ekonomista  grosik ekonomista grosik
38
BLOG

Wybaczcie; wczoraj puściłem

ekonomista  grosik ekonomista grosik Kultura Obserwuj notkę 3

nie ten fragment książki, z radości,

że administracja oczyszcza mojego bloga

z niepożądanych naleciałości, hihihi ...

- ten fragment jest właściwy ...


 

Gdy skończyłem tą historię, piwa nam zbrakło, a koleś nasz jeszcze nie dotarł, więc Romek sięgnął po zapasy i wyciągnął J. Walkera i zamiast gry w karty urżnęliśmy się na dobre.

Rano wstałem głowa ciężka, jak jasna cholera, więc wypiłem miksturę z ziół i po dwóch godzinach byłem, jak nowo narodzony, do domu wróciłem w niedzielę pod wieczór. Żonka się mnie pyta, ile wygrałeś?, wiec jej odpowiadam szeptem, by nie naruszyć opon mózgowych; graliśmy społecznie, wygrana poszła na cele charytatywne - jasne, odrzekła żonka z przekąsem uśmiechając się pod nosem, więc pytam ją taktownie!

A ty milutka z czego te swoje białe ząbki tak szczerzysz?, twoja mama jest w pokoju - co?, pytam zatroskany takim obrotem sprawy – mama twoja tu jest, odpowiada mi żonka jeszcze bardziej szczerząc swoje ząbki w uśmiechu, coraz bardziej szyderczym. Jejku pomyślałem sobie - niedobrze; będzie bura, jak diabli, bo moja mamuśka nie cierpi, gdy bywałem poza domem na kartach, i to jeszcze zakrapianych alkoholem. Wszedłem do pokoju gdzie moja rodzicielka odpoczywała, przywitałem się grzecznie; buźka, rączka, i pytam - co mamuśkę sprowadza w moje nędzne progi?, chciałam cię synu odwiedzić, ale ty jak zawsze fruwasz, jak kawaler za dziewczynami - oj! Jaki kawaler i za jakimi dziewczynami fruwam, jedynymi dziewczynami, jakie u Romka goszczą wraz z nami, to są same damy – toż ci powiadam synu, że damy, zresztą; jakie to mogą być damy, skoro z wami siedzą grają w karty i piją? U kolegi pograliśmy sobie prawie w karty, i tyle, a damy to pik, wino, krzyż, karo – znasz ich mamusia?, a gorzały nie było?, hm; była, ale tylko; ciut, ciut.

Mamuśka się zaśmiała, powiadając; jasne, rzecze mi krótko i stanowczo - wy, gorzała, i jej; ciut, ciut! Nic na tą zaczepkę nie odpowiedziałem, a tak poważnie, to milutka; to są na pewno tylko odwiedziny?, czy mamusia jest w potrzebie?, tylko odwiedziny, odpowiedziała mi z rozbrajającym uśmiechem. W sobotę z Halinką i dziećmi jedziemy do Wałbrzycha na urlop; dorzuciłem mamusi półgłosem – synu, to uważajcie na siebie, czasy są teraz niepewne, a kiedy były?, zapytałem, i zmieniłem temat pogawędki – w duchu sobie tylko pomyślałem; udało mi się wyjść z opresji cało, jak na razie.

W sobotę rano przyszła Romka żona i ruszyliśmy pociągiem w drogę na Jelenią Górę, w pociągu kobiety zaczęły sobie opowiadać swoje historyjki, a ja z dziećmi troszkę podyskutowałem. Później wziąłem się za czytanie książki, w Wałbrzychu byliśmy nad samym ranem, pożegnaliśmy się z Martą i wysiedliśmy na stacji. Inaczej sobie wyobrażałem Wałbrzych - cóż, nie zawsze wyobraźnia zgadza się z rzeczywistością, ale miałem nadzieję, że tu nie będzie, aż tak smutno, jeśli chodzi o wygląd miasta.

Do ciotki trafiliśmy bez problemu, w końcu Wałbrzych, to nie Warszawa czy Kraków ...

