ekonomista  grosik ekonomista grosik
66
BLOG

W pewnej pięknej hacjendzie i nie tylko ...

ekonomista  grosik ekonomista grosik Kultura Obserwuj notkę 2

W Brzezinie poznałem przyjaciela pantery - Karola, który był w moim wieku, i też był w naszym zakonie - przechodził, podobną inicjację i wtajemniczenie, co ja - więc, przypadliśmy sobie do gustu od pierwszej chwili poznania się. Pantera odebrał od niego jakąś przesyłkę dla Mistrza, a ja już z Karolem przy kawie i kieliszku whisky, korzystając z chwili milczenia, zapytałem go, o krótką historię jego bardzo starego miasteczka.

Pantera tylko nosem zakręcił, bo ten temat go w ogóle nie rajcował, ale nic na to nie odpowiedział, znając mój sentyment do takich miejscowości i ich historii.

Karol popijając od czasu do czasu whisky i pykając fajeczkę zaczął mi opowiadać:

Brzeziny teraz, to około 11 tysięczne miasto, położone na wschód od Łodzi, jak już sami z pewnością zauważyliście leży w dolinie rzeki Mrożycy, z osady wiejskiej w XIII wieku przekształciło się w znaczący ośrodek miejski . Pierwszą wzmiankę potwierdzającą miejski charakter Brzezin spotykamy już w 1332 roku, w dokumencie Władysława Siemowitowicza - księcia dobrzyńskiego i łęczyckiego. Najwcześniejsza informacja o Brzezinach jako siedzibie powiatu pochodzi z 1386r. i dotyczy sądownictwa. Niewątpliwie wczesny rozwój miasta związany jest z handlem i korzystnym położeniem osady na szlaku drogi toruńsko-ruskiej. Intensywny rozwój Brzezin przypadł na okres od II połowy XV do początków XVII wieku... W okresie tym Brzeziny były znaczącym ośrodkiem produkcji rzemieślniczej, nakładczej sukienniczej i krawieckiej, także piwowarskiej. Obszerniejsze dane na temat rozwoju rzemiosła pochodzą z połowy XVI wieku. Według opinii S. Sarnickiego z 1585r. Brzeziny były miastem "znakomitym, z wybornymi rzemieślnikami i sławnym". W tym okresie w mieście funkcjonowało około 300 warsztatów, a Brzeziny były najważniejszym centrum produkcji sukna w Polsce. W XVI w. w Brzezinach pojawili się Szkoci. Ich głównym zajęciem było browarnictwo. Natomiast pierwsza wzmianka o ludności pochodzenia żydowskiego pochodzi dopiero z 1736r. Żydzi zajmowali się kupiectwem, ale także i rzemiosłem. W 1752r. osadzają się w brzezinach koloniści niemieccy, przeważnie rzemieślnicy. Procesy rozwojowe miasta zahamowane zostały w II połowie XVII wieku. Upadek gospodarczy naszego miasta-jak wielu miast w Polsce trwał do siedemdziesiątych lat XIX wieku.

To wszystko tak w krótkim zarysie - powiedz mi jeszcze, co można u was z zabytków; zobaczyć, zwiedzić, etc?

Co warto zobaczyć i zwiedzić, itd?, hm;

Murowany, gotycki kościół parafialny p.w. Podwyższenia Krzyża Świętego należy do najcenniejszych zabytków Brzezin. Został ufundowany w 1321 roku, wzniesiono go jeszcze w pierwszej połowie XIV stulecia. Był wielokrotnie przebudowywany i restaurowany. Dziś łączy w sobie elementy stylowe gotyku, renesansu i baroku Architektonicznie najciekawszą i najpiękniejszą częścią tej jednonawowej świątyni jest renesansowa kaplica ufundowana w 1534 roku. przez Stanisława Lasockiego. Kopuła z latarnią wzorowana jest na bazylice św. Piotra w Rzymie.

