Tak leżąc w poprzek łoża przypomniałem sobie, jak to szefowi opowiadałem, że bratu muszę w Gdańsku pomóc w pewnej osobistej sprawie, i cóż się okazało?, ano; były to nie tylko słowa bez pokrycia, ale nieświadome przeczucie teraźniejszych zdarzeń ... Tak rozmyślając przy muzyce; usnąłem, obudziło mnie szybkie wejście do pokoju pantery, co jest spytałem go; wszystko pod kontrolą, a gdzieś ty tak długo był?, w Gdyni, co takiego?, w Gdyni na Skwerze Kościuszki z Mistrzem się spotkałem, i co?, wszystko mają pod kontrolą, Aurora ma identyfikator wszyty w stanik, jak jej ubrania czujnikiem nie sprawdzą, to będziemy wkrótce wiedzieli gdzie ją przetrzymują - co?, a na przesyłkę nie czekamy?, tym bardziej czekamy - niczego oni nie mogą się domyślać, rozumiesz?, oczywiście!
Spojrzałem odruchowo na zegarek, dochodziła piętnasta zero, zero - obiad jakiś zjemy tu, czy schodzimy do restauracji?, tu zamówimy, odrzekł pantera spokojnie i wziął słuchawkę telefonu, jednocześnie palcem wykręcił numer recepcji, podał numer zestawu i apartamentu naszego, po trzydziestu minutach kelner wtoczył się do pokoju z wózkiem, na którym był zamówiony obiad. Podjadłem ciut i bardzo szybko zaspokoiłem głód, który mnie gnębił, pantera poszturchał widelcem ziemniaki, nadgryzł kotlet, zahaczył o ździebko surówki i wszystko odsunął, dodając; nic mi nie smakuje, popił szklanką piwa Kaper i to wszystko do czego się zmusił. Pantera nie martw się, bo tym martwieniem się o Aurorę, sam wywołasz wilka z lasu, dajmy im i sobie czas, a wszystko będzie dobrze - zwłaszcza, że sam Mistrz w to się zaangażował, on ma wejścia wszędzie i znajomości, więc bądź spokojnym brachu. Łatwo ci mówić Onurisie - pantero; nie masz racji, wcale nie łatwo, bo ja też bardzo polubiłem Aurorę i jej zdrowie, jak i jej życie, nie są mi tak obojętnymi, jak ty sądzisz, prześpij się trochę, uspokój swoje emocje, a wieczór ci szybciej nadejdzie - ok?, dobrze Onurisie, może i masz rację - ok! To ja teraz idę sobie na spacer po starówce i nad Motławę, a ty sobie utnij dłuższą drzemkę, ok?, ok!
Wyszedłem z hotelu, kupiłem niedaleko fontanny od chłopca gazetę: Dziennik Bałtycki, oparłem się o ogrodzenie fontanny i zacząłem wertować jej stronice, czy tam coś ciekawego nie znajdę, ale nic nie było coby mnie aż tak bardzo zainteresowało, wiec przeczytałem to i owo, jednocześnie biorąc udział przez przypadek w sesji zdjęciowej obcych mi ludzi-turystów z różnych krajów świata, którzy chcieli się uwiecznić z Neptunem i fontanną na zdjęciach wraz ze mną, jako tło całości panoramy Gdańska i jej zabytków. Na starówce są bardzo piękne kamieniczki, więc warto się z nimi uwiecznić tym bardziej na fotografii z tak zróżnicowanymi nacjami ...
Gdy mi się znudziło pozowanie z gazetą przed nosem, poszedłem w stronę Motławy, pospacerowałem po nabrzeżu, odpocząłem trochę na ławeczce tu i tam, i późnym popołudniem wróciłem do hotelu. Pantera już czekał na mnie niecierpliwie, cholera spać nie mogę, a ty się jeszcze gdzieś kręcisz po całym Gdańsku, a jak się za ciebie wezmą, to co?, sam mam jej szukać? Pantero, ależ cię nachodzi czarnowidztwo, nie masz innych pomysłów do rozgryzienia tylko moją osobą się dręczysz?, uśmiechnął się nieznacznie, aj! Rzekł; nerwy mi chyba już na dobre puszczają od tego myślenia, hm; to masz tu gazetę i poczytaj sobie, może to ci ona uśmierzy ból serca i cię odpręży ...
