Rano zbudził mnie straszliwy ból głowy, kac pomyślałem, wstąpiłem do łazienki; ząbki sobie wyczyściłem do glancu, ogoliłem się, wziąłem bardzo zimny prysznic - wychodząc z łazienki przepuściłem do niej panterę, i co Onuris wszystko gra?, tak! Tylko czerep mnie ciut rozsadza z nadmiaru wczorajszych wybujałych przeżyć, hm; idź do kuchni, moja mamusia coś ci poda. Ubrałem się szybko i zaszedłem do kuchni - mama pantery, do której się zwracałem – Justyno, bo tak mi kazała do siebie się zwracać, z pięknym uśmiechem mnie przywitała do stołu zaprosiła patrząc ciut z politowaniem na moją umęczoną kacem twarzyczkę.
Przy stole siedział już gospodarz, ojciec pantery - Rusłan, a raczej można, by tu było śmiało rzec; wisiał na krześle, jak mokra ściera po skończonej robocie rzucona na brzeg wiadra. Przywitałem się słodko również z pantery ojcem, i pytam, co jest Rusłan?, bajka wczoraj piękną była jak toasty dziarsko wznosiliśmy, a dzisiaj z niej nam pozostało tylko brzydkie kaczątko? – kac cię mocno męczy?, cholera, żebyś wiedział Onuris, i to chyba kac gigant, już dawno czegoś takiego nie miałem!
Więc, co robimy Rusłan?, aaa, Onuris - pierwej drink, później też drink, a później powinna być już światłość! Ok! Justyna słysząc takie plany Rusłana - odwróciła się ze śmiechem; oj, stary, stary, młodego rozumiem, bo ma jeszcze zdrowy organizm, ale ty?, różaniec i pod gorący piec – plecy grzać i modlić się o dalsze lata w zdrowiu i szczęściu, a nie wiwatować do białego rana. Na co jej Rusłan rzekł; moja śliczna starowinko, a co mi pozostało?, kochamy się tylko na Święto Barbórki i koniec miłości, a pewnie - krzyknęła Justyna śmiejąc się w głos! Zapomniałeś jeszcze o niedzieli palmowej – Rusłan i Justyna ryknęli nagłym śmiechem, a ja im zawtórowałem, po chwili powiadam już spokojniej do Rusłana - Rusłan, masz dziadku energiczną babcię, daje ci się zbajerować na Barbórkę i w niedzielę palmową, więc co z tego wynika?, chyba tylko to, że przerost prostaty ci nie grozi, i dalej się śmiejemy do łez, a równolegle z moim śmiechem, w moim czerepie trwają wyścigi formuły-I, brrrrr!
W końcu Rusłan wstał od stołu, podszedł do barku i wyciągnął jakąś flaszkę bez etykiety, Justynka kieliszki postawiła na stole i Rusłan polał, na zdrowie krzyknął i wypiliśmy - jejku, myślałem że żołądek mi pójdzie przez nos, bo zęby zacisnąłem z całej siły, ale jakoś dzielnie ten łyk głęboki zdzierżyłem. Rusłan twarda sztuka, tylko się skrzywił, gębę sobie otarł dłonią, i rzekł; to jest to, mnie oczy mgłą zaszły, i nic nie odpowiadam, bo czuję w brzusiu jakąś nieprzewidzianą rewolucję. Justyna z uśmiechem podała mi jakąś miksturę na bimbrze, pij kochaniutki powiada, to ci na pewno pomoże, szarpnąłem ją jednym haustem, aż mnie usztywniło, jak baletnicę czekającą na pierwszy akord członka orkiestry, ale i tym razem zdzierżyłem to godnie, po kilku zdania Rusłan znowu polał i krzyknął rozpaczliwym, przepitym głosem; sursum corda, więc mu odrzekłem; w górę serca, a Justynka dziarsko dodała; nie tracie ducha chłopcy – wlała sobie sama kieliszek trunku, i też wychyliła z nami kielicha! Tym razem gorąco mi się zrobiło na żołądku, i jakoś lżej, ból głowy zaczął mi folgować, bolidy zaczęły wyhamowywać, więc myślę sobie - będzie cacy!
