Dochodziliśmy do hacjendy, gdy w tym samym czasie na progu stanął pantera, jakby nas z dużą niecierpliwością oczekiwał; co się stało?, pierwszy zapytał mnie pantera patrząc jednocześnie na twarz poruszonej Aurory, Aurora bez słowa podeszła do niego i wręczyła mu poranną gazetę. Pantera zerknął na stronę tytułową, przeleciał wzrokiem artykuł o wypadku i zwrócił się do mnie i Aurory, wy dwoje za mną do gabinetu, a ty Małgorzato przygotuj się do wyjazdu, ok? - dobrze, odrzekła zaskoczona jego słowami Małgorzata.
Aurora i ja weszliśmy za panterą do gabinetu, pantera dochodząc do biurka, nagle odwrócił się i rzekł; słuchajcie, jak się domyślaliście dostałem wiadomość od Mistrza, ty Auroro miałaś zawieźć Małgorzatę moim mustangiem do Golina, a ja z Onurisem mieliśmy w razie czego odciągnąć od was tych trzech typów znanych nam z Golina. Teraz jednak sytuacja się zmieniła, więc ty Auroro odwieziesz bezpiecznie Małgorzatę do domu, ok?, tak - później pojedziesz do Gdańska, tam spotkamy się w tym samym hotelu co poprzednio, ok?, oczywiście! Macie godzinę na spakowanie się i w drogę ruszajcie, ja z Onurisem zbadamy ten wypadek w Strykowie, gdzie mam znajomego w tamtejszej policji, by się upewnić, czy nie zaszedł zbieg okoliczności, i że ci trzej, to są tymi samymi typami, którzy nas chcieli dopaść w Golinie, rozumiecie?, tak - nie cierpię niesprawdzonych dokładnie nekrologów dodał pantra.
Aurora pierwsza wyszła z gabinetu przygotować się do wyjazdu, a ja po chwili rozmowy z panterą, również poszedłem spakować swój dobytek podróżny. W dwadzieścia minut byłem gotowy do drogi, wiec wyszedłem przed hacjendę, pantera w tym czasie widzę sprawdził dokładnie oba samochody, czy ktoś prezentów nam nie podłożył lub innych ciekawych gadżetów, widząc mnie uśmiechnął się, i rzekł; wolę na zimne dmuchać, jak się choćby ciut poparzyć, i słusznie odpowiedziałem mu z uśmiechem. A paliwo i olej uzupełniłeś?, koło zapasowe sprawdziłeś?, rzuciłem delikatnie pytania w jego kierunku, tatko wczoraj jeszcze uzupełnił baki do pełna i olej wymienił, wiec jesteśmy gotowi do drogi?, tak!
Po chwili wyszli z hacjendy rodzice pantery, a za nimi z pakunkami Aurora i Małgorzata, zaczęło się to, czego najbardziej nie cierpię, tj; ceremoniału pożegnania. Justyna i Rusłan wyściskali Małgorzatę dając jej na drogę coś z wiejskich wyrobów do jedzenia, później przyszła kolej na Aurorę - jejku, łezka się w oku zakręciła kobietom, a i ja dobry humor straciłem żegnając się z Małgorzatą, bo teraz nie wiedzieliśmy, czy jeszcze się kiedyś spotkamy, wszystko było w rękach Mistrza, o czym tylko my troje wiedzieliśmy.
Małgorzata wyszeptała; zobaczymy się jeszcze kiedyś, w tym gronie?, nie wiem odrzekłem delikatnie i czule, jak tylko umiałem, i dodałem; wiesz Małgorzato - mam nadzieję, a zresztą, czuję to, że na pewno tak! Uśmiechnęła się przez łzy swoich pięknych oczu i kiwnęła główką, że to rozumie, cóż miałem jej więcej rzec? Los człowieka jest zawsze i wszędzie poplątany, i niepewny, wiec po co sobie obiecywać coś czego nie jesteśmy w stanie; dać, dokonać, spełnić, etc ... Pomogłem się paniom zagospodarować w aucie, i po chwili mustang wyrwał pełnym gazem z podwórka, w stronę głównej szosy; widzieliśmy tylko ręce w szybie samochodu, które jeszcze nam machały na pożegnanie.
