ekonomista  grosik ekonomista grosik
32
BLOG

Wybaczcie; wczoraj puściłem

ekonomista  grosik ekonomista grosik Kultura Obserwuj notkę 3

nie ten fragment książki, z radości,

że administracja oczyszcza mojego bloga

z niepożądanych naleciałości, hihihi ...

- ten fragment jest właściwy ...


 

Gdy skończyłem tą historię, piwa nam zbrakło, a koleś nasz jeszcze nie dotarł, więc Romek sięgnął po zapasy i wyciągnął J. Walkera i zamiast gry w karty urżnęliśmy się na dobre.

Rano wstałem głowa ciężka, jak jasna cholera, więc wypiłem miksturę z ziół i po dwóch godzinach byłem, jak nowo narodzony, do domu wróciłem w niedzielę pod wieczór. Żonka się mnie pyta, ile wygrałeś?, wiec jej odpowiadam szeptem, by nie naruszyć opon mózgowych; graliśmy społecznie, wygrana poszła na cele charytatywne - jasne, odrzekła żonka z przekąsem uśmiechając się pod nosem, więc pytam ją taktownie!

A ty milutka z czego te swoje białe ząbki tak szczerzysz?, twoja mama jest w pokoju - co?, pytam zatroskany takim obrotem sprawy – mama twoja tu jest, odpowiada mi żonka jeszcze bardziej szczerząc swoje ząbki w uśmiechu, coraz bardziej szyderczym. Jejku pomyślałem sobie - niedobrze; będzie bura, jak diabli, bo moja mamuśka nie cierpi, gdy bywałem poza domem na kartach, i to jeszcze zakrapianych alkoholem. Wszedłem do pokoju gdzie moja rodzicielka odpoczywała, przywitałem się grzecznie; buźka, rączka, i pytam - co mamuśkę sprowadza w moje nędzne progi?, chciałam cię synu odwiedzić, ale ty jak zawsze fruwasz, jak kawaler za dziewczynami - oj! Jaki kawaler i za jakimi dziewczynami fruwam, jedynymi dziewczynami, jakie u Romka goszczą wraz z nami, to są same damy – toż ci powiadam synu, że damy, zresztą; jakie to mogą być damy, skoro z wami siedzą grają w karty i piją? U kolegi pograliśmy sobie prawie w karty, i tyle, a damy to pik, wino, krzyż, karo – znasz ich mamusia?, a gorzały nie było?, hm; była, ale tylko; ciut, ciut.

Mamuśka się zaśmiała, powiadając; jasne, rzecze mi krótko i stanowczo - wy, gorzała, i jej; ciut, ciut! Nic na tą zaczepkę nie odpowiedziałem, a tak poważnie, to milutka; to są na pewno tylko odwiedziny?, czy mamusia jest w potrzebie?, tylko odwiedziny, odpowiedziała mi z rozbrajającym uśmiechem. W sobotę z Halinką i dziećmi jedziemy do Wałbrzycha na urlop; dorzuciłem mamusi półgłosem – synu, to uważajcie na siebie, czasy są teraz niepewne, a kiedy były?, zapytałem, i zmieniłem temat pogawędki – w duchu sobie tylko pomyślałem; udało mi się wyjść z opresji cało, jak na razie.

W sobotę rano przyszła Romka żona i ruszyliśmy pociągiem w drogę na Jelenią Górę, w pociągu kobiety zaczęły sobie opowiadać swoje historyjki, a ja z dziećmi troszkę podyskutowałem. Później wziąłem się za czytanie książki, w Wałbrzychu byliśmy nad samym ranem, pożegnaliśmy się z Martą i wysiedliśmy na stacji. Inaczej sobie wyobrażałem Wałbrzych - cóż, nie zawsze wyobraźnia zgadza się z rzeczywistością, ale miałem nadzieję, że tu nie będzie, aż tak smutno, jeśli chodzi o wygląd miasta.

Do ciotki trafiliśmy bez problemu, w końcu Wałbrzych, to nie Warszawa czy Kraków ...