Wszedł do kuchni pantera, przywitał się całując matkę w policzek, ojcu dłoń podał, mnie skinął z uśmiechem głową i zasiadł do śniadania, jakie Justyna nam na stole postawiła. Pantera jadł, a my z Rusłanem pogadaliśmy sobie, o dawnych czasach i zardzewiałych karabinach, jeść; ani ja, ani Rusłan, po prostu nie mogliśmy.
Po śniadaniu pantera zwrócił się do mnie - dzwoń do dziewczyn, niech się przygotują, bo zaraz po nie jedziemy, ok! Tylko niech nigdzie same nie wychodzą, aż po nie przyjedziemy!
Rano, około godziny siódmej pięćdziesiąt, obudziłem: Małgorzatę i Aurorę hałaśliwie dzwoniącym telefonem, co jest?, odebrała krzycząc w słuchawkę zaspana Aurora, jeszcze śpicie?, to ty Onuris?, nie! Książę pan, z waszej sennej koszmarnej bajki, co jest tobie?, mnie nic nie jest, jeno szybko wstawajcie, za dwadzieścia parę minut po was będziemy, więc czekajcie w pokoju i spokoju, my z recepcji damy wam cynk, jak już będziemy na miejscu - tylko przypadkiem same do miasta nie wychodźcie, ok?, rozumie się, odrzekła Aurora, więc do miłego skarby – już skarby?, ano już - pa! Słodziutka!
Podjechaliśmy na parkin pod Hotelem, tym razem pantera wziął Forda mustanga, który też miał podrasowany silnik - weszliśmy z panterą do recepcji, by wziąć obie kobiety i jeszcze, w mieście załatwić parę drobnych spraw, jakie Justyna zleciła panterze pozytywnie załatwić.
Przywitaliśmy się z kierownikiem Hotelu, któremu mnie pantera przedstawił i ściągnęliśmy Aurorę, i Małgorzatę na dół. W samochodzie Aurora i Małgorzata zaczęły nam opowiadać o swoich przeżyciach w Hotelu, jak tylko ruszyliśmy Fordem spod Hotelu, w stronę centrum miasta.
Spróbuję w skrócie opisać to, co nam opowiadały kobiety, ale własnymi słowami;
weszły obie do recepcji zaraz, jak pantera ze mną odjechał na swoją hacjendę -
Małgorzata, ciekawie się rozglądała po całej recepcji, nim się zwróciły do bardzo młodej w pięknie skrojonym żakiecie recepcjonistki, w tym samym czasie na spotkanie im wyszedł; wysoki, barczysty, dość przystojny, o przenikliwych oczach, na sportowo ubrany facet.
Podszedł do Aurory pocałował ją w policzek po przyjacielsku, i zapytał, jak zdróweczko moja miła?, dzięki, ale jeszcze jest wspaniałe - tak tylko pytam, bo wiem, że jeżdżąc z moim wspaniałym kolegą, można na nim podupaść - uśmiechnął się przy tym nieznacznie, bacznie obserwując oczy Aurory, ale nic w nich nie wyczytał, więc podszedł do Małgorzaty i zapytał żartobliwie! A jacy to BOGOWIE zesłali mi, w moje skromne progi taką piękność? Małgorzata się uśmiechnęła delikatnie, i lekko na policzkach poróżowiała, ale skromnie odpowiedziała; jestem z pięknego polskiego miasteczka, to chyba wystarczy panu? Kierownik Hotelu tym w ogóle nie speszony uśmiechnął się tylko, i podał Małgorzacie rękę przedstawiając się; Marcin B. jestem, a pani imię jeśli łaska? Małgorzata, i proszę mi mówić po imieniu - mnie również Małgorzato, przy tym słowie uśmiechną się wesoło kierownik i dodał; skoro już się znamy to proszę, i spod kontuaru podał Aurorze, i Małgorzacie dwie reklamówki; tu macie szlafroki i nowiutkie koszule nocne, bo kolega mnie poinformował, że wasza podróż zaskoczeniem dla was była. Tylko Małgorzatę zaskoczyła, dodała szybko Aurora, ja zawsze jestem przygotowana na takie niespodziewane podróże i wskazała oczami na swoją niedużą torbę podróżną, którą trzymała w ręku.
