ekonomista  grosik ekonomista grosik
276
BLOG

Akcja w miasteczku: Golina ...

ekonomista  grosik ekonomista grosik Kultura Obserwuj notkę 21

 

W końcu i mnie sen zmorzył okrutnie, miałem chyba nie lepsze sny od Aurory, też mnie coś przez sen dręczyło. Nagle ocknąłem się i wybudziłem strasznie odrętwiały, wszystko mnie uwierało, patrzę; samochód stoi na jakimś dzikim parkingu. Jejku, w końcu szepczę i rozglądam się ciekawie po otoczeniu, co jest grane?, pytam sam siebie, pantery nie ma w samochodzie, głowa Aurory spoczywa na moich kolanach, w końcu się poruszam, Aurora jeszcze w sennej atmosferze pyta mnie, co się stało?, a skąd ja mam to wiedzieć, odpowiadam nie przestając rozglądać się za panterą. Dziewczyno; pantera chyba zdziczał i ruszył w las, zachichotała cichutko Aurora, przestań mnie rozśmieszać i powiedz, co się tu stało, i gdzie jesteśmy?, poważnie nie wiem, sam usnąłem, a jak się zbudziłem, to po panterze, nawet fetoru nic nie zostało; Aurora znowu uderzyła w chichot.

Dobrze milutka, wysiadamy; musimy się jakoś rozprostować, bo wyglądam jakbym spał po ślubie w garniturze, wszystko mam pomarszczone – wszystko?, pyta mnie Aurora, na pewno wszystko?, rozśmieszyła mnie tym pytaniem – no młoda, jasne że nie wszystko – masz robaczywe myśli, po tym swoim paskudnym śnie. Skąd ty wiesz, że był on paskudny – ej; gdyby był piękny, tobyś moja droga tak się nie rzucała, mało mi oka nie podbiłaś, tak piąstkami wywijałaś, nie było gdzie uniku zrobić. Aurora nie przestawała się śmiać, tym swoim mimo swojego wieku; dziewczęcym śmiechem.

Rozprostowałem gnaty, aż zatrzeszczały co wzbudziło w Aurorze jeszcze większy śmiech, trzeszczy ci w gnatach powiada do mnie, jakby się rozwierały wrota od stodoły, którym gospodarz zawiasów nie posmarował smarem. Śmiej się śmiej, a jak się rozlecą moje gnaty, to kto Cię obroni, rycerz mi się znalazł, odrzekła ze śmiechem – sama się obronię, jasne podpowiadam jej, już to widzę.

Nagle z pobliskiego zagajnika pantera wyszedł z głową rozczochraną od nisko rozłożonych gałązek drzewek sosny. Co wam jest?, pyta; rżycie, aż się sarny spłoszyły, Onuris mnie tu rozśmiesza palnęła Aurora, jasne rzekłem - Onuris?, a ty co?, nie winna temu; ani ciut, ciut?

Pantera podszedł do nas więc go zapytałem; gdzie nas wywiozłeś, jak to gdzie?, tu! Spać mi się chciało, jak wy zaczęliście mi smacznie chrapać, i też musiałem ciut odpocząć, spojrzałem odruchowo na zegarek, jasny gwint, krzyczę do Aurory, wiesz ty milutka, która jest teraz godzina, a która?, pyta mnie z uśmiechem - godzina; 13 i 30 min, co ty pieprzysz, nic nie pieprzę, sama sobie zobacz, spojrzała mi na rękę – cholera, to prawda! Gdzie jesteśmy?, pytam jeszcze raz panterę, za Strzałkowem - co?, za jakim Strzałkowem?, przecież jechałeś na Inowrocław, ki czort cię tu skierował?, musiałem zawrócić, bo chyba znowu nas ktoś chciał dopaść - co?, dopaść nas ktoś chciał, dociera to do ciebie? – Otworzyłem szeroko oczy, teraz tak, odpowiadam już ciszej, a ten Strzałków, to w jakim kierunku nas gna? Konin, pantera; znowu będziemy jechać przez Konin?, a owszem, i tyle było z nim gadki na temat trasy.