Na uwagę zasługują również barokowe organy z drugiej połowy XVII wieku a z wyposażenia - dwie kropielnice gotyckie, obraz Chrystusa na Krzyżu z Matką Boską i św. Janem z pierwszej połowy XVIII wieku, rzeźby: św. Mikołaja z Bari z początków XVI stulecia i Chrystusa w Ogrójcu, a także; srebrny relikwiarz w kształcie krzyża zdobiony herbem Brzezin i datą 1628 roku oraz monstrancja wieżyczkowa z pierwszej połowy XVII wieku.

Zespół klasztoru o. Reformatów;

pierwotny zespół klasztoru Reformatów w Brzezinach został ufundowany w 1627 r. Niedługo później stanęły tu drewniane; kościół i zabudowania klasztorne.

W miejscu gdzie dziś stoi kościół, w dniu 18 lutego 1627 r. uroczyście zatknięto krzyż fundacyjny. Kacper Lasocki miał wznieść klasztor, jako pokutę za swoich przodków, którzy sprzyjali reformacji, jednak drewniany zespół klasztorny stanął dopiero po śmierci fundatora, tj; w 1639 r. za sprawą Adam Wolskiego i jego żony, współwłaścicieli miasta. Obecny murowany zespół klasztorny powstał, w początkach XVIII stulecia, został on ufundowany przez Adama i Teofilę Lasockich. Kościół ukończono i poświęcono w 1700 r. a klasztor kilka lat później. Zabudowania klasztorne opasano murem w 1736 r: Jest też Kościół p.w. św. Ducha w Brzezinach został wzniesiony w latach 1737 - 1750 z fundacji Józefa Lasockiego dla brzezińskiego konwentu sióstr Bernardynek. Murowana świątynia stanęła w miejscu pierwotnej, drewnianej, wzniesionej w XV stuleciu. Jest barokową budowlą jednonawową, z prostokątną nawą o zaokrąglonych narożach we wnętrzu i węższym prostokątnym prezbiterium zwróconym na zachód, na przedłużeniu którego wzniesiono dwa pomieszczenia; od północy parterową kruchtę, a od południa – zakrystię. W barokowym wystroju wnętrza szczególną uwagę zwraca umieszczony w ołtarzu cenny obraz z XVII stulecia, przedstawiający Matkę Boską. A drewniany kościół p.w. św. Anny w Brzezinach został wzniesiony w 1719 r. z fundacji mieszczanina brzezińskiego Stanisława Bujakiewicza.

Świątynia ta jest co najmniej trzecią budowlą w tym miejscu. Najstarszy, również drewniany kościół powstał tu zapewne w XV stuleciu. Przez stulecia przy tej świątyni istniał plac św. Anny. Z kolei w 1616 r. ówczesny wojewoda podlaski Stanisław Warszycki ufundował tu nową murowaną kaplicę, której istnienie odnotował w 1691 r. podróżnik z Inflant Ulryk Werdum.

Istniejący dzisiaj kościół modrzewiowy, to jednonawowa budowla z węższym prostokątnym prezbiterium zwróconym na południe, która została dobudowana do starszej murowanej kaplicy (jej fragment widoczny jest od wschodu). Nakryta jest dachem dwuspadowym o obniżonej kalenicy nad prezbiterium i kryta jest gontem. Północny szczyt świątyni wieńczy wyjątkowo prosta, nakryta również gontem wieżyczka sygnaturki.

Wewnątrz, warto również zwrócić uwagę na cenny obraz w ołtarzu głównym, przedstawiający Świętą Trójcę, pochodzący z pierwszej połowy XVII wieku, a także obrazy św. Walentego i św. Barbary oraz rzeźby nieznanej świętej z pierwszej połowy XVII stulecia i Anioła z chustą św. Weroniki.

Zachowała się także gotycka kropielnica z wyrytym na niej krzyżem, łukiem i strzałą. Obok kościoła św. Anny stoi piętrowa; XVIII-wieczna drewniana dzwonnica konstrukcji szkieletowej, wzniesiona na murowanym fundamencie i nakryta dachem namiotowym. Z kościoła św. Anny pochodzi nieduża drewniana rzeźba św. Weroniki z chustą przy twarzy, o charakterze ludowym z XVIII w., która obecnie znajduje się w brzezińskiej farze, w renesansowej kaplicy Lasockich.