Małgorzata wzięła z rąk kierownika reklamówkę z koszulą nocną i szlafrokiem, a kierownik z uśmiechem kierując się do Małgorzaty dodał, szlafrok zostaw na łóżku, a koszulę nocną proszę wziąć, jako prezent od mojej firmy, ok?, dobrze odrzekła Małgorzata - dzięki!
Aurora Małgorzatę pociągnęła za rękę w stronę recepcjonistki, bo recepcjonistka podawała im klucz mówiąc; pokój 207, apartament - dorzucił Marcin, co się nie robi dla kolegów; przyjaciółki mojego kolegi, są moimi przyjaciółkami, jak mniemam? Aurora uśmiechnęła się tajemniczo do Małgorzaty i dodała – jasne, a do Małgorzaty uszka po drodze szepnęła; stary cwaniaczek i bezczelny podrywacz! Nie przypomina ci on Małgorzato mitologicznego satyra?, Małgorzata roześmiała się i odrzekła - niee, zbyt przystojnym jest, cholera chyba się pomyliłam co do niego, i obie wybuchnęły gromkim śmiechem. Marcin patrząc za nimi maślanymi oczami, tylko w zamyśleniu pokręcił głową i wrócił wolnym krokiem do swojego gabinetu, ale nim wszedł do niego ...
Skręciły obie w kierunku windy, w tym samym czasie Marcin ich poinformował, że posiłek niebawem przyniesie obsługa z restauracji - dobrze, zgodziła się bez oporu Aurora ...
Po krótkiej jeździe windą, weszły do bardzo przestronnego, gustownie umeblowanego i wystrojonego dwupokojowego apartamentu; meble z mahoniu w połysku, kolorowy duży telewizor, łoża wręcz królewskie, stół, głębokie wygodne w skórę oprawione fotele, telefon, radio, itd. po prostu komfort ...
Aurora zwróciła się do Małgorzaty, która z nas idzie pierwsza pod prysznic?, mogę ja iść, wyszeptała zmęczona Małgorzata - dobrze, to ty idź się odśwież, a ja przyjmę posiłek.
Małgorzata wzięła swoją reklamówkę i weszła do łazienki, o chabrowych kafelkach, białej jak śnieg wannie ze srebrnym prysznicem i srebrnych kranach - jejku, tu jest, jak w bajce, szepnęła sama do siebie.
Po krótkiej chwili; jej zaskoczenie, zauroczenie - minęło, wiec zwaliła z siebie troszkę przepocone ciuchy i weszła pod gorący prysznic, woda zadziałała, jak balsam na zbolałe podróżą ciało, długo się delektowała gorącą wodą.
Nagle usłyszała krzyk i szamotaninę, szybko wyskoczyła spod prysznica, zarzuciła gruby puszysty szlafrok koloru błękitnego o ciekawym deseniu na mokre ciało i wbiegła wystraszona, jak diabli do pokoju. Ujrzała w nim bardzo śmieszną scenę;
na wykładzinie zielonej, jak trawa morska, leżał brzuchem do niej przylgnięty gość w białym uniformie, a na nim okrakiem siedziała wściekle krzycząca Aurora; miałeś dzięciole pierwej zapukać kodem, a nie do drzwi samotnych kobiet się po chamsku dobijać kopytami, i go szamoce, jak zdziczała kotka swojego kochanego, ale zbyt natrętnego kocurka.
Małgorzata widząc to, i śmiejąc się do łez z tej wydawałoby się makabrycznej sceny, siadła na miękkim łożu i zapytał krztusząc się śmiechem: Auroro, co się tu dzieje?, Aurora puściła kelnera-dzięcioła, ten wstał wściekły, zjeżony, jak sam jeż-zwierz, otrzepał się odruchowo z niewidocznego kurzu i wyszedł od nich, trzaskając drzwiami – po drodze do siebie stęknął; jasna cholera - zapomniałem o tym umówionym pukaniu kodem do drzwi tych strasznych bab, chyba się nie poskarżą rano kierownikowi?, tak optymistycznie myśląc, poprawił swój podły nastrój, i zeszedł na dól do swojej miłej sercu dziupli.