Po chwili milczenia Rusłan przerwał to wpatrywanie się w szybko odjeżdżające auto; no moi mili, czas się wziąć do własnych codziennych zajęć, szkoda dnia, nie sądzicie?, oczywiście szepnęła do niego z uśmiechem Justyna, patrząc na syna i na mnie. A wy kiedy wyjeżdżacie do Gdańska?, wieczorem odrzekł szybko pantera, to dobrze - zdążę i wam coś na drogę przygotować smacznego byście głodnymi nie jechali. Mamo, restauracje są po drodze, wiec coś w nich przekąsimy jak zgłodniejemy, co ty synu mi tu prawisz, ochłapy chcecie jeść i mi się jeszcze zatruć jakąś salmonellą?, swojskie wyroby, to nie te z przeterminowanego zielonego mięsa kwasem wywabionego i przyprawami nafaszerowanego, by odoru rozkładu nie wyczuć, jedz to co zdrowe i swojskiej roboty, to pożyjesz bez chorób, a tak?, będzie cię nosiło od szpitala do szpitala - prawda Onurisie?, prawda moja droga pani, prawda!
Widzisz synku?, Onuris wie co dobre i zdrowe, a ty?, bary i restauracje widzisz, i zobacz jak wyglądasz - tymi słowami Justyna rozśmieszyła mnie do łez, wiec tylko rzekłem; pantero słuchaj mamy, ona wie co jest dobre dla nas obu - ok! Krzyknął pantera, bierzemy to, co nam mamusia przygotuje - termosy z kawą i herbatą, też wam przygotuję byście wysuszonej kawy z dolewek w restauracjach nie pili, bo tam wam podadzą fusów do pół szklanki, a jak one opadną, to kawa wygląda jak cienka herbata – masz racje Justyno, rzekłem stanowczym głosem, już nie raz lurą mnie próbowano napoić, więc znam ten ból!
Pantera korzystając z tego, że Justynę zagadałem, wskoczył szybko do domu i po chwili idąc w stronę samochodu krzyknął do mnie, w drogę brachu, bo czas nagli, po chwili silnik BMW zarżał jak rasowy rumak i ruszył cwałem w stronę Strykowa.
W Strykowie samochód zostawiliśmy na parkingu i ruszyliśmy w kierunku posterunku policji, weszliśmy do korytarza i tam zderzyliśmy się prawie, z młodym po cywilnemu ubranym policjantem - pantera?, a ty skąd tu się wziąłeś mój przyjacielu? Danielu, mam do ciebie pewną sprawę, ale pierw daj piąteczkę; przywitali się serdecznie, a ten gość; pantera wskazując brodą na mnie, jest moim bratem, brata masz?, ano mam, kurde, nigdy mi o nim nie wspominałeś, bo sam się o tym niedawno dowiedziałem, tak?, tak! Dobrze, Daniel Borowczyk jestem, Onuris rzekłem - przepraszam, a co to za imię?, normalne, a raczej południowe, aaa rozumiem, przywitał się ze mną Daniel - więc, co to za sprawa pantero?
W Pontiaku zginęło trzech facetów, tak?, tak - możesz pokazać nam ich twarze?, nieszczególnie wyglądają, i jak sam wiesz dla dobra śledztwa, nie wolno mi wam nic o nich mówić, to nic nam o nich nie mów tylko ich nam pokaż, i to wszystko - tak?, oczywiście - ok!
Pojedziecie teraz do Łodzi?, po co?, spytał pantera z zaciekawieniem, bo oni tam leżą w prosektorium i czekają na oględziny, no to pojedziemy - dobrze! Zobaczę co da się zrobić, Daniel wyjął z kieszeni komórkę i zadzwonił do prosektorium, po chwili rzekł; Agnieszko wpadną do ciebie dzisiaj dwaj panowie, moi przyjaciele - pokaż im twarze tych trzech z Pontiaka po kraksie, ok?