Pantera wziął gazetę i ją odrzucił, odbiło ci?, mam czytać gazetę gdy ona tam może cierpi?, a ty co pantero, masz zamiar jej dorównać swoimi wyimaginowanymi cierpieniami?, że się tak rozklejasz?, a jak przyjdzie co do czego, to jak jej pomożesz w takim psychicznym stanie – co? Pantera ponownie sięgnął po gazetę, pare razy ją wziął przed nos i tyleż samo odrzucił, by znowu po nią sięgnąć. W końcu zaczął ją czytać; kartka po kartce, powoli i dokładnie, jak to zawsze było w jego stylu.
W końcu zamówiłem kolację, tym razem i pantera przekąsił dość obficie, a zaraz po tym ktoś zapukał do drzwi, pantera się zerwał na równe nogi i szybkim krokiem podszedł - jednym silnym szarpnięciem je otworzył na całą szerokość. Przed samymi drzwiami stała, chyba kelnerka, przynajmniej miała taki uniform. Przepraszam, to panowie czekają na przesyłkę, tak odrzekł pantera, wciągając ją delikatnie do pokoju za rękaw uniformu, puść mnie pan krzyknęła kelnerka, pantera odsunął rękę od jej rękawka i czekał w napięciu co będzie dalej, ona zza pleców wysunęła pakunek i podała panterze - chciała wyjść, pantera rzucił do mnie pakunek i chciał ją ponownie złapać za nadgarstki, jednak kelnerka zrobiła szybki krok wprzód i walnęła kolanem panterę w krok, jednocześnie pchając go w stronę środka pokoju, a sama otworzywszy drzwi wyrwała na korytarz. Pantera zawył z bólu jak lew, po stracie łupu i przysiadł na piętach, ja szybko skoczyłem za kelnerką, ale rozpłynęła się diabli tylko wiedzą gdzie, wróciłem do pokoju, a pantera szepcze; jasna cholera, ale mnie urządziła, jaja mnie bolą, jakby mi w imadło wkręciła, co za diablica wrzeszczał i stękał pod ich ciężarem, może cię rozprostować troszeczkę, szybciej ci przejdzie ból, daj mi spokój, sam sobie z tym poradzę, jejku zawył ponownie; moje klejnoty - pantera, nie wyj tak, jakby ci się na seks zbierało, bo tu obok nas też ktoś mieszka, ok! Już się zamykam, odrzekł ...
Podszedłem do wyrka i wziąłem do ręki paczkę; wyciągnąłem nóż, rozciąłem sznurki, pantera stękając cicho przyglądał się mnie i paczce, co ja z niej wyjmę. W paczce była komórka i kartka z napisem; „Rano podamy wam przez komórkę, gdzie dostarczyć przesyłkę i odebrać kobietę, komórkę po odbiorze wiadomości, proszę natychmiast zniszczyć, inaczej nic z transakcji, przesyłkę macie odebrać jeszcze dzisiaj od swojego Mistrza, by na rano była w waszych rękach, nie róbcie tylko żadnych głupstw, a wszyscy będziemy zadowoleni z transakcji”.