Aurora zaś zwróciła się do Małgorzaty - wiesz, usłyszałam stukanie i pomyślałam, że to kod; kropka – kreska - kropka, ale ten dzięcioł zaczął walić mocniej w drzwi i inaczej niż to było umówione, więc pomyślałam, że może ci faceci z Golina nas już tu znaleźli i chcą nas dopaść. Otworzyłam szybko drzwi, i wciągnęłam szybkim ruchem tego fircyka na biało ubranego do środka, i to jak manekina z rozbieranej wystawy, ale nie zauważyłam tego, że ten dzięcioł wózek przed sobą trzyma, no i wjechaliśmy ekspresem tu z naszą kolacją, i na wykładzinie nim coś zdążył do mnie rzec, rozłożyłam go na fujarkę - stąd ten hałas i moje krzyki!
Aurora, kończąc Małgorzacie opowiadać początek rozróby z kelnerem, parsknęła nagle sama śmiechem – widząc śmiejącą się do łez na łóżku Małgorzatę, dodała; teraz sobie wyobraziłam, co widziałaś Małgorzato, i jak na to zareagowałaś, gdy tu do pokoju wbiegłaś – gromki śmiech się ponownie rozległ w apartamencie kobiet.
Aurora ochłonęła pierwsza, wstała z fotela i zaczęła rozkładać posiłek; Małgorzata w tym czasie weszła do łazienki; wytarła lekko swoje mokre ciało, włosy, założyła błękitną jak szlafrok koszulę nocną w piękne ciemnoczerwone róże, i na nią ciut wilgotny szlafrok, spoglądnęła przed wyjściem w lustro i szepnęła sama do siebie; uroczy obrazek, i z uśmiechem weszła ponownie do pokoju!
Na stole było wszystko porozkładane; dobrze moja przyjaciółko, zwróciła się do Małgorzaty Aurora - delektuj się posiłkiem i po nim możesz położyć się spać, bo już mało nocy nam pozostało, oj nieee, szybko zaprzeczyła Małgorzata, z posiłkiem poczekam na ciebie, nie lubię sama jeść! Więc dobrze, zaraz będziemy jeść razem; Aurora łapiąc swój wzorzysty szlafrok, koszulę nocną o podobnym kolorze - weszła do łazienki, zamykając za sobą drzwi.
Sen mulił Małgorzatę niemiłosiernie, ale się nie poddawała i dzielnie czekała na Aurore, w końcu drzwi się od łazienki rozwarły i weszła z lekko mokrą głową w szlafroku koloru zielonego, w bajeczne wzory, jak to zauważyła Małgorzata - Aurora. Małgorzato, jeszcze nie spisz?, przecież ci mówiłam, że poczekam. Siadły obie panie do stołu i zaczęły w ciszy spożywać jadło, ej! Rzekła w końcu Aurora, nie podchodzi mi to jadło - zbyt zmęczona jestem, mnie taż jakoś nie idzie, obie odsunęły talerze - wiec co Małgorzato?, po lampce wina i pa-lulu?, tak! Odpowiedziała Małgorzata, w końcu wypiły po dwie lampki wina hiszpańskiego - Malaga, pogadały sobie o babskich przyjemnościach i nieprzyjemnościach – a o czym gadały?, w to tu ja nie będę wnikał, i usnęły, jak dwa susły – snem sprawiedliwych!
Dojechaliśmy do centrum miasta, pantera spojrzał na Aurorę i jej krótko rzekł; masz tu komórkę i idźcie z Małgorzatą do parku, zadzwoń do Mistrza i streść to, co się nam przydarzyło; nie przesadź jeno z czasem, a z komórką zrób to, co zawsze, ok? Dobrze, i Aurora wychodząc pociągnęła z samochodu za łokieć Małgorzatę. Przeszły szybkim krokiem chodnik i weszły do parku, ja wyszedłem z samochodu i usiadłem, a raczej oparłem się o przednią maskę mustanga, patrząc za kobietami i po mijających mnie ludziach, którzy niedaleko mnie przechodzili. Pantera wysiadł z samochodu i poszedł załatwić, jakieś rodzinne sprawy-zlecenie.