Aurora głośno ziewnęła – słuchajcie no chłopy, ja to chłop?, rzekł pantera, ten zaś tu goguś, to chyba inteligent za ironizował pantera kiwając łbem w moim kierunku, i krzywiąc się w uśmiechu; wal się odrzekłem mu, ze śmiechem, ale masz rację, jestem inteligent bez prawa do dyskusji z chłopem – Aurora roześmiana krzyknęła; spokój szlachto zaściankowa, księżna pani ma teraz głos, jejku, teraz się narobiło; magnateria się zjechała pod Strzałkowem, pantera nic nie odpowiedział, tylko parsknął śmiechem.

Pić mi się chce, i jeść, gdzie ruszamy pyta nas Aurora?, pantera pomyślał chwilę, chyba do najbliższej miejscowości, gdzie coś nam podadzą do picia i jedzenia - dobrze, odrzekła Aurora, ale wpierw idę do lasku sobie ulżyć, wiec poczekajcie na mnie, tylko nie hałasujcie zbyt mocno, odwróciła się i ruszyła tam skąd wyszedł poprzednio pantera. Wiesz pantera co?, ja też idę ziemniaki odcedzić, rzekłem, i ruszyłem pod pierwsze z brzegu drzewko, idź pod grubsze coby cień za niego nie padał na ulicę - zarżał pantera na cały głos, aż ptaszki z drzew ruszyły szybciutko, ku sferom niebieskim.

Wróciłem do samochodu, pantera już grzał silnik, spojrzał na mnie i zapytał mnie z kwaśnym uśmiechem; wiewiórka nie pomyliła konarów?, a ty bawisz się dobrze?, rzuciłem pytaniem na jego pytanie, w jego kierunku, a żebyś wiedział, że tak!

Po krótkiej chwili dołączyła do nas Aurora; jedziemy wrzasną pantera i ruszył BMW w stronę ulicy, na szosie silnik zawył i BMW skoczyło do przodu z piskiem opon, jak wystraszony źrebak.

Wkrótce przejechaliśmy przez Poruszewo i wyjechaliśmy na główną szosę. Co ty tak opłotkami nas wozisz?, pytam pantery; unikamy spotkania z intruzami - myślisz, że ktoś nas szuka?, pytam pantery, jasne jak słoneczko – oni muszą nas dopaść, gdzieś po drodze, wszak nie wiedzą tego, że w Gnieźnie przesyłka została przekazana, słusznie podpowiada nam Aurora, to może być niezły powód do znalezienia nas!

Nagle Aurora przeczytała tablicę - Golina, chłopaki staniemy tam i coś sobie kupimy do picia i jedzenia - dobrze?, nie ma sprawy, odrzekł pantera. Pantera nagle zatrzymał samochód i przez opuszczona szybę zapytał małą dziewczynkę, jest tu gdzieś może; bar, restauracja, czy coś w tym rodzaju?, nie, nie ma prose pana, ale jest Pizzeria na rynku, przy Placu Kazimierza Wielkiego, i wskazała nam kierunek drobnym paluszkiem – dzięki malutka, urośnij duża, powiedział w jej kierunku Pantera ruszając wolno, we wskazanym przez dziewczynkę kierunku. Podjechaliśmy pod Pizzerię: "Oliwia" przeczytałem powoli, piękne imię, ciekawe czy w środku, też tak piękną jest, rzekła Aurora.