Możecie tam jechać, ty pantero wiesz gdzie prosektorium, prawda?, nie bardzo - więc, macie tu namiar, i podał panterze zapisaną kartkę - ruszajcie, bo ja mam służbę i inne obowiązki, więc do miłego; część rzucił mu pantera, i ruszyliśmy do samochodu - siadaj brachu, krzyknął mi pantera do ucha, aż podskoczyłem - kierunek Łódź. W prosektorium wprowadzono nas do pani Agnieszki, która od razu się zapytała; ci trzej z wypadku, to panów znajomi?, jeszcze nie wiemy - odrzekł pantera, dlatego chcemy zobaczyć ich twarze!
Pani Agnieszka bez słowa nas wprowadziła na salę gdzie do sekcji były przygotowywane ciała, pokazała nam tych trzech pokiereszowanych jak prosiaki, które wpadły w kombajn podczas koszenia zboża! Spojrzeliśmy na ich twarze - tak, mimo ran na ich twarzach, osobiście nie miałem żadnej wątpliwości, że to są ci sami faceci - mrugnąłem do pantery, że ich rozpoznaję, i co?, pyta nas pani Agnieszka. Pantera, który odetchnął jakby z wielką ulgą, odrzekł; a już myślałem, że to nasi znajomi z ostatniego weekendu, cieszy mnie to bardzo, że to nie wasi znajomi, bo przykro jest patrzeć na tych, których ledwo poznajemy, a już tak szybko ich tracimy, rzekła do nas pani Agnieszka – tak, to prawda, odrzekł pantera, jesteśmy jak mydlana bańka - fruwamy, za moment pękamy, i nic po nas nie pozostaje, prócz wspomnień, tak to prawda, wyszeptała cichym głosem pani Agnieszka, to prawda po chwili namysłu dodała zmienionym lekko głosem.
Pantera podziękował jej za fatygę, pożegnaliśmy ją grzecznie i ruszyliśmy w kierunku wyjścia, i do samochodu. Po wyjściu z prosektorium pantera wyjął komórkę i przedzwonił do przyjaciela, gdy usłyszał jego głos, zapytał; posłuchaj Danielu, jak skończycie dochodzenie będziesz mógł mi zdradzić, co było przyczyną zjechania Pontiaka z ulicy?, rozumiem, więc pamiętaj o tym, ok?, po chwili pantera złożył swoją komórkę i wcisnął ją do bocznej kieszeni spodni. Co cię bracie tak trapi i niepokoi?, zwróciłem się z pytaniem do pantery; coś tu nie gra, czuje to przez skórę, ale poczekajmy na wiadomość od Daniela - ok?, jasne jak słońce, po co stawiać hipotezy, skoro mamy szansę na fakty – właśnie dodał pantera.
Do hacjendy wróciliśmy późnym wieczorem, pantera spakował to, co mu było w podróży niezbędnym, pożegnaliśmy serdecznie jego rodziców i zaprowiantowani na drogę przez Justynę i Rusłana, ruszyliśmy do Gdańska. Po drodze miałem jeszcze wpaść do domu, zmienić ciuchy, i się z rodziną przywitać, co nam nie kolidowało w żadnym razie z naszym celem nadrzędnym.
Ocknąłem się w Toruniu na moście - usnąłem, bo pantera jadąc był jakiś zamyślony i mało rozmowny co mi nie przeszkadzało, a do tego łagodna muzyka i szum silnika kołysankę mi stworzyło, której nie mogłem się oprzeć ...
Spojrzałem na panterę, i spytałem z troską w głosie; nie jesteś zbyt zmęczony, by dalej jechać?, gdybym się czół zmęczonym, to już dawno byśmy gdzieś na parkingu obaj drzemali - nic mi nie jest, możemy dalej swobodnie pędzić ... Pantera, co ci brachu tak na prawdę jest?, jesteś jakiś nieswój – nic mi nie jest, ale wiesz, w prosektorium gdy patrzyłem na twarze tych trzech „aniołków”, ujrzałem siebie?, co takiego?, niestety - ujrzałem siebie!