Widzę, jak Małgorzata siadła na ławce coś mówiąc do Aurory, ta wyjęła komórkę odeszła na bok, i rozmawiała przez nią z Mistrzem. Spojrzałem w prawo od Aurory i nagle zobaczyłem sylwetka faceta biegnącego w czarnym dresie parkową alejką, w stronę Aurory, coś mnie wewnętrznie tknęło-przeczucie, siódmy zmysł, ale nim zareagowałem, facet zaczął szarpać Aurore, chcąc jej wyrwać komórkę - ruszyłem jej na pomoc, ile tylko siły miałem w nogach, ale odległość była znaczna, więc nie było szansy bym jej zdążył na czas pomóc, w tym samym czasie co biegłem zauważyłem, jak poderwała się szybko Małgorzata z ławki i w pełnym biegu walnęła faceta obiema rękami w okolicach prawego łokcia, facet tego się nie spodziewał, bo puścił Aurorę i wywiną przez ławkę obok - kozła, spadając na swój łeb, i tylko numer butów swoich kobietom pokazał! Aurora odsapnęła przez moment - widzi, że facet leży i jęczy; krzyknęła do niego, chcesz moją komórkę?, to ją łap draniu, i rzuciła komórką w niego, komórka odbiła się od jego obolałej głowy, i spadła obok rozbłyskując białym oślepiającym światłem.
Dobiegłem do kobiet już po całej akcji i krzyknąłem; biegiem za mną, polecieliśmy w przeciwnym kierunku, skąd ten facet nadbiegł, już po chwilę wybiegliśmy z parku, więc skręciłem z kobietami w wąską jednokierunkową uliczkę, po około trzystu metrach jeszcze raz skręciłem w prawo, i niedługo po tym jeszcze raz w prawo - wybiegając na główną ulicę, spojrzałem w bok, w kierunku Forda, do którego właśnie kierował się pantera.
Dobiegliśmy do niego, kiedy on drzwiczki Forda otwierał, wskoczyliśmy do samochodu i czekamy, aż pantera go odpali, co wam się stało?, zgrzani jesteście, jak lisy w czasie polowania. Ruszaj koleś, rzekłem mu - później ci opowiemy co się w parku tak naprawdę stało, pantera wolno samochód wprowadził w sznur pojazdów ciągnących się wolno główną ulicą. Wleczemy się, w tym sznurku pojazdów dość długo, w końcu zniecierpliwiony pantera nie wytrzymał i krzyknął, aż Małgorzata podskoczyła; opowiadajcie do jasnej cholery, to całe zdarzenie! Aurora krótko panterze streściła akcje z telefonem, on chwilę pomyślał i w końcu rzekł; wygląda to mi raczej na złodzieja, albo na celowe działanie, co o tym myślisz Onuris?, hm; raczej złodziej, choć nie można wykluczyć celowego działania, niedługo się o tym przekonamy, a ty skąd wiedziałeś którędy biec - tak, by zmylić niewykluczonych obserwatorów?, znasz Łódź?, skąd?, po prostu mam dobrą orientacje w terenie, w nieznanych miastach, lasach, idt w końcu razwiedczykiem byłem, i to niezłym ponoć, dodałem ze śmiechem tak, by atmosferę ciut rozrzedzić, no tak – wiem, szepnął jeno sobie pod nosem pantera ...
Małgorzata siedziała jakaś markotna, w końcu nie wytrzymała i wypaliła z dwururki, jednocześnie; kim wy do jasnej cholery jesteście?, ganiają za wami jakieś zbiry z pukawkami, ciągle przed kimś uciekacie, ba - zawsze was ktoś goni, teraz znowu ktoś chce was dopaść, co wynika z akcji w parku, mnie porywacie od rodziny i wywracacie całe moje życie do góry nogami, co tu jest tak naprawdę grane? Ej! Nie przesadzaj Małgorzato, po prostu znalazłaś się nie w tym czasie, i nie w tym miejscu, jak doszło do tych wydarzeń, odrzekłem jej krótko. Po chwili milczenia, pytam ją poważnie: Małgorzato, chcesz wiedzieć kim jesteśmy i co robimy?, znasz może dialogi z sensacyjnych filmów amerykańskich?, nie bardzo, a o co w nich chodzi?, o nic ważnego, ale gdybyśmy ci powiedzieli; kim jesteśmy i co robimy, to byśmy musieli ciebie zabić, i się roześmiałem na cały głos! A Małgorzata do mnie; to jest, aż takie śmieszne?, nieee, ale milutka prawdopodobne – nic mi na to nie odrzekła.