Jest też u nas Muzeum Regionalne;

Brzezińskie muzeum posiada działy: Archeologii, Etnografii, Sztuki, Historii z Numizmatyką i Dział Oświatowy. Zgromadzono tu łącznie ponad 5200 eksponatów ilustrujących historię i kulturę regionu. Do najciekawszych eksponatów należą: zabytki żelazne z okresu rzymskiego I - II w. n.e., skarb srebrnych monet z XIV- XV w. odnaleziony w Dmosinie, kolekcja brzezińskich strojów ludowych, wyroby plecionkarskie i kowalstwa artystycznego oraz zbiór obrazów miejscowej malarki - prymitywistki Henryki Hakowej.

No i są też cmentarze:

Cmentarz rzymsko - katolicki;

Cmentarz ewangelicki;

Cmentarz żydowski.

Wiesz, nasze miasteczko jest bardzo prężnym miasteczkiem, bo i władze miasta są bardzo odpowiedzialne za to co czynią, a czynią to jak widzicie bardzo dobrze!

A ty Onuris coś taki ciekawy historii mojego miasteczka?, chcesz tu na stale się zwalić, i tu zamieszkać?, - nieee Karolu, gdyby tak było, tobym musiał mieszkać w każdym miasteczku, którego historia mnie; ekscytuje i fascynuje – wiesz Karolu, bardzo króciutko, by w następnym zamieszkać, i w następnym, i w następnym, itd. Lubię historyczne małe miejscowości z ich piękną architekturą, krajobrazem, i bardzo pięknymi tradycjami, taką mam nieodpartą chęć poznania wszystkiego; co widzę, czego dotykam, podziwiam, kontempluję to, a ty nie?, raczej nie - choć nie powiem, historię swojego miasteczka znam bardzo dobrze, ale żeby mnie inne interesowały, czy wręcz fascynowały z tego powodu, to raczej - odpada!

Widzisz Karolu, a mnie takie historie fascynują i dlatego wszystkich męczę, by mi coś o sobie i o swoich miasteczkach opowiedzieli, tak poznaję; ludzi, ludzkie charaktery, historie ich, i ich miejscowości. Uważam Karolu, że każdy z nas mieszka tam, gdzie mu jego charakter na to pozwala, np; ja nie potrafiłby zamieszkać w dużym mieście, bo bym się w nim dusił niewyobrażalnie.

A gdybym dzisiaj miał więcej czasu, to bym tu ciut pozwiedzał to i owo, ale zaraz musimy wracać do pantery hacjendy, wiec zwiedzanie odłożę sobie na inny czas – dobrze, rzekł Karol, wiec zapraszam do mnie Onurisie ciebie wraz z rodziną, tylko mnie uprzedź gdybyś tu się wybierał, ok?, nie ma sprawy, jesteśmy umówieni.

Karol, zwrócił się pantera do przyjaciela, kiedy organizujesz kurs przetrwania i szkolenie kung-fu?, dlaczego pytasz?, mamy prawdopodobnie damę do szybkiego i intensywnego przeszkolenia, i my też z Aurorą, Onurisem, ciut sobie odświeżymy pewne ćwiczenia i uderzenia, oraz poprawimy swój wygląd zewnętrzny oraz sampoczucie, prawda Onuris?, prawda! - Klaty mamy, jak rozdeptany karton – dodał pantera, a nam się nie godzi tak wyglądać, poza tym, lata mój drogi lecą i tracimy na szybkości, prawda Onuris?, oj! Przepraszam pantera, mów bracie za siebie, bo ja się nie czuje wolniejszym, jak na razie. Karol nagle uderzył panterę w klatkę piersiową z szybkością błyskawicy, tylko że ręka jego zahaczyła o powietrze, wszak pantera zrobił nagły zwrot bokiem i cis poszedł mimo, w tym samym momencie pantera złapał rękę Karola przed nadgarstkiem i siłą jego ciosu przewinął Karola o 360 st. Karol spadał na obie przykucnięte nogi i przyczaił się do powrotnego skoku na panterę, ale w końcu rozprostował ciało i ze śmiechem rzekł; ty jesteś wolny - bajarzu?, jesteś jak zawsze bajarzem, poza tym przyjacielu, daleko ci do starości i wolnych ruchów, bo twoje ruchy odpowiadają twojej ksywie, tak samo, jak śnieżna pantera, ty jesteś zwinny.