U ciotki, mimo godziny dość wczesnej wszyscy na nogach byli, i już na nas ze śniadaniem czekali - cóż nam pozostało?, przywitaliśmy się, później; wskazano nam łazienkę, gdzie możemy się odświeżyć - ciut zmęczeni podróżą, zasiedliśmy do stołu, by spożyć smaczne śniadanie. Pytań było co nie miara o całą naszą rodzinę, coś w stylu; jak tam zdrowie mamy, taty, pozostałych dzieci, etc. W końcu obiad nas zastał w tym samym miejscu, gdzie z samego rana zasiedliśmy, a pytaniom i odpowiedziom - dalej, końca nie było widać ...

Po obiedzie dopiero była mała sjesta, i wymarsz na działkę, by grilla wieczorową porą sobie przyrządzić, i piwem go obficie skropić(zakropić też). Na działce też zeszła się cała pozostała rodzina prócz kuzynki Basi i jej rodziny; bajanie było do późnej nocy - zapomnieliśmy, o podróży, zmęczeniu, i całym bożym świecie. Ocknąłem się rano w łóżku z bólem głowy, powiadam do żony ze skrzywioną miną - nie wiem dziecino dlaczego mnie od nadmiaru piwa głowa zawsze boli, nawet wówczas gdy piję nie za swoje; żonka w śmiech uderzyła i mi powiada - spróbuj, w ogóle nie pić, masz racje kochanie odrzekłem jej – twój sposób na kaca jest godny przemyślenia mojego, może to być dobry sposób na moją głowę i nędzne samopoczucie. Wstaliśmy na śniadanie, a po nim postanowiliśmy Wałbrzych zwiedzić, i innych z naszej rodziny tu mieszkających odwiedzić.

Jak na mój gust Wałbrzych mi osobiście się nie spodobał, moje miasteczko o wiele piękniejszym jest - zamieszkać tu bym na pewno nie chciał, co do reszty rodziny?, wspaniałą jest; wszędzie gustowne przyjęcia, ubaw po pachy, i czas nam upływał, jak woda z durszlaka.

Pewnego wieczoru gdy spożywaliśmy kolację, ktoś nagle zapukał dość mocno do drzwi pokoju, w którym kolacje spożywaliśmy - kuzyn nasz wstał od stołu, otworzył drzwi, i się zaraz szybko w tył cofnął, w drzwiach stał facet ten sam co w Sandomierzu mnie z hotelu na spotkanie zawiózł i z powrotem do hotelu odwiózł.

Przepraszam, rzekł grobowym głosem do kuzyna; jest tu może pan Kazimierz, tak wyszeptał kuzyn, blady jak ściana; ja w tym samym czasie zerwałem się od stołu, by go przywitać i zapytać się, w czym rzecz stoi. Przybysz widząc mnie spojrzał na resztę z miną chmury gradowej i cofnął się do korytarza, wyszedłem za nim zamykając za sobą dokładnie drzwi – co się stało?, jak to co, ubieraj się natychmiast i jedziemy do Książą. Dobrze nie denerwuj się rzekłem w stronę przybysza, i nie strasz ludzi tą swoja grobową miną - spojrzałem na niego bacznie, chyba się zaśmiał nieznacznie, ale mogłem się też mylić. Złapałem swój plecak i ruszyłem za nim krzycząc do reszty towarzystwa i żony - niedługo wrócę!

W Książu wysadził mnie przed jakąś bramą, tu czekała na mnie ta sama towarzyszka, co mnie w Sandomierzu obwoziła; hotel tam coś – coś tam i hotel ...