Po dłuższej chwili milczenia Aurora się do niej zwróciła; dziękuję ci Małgorzato za wsparcie w parku, ostatnio ciągle mnie przed kimś ratujesz, nie ma sprawy odrzekła Małgorzata, ty też byś to zrobiła dla mnie, o ile się nie mylę, a mylę się?, na pewno nie, z uśmiechem odpowiedziała jej Aurora - atmosfera ciut jakby zelżała, i się milszą zrobiła.
Zróbcie kochani coś, bym do domu swojego przedzwoniła - bardzo, was proszę; ode mnie z domu przedzwonisz, z liniowego telefonu, tylko pamiętaj Małgorzato; ani mru, mru, o tych akcjach i gdzie teraz obecnie jesteś przez telefon i później też, po prostu musiałaś nagle wyjechać w delegację, nikomu nic nie tłumacz tylko pozdrów wszystkich i powiedz, że w czwartek lub piątek wracasz, dobrze?, tak odpowiedziała panterze Małgorzata – żadnych tkliwości przez telefon, ok. żadnych, cichutko szepnęła załamana prawie, takim oświadczeniem - Małgorzata!
Dojeżdżaliśmy do domu pantery, na podwórze wyszła jego mama-Justyna, przywitała się z Aurorą, a do Małgorzaty się zwróciła; a ty malutka to kto?, Małgorzata J. jestem, a z nimi zabrałam się tylko przez czysty przypadek, nawet ich dobrze nie znam!
Moja droga Małgorzato, zwróciła się do niej Justyna, nie ma przypadków w naszym życiu, są tylko nieprzewidziane sytuacje, zdarzenia, choroby, cierpienie, itd. ..., czy myślisz Małgorzato, że rzeźbiarz tworzy rzeźbę?, malarz obraz, itd. otóż moja droga nieee, on ją tylko odzyskuje z materiału, w którym ona już była i jest ukrytą; malarz maluje kontury, które tylko na płótnie on sam widzi - myślisz, że to jest jego twór?, jego fantazja, wyobraźnia, wena?, nieee, moja droga, to jest jego boskie natchnienie, bo przecież pierwszym twórcą, jak sama wiesz, jest tylko BÓG, a niszczycielem jego DZIEŁA jest szatan-Lucyfer, strącony tu na tą piękną ziemię, po to tylko, by tą ziemię za pomocą naszej; arogancji, ignorancji, ohydy naszej natury – niszczyć ją, wręcz dewastować!
Przepraszam cię milutka, a za co ty Małgorzato Biblie naszą uważasz?, czy nie za Księgę natchnioną?, tak! A widzisz moja piękna nieznajoma; poezja czym dla ciebie jest?, a nasze życie czym jest?, a wszystko co się wokoło nas dzieje, itd - czym jest?, wszystko moja droga jest boskim-naszym natchnieniem, przez nas BÓG; tworzy, pisze, odtwarza dalsze koleje życia tej ziemi i jej mieszkańców, obojętnie jacy i kim oni by tu nie byli - tak moja droga; nasze pytania, jak i nasze odpowiedzi, nasza wena, miłość, jak i nasza twórczość, wiedza, mądrość, która dotyczy tak; rzeźbiarza, malarza, poety; jak i kucharki, pracownika umysłowego, fizycznego, etc. boskim rozwiązaniem jest, nie sądzisz?
Małgorzata była zaskoczona takim przywitaniem, wiec tylko się uśmiechnęła i grzecznie odpowiedziała Justynie – chyba ma pani rację – chyba dziecko?, spytała Justyna z uśmiechem, będziesz miała tyle lat co ja, i przeżyjesz podobne sytuacje co ja, zdarzenia, to zrozumiesz że już kiedyś ci ktoś na ten temat coś powiedział. Pamiętaj Małgorzato, nic nie jest takie, na jakie wygląda, jakim go ty widzisz; i nic nie jest tym, na co wygląda, ponieważ wzrok nas mami, ale moja droga - serce, nie! Wszystko co w sercu i z serca - pamiętaj, od BOGA pochodzi, i jest boską myślą-dziełem, jak i nasza codzienna twórczość; to prawda Justyno, to prawda dodałem i wziąłem Justynę pod rękę, by do domu wprowadzić ją, jak śliczną i bardzo mądrą panienkę.