Tak, to tu jesteśmy uziemieni; rzekł sycząc pantera, musimy iść do recepcji i się tu zadomowić na co najmniej dobę, wiec daj mi swój dowód, bo idę do recepcji. Wezmę apartament – jak myślisz?, ok! Dowód jest w mojej marynarce więc go weź i nas tu zakwateruj. Wziąłem oba dowody i zszedłem do recepcji, za kontuarem siedziała piękna brunetka i coś tam pisała - przepraszam, rzekłem przyciszonym głosem; chciałbym tu z kolegą się zameldować na dobę, tylko na dobę?, oczywiście, wiec proszę o dokumenty; pokój dwuosobowy?, tak; apartament proszę, zapisała nasze nazwiska, dane w książce meldunkowej i podała mi klucz od apartamentu – miłego pobytu życzę, dziękuję, odrzekłem z uśmiechem, wziąłem klucz i chciałem już odejść - przepraszam, a nasze dokumenty?, później oddam - dobrze?, dodała z uśmiechem ukazują białe jak śnieg i równe, jak płotek ogrodowy ząbki, nie ma sprawy odrzekłem. Aaa, mam jeszcze jedną prośbę, może być tu do nas dostarczona przesyłka, może pani kurierowi podać numer naszego pokoju?, byłbym ogromnie zobowiązany - dobrze, skoro tak sobie pan życzy – bardzo bym prosił, odwróciłem się i poszedłem na górę do pokoju Aurory, gdzie pantera się gimnastykował po tym nieprzyjemnym ciosie poniżej pasa ...
Dobra pantera, zwijamy się stąd do siebie, no to idziemy – dasz radę, dam ... Po kilku próbach pantera rozprostował kości i wolnym krokiem ruszył za mną, jeszcze ciut stękając, ja zamknąłem pokój Aurory i ruszyłem za stękającym panterą, który pod nosem mruczał; niech tylko ją dorwę w swoje szpony, to po niej, jak tu stoję – jasna cholera, tak się dać nabrać i to babie, pantera nie mógł sobie tego darować ...
W apartamencie panter poszedł od razu pod zimny prysznic, ja wyszedłem do samochodu po nasze torby podróżne, wróciłem po około półgodzinie, gdy pantera jeszcze się moczył, po chwili mojego pobytu w pokoju, pantera wyszedł z dużo lepszym samopoczuciem, a po nim i ja się odświeżyłem, ogoliłem, etc. Wyszedłem z łazienki, i pytam; jak tam klejnoty?, daj cię walne w jaja i ci się po godzinie zapytam o to samo, ok?, wal się z takimi pomysłami brachu i zarechotałem na cały głos, pantera nie wytrzymał mojego rozbawienia i mimo bólu zawtórował mi. Pantero, mogę ci kawał o jajach opowiedzieć i zacząłem; pewna wieśniaczka podążała lasem na rynek z koszem pełnym jaj, by te jaja na rynku sprzedać, jednak zachciało jej się siku, więc jaja zostawiła na przydrożnej ścieżce i w krzaki ruszyła, a tymczasem jakiś nieuważny rowerzysta przywalił w kosz i po jajach było, na ich sprzeczkę nadjechał policjant i pyta; co tu się stało?, panie władzo tłumaczy mu wieśniaczka, jeszcze nie zdążyłam majtek ściągnąć, a ten cham już jaja wywalił”, pantera ryknął śmiechem trzymając się za krocze i drze się; zamknij tą swoją jadaczkę, bo mi się wszystko urywa, a brzuch aż mu skakał ze śmiechu, w końcu złapał za but i walnął nim w moją stronę, ledwo uskoczyłem w bok.
Nasze przekomarzanie się przerwało pukanie do drzwi, tym razem ja otworzyłem przyczajony na niekorzystne ruchy przeciwnika. Otworzyłem je delikatnie na pół gwizdka i patrzę, a przede mną stoi wysoki dobrze zbudowany facet w czarnym swetrze i czarnych spodniach, jak jakiś: Zawisza Czarny, w reku zaś trzyma wypchaną torbę.
