naciskam go i po chwili na werandzie ukazuje się dziewczynka lat, tak z wyglądu; dziesięć, pytam ją – mieszka tu mój książę oczywiście w miejsce „księcia” podałam jego imię i nazwisko, dziewczynka powiada - tak, proszę pani, jednocześnie odwołała swojego psa do domu. Wchodzę na ścieżkę ogrodową, która pod drzwi prowadzi i idę w stronę werandy. Pies pod drzwiami usiadł i patrzy na mnie ciekawie, w drzwiach ukazała się młoda kobieta, taka gdzieś w moim wieku - widząc ją myślę sobie, siostra mojego księcia, ona podała mi rękę i wymieniła swoje imię, ja tym samym się jej odwzajemniłam, dodając; Andrzeja odwiedzam, nic mi na to nie odpowiedziała.

skromny - kochający wiedzę, i ludzi tolerancyjnych ...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Kultura