Pantera zaparkował swoje okurzone, jak diabli BMW tak, by w razie czego od razu ruszać na główną szosę. Aurora weszła pierwsza w progi "Oliwii", ja tuż za nią - chwilę potem, dołączył do nas pantera. Wchodząc rozejrzałem się bacznie po lokalu i klientach siedzących przy stolikach; nieduże pomieszczenie, gustownie wystrojone, spojrzałem za ladę i ujrzałem kobietę, która obsługiwała jakąś filigranową piękną szatynkę, gdy się odwróciła, by zobaczyć kto wszedł w drzwi pizzerii - zamarłem, piękny uśmiech gościł na jej spokojnej gładkiej, jak aksamit twarzyczce, oczy przypominały ciemne orzechy, co jest?, pytam siebie w duchu, skąd tu się wzięło takie cudo natury; nagle Aurora mnie kopnęła w kostkę, nie gap się tak na nią, jak wół na malowane wrota! Cholera pomyślałem sobie, jak ona to spostrzegła co Aurora, to pewnie sobie pomyśli; facet pierwszy raz ujrzał na oczy kobietę, i dlatego tak we mnie wlepia swoje świdrujące gały - rumieniec mi spłynął chyba po twarzy, bo poczułem gorąco na całym ciele, i szepnąłem do Aurory, a ty mnie kobieto tu nie zawstydzaj, bo się zapalę, jak smolna drzazga do zapalania świec.

Aurora parsknęła cichym śmiechem, co chyba też zauważyła filigranowa kobietka stojąca przy ladzie, bo spojrzała jeszcze raz na nas - no ładnie, ty chyba chcesz mnie pogrążyć Auroro w rozpaczy - co?, ależ skąd milutki, co ty też jak pantera, aż tak źle o mnie myślisz, szturchnąłem ją w bok delikatnie, by umilkła choćby na chwilę.

Podszedłem do lady i pytam grzecznie ekspedientkę, jaki dzisiaj mamy wybór, by dobrze zaspokoić pragnienie i żołądek?, w tym samym czasie, to filigranowe cudo odeszło od lady z pakunkiem, butelką pepsi, i filiżanką aromatycznej kawy w rączce, siadło przy wolnym jeszcze stoliku, bo reszta była już zajęta.

Pizzę i te napoje co na półkach stoją oraz herbatę i kawę aromatyczną, na gorąco polecam, jaka ta pizza jest?, tj; z jakich dodatków się składa?, jeśli można wiedzieć? Kobieta mnie chyba nie zrozumiała i wymienia nazwy pizzy, których nie kumam, więc ją proszę jeszcze raz, by wymieniła z czym są te pizze, bo z nazwy mi one nic nie mówią - aaa zaskoczyła, rozumiem, polecałabym wziąć panu tą z grzybami, cebulą, salami, papryką pomidorami i z dodatkiem czosnku oraz sos do tego, tylko że on jest dość ostry; odwracam się do Aurory – może taka być?, oczywiście, i do tego pepsi weź, ok!

Aurora podeszła do mojego cuda i przepraszając spytała się, czy możemy się dosiąść do pani, wszak inne stoliki są już zajęte? Cudo spojrzało na Aurore z zaciekawieniem, i wyszeptało aksamitnym głosikiem; bardzo proszę miejsca jest, aż nadto, i mnie będzie bardzo miło was tu gościć. Aurora siadając przedstawiła się jej; Aurora jestem, podała rękę mojej pięknej zjawie - mnie jest dane Małgorzata, bardzo mi miło szepnęła Aurora, mnie również - odpowiedziało piękno samo w sobie i na zewnątrz.

Kurka wodna pomyślałem sobie, łatwizna; poznam damę, i to bez nadskakiwania, wziąłem trzy małe pizze i po pepsi, i skierowałem się, w stronę stolika Aurory i Małgorzaty, jak dobrze słyszałem jej imię. W tym samym czasie wszedł pantera, podszedł do stolika i skierował błagalny wzrok na Aurorę, pantera, to facet bardzo nieśmiały w stosunku do kobiet ze swojej natury, więc Aurora szybko go przedstawiła, dosiadł się szybciej niż ja z pizzami w rękach - mimo, że miałem krótszą drogę do stolika od pantery, cwaniaczek wyprzedził mnie, zamiast mi pomoc! Tyłek swój ulokował obok pięknej kobiety; zauroczony goguś, pomyślałem tylko tak sobie.