A jeśli chcecie naprawdę wziąć udział w obozie przetrwania i szkoleniu kung-fu, to zapraszam jesienią; koniec listopada początek grudnia, pora w sam raz dla morsów i roześmiał się szczerze, ok. odparł pantera, będziemy! A co do dokładniejszej daty, to jeszcze się zdzwonimy telefonicznie, ok?, dobrze, odparł wesoło Karol.

A ta dama o której tu mi prawisz, jak jej?, Małgorzata dorzuciłem od siebie, wie już pantero, że ma u mnie trenować?, nieee, ale się dowie, ma dziewczyna zacięcie do tego typu sztuki – lubi też, jak ją adrenalina maksymalnie pobudza, mówię ci, żywioł kobieta – zresztą, jak ją poznasz sam zrozumiesz.

Wiesz Onuris co?, to samo było z Aurorą, przywiózł ją tu do mnie, i tu ją cwaniaczek zostawił - sam odjeżdżając w siną dal bez słowa wytłumaczenia się, a ona dopiero ode mnie się dowiedziała, po co tu przyjechała, co takiego?, spytałem Karola, a tak!

Przepraszam panowie, to Aurora zna kung-fu?, kung-fu zna, kapuere, przecież była pięć lat w Brazylii, a tam by się nie nudzić poznała ten wspaniały taniec - ty Onuris myślisz, że ona gapami jest karmioną?, nieee, to nie tak, ale w parku, co tam w parku dodał szybko, a nawet zbyt szybko pantera, w parku było w parku; jeszcze jej nie widziałeś w akcji, gdzie tego naprawdę sytuacja wymaga!

Jejku, dzięki żeście mi to powiedzieli, bo nie chciałbym, by mi za moje umizgi do niej czymś przywaliła niespodziewanie, a co macie na pieńku z sobą Onurisie?, nieee, ale czasami lubię jej prawić komplementy, a ona udaje, że ich nie cierpi, ale w końcu, by mi to udowodnić może mnie gruchnąć niespodziewanie; tu i tam, przecież to rozumiecie, prawda?, pantera i Karol ryknęli śmiechem, więc i ja im zawtórowałem - ano wiemy! Dodali, jak na komendę ...

Pożegnaliśmy się z przyjacielem pantery i wróciliśmy pełnym gazem do hacjendy Rusłana, tuż przed samym obiadem.

Panie były po wycieczce już odświeżone, wystrojone jak laleczki, i czekały niecierpliwie na nas, a może tylko na obiad, którego bez nas by nie dostały, taki rygor był w rodzinie Justyny i Rusłana – przy stole musiał być komplet domowników, dopiero dania były podawane na stół! Wpadłem do łazienki odświeżyłem się szybko, zmieniłem koszulę i wróciłem do stołowego, siadając do stołu, przy którym wszyscy prawie już siedzieli, brakowało teraz tylko pantery, więc kobietom streściłem część rozmowy naszej z Karolem, właśnie kończyłem opowiadanie, gdy wszedł do stołowego pantera!

Justyna wstała z Aurorą i wyszły obie do kuchni - pantera siadł, i zapytał; wszystko już opowiedziałeś, prawie, lekko dodałem, ok. Pogadamy o tym później ... , podano do stołu same smakowitości, rosół, ziemniaki, sosy, sałaty, mizerię, wino, ciasta, desery, których już teraz sobie nie odmówiłem, w końcu kac przeszedł do historii mojego gościnnego picia, ponieważ piłem tylko przy wyjątkowych okazjach.

Po obfitym wiejskim obiedzie; Justyna wzięła Małgorzatę pod rękę i wyprowadziła ją na pogaduszki, a my we trójkę omówiliśmy sobie to, co mistrz przez telefon rzekł Aurorze w łódzkim parku ... Miedzy innymi mistrz kazał wybadać dobrze Małgorzatę i wszystko to, co się wiązało z Małgorzatą i jej życie prywatnym, jak dojdziemy do wspólnego wniosku, że się nadaje, to mamy ją przygotować w/g reguły naszego zakonu i wciągnąć ją do naszego stowarzyszenia, oczywiście tylko za jej wyraźną zgodą.