Powiedz mi Onuris, jaki sens ma nasze doczesne życie i to co robimy?, czy oni wiedzieli że ich celem jest śmierć na przydrożnym drzewie przy dużej prędkości?, wątpię odpowiedziałem mu, a wierzysz w przypadki?, nie! Pantero przypadków nie ma, ponieważ nasze życie opiera się o zasadę; przyczyn, skutków i konsekwencji, z chwilą poczęcia otrzymujemy moc czynienia dobra i zła – dar tworzenia i niszczenia, dwie niewinne natury dopóty, dopóki jeszcze jesteśmy intelektualnie nierozgarnięci. Wolna wola zobowiązuje nas do zrównoważonego i rozsądnego decydowania o naszej drodze, którą pragniemy podążać, wraz ze swoim dobrym lub złym losem ...
Pantero, wiesz że u podstaw hermetyzmu leży siedem zasad, które nam przyswajają wiedzę i nas oświecają?, nie znam ich – ok!
Pierwsza z nich: zasada mentalizmu, określa to tak;
„wszystko jest rozumem; wszechświat jest czymś umysłowym – jest on zawarty w umyśle Wszech-jedynego”, tak głosi Kabała i dalej mówi; „Wszech-jedyne stwarza w swym nieskończonym rozumie niezliczone wszechświaty, które trwają wciągu eonów; a jednak dla Wszech-jedynego; tworzenie, rozwój, upadek, i śmierć milionów wszechświatów stanowią jakby jedno mgnienie”!
Druga zasada analogii lub relatywności mówi nam;
„zgodnie z zasadą analogi zachodzi odpowiedniość między zjawiskami i prawami trzech światów; duchowego, umysłowego(psychicznego) i fizycznego(materialnego)”, analogia między człowiekiem a wszechświatem, miedzy makrokosmosem a mikrokosmosem, obie te istotności posiadają siedem pierwiastków, a funkcjonują tylko na pięciu polach, kiedyś ci to wyjaśnię dokładniej, o ile tylko będziesz tego pragnął.
Trzecia zasada, to zasada wibracji, która mówi:
„nic nie znajduje się w stanie spoczynku wszystko jest w ruchu, wszystko wibruje”, pewien starożytny wielbiciel hermetyzmu, ujął to tak; „kto rozumie zasadę wibracji, ten ujął berło władzy”, więc jak widzisz, o czymś to świadczy, prawda?
Czwarta zasada jest to zasada biegunowości, która mówi:
„Wszystko jest dwojakie; wszystko ma do siebie coś przeciwstawnego; podobne i różne jest jednym i tym samym; przeciwieństwa są z natury tożsame; między nimi zachodzi tylko różnica ilościowa, skrajności się zbiegają; wszystkie prawdy są tylko półprawdami; wszystkie paradoksy mogą być usunięte”, jak się sam domyślasz, przejawia się ta zasada we wszystkich dziedzinach naszego życia i przyrody; dobro - zło, ciepło - zimno, miłość - nienawiść, itd.
Następną zasadą jest zasada rytmu, która nam mówi:
„Wszystko odpływa i przypływa; wszystko ma swoje przypływy i odpływy, wszystkie rzeczy powstają i upadają; miara rozmachu na prawo jest także miarą rozmachu na lewo; dzięki rytmowi jedno kompensuje się w drugim”, jak może zauważyłeś, jest ona ściśle związana z zasadami biegunowości i wibracji, świetnie to jest ukazane, w Pieśni Pana: Bhagavad-Gicie;
„wszystkie sfery kosmiczne, o Ardżuno,
aż do świata Brahmy, podlegają prawu narodzin ponownych,
lecz ten, kto się we mnie pogrąży, o Kuntejo, od narodzin jest wolny.
Kto wie, iż Dzień Brahmy tysiąc epok trwa, a drugi tysiąc mija nim
Noc Brahmy się skończy, ten zaprawdę wie czym jest dzień i noc.
Z początkiem Dnia z Nieprzejawionego wyłania się wszystkość zjawiona,
z nastaniem Nocy znów powraca i całkowicie roztapia się w tym,
co Nieprzejawionym się zowie.