Przywitałem się z nią i śmiejąc się powiadam – co?, tęsknota panią za moją skromną osobą tak opanowała, że na noc mnie pani porywa z rodzinnego grona; chciałby pan, muszę panu to przyznać - jest pan jednak, nieprzeciętnym marzycielem, pomarzyć zawsze warto - zdrowsze to, jak brak marzeń, prawda?, może - odpowiedziała mi z uśmiechem. Wszystko pan zabrał o czym rozmawialiśmy?, tak, to chodźmy. Poszła przodem, na dziedziniec weszliśmy bez problemu i do holu, zapukała; chyba umówionym sposobem do jakichś wielkich drzwi, które otworzył face ubrany w biały habit mnicha z zamieszczonymi na nim symbolami: Złotej Lilii, Róży i Krzyża; miał dość przyjemny głos i uśmiechnięty wyraz twarzy, nic nie rzekł tylko ręką wskazał miejsce, gdzie mam się przebrać. A ty nie idziesz miła pani ze mną przebrać się?, będzie mi bardzo miło dodałem – jasne, już to widzę, zaśmiała się dość głośno i zaraz ucichła. Wszedłem do komnaty o przyciemnionych światłach, uwagę mą przykuły piękne duże obrazy, ale nie miałem czasu im się baczniej przyglądać, bo czas mnie naglił. Spotkanie miało się zacząć, już za pięć minut. Wskoczyłem szybko w moje ubranko, założyłem kaptur i wyszedłem przed drzwi, braciszek zaprowadził mnie na dużą zdobną w obrazy i nie tylko salę, i wskazał mi krzesło, na którym mam spocząć. W sali byli już wszyscy prócz Mistrza; zająłem krzesło i wówczas ukazał się Mistrz - nie szedł, tylko sunął po parkiecie, przynajmniej ja odniosłem takie wrażenie. Mistrz przywitał wszystkich słowami; Chwalmy Boga, i rozpoczął zebranie wraz z nami modlitwą; później przedstawił w punktach program tego spotkania, który zatwierdziliśmy wszyscy jednogłośnie. Po skończeniu zebrania Mistrz kazał mi pozostać na miejscu, i jak wszyscy już wyszli z sali podszedł do mnie, ja wstałem i wyszedłem przed Mistrza - czekam, co będzie dalej ...

Mistrz kazał mi przyklęknąć na jedno kolano i podszedł do mnie bardzo blisko nakładając mi swoje obie dłonie na głowę, wyszeptał; nadaje ci imię: Onuris, gdy położyła mi obie dłonie na mojej głowie i wymieniła to nieznane mi imię, w mojej głowie rozbłysła błękitna poświata, w której ją ujrzałem w całej okazałości i oszałamiającym pięknie, takiego złudzenia jeszcze nigdy nie doznałem, i to z taką intensywnością; kolorów i odcieni – na moment słabo mi się zrobiło, ona mnie potrzymała i wyszeptała tylko; tak, to ja! Podniosła mnie delikatnie do gory i się cofnęła nieznacznie do tyłu, wypowiadając głośno melodyjnym językiem imię mi też nieznane do tej pory - Auroro wejdź, proszę ...

Po chwili weszła Aurora, którą się okazała moja partnerka, słuchajcie zwróciła się do nas obojga, jak Aurora tylko za sobą zamknęła drzwi; już się znacie, więc wiedzcie że od dzisiaj będziecie razem współpracowali, i wykonywali tylko i wyłącznie moje polecenia. Ty Onurisie od dzisiaj nie będziesz uczestniczył w naradach, będziecie wykonywali z Aurorą inne zadania, które wam będę powierzała. Tu macie komórki, podała jedną Aurorze a drugą mnie, po odebranej czy nadanej wiadomości przyciskacie ten tu przycisk i wrzucacie komórkę do śmietnika czy innego pobliskiego pojemnika - gdzieś, gdzie dzieci nie mają dostępu, bo po tym komórka ulega natychmiastowemu samozniszczeniu – rozumiecie?, tak odrzekliśmy, jak na komendę, to dobrze.

Jeszcze jedna przestroga, zapamiętajcie ją dobrze; nie możecie ich używać do żadnych innych rozmów pod żadnym pozorem – rozumiecie mnie?, tak odrzekliśmy. Auroro odwieźcie teraz do domu Onurisa, a ty baw się dobrze mój drogi, po to wziąłeś w końcu ten swój urlop prawda?, zwróciła się do mnie - tak?, tak, ale nie tylko – nie ma żadnego ale, jest tylko rodzinny urlop - prawda?, rozumiem Mistrzu – taka jest prawda!

skromny - kochający wiedzę, i ludzi tolerancyjnych ...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Kultura