U ciotki, mimo godziny dość wczesnej wszyscy na nogach byli, i już na nas ze śniadaniem czekali - cóż nam pozostało?, przywitaliśmy się, później; wskazano nam łazienkę, gdzie możemy się odświeżyć - ciut zmęczeni podróżą, zasiedliśmy do stołu, by spożyć smaczne śniadanie. Pytań było co nie miara o całą naszą rodzinę, coś w stylu; jak tam zdrowie mamy, taty, pozostałych dzieci, etc. W końcu obiad nas zastał w tym samym miejscu, gdzie z samego rana zasiedliśmy, a pytaniom i odpowiedziom - dalej, końca nie było widać ...

Po obiedzie dopiero była mała sjesta, i wymarsz na działkę, by grilla wieczorową porą sobie przyrządzić, i piwem go obficie skropić(zakropić też). Na działce też zeszła się cała pozostała rodzina prócz kuzynki Basi i jej rodziny; bajanie było do późnej nocy - zapomnieliśmy, o podróży, zmęczeniu, i całym bożym świecie. Ocknąłem się rano w łóżku z bólem głowy, powiadam do żony ze skrzywioną miną - nie wiem dziecino dlaczego mnie od nadmiaru piwa głowa zawsze boli, nawet wówczas gdy piję nie za swoje; żonka w śmiech uderzyła i mi powiada - spróbuj, w ogóle nie pić, masz racje kochanie odrzekłem jej – twój sposób na kaca jest godny przemyślenia mojego, może to być dobry sposób na moją głowę i nędzne samopoczucie. Wstaliśmy na śniadanie, a po nim postanowiliśmy Wałbrzych zwiedzić, i innych z naszej rodziny tu mieszkających odwiedzić.

Jak na mój gust Wałbrzych mi osobiście się nie spodobał, moje miasteczko o wiele piękniejszym jest - zamieszkać tu bym na pewno nie chciał, co do reszty rodziny?, wspaniałą jest; wszędzie gustowne przyjęcia, ubaw po pachy, i czas nam upływał, jak woda z durszlaka.

Pewnego wieczoru gdy spożywaliśmy kolację, ktoś nagle zapukał dość mocno do drzwi pokoju, w którym kolacje spożywaliśmy - kuzyn nasz wstał od stołu, otworzył drzwi, i się zaraz szybko w tył cofnął, w drzwiach stał facet ten sam co w Sandomierzu mnie z hotelu na spotkanie zawiózł i z powrotem do hotelu odwiózł.

Przepraszam, rzekł grobowym głosem do kuzyna; jest tu może pan Kazimierz, tak wyszeptał kuzyn, blady jak ściana; ja w tym samym czasie zerwałem się od stołu, by go przywitać i zapytać się, w czym rzecz stoi. Przybysz widząc mnie spojrzał na resztę z miną chmury gradowej i cofnął się do korytarza, wyszedłem za nim zamykając za sobą dokładnie drzwi – co się stało?, jak to co, ubieraj się natychmiast i jedziemy do Książą. Dobrze nie denerwuj się rzekłem w stronę przybysza, i nie strasz ludzi tą swoja grobową miną - spojrzałem na niego bacznie, chyba się zaśmiał nieznacznie, ale mogłem się też mylić. Złapałem swój plecak i ruszyłem za nim krzycząc do reszty towarzystwa i żony - niedługo wrócę!

W Książu wysadził mnie przed jakąś bramą, tu czekała na mnie ta sama towarzyszka, co mnie w Sandomierzu obwoziła; hotel tam coś – coś tam i hotel ...