Nieskończoność istnień pojawiających się wciąż i wciąż od nowa,
roztapia się z nadejściem Nocy i wpływa znów – zgodnie z Prawem,
a bez woli własnej, gdy nadchodzi Dzień.” - B-Gita, rozmowa VIII.
Zasada Przyczynowości, mówi nam:
„każda przyczyna ma swe następstwo; każde następstwo ma swą przyczynę; wszystko przebiega zgodnie z Prawem; przypadek jest tylko nazwą, którą nadajemy Prawom jeszcze nie poznanym; jest wile płaszczyzn przyczynowości lecz nic się nie wymyka Prawu”, jak widzisz pantero; zero przypadków we wszechświecie i w życiu człowieka, przyrodzie i jej naturze, wszystko obejmuje prawo-zasady ...
Ostatnia zasada, to zasada dwoistości czynnego i biernego pierwiastka, która mówi nam;
„Dwoistość czynnego i biernego pierwiastka jest wszędzie widoczna; wszędzie się znajduje pierwiastek męski i żeński; ich dwoistość się przejawia na wszystkich płaszczyznach bytu”. By tą zasadę dokładnie zrozumieć, musiałbyś brachu przestudiować i pojąć I-CING Księgę Przemian, zaręczam ci że warto. Cholera Onuris, skąd ty to wszystko wiesz, jak to skąd?, studiowałem ciut pisma; hermetyczne, religijne, historyczne, etc i to wszystko. Powiedz mi tylko, kiedy mi to wszystko objaśnisz w szczegółach?, hm; to nie takie proste, mój drogi bracie, bo bym musiał się wrócić do Teozofii Egipskich kapłanów i ich misteriów, Greckich mędrców i kapłanów oraz ich misteriów, zahaczyć o alchemie, o S i N T; Kabałę, Księgi Święte Hinduizmu ich mistykę, Filozofie Religijną Wschodu i Zachodu oraz pisma średniowiecznych i współczesnych mistyków, a Teologia? – Teologi gmatwa wszystko, w co wierzysz braciszku ... Teraz mnie dobiłeś, dlaczego?, w wolnej chwili mogę ci ogólnikowo wszystko wyjaśnić, tak byś poznał podstawy hermetycznego rozumowania, do reszty musisz sam dojrzeć i dojść, o ile ci to jest dane, to pojmiesz niepojęte, bez tego nic nie pojmiesz, wszak wszystko ujrzysz, ale tak, jak własne podwórze przez zamazaną szybę, teraz to mnie „ślicznie pocieszyłeś”. Oj pantero, nie rozpaczaj – wszystko jest jeszcze przed tobą, po co masz przyspieszać nieuniknione?, chyba masz Onurisie rację - cóż, chyba mam, i się roześmiałem szczerze, w czym pantera mi zawtórował.
U mnie byliśmy wczesnym rankiem, wszyscy domownicy już się kręcili między; łazienką, kuchnią, i ubikacją, widząc mnie dzioby otworzyli ze zdziwienia, jakby im powietrza nagle zabrakło, i ta spontaniczna radość, szczęście wymalowane na ich promieniujących twarzach, które towarzyszą witaniom się z rzadkimi gośćmi o tej porannej porze, jakimi my z panterą byliśmy. Odświeżyliśmy się szybko po podróży w łazience, żona przed samym wyjściem do pracy, zrobiła nam jajecznicę z wiejskich kurzych jaj na bekonie i do tego gorącą aromatyczną kawę podała. Przed samym wyjściem jeszcze jej szepnąłem do uszka - muszę do Gdańska jechać z panterą z czego zadowoloną nie była, co widziałem po jej minie, a w końcu ręką machnęła i szepnęła mi czule do mojego ucha; rób sobie co tylko chcesz - turysto, i zatrzasnęła mi drzwi przed nosem. Dobrze, że to ja stałem w przedpokoju, a nie od strony dworu – szok ... Pantera spojrzał na moją zaskoczoną minę z uśmiechem, i co?, dała ci przepustkę?, jasne, nawet dwie i ryknąłem gromkim śmiechem, a wraz ze mną pantera i dzieciaki. A wy co?, do pracy nie idziecie?, rzuciłem w ich stronę, zaraz wychodzimy, po chwili cmoknęli mnie w policzek i przy wyjściu spytali odwracając się do mnie twarzami, to teraz tatku - kiedy się znowu widzimy?, i wyszli śmiejąc się od ucha do ucha; my z panterą zostaliśmy sami.