Wieczorem, tuż przed kolacją Aurora na osobności, w trakcie spaceru wybadała Małgorzatę, jak tylko umiała i nam doradziła byśmy ją do Golina wydelegowali na kilka dni z Małgorzatą, to wówczas pozna ją bliżej i określi, czy ten materiał będzie nam do twarzy pasował. Pantera od razu wyraził sprzeciw, wszak nas ścigano i mieli ci panowie, którzy nas w Golinie dopadli nasze zdjęcia, więc Małgorzata i jej rodzina byłyby w bardzo dużym niebezpieczeństwie, to zbędne ryzyko rzekł pantera, co ja też potwierdziłem.

Małgorzatę wybada dziewczyna nieznana i przypadkowo niby przez Małgorzatę poznana, która do Golina zawita na staż do jednego z Urzędów Miasta. Ta przypadkowa znajoma miała być jedną z dziewczyn z obstawy mistrza, ta którą prawdopodobnie poznaliśmy już w Toruniu, w mieście Kopernika, przynajmniej tam, gdzie on jest teraz tylko na piernikach!

Nad tym, kto będzie dociekał o życiu prywatnym Małgorzaty daliśmy sobie na razie spokój – mistrz podejmie stosowną decyzje, w stosownej ku temu chwili.

Po kolacji przedzwoniłem do swojego domu z wyjaśnienie mojej przedłużającej się nieobecności, i do domu szefa – nałgałem mu krótko tak, że mnie do niedzieli bezpłatny urlop dał, i to bez szemrania, z czego osobiście byłem, niezmiernie uradowany.

Około dwudziestej przyjechało do nas po przesyłkę dwóch gości i dziewczyna; ona, na sportowo ubrana, wysoka, szczupła blondynka, o długich do łokci włosach i chabrowych łagodnie patrzących oczach, poruszająca się jak kotka przed atakiem natręta.

Jeden z facetów, był to wysoki dobrze zbudowany typek, o przekrwionych lekko zielonkawych i przenikliwych oczach – szatyn, ubrany w czarny dobrze skrojony i dopasowany garnitur.

Drugi troszkę niższy i szczuplejszy gość, o gibkiej sylwetce, ciemno-błąd włosach, i ruchliwych piwnych oczach, ubrany był w dżinsy i gruby sweter, jakby mu zimno było, obaj byli, przeciwieństwem swoich postaci i obaj mrukliwi i nieufni co do otaczającego ich świata, przynajmniej takie ja odniosłem wrażenie - obserwując ich bacznie.

Rusłan zaproponował im drinka, ale odmówili, poprosili tylko o wodę z sokiem żurawinowym, wypili ją nie siadając i zwrócili się do pantery, czy mogą pogadać z nim; sam na sam. Pantera spojrzał po nas z lekkim wahaniem, w końcu wziął ich do ojca gabinetu - tam pogadali o tym, o czym mieli pogadać - wzięli przesyłkę, wychodzą tylko pożegnali się słowami, o jakimś dziwnym akcencie: BÓG z wami, i odjechali czarnym, jak smoła BMW.

Pantera, Aurora, ani ja nigdy ich nie widzieliśmy, gdy pantera podszedł do mnie zapytałem go; co to za goście, i co jeszcze chcieli oprócz przesyłki, nic nie chcieli więcej; odrzekł pantera, tylko mi przekazali słowa mistrza, ale o tym później wam opowiem – przeprosił mnie na moment i wszedł ponownie do gabinetu ojca!

Wszedłem do jadalni gdzie siedział sam Rusłan, to co Onuris; po kieliszku whisky?, ok. tylko później, żeby nie było po flaszce, bo znowu dam ciała i się roześmiałem z jego zaskoczonej miny. Nieee, tym razem wypijemy po pańsku tak, by nie stracić kontroli nad pożądaniem i zaspokojeniem – uważam, że lepiej zostawić niedosyt, jak przesyt formy nad treścią - tak, tu się z tobą Rusłan zgadzam, i nawet to powiedzonko mi się podoba - obaj wybuchnęliśmy krótkim śmiechem.