Onuris?, tak to ja, a o co chodzi?, mogę wejść?, proszę odsunąłem się od drzwi by go przepuścić, a pan to pantera?, i owszem odrzekł pantera, mam dla panów przesyłkę od Mistrza szepnął jakby się czegoś tu obawiał, ok! Odrzekł pantera, proszę ją położyć na stoliku, mam jeszcze jedną prośbę dorzucił „zawisza czarny”, przede wszystkim mam na imie Ryszard i mam panom jutro towarzyszyć w wymianie kobiety na tą przesyłkę, mam nadzieję że wiecie, iż ta przesyłka zawiera bardzo cenny dla nas przedmiot, więc nie może być zostawiona porywaczom - rozumiecie?, nie bardzo odrzekł pantera, po prostu po wymianie kobiety, faceci czy ktoś tam jeszcze - muszą zginąć, o ile się inaczej nie da tego załatwić, teraz rozumiemy dorzuciłem do tematu swoje zdanie, coś na pewno wymyślimy tak, by wilk był syty i owca cała - mam nadzieję powiedział kurier-Ryszard. Po chwili pożegnał się słowami; dobranoc panowie do jutra, miło mi było was poznać i zamknął za sobą drzwi. Co myślisz o tym pantero – co myślę?, ano to, że może być jutro wielki szwindel i ktoś z nas może nie źle oberwać, jak tamte pacany posiadają broń i są zawodowcami ... To co?, dzisiaj już się żegnamy, bo jutro możemy się nie zobaczyć?, żartuj sobie Onurisie, ale to nie żarty, bo nawet nie wiemy z kim mamy do czynienia, jak to są zawodowcy, to po nas, jak amatorzy, to po nich - zawsze są dwa wyjścia, nie sadzisz?, tak to prawda, odrzekłem ...
Po szóstej rano zbudziło mnie pukanie do drzwi, otworzyłem oczy, a pantera już szedł by je otworzyć; uważaj, krzyknąłem do niego, jak barmanka czy kelnerka, to odskakuj i daj mi z nią pogadać, odwal się zatrzeszczał w moim kierunku pantera, ty to lubisz się na mnie wyżywać – co? Z samego rana już zęby szczerzysz, jak koń do słońca, jedno wiedz - już mnie nic nie boli, klejnoty są na swoim miejscu i jest cacy – tak trzymaj dorzuciłem mu.
W drzwiach stanął Ryszard, też na czarno jak poprzedniego wieczoru odziany, pantera przepuścił go w głąb pokoju. Był już telefon?, spytał mnie, nie; jeszcze nikt do nas nie dzwonił, odrzekłem na jego pytanie, ok! Poczekamy na niego wszyscy razem, aaa Mistrz przesyła wam pozdrowienia, powiedział też, że wszystko będzie dobrze ... My też mamy taką nadzieję, dorzucił pantera ... Wstałem i podszedłem do telefonu; wszyscy śniadanie zjecie?, tak odrzekli obaj, wykręciłem numer recepcji i poprosiłem o śniadanie dla trzech osób do apartamenty i podałem jego numer ... Po śniadaniu czekaliśmy około godziny, aż w końcu odezwała się komórka - facet zapytał; przesyłkę na wymianę macie?, tak, odrzekł pantera, który przez nią z porywaczem rozmawiał, to o dwunastej we Władysławowie koło kościoła będzie wymiana, proszę być na czas, a komórkę proszę teraz zniszczyć – pamiętajcie o tym!
Ryszard tylko rzekł; zbieracie się, ja poczekam na was przed hotelem, zabraliśmy swoje rzeczy i Aurory z jej pokoju, oddaliśmy klucze i uregulowaliśmy rachunki za pokoje. Ryszard czekał jak nam powiedział tuż przed hotelem; już ich namierzają z naciskiem powiedział, jak ona jest we Władysławowie to ich mamy, zanim się domyślą o co chodzi – więc ruszajmy do mojego wozu, rzucił w biegu prawie pantera ...
Ryszard znasz dobrze trasę na Władysławowo?, tak odrzekł Ryszard, to siadaj obok mnie; Onuris wal do tyłu, w pare minut pędziliśmy w stronę Gdyni na pełnym gazie!