Przywitałem się z nią i śmiejąc się powiadam – co?, tęsknota panią za moją skromną osobą tak opanowała, że na noc mnie pani porywa z rodzinnego grona; chciałby pan, muszę panu to przyznać - jest pan jednak, nieprzeciętnym marzycielem, pomarzyć zawsze warto - zdrowsze to, jak brak marzeń, prawda?, może - odpowiedziała mi z uśmiechem. Wszystko pan zabrał o czym rozmawialiśmy?, tak, to chodźmy. Poszła przodem, na dziedziniec weszliśmy bez problemu i do holu, zapukała; chyba umówionym sposobem do jakichś wielkich drzwi, które otworzył face ubrany w biały habit mnicha z zamieszczonymi na nim symbolami: Złotej Lilii, Róży i Krzyża; miał dość przyjemny głos i uśmiechnięty wyraz twarzy, nic nie rzekł tylko ręką wskazał miejsce, gdzie mam się przebrać. A ty nie idziesz miła pani ze mną przebrać się?, będzie mi bardzo miło dodałem – jasne, już to widzę, zaśmiała się dość głośno i zaraz ucichła. Wszedłem do komnaty o przyciemnionych światłach, uwagę mą przykuły piękne duże obrazy, ale nie miałem czasu im się baczniej przyglądać, bo czas mnie naglił. Spotkanie miało się zacząć, już za pięć minut. Wskoczyłem szybko w moje ubranko, założyłem kaptur i wyszedłem przed drzwi, braciszek zaprowadził mnie na dużą zdobną w obrazy i nie tylko salę, i wskazał mi krzesło, na którym mam spocząć. W sali byli już wszyscy prócz Mistrza; zająłem krzesło i wówczas ukazał się Mistrz - nie szedł, tylko sunął po parkiecie, przynajmniej ja odniosłem takie wrażenie. Mistrz przywitał wszystkich słowami; Chwalmy Boga, i rozpoczął zebranie wraz z nami modlitwą; później przedstawił w punktach program tego spotkania, który zatwierdziliśmy wszyscy jednogłośnie. Po skończeniu zebrania Mistrz kazał mi pozostać na miejscu, i jak wszyscy już wyszli z sali podszedł do mnie, ja wstałem i wyszedłem przed Mistrza - czekam, co będzie dalej ...

Mistrz kazał mi przyklęknąć na jedno kolano i podszedł do mnie bardzo blisko nakładając mi swoje obie dłonie na głowę, wyszeptał; nadaje ci imię: Onuris, gdy położyła mi obie dłonie na mojej głowie i wymieniła to nieznane mi imię, w mojej głowie rozbłysła błękitna poświata, w której ją ujrzałem w całej okazałości i oszałamiającym pięknie, takiego złudzenia jeszcze nigdy nie doznałem, i to z taką intensywnością; kolorów i odcieni – na moment słabo mi się zrobiło, ona mnie potrzymała i wyszeptała tylko; tak, to ja! Podniosła mnie delikatnie do gory i się cofnęła nieznacznie do tyłu, wypowiadając głośno melodyjnym językiem imię mi też nieznane do tej pory - Auroro wejdź, proszę ...

Po chwili weszła Aurora, którą się okazała moja partnerka, słuchajcie zwróciła się do nas obojga, jak Aurora tylko za sobą zamknęła drzwi; już się znacie, więc wiedzcie że od dzisiaj będziecie razem współpracowali, i wykonywali tylko i wyłącznie moje polecenia. Ty Onurisie od dzisiaj nie będziesz uczestniczył w naradach, będziecie wykonywali z Aurorą inne zadania, które wam będę powierzała. Tu macie komórki, podała jedną Aurorze a drugą mnie, po odebranej czy nadanej wiadomości przyciskacie ten tu przycisk i wrzucacie komórkę do śmietnika czy innego pobliskiego pojemnika - gdzieś, gdzie dzieci nie mają dostępu, bo po tym komórka ulega natychmiastowemu samozniszczeniu – rozumiecie?, tak odrzekliśmy, jak na komendę, to dobrze.

Jeszcze jedna przestroga, zapamiętajcie ją dobrze; nie możecie ich używać do żadnych innych rozmów pod żadnym pozorem – rozumiecie mnie?, tak odrzekliśmy. Auroro odwieźcie teraz do domu Onurisa, a ty baw się dobrze mój drogi, po to wziąłeś w końcu ten swój urlop prawda?, zwróciła się do mnie - tak?, tak, ale nie tylko – nie ma żadnego ale, jest tylko rodzinny urlop - prawda?, rozumiem Mistrzu – taka jest prawda!

skromny - kochający wiedzę, i ludzi tolerancyjnych i zniesmaczony łamaniem Konstytucji RP, tj:  Art.  54. [Wolność słowa] 1. Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. 2. Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane. Ustawa może wprowadzić obowiązek uprzedniego uzyskania koncesji na prowadzenie stacji radiowej lub telewizyjnej. ...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Kultura