Podszedłem do stolika, jak oni sobie już dobrze gaworzyli, i pytam; mogę się i ja przysiąść, cudo spojrzało na mnie z zaciekawieniem, i słodko odrzekło – bardzo proszę! Położyłem pizze na stoliku przed Aurorą i panterą, postawiłem też pepsi przed nimi, i pytam; czy państwo z mojej usługi są zadowoleni?, oczywiście odpowiedziała mi Aurora z czarującym uśmiechem, to proszę spożywać na gorąco to danie, moi mili dranie, nikt mi nie pomoże, ale do jedzenia, to proszę jacy szybcy!

Odruchowo wytarłem moje dłonie o spodnie, jakby były bardzo brudne; podałem pannie siedzącej przy stoliku swoją rękę mówiąc: Onuris mnie zwą ostatnio, a Aurora od razu z ironicznym uśmieszkiem dorzuciła mi do pieca – uważaj na niego, boś go Małgorzato swoją urodą zauroczyła, gdy tylko na Ciebie spojrzał - mnie, jakby piorun trafił w papę, oblałem się cały rumieńcem – czy ty możesz mówić za siebie milutka?, zwróciłem się z wyrzutem do Aurory - mogę, ale nie chcę, odrzekła mi, i wybuchnęli we trójkę śmiechem, a ja stoję przed stolikiem, jak kołek w palisadzie zamku, i się czaję, czy z tymi ironistami usiąść, w końcu cudo mi odpowiedziało, a ja Małgorzatą się zwę z urodzenia, bardzo mi miło i cmoknąłem ją przy tej prezentacji w rączkę, jak przystało na nieznajomego, a kulturalnego człowieka. Widzisz Małgorzato, jaki on szarmancki, już miałem jej coś słodkiego odpalić, ale się ugryzłem w język, więc tylko rzuciłem; syćmy żołądek i pragnienie, nic już nie mówiąc - dobrze odrzekła Aurora, i zabrała się ochoczo za pizzę. Spożyliśmy posiłek w spokoju, godny wygłodzonych BOGÓW, i przepiliśmy pepsi - no, i zaczęło się; Aurora znowu swoje docinki rozpoczęła jakoś nerwowo, co się dzieje Auroro?, nic, ale mam bardzo brzydkie przeczucia, dobrze; zaraz idziemy do samochodu rzekłem jej krótko.

Przepraszam zwróciłem się do Małgorzaty; pani to panna, czy pani?, a pan to kawaler, czy pan?, hm: Onuris wystarczy - mnie Małgorzata, też wystarczy, więc jesteś panną?, nieee zaśmiała się szczerze; mężatką, aaa, co za aaa?, spytała mnie Aurora, podrywu ci się tu zachciało?, no coś ty, rzekłem po prostu, ot tak zapytałem z grzeczności.

Małgorzato co macie ciekawego w tym miasteczku?, o co ci chodzi?, Onuris tak?, dobrze pamiętam?, tak! A chodzi mi o historię tego miasteczka, zabytki, po prostu lubię zwiedzać, jak mam ku temu okazję. Więc dobrze, jak was to interesuje, to wam streszczę historię mojego miasteczka:

Golina; znana jest od XIV wieku - zgodnie z przekazami w 1330 roku szlachcic Jan z rąk króla Władysława Łokietka otrzymał przywilej lokacyjny dla miasta. Najstarsza wzmianka o tym prywatnym grodzie, siedzibie rodu Golińskich, pochodzi z 1338 roku. Miasto się prężnie rozwijało, i w 1362 roku król Kazimierz Wielki potwierdził przywilej lokacyjny - do dzisiaj uważa się króla Kazimierza Wielkiego za patrona i ojca miasta, dlatego centralny plac Goliny nosi jego imię, a dla upamiętnienia lokacji ustawiono w 1989 roku pomnik króla Kazimierza Wielkiego.

W 1611 r. wybuchł w Golinie wielki pożar, który poważnie nadwyrężył rozwój mojego miasta, zostało po tym pożarze, tylko siedemnaście domów.