Gdynia, Rumia; Reda; Puck, nam tylko w oczach mignęły - Ryszard wystraszonym wzrokiem, tylko się przyglądał panterze, pewnie by furę forsy dał, by poznać teraz jego myśli ... We Władysławowie pantera zwolnił i już wolniutko toczyło się nasze BMW w stronę kościoła, o ciekawym wyglądzie zewnętrznym. Radiowóz policyjny jeździł tam i z powrotem, co w panterze podejrzenie zrodziło, że może oni też coś wiedzą o porwaniu i się wtrącą w niewłaściwej chwili, w całą tą aferę ... Podzielił się tą uwaga z nami, jednak Ryszard był innego zdania, i ja też nie sądziłem, by oni coś wiedzieli o tym numerze z Aurorą ...
Pod kościołem czekaliśmy do około pierwszej, aż w końcu do nas podbiegł chłopiec z kartką, który z panów to pantera?, ja odrzekła pantera, chłopak wręczył mu złożoną na pół kartkę i szybko się oddalił. Pantera rozwinął ją i przeczytał; „wymiana będzie o godzinie szesnastej w tym samym miejscu” - jasna cholera, zawył pantera jak oszalały, oni nas na czas biorą-zwodzą, chcą ją gdzieś chyba wywieść! Stałem jak wryty, pantera chyba trafił w sedno rzeczy, tylko po co nas tu ściągnęli tak szybko?, Ryszard wyjął z kieszeni komórkę, która akurat melodyjkę grała, słucham rzucił w nią, Aurora jest na kutrze; prawdopodobnie Duńskim, który był usunąć w porcie ponoć, jakąś drobną awarię silnika, a który przed chwilą wyruszył z portu na morze, wy musicie ich dopaść jeszcze na naszych wodach terytorialnych, inaczej wam uciekną, powiedział ktoś tam dość głośno.
Z Ustki wyszły dwa kutry obsadzone przez naszych ludzi dobrze wyposażonych we wszystko co wam jest niezbędnym, by ich dopaść - dodał głos, i przetną im drogę do Niemiec lub Danii, wy zgłoście się do szypra; tu podał Ryszardowi numer jednostki i nazwisko szypra, ruszyliśmy do nabrzeża pędem; cholera niecierpliwił się pantera, gdzie jest ten kuter, szyper?, tam krzyknął Ryszard i pobiegł we wskazanym kierunku. Dopadliśmy do kutra i weszliśmy, a raczej wpadliśmy na jego pokład; starszy facet zwrócił się do nas z pytaniem, a panowie gdzie?, na połów dorsza?, tak na połów dorsza – szybko dorzucił Ryszard, no to ruszamy! Ze sterówki wyszedł jeszcze jeden gość, to mój mechanik rzekł szyper, ok; zgodził się pantera i przywitaliśmy się wszyscy - kuter ruszył w morze za Duńczykiem. Wszyscy w milczeniu wpatrywali się w dal gdzie prócz mew i lekkiej jakby mgły nie było nic widać, kiedy go dopadniemy?, spytał pantera szypra; za około godzinę odrzekł szyper, pogoda jest piękna, morze spokojne, więc tyle nam zejdzie, a poza tym ci z Ustki dadzą nam cynk, jakby coś nie tak było. Dopóty dopóki oni milczą my płyniemy wyznaczonym kursem na połów, tu zaśmiał się szczerze ze swojego dowcipu szyper. Ponoć rekiny łowimy?, spytał mnie z uśmiechem mechanik, prawdopodobnie płotki, dorzucił pantera, ale z rybami nigdy nic nie wiadomo, bo piranie też są bardzo groźne, mimo że małe dodałem, ale nie na tych wodach, zaśmiał się mechanik ...