Nastawiłem płytę Vivaldiego i poszedłem się pakować, gdy wróciłem, pantera spał na sofie nierozciągnięty na całą długość snem kamiennym, spojrzałem na zegarek, dochodziła godzina ósma, wziąłem notes zapisałem panterze kilka słów; do dziesiątej będę z powrotem - więc, jak się obudzisz szybciej, to zrób sobie kawę i poczekaj, bo skoczyłem tylko na chwilę do pracy, notes otworzony położyłem obok niego na szafce, przyciskając go kryształową popielniczką, tak by się nie zamknął - przełączyłem szafę na automatyczną zmianę płyt i wyszedłem na dwór. Powietrze było rześkie - gwar ludzi i śmiech dzieci rozlegał się dookoła mnie, podążali zapewne do pracy, sklepów po zakupy, i tam gdzieś, gdzie ich cel dzisiejszego poranka wiódł.
W pracy pierwej zaszedłem do szefa pogadać o moim urlopie, ten mnie widząc zdziwił się ogromnie, to ty tu a nie tam?, właściwie jestem tu, ale za ponad dwie godziny będę tam, to znaczy gdzie?, spytał mnie szef zaciekawiony, w Gdańsku, w Gdańsku?, a co ty maraton ćwiczysz w zaliczaniu miast?, nieee, zaśmiałem się szczerze, bratu muszę pomóc w pewnej osobistej sprawie, i tak przyszło mi krążyć po całej Polsce, a kiedy za granicę ruszasz?, jeszcze nie teraz - zaśmiałem się z tych złośliwych słów, ale może wkrótce ...
Dobrze, więc mów do kiedy chcesz go przedłużyć?, bo chyba po to tu tylko wszedłeś, co?, nie tylko po to, chciałem się przywitać i dowiedzieć czy wszystko tu gra, mimo mojej przedłużającej się nieobecności, na razie tak - powiada szef, ale musisz zdecydować czy chcesz pracować czy podróżować, ty decyduj! Szefie, jak jestem tu bardzo mocno potrzebny - zostanę, on sobie poradzi prawdopodobnie i beze mnie, ale jak mi pozwolisz, to pojadę mu pomóc, więc jedź i wracaj tu jak najszybciej, ok?, ok! Pożegnał mnie z uśmiechem, więc zaszedłem jeszcze do kolesi na moment pogadać, dziewczynom buziaka posłałem od drzwi, i wróciłem na swoje śmieci, gdzie pantera jeszcze spał.
Zrobiłem tak mocną kawę, że jej aromat obudził panterę, który siadł ze zdziwieniem w oczach na sofie, spojrzał dzikim wzrokiem dookoła, na mnie, i zapytał; która to godzina?, jak to która?, dziesiąta dochodzi – wyspałeś się?, hm; może się nie wyspałem, ale na pewno to było mi bardzo potrzebne, no tak zaśmiałem się, całą noc bez snu - więc, nie ma co się temu dziwić, iż cię to ciut zamuliło, teraz siadaj bracie - masz tu kawę i szarlotkę, skosztuj wypieków mojej żony i jedziemy, bo czas nagli.
Wyszliśmy obaj do samochodu, a gdy już miałem wsiadać, pantera krzyknął nagle – czekaj! Weź z bagażnika nasze zaopatrzenie i włóż go żonie do lodówki, niech z dziećmi skosztuje swojskich wyrobów, a my obiad w dobrej restauracji od bramy idąc za Neptunem zjemy, tam też na pietrze w hotelu ma czekać na nas Aurora - ok! Paczkę wziętą z samochodu rozpakowałem i jej zawartość włożyłem do lodówki z kartą; prezent od rodziców pantery – smacznego życzymy wam i do zobaczenia ... Wyobraziłem sobie teraz minę żony, i jej słodkie dla mojego ucha słowa; ochłapami mnie nie przekupisz draniu jeden, nie wiem skąd jej się to bierze, ale obojętnie jakby mnie nie nazwała, dodawała – jeden! Chyba jestem jej pierwszą pociechą, by tego nie zapomnieć ciągle tą jedynkę sobie powtarza ...