Po wojnach szwedzkich osiedliła się tu ludność napływowa z Niderlandów, nawet teraz nazwy dwóch wsi brzmią; Myśliborskie i Węglewskie Holendry.

W 1772 r podczas I-rozbioru: Golina pozostaje w granicach terytorium Rzeczypospolitej, ale już po II-rozbiorze: Golina znalazła się pod panowaniem Pruskim ...

W wyniku Kongresu Wiedeńskiego w 1815 r. ziemie przejmują Rosjanie i powstaje Królestwo Polskie zwane Kongresowym. Golina; jako część Kongresówki pozostaje w województwie kaliskim.

Powstanie styczniowe z 1863 r. spowodowało pewne zmiany w systemie administracyjnym Kongresówki. Car w ramach represji, które były wynikiem powstania – zmienia jego nazwę na Przywiślański Kraj, a województwa zastępują gubernie. Moje miasteczko, w ramach tych zmian znalazło się w guberni kaliskiej, i w powiecie konińskim.

Rozbiory wpłynęły negatywnie na rozwój mojego miasteczka, utraciło ono swoją pozycję, mimo przyrostu mieszkańców z 1.032 osób w 1827 roku do 1.800 w roku 1902 r..

Golina, w latach 1870-1921 r. straciła status miasta, jej rolniczy charakter terenu przyczynił się do rozwoju przetwórstwa; funkcjonowała wówczas: garbarnia, olejarnia, młyn, browar i gorzelnia.

Po odzyskaniu niepodległości bardzo usilne starania się ówczesnych władz, spowodowały przywrócenie mojemu miasteczku ponownie praw miejskich.

W okresie II Rzeczypospolitej zanotowano rekordowy wzrost ludności - do 3.200 mieszkańców w 1939 roku. Znaczna część tego przyrostu wynikała z tego, że dużo ludności pochodzenia żydowskiego znalazło w Golinie miejsce sprzyjające do życia i rozwoju.

Po wybuchu II wojny światowej moje miasteczko zostało przyłączone do Rzeszy Niemieckiej; nastąpiły bardzo liczne wysiedlenia ludności polskiej i masowe egzekucje, które spowodowały zagładę ludności żydowskiej.

Współcześnie; "Golina jest miastem w woj. wielkopolskim, w powiecie konińskim, siedziba gminy miejsko-wiejskiej Golina.

Golina leży na skraju Pojezierza Kujawskiego i Doliny Konińskiej, na zachód od Konina, jest lokalnym ośrodkiem handlowo-usługowym i przemysłowym. W mieście istnieje kilkadziesiąt firm, sklepów, punktów usługowych i stacja benzynowa - zlokalizowany też jest posterunek policji, ośrodek zdrowia, poczta, i ta Pizzeria.

A najcenniejsze zabytki twojego miasteczka Małgorzato, to?, najcenniejszym zabytkiem mojego miasta, to jest drewniany kościół św. Jakuba Apostoła pochodzący z 1765 roku, wokół którego zlokalizowane są dwie kaplice, jedna pochodząca z 1696 roku jest kaplicą murowaną.

Natomiast drewniana kapliczka pochodzi z XIX wieku. W mieście zlokalizowanych jest też kilka budynków pochodzących z końca XIX i początku XX wieku. Oprócz tego w granicach miasta rozłożony jest park krajobrazowy z 2 połowy XIX w. , na którego skraju znajduje się klasycystyczny dworek szlachecki z pierwszej połowy XIX wieku. W parku znajdują się liczne drzewa-pomniki. Z innych atrakcji wyróżnić mogę: Kościół pw. Matki Boskiej Szkaplerznej, i to chyba już wszystko tak w dużym skrócie, o pięknym moim miasteczku. A ludności teraz ile ma to twoje miasteczko?, dokładnie się w tym nie orientuję, ale przypuszczam, że tak gdzieś ponad trzy i pół tysiąca, ooo to nie źle, jak na takie miasteczko, a Ty w jakim procencie się do tego przyczyniłaś?, no kolego, tego to się nie dowiesz, zbyt krótko się znamy, bym Ci wszystko o sobie i rodzinie opowiadała - ok! Przyjadę jeszcze tu kiedyś, to mnie oprowadzisz po tych swoich zakątkach miasta i mi opowiesz więcej o sobie i swojej rodzinie - ok?, pożyjemy zobaczymy, odrzekła mi z uśmiechem Małgorzata.