Po godzinie wróciła Justyna z Małgorzatą i Aurorą, po nich krótko wszedł też pantera, co planujemy na jutro?, zapytał od drzwi, a co ty nam byś zaproponował?, wyszeptała Aurora, hm; rano, krótki trening na siłowni, którą mam w piwnicy, po obiedzie spacer po okolicy, a pod wieczór, konna przejażdżka też po okolicy, i co wy na to?, fajnie krzyknęła z zapałem Małgorzata, to mi się nawet bardzo podoba, co prawda nigdy na siodle konno nie jeździłam, ale sprobuje, co mi tam - wszyscy, wybuchnęli gromkim śmiechem, właśnie co ci tam; dodała śmiejąc się do łez Justyna ...

Późnym wieczorem już po obrządku położyliśmy się wszyscy spać, długo nie mogłem usnąć, coś mnie wewnętrznie dręczyło, jakiś niezrozumiany przeze mnie niepokój, przeczucie, czy coś w tym podłym stylu! Walałem się po miękkim łożu z boku na bok, liczyłem; barany, chmurki, kopki siana, i nic ..., dopiero ciut nad ranem zasnąłem snem sprawiedliwego.

Obudził mnie pantera waląc łyżką w pokrywkę od jakiegoś gara, zerwałem się jak oparzony i zamroczony snem patrzę, co się dzieje. Pantera śmiejąc się do łez z mojej szybkości wstawania, nie mógł słowa wymówić. Jejku powiadam mu; chcesz bym zawału dostał i ci tu padł, jak szczygiełek z gałęzie wysokiego drzewa?, a ten pajac jąkając się powiada; wszyscy w jadalni już są, i tylko na ciebie czekają, by coś smacznego zjeść, która to godzina?, pytam pantery, jak to która?, po ósmej, o w morde odrzekłem chrapliwym jeszcze głosem, noc miałem bardzo ciężka i dlatego zaspałem - rozumiem, odparł pantera i wychodząc z mojego pokoju dodał, pospiesz się, ok! Jasne, przecież innego wyjścia nie mam, rzekłem zaraz za nim.

Szybko wpadłem do łazienki; szast prast i jestem w jadalni, aaa, toż się pan wyrobił, zaśmiała się Justyna, chciałem jej coś rzec na usprawiedliwienie, ale ona pierwsza; wiem noc miałeś bardzo ciężką?, tak, niestety - odrzekłem Justynie krótko.

Po śniadaniu pantera ogłosił dwie godziny dla każdego z nas na swoje przemyślenia i załatwienie niezbędnych swoich spraw - później, rzekł stanowczym głosem; spotkanie na siłowni, co mnie ciut zmartwiło, wszak najchętniej bym się walną i pospał sobie do obiadu - cóż począć, namówiłem panie na spacer i ruszyliśmy alejką w stronę głównej drogi, do której było coś, ponad dwa kilometry od hacjendy.

Wracając ze spaceru, na którym Justyna nam opowiadała o swoim rodowym dworku, rodzinie i gospodarstwie, gdzie obecnie gościmy. Na tej alei w drodze powrotnej, dorwał nas listonosz, wręczając pani z hacjendy gazety i listy. Aurora wzięła gazetę z rąk gospodyni, rozłożyła ją sprawnie i po chwili, zaczęła głośno czytać; "wczoraj w okolicach Strykowa doszło do makabrycznego w skutkach wypadku z niewiadomych przyczyn kierowca i dwóch niezidentyfikowanych mężczyzn z dużą prędkością zjechało z szosy i uderzyło w przydrożne drzewo samochodem marki: Pontiak – kierowca i dwaj pasażerowie ponieśli śmierć na miejscu - samochód skasowany!".

Aurora spojrzała na mnie z wypiekami na policzkach bardzo tajemniczo, na Małgorzatę, i po chwili zastanowienia się, powiedziała; wracajmy szybciej moi mili do domu, bo czas nagli! ...

skromny - kochający wiedzę, i ludzi tolerancyjnych ...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Kultura