W domu, po odświeżeniu się wszystkich przyjezdnych, zasiedliśmy do późnego śniadania, pantera jadł z samego rana - więc, teraz tylko o kawę i ciasto poprosił mamusię, ja herbatę ziołową popijałem cierpliwie, tylko panie rozkoszowały się wspaniałymi wiejskim darami natury i gospodarskich wyrobów kulinarnych. Po śniadaniu Justyna wzięła Małgorzatę pod rękę i weszły do pokoju jej najmłodszej córki Izabeli; pantera mi mówił Małgorzato, że potrzebujesz troszkę ciuszków na zmianę, moja córka ma tu nowiutkie ciuszki, które kupiła sobie przed wyjazdem do Francji na stałe, i ani razu ich nawet nie założyła, kibić ma taką jak ty, więc wybieraj sobie z tego wszystkiego, co tylko ci się tu podoba. Justyna nagle otworzyła szafę trzydrzwiową na oścież - Małgorzata, zaniemówiła. Kiedy ona w tym wszystkim chodziła?, – oj milutka, to jest tylko skromna część jej zaopatrzenia, resztę zabrała ze sobą do Francji, i roześmiały się obie panie na cały głos, aż na dole panowie odruchowo zerknęli w stronę schodów wiodących na górę. Po dłuższej chwili zeszła Justyna z Małgorzatą ubraną, jak księżniczka z bajki: O Kopciuszku, pięknie, gustownie wystrojona, lśniąca, czarująca, i wesoła, jak szczygiełek na wiosnę, aż Rusłan poderwał się z krzesła i krzyknął donośnym głosem, ależ jesteś podobna Małgorzato do mojej córki Izabeli - szok! Pantera też zgodził się z ojca zdaniem, ja tylko dodałem, ależ twój chłop Małgorzato ma szczęście w swoim życiu, takie piękno dostać, to trzeba chyba z samym BOGIEM sztamę trzymać, nie sądzisz pantera?, jakby ci tu rzec Onuris, zastanawiał się chwilę pantera - zgadzam się z tobą całkowicie Onuris!
Małgorzata podeszła do nas rozpromieniona i rzekła, jak zawsze wiecie co mi rzec, by mnie pocieszyć, to nie pocieszenie moja droga damo, oni mówią szczerą prawdę, poparł tu nas ojciec pantery. Jesteś moja droga, jak malowana dama z obrazu Leonardo d'Vinci: „Ginevra Benci” - dodała Justyna, a na to spostrzeżenie Małgorzata już nic nie odpowiedziała, tylko zapłonęła na twarzy kolorem pięknej szkarłatnej róży!
Pantera, jak zawsze w takich chwilach, zimny drań - powiada, mam dla was kobiety propozycję, pogoda jest piękna, więc tak; jazda konna, czy bryczką jazda po okolicy?, a kto powozi spytała Małgorzata delikatnie?, mój tatko, bo my z Onurisem mamy coś jeszcze do zrobienia przed obiadem w terenie. Ty Małgorzato przed wycieczką jeszcze, możesz przedzwonić do swojego rodzinnego domu, masz w pokoju mojej siostry Izabeli na górze telefon, lub ten tam w holu, więc nie krępuj się tylko zadzwoń i bardzo krótko powiedz to, o czym już rozmawialiśmy, tylko bez zbędnych słów, ok?, tak, odrzekła Małgorzata, i poszła na górę do pokoju Izabeli przedzwonić do swojego męża.
Tatko, zwrócił się do ojca pantera, tylko nie szalej z nimi, jak to lubisz czynić, bo Małgorzata chyba niezwyczajną jest takiej szaleńczej, jak ty lubisz - jazdy, spokojna głowa synu, odrzekł mu ojciec, wiem co mam czynić, by te dwie piękne damy uszczęśliwić - zapewne, tylko z uśmiechem dodał pantera. No to do mustanga Onuris; musimy coś załatwić, i to jeszcze przed obiadem, wskoczyłem do Forda za panterą i ruszyliśmy do?, właśnie pantera, a dokąd tym razem jedziemy?, do Brzeziny, do mojego bardzo wspaniałego i pomysłowego przyjaciela – Karola, ok. więc jazda! Mustang; zadrżał, zarżał, i ruszył z kopyta pełnym cwałem!
Inne tematy w dziale Kultura