Nooo, panie i panowie - miło było, ale czas na nas; rzekła Aurora do Małgorzaty i do nas, nagle usłyszeliśmy pisk opon i na parking zajechał koloru wiśni Pontiak z orłem czarnym na całej przedniej masce. Pantera poruszył się niecierpliwie i wstał, a za nim Aurora – już go gdzieś widziałem wyszeptał pantera, i zaraz siedli z powrotem, wszak z samochodu wysiadł młody facet, o ciemnej karnacji twarzy, i ruszył w kierunku Pizzerii. Wszedł, rozglądnął się po klientach ciekawie i podszedł do lady, poprosił o pepsi i dalej pijąc ją ukradkiem przyglądał się naszemu stolikowi i nam.

Pantera mnie szturchnął, w bok i głową delikatnie wskazał parking, tam koło samochodu stało jeszcze dwóch młodych ludzi, o ciemnej karnacji twarzy, idziemy wyszeptał do mnie i Aurory. Wstałem równo z panterą i ruszyłem ku wyjściu, pantera wyszedł pierwszy, ja zaraz za nim, po mnie ciut wyszła Aurora, Małgorzata wzięła butelkę pepsi i coś tam zapakowanego, i ruszyła zaraz za tym trzecim facetem, gdy zbliżaliśmy się do naszego samochodu o czym później się dowiedziałem. Tych dwóch chciało pojmać panterę, ale ten uskoczył nagle w bok i rąbnął na odlew w twarz napastnika, on się zachwiał, i reszty już nie widziałem, bo ten drugi na mnie ruszył. Odskoczyłem przed kopniakiem na wysokości mojego krocza, i w półobrocie kopnąłem go w łydkę z całej siły, zawył jak wadera, i przyklęknął na jedno kolano. Usłyszałem nagle huk wystrzału z jakiejś broni, przyspieszyłem kroku i wyrżnąłem mojego przeciwnika, w splot słoneczny, gdy już wstawał, aż jego żołądek poczułem na moich palcach zwiniętych w rulonik, facet zawył i runął twarzą na moje nogi - odskoczyłem w bok, i spojrzałem w kierunku strzału, ujrzałem Aurore macającą się po lewym boku, i Małgorzatę z szyjką w ręku po rozbitej butelce pepsi na głowie pierwszego gościa. Po głowie leżącego gościa z pizzerii ściekała na ziemię spieniona substancja, przez myśl mi przeleciało; Małgorzata tak go urządziła, o czym rozbita butelka świadczy i jej mina – zaskoczonej, jak u małej dziewczynki, złapanej na gorącym uczynku.

Aurora nagle podleciała do Małgorzaty, łapiąc ją za rękę, pociągnęła ją w kierunku naszego BMW, po drodze coś wyciągnęły z samochodu napastników. Pantera już siedział za kierownicą, jego oprawca leżał zwinięty w kłębek obok tego co ode mnie oberwał. Chciałem, już wskoczyć do auta, gdy zobaczyłem kątem oka, jak ten co oberwał butelką w głowę, stara się podnieść z ziemi, obok niego leżał jego pistolet, podbiegłem szybko do niego, przyłożyłem mu kantem dłoni w skroń - on ponownie znieruchomiał, wziąłem jego pistolet przez chusteczkę od nosa, zabrałem magazynek, i rozładowałem pistoletu komorę nabojową z naboju, a broń rozebrałem kilkoma wprawnymi ruchami, i rzuciłem pod ich samochód. Teraz szybko wskoczyłem do naszego BMW, i pantera na pełnym gazie wyjechał na ulicę, i z piskiem opon ruszył w kierunku Konina.