Po chwili pędziliśmy na pełnym gazie w stronę Malborka, by w Gdańsku być o godzinie około dwunastej, przy pantery zdolnościach manewrowania było to całkiem możliwe, o ile nas policja nie capnie za przekroczenie prędkości, co do tej pory jej się nie udawało, ale jak to powiadają; nosił wilk razy kilka, aż ponieśli w końcu wilka. Malbork nam jeno mignął, teraz jechaliśmy bez przeszkód na Tczew, spojrzałem na panterę skupionego nad kierownicą i na zegarek, będziemy zgodnie z założeniem, tj; przed godziną dwunastą w Gdańsku - szepnąłem.
Zaparkowaliśmy BMW niedaleko bramy, od której biegnie dawny trakt kupiecki, na którym znajduje się symbol Gdańska: Fontanna Neptuna, kawałek dalej za fontanną, skręciłem za panterą w prawo i już razem weszliśmy do pięknej kamieniczki, w której mieściła się restauracja i hotel. W recepcji pantera przedstawił się grzecznie i otrzymał wiadomość od recepcjonistki, że Aurora czeka na nas od rana w swoim pokoju - podała nam piętro, i numer jej pokoju; podziękowaliśmy recepcjonistce, i ruszyliśmy do góry schodami. Na klamce drzwi Aurory pokoju była zawieszona wywieszka; „proszę nie przeszkadzać!”, spojrzałem na panterę zdziwiony i nacisnąłem delikatnie klamkę - drzwi puściły bez oporu, pantera się sprężył do skoku, ale go powstrzymałem ruchem dłoni, lekko pchnąłem drzwi, i szybkim krokiem wkroczyłem po ścianie do środka pokoju, pantera mnie ubezpieczał z tyłu, obaj odczuliśmy to, że coś tu jest nie tak ... W pokoju gustownie wyposażonym w niezbędny sprzęty wszystko było nienaruszone, torby podróżne Aurory stały oparte o szafę nie rozpakowane, więc zapukałem do łazienki, ale nic – cisza! Pantera chrząknął - więc, odruchowo spojrzałem w jego kierunku, pomachał mi jakimś listem, który właśnie otwierał, z koperty wysunęła się niebieska kartka grubym drukiem zapisana; „kobieta jest uprowadzona, ofertę przyślemy wieczorem na recepcję i pod numer tego pokoju – proszę cierpliwie czekać na przesyłkę i nikogo nie powiadamiać, zwłaszcza policji”, no to wiemy już pantero co jest grane, tylko jeszcze nie wiemy, dlaczego ją uprowadzono ... Co robimy?, spytałem spokojnie panterę - cóż, możemy tu teraz zrobić?, musimy czekać cierpliwie na przesyłkę od tych drani i nic nadto ...
Onuris, ty tu posiedź sam, a ja z komórki alarmowej przedzwonię do Mistrza, może on coś więcej wie lub nam coś doradzi - ok! Więc ty idź i się dowiedz, a ja tu posiedzę i międzyczasie posłucham radia - ok, wiec idę! Pantera wyszedł, mimo jego ciemnej cery zauważyłem, jak on pobladł, bladość jego chyba z niepewności o los Aurory wynikała, bo z Aurorą bardzo długo się znali i w wielu akcjach oboje brali udział - więc, nie dziwi mnie jego emocjonalny stosunek do tego zdarzenia. Mnie też niepokój targał o życie Aurory, w końcu to dzięki niej i panterze ja jestem tym kim teraz jestem, i robię to, co mi dane, jednak musimy cierpliwie czekać na to, co nam czas przyniesie?!
Inne tematy w dziale Kultura