Małgorzata zaskoczona, szybkością tej akcji, i w lekkim szoku, pyta Aurory; czy ja mam się czuć porwaną?, owszem młoda damo, ale to tylko dla twojego i twojej rodziny bezpieczeństwa, jak to pyta Aurory, to są wynajęci mordercy, zobacz co wzięliśmy z ich samochodu, i pokazała jej zdjęcia; pantery, moje i swoje – mnie tu nie ma, nie ma cię?, a chcesz na nich być do odstrzału? Małgorzata żachnęła się, i zbladła, jak ściana, dotarło widzę to do ciebie?, wyszeptała Aurora. A jak powiadomię męża i rodzinę, że musiałam nagle wyjechać?, coś wymyślimy po drodze, a na razie cisza, ok!

W kogo on strzelił pytam Aurorę, jak to w kogo?, we mnie, ale zanim strzelił Małgorzata odruchowo walnęła go butelka pepsi w łeb, i cwaniaka rozłożyła na łopaty, pistolet wypalił, ale kula przeszyła mi tylko bok i chyba przygrzała mi skórę, ale krew mi nie leci, więc wszystko jest w najlepszym porządku, pokaż mi ten bok, rzekła do niej Małgorzata, może masz jednak ranę? Aurora podniosła bluzkę przedziurawioną na wysokości lewego łokcia, cholera; jeszcze ciut, i kulkę byś w sercu miała.

Rany nie było, tylko skóra ciut przypalona, ale piekło Aurorę, bo jak Małgorzata ją dotknęła, ta syknęła z bólu. Nic ci nie będzie Auroro, do wesela ci się wygoi, jasne tylko do jakiego wesela?, jednego już drania puściłam w skarpetach, inny na pewno nie zaryzykuje ze mną tańców na mojej drodze życiowej, i się roześmiała wraz z Małgorzatą, bo jak wiecie, zła to reklama dla przyszłego pożycia z facetem.

W końcu Aurora, odwróciła się do Małgorzaty, złapała ją za głowę, przyciągnęła do siebie, i ją mocno w czółko cmoknęła, a to za co?, pyta Małgorzata Aurorę, a za to, żeś mi życie uratowała mała bystrzacho, dzięki twojej decyzji i szybkiemu refleksowi, ja teraz żyję i tobie teraz życie truję! Nie przesadzaj, odrzekła Małgorzata Aurorze, powiedz mi lepiej, gdzie mnie teraz zabieracie? Posłuchaj niecierpliwa damo; rzekł do Małgorzaty pantera, jedziemy do mnie na moją hacjendę, mieszkam na wsi sam z matką i ojcem, więc tam będziesz bezpieczną. Po trzech czterech dniach, odwieziemy cię cała i zdrowa do domu rodzinnego, ok?, tak! Zgodziła się z panterą Małgorzata.

Wpierw, musimy ich od twojego miasta odciągnąć, by nie pytali się nikogo i nigdzie o ciebie - inaczej, będą kłopoty, i to nie małe, a skutki trudne do przewidzenia – rozumiem, wyszeptała Małgorzata zmartwiona. Pantera zwolnił, i teraz jechaliśmy przepisową prędkością, po dwóch kilometrach ujrzeliśmy w lusterku za nami Pontiaka, jak mknie w bezpiecznej odległości, pantera spojrzał ponownie w lustro i rzekł, no dziewczyny; pasy ściągnąć dobrze, bo zaraz się zacznie piekielny wyścig. Usłyszałem tylko ciche westchnienie Małgorzaty, gdy w tym momencie zaryczał silnik naszego BMW, które skoczyło do przodu, aż wszystkich wcisnęło w fotele. Podrasowany silnik dawał, ile tylko mógł ze swoich garów, samochód wręcz mijał wiatr, który nagle się zerwał, a wraz z nim deszcz lunął, jak z cebra.

Pantera tylko uśmiechnął sie, teraz mogą nas pocałować w żyć, i tylko, na to ich teraz będzie stać, oczywiście, jak nas dogonią. Skręcił w jakąś boczna wąską szosę, opony lekko zapiszczały, ale samochód mknął stabilnie, bez poślizgu. Małgorzata nie przyzwyczajona chyba do tak piekielnej jazdy, lekko przybladła, albo tylko mi się to tak wydawało.

Pontiak coraz bardziej zostawał w tyle, pantera znał te tereny i był tu w swoim żywiole, a tamci, by gdzieś nie walnąć musieli zwolnić, i ten deszcz jeszcze nam pomagał, nie im. Po paru ostrych skrętach i minięciu kilku skrzyżowań, pantera wyjechał na główna szosę, w okolicach Rychowa, teraz mili jedziemy na Turek i znowu skręcił z głównej szosy, w jakąś wąską drogę, was zostawimy w hotelu miasta Łódź, a sami skoczymy przygotować wszystko na cacy! Rano was zabierzemy na śniadanie wiejskie u mnie, na wsi i pod chmurką, pod jaką chmurką?, zapytała Małgorzata, w ogrodzie na świeżym powietrzu, tam trochę pooddychacie, lub konno sobie pojeździcie po wspanialej okolicy, o ile nie będzie padać.

Kobiety się nie odezwały ani słowem, ja też myślami byłem daleko. W końcu zwróciłem sie do pantery; pantera masz pomysł, co zełgać szefowi mojemu, by mi dał pięć dni urlopu bezpłatnego?, powiedz mu, że twój tato kopnął konia i koń w szpitalu leży, a ty musisz przy nim czuwać, aleś waść dowcipny, nie ma co, kobiety zachichotały, i wiecie co?, dodałem; trzeba powiadomić Mistrza o naszych perypetiach, i nasłaniu na nas zbirów. Do Łodzi wjechaliśmy, jak było już bardzo ciemno i późno; Pantera podjechał pod Hotel, wyskoczył, pozałatwiał w recepcji co trzeba i przyszedł po dziewczyny, tak szybko ci to poszło?, pytam go zdziwiony lekko - eee, kierownik tego Hotelu, to były mój sąsiad, wiec spoko, wszystko jest cacy, kolacje też wam do pokoju przyniosą przed tym jednak pukając; kropka, kreska, kropka, uważajcie, by was tamci nie zaskoczyli, w co wątpię, ale nawet na zimne lepiej jest dmuchać.

Małgorzata narzekała na brak odzieży i takie tam kobiece zachcianki, na co pantera rzekł; posłuchaj mała, rano u mnie wybierzesz sobie ciuchy, jakie tylko będziesz chciała, bo moja siostra jest twojej postury więc, z tym kłopotu nie będzie, a teraz spoko i marsz mi do Hotelu - roześmiał się w głos. Wyszedłem z samochodu, by się z nimi pożegnać, i przy okazji się rozejrzeć, czy tych naszych prześladowców gdzieś tu nie widać, ale nie; Pontiak przepadł jak kamfora.

Kobiety poszły do Hotelu, a my do samochodu i w drogę do pantery hacjendy. U niego w domu, światło się jeszcze paliło, mimo bardzo późnej pory, jego rodzice, jak nas ujrzeli, to prawie oszaleli z radości, jego matka tak panterę wycałowała i mnie - mimo, że mnie pierwszy raz na oczy swoje widziała – wspaniała staruszka.

Odświeżyć w łazience nam się pozwolono, i ja w szlafroczku pantery zszedłem do kuchni, gdzie nas sowicie ugoszczono, pantera nie pił, ale ja z jego ojcem daliśmy sobie w czerep, aż dymiło z niego, jak z komina, i to całkiem, całkiem nie źle, a po trzech godzinach gościny z ojcem pantery, spałem w gościnnym pokoju, jak niemowlę ze smoczkiem w ustach ...

skromny - kochający wiedzę, i ludzi tolerancyjnych ...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (21)

Inne tematy w dziale Kultura