W sterówce odezwała się radiostacja; szyper szybko odebrał, a tam poproszono panterę do radiostacji, posłuchaj pantero Duńczyka mamy na wizji od dziobu przetniemy mu drogę i wpadnie w nasze sieci, gdyż mu śruby zablokują, a wy już tam go widzicie?, nie odrzekł pantera, ok! Zaraz go ujrzycie, po piętnastu minutach Duńczyk się nam ukazał w całej swojej krasie i dwa inne kutry ciut większe od Duńczyka, które od dziobu mu przecinały kurs na wyspę Zelandię. Spojrzałem przez lornetkę, co oni ciągną między sobą?, spytałem szypra, zapewne sieci, chcą go dopaś w rybackim stylu, czyli?, złowić jak rekina, tak że śruby do rana nie rozplącze, bez doholowania do najbliższego portu. To prawda rzekł pantera; właśnie mnie o tym numerze przez radiostacje mówili - nasi po fachu kolesie, dodał pantera. Duńczyk chyba spostrzegł się co jest grane i zatrzymał silniki, na wykręcenie się z tak zastawione zasadzki było już za późno, zresztą od rufy myśmy już mu siedzieli, a z tamtych dwóch kutrów dobiegł nas głos - kogoś, kto krzyczał przez tubę do Duńczyka – poddaj się, i puść naszych ludzi na kuter! Duńczyk od razu nie zareagował na ten krzyk, wtem pocisk wystartował z najbliższego kutra i rozwalił kawałek dachu sterówki Duńczyka! Z czego oni walą w niego?, spytał ogólnie nas pantera, słysząc huk wystrzału, z RG-ppanc-7 rzekłem do pantery, patrząc przez lornetkę na tego, który odpalił pocisk, ale atrapą walnęli w sterówkę nie kumulacyjnym, bo kumulacyjnym gdyby przywalili, to już by było po sterówce, a oni by pływali, jak płotki po wybuchu trotylu brzuchami do góry ...
Po chwili Duńczyk zaczął machać, że się zgadza na nasze odwiedziny, pantera rzucił na wodę ponton i krzyknął do mnie, czas byśmy ich odwiedzili bracie, jeno pamiętaj; ubezpieczasz mnie z tyłu na kutrze, ok?, bo nie wiadomo ilu ich tam jest i jaką oni broń posiadają, wiem co mam robić pantero - spokojna czaszka!
Podpłynęliśmy do kutra Duńczyka, ten pomógł panterze wejść na pokład, a pantera mnie. Ponton został na holu z boku kutra; gdzie jest kobieta spytał z zaciśniętymi zębami pantera Duńczyka; Duńczyk się chwilę zawahał patrząc na swoich trzech partnerów przebranych za rybaków, ale ci milczeli jak zaklęci, w końcu odpowiedział powoli, ale dobitnie łamaną polszczyzną; na dziobie kutra w schowku leży uśpiona i związana, pójdę i ją wam tu przyniosę - wiesz draniu, że ona jest obywatelką Polski i jaki wyrok za to możecie dostać?, gówno prawda, że ona Polką jest, rzucił nerwowo łamaną polszczyzną Duńczyk, ona jest Brytyjką, urodziła się w Liverpoolu i ma brytyjskie obywatelstwo, a Brytyjskich obywateli wolno ci porywać z Polski - idioto?! Pantera spojrzał na mnie zaskoczony; wiedziałeś coś o tym - ja?, to ty winieneś to wiedzieć, dłużej ją znasz, ok. później to wyjaśnimy ...
Pantera odepchnął Duńczyka energicznym ruchem z drogi na dziób i sam podszedł do drzwiczek umieszczonych na dziobie kutra - wszedł pod niewielki pokład dając mi znać głową, bym ich miał na oku! Pozostała trójka obcych patrzyła na mnie spod byka, jak głodny pies na rzucony ochłap, którego nie może sięgnąć, bo łańcuch ma za krótki.
Skąd wiedzieliście, że ona jest na tym kutrze, spytał mnie najdalej stojący z nich; dość dobrze zbudowany i rudy, jakby zardzewiałą blachą miał łeb pokryty - mewy nam powiedziały rzuciłem ironicznym tonem w jego stronę, dodając - amatorzy! Tamten się ruszył w moim kierunku, ale Duńczyk mu zastawił drogę, mówiąc stanowczym głosem; mój kuter i ja tu rządzę, na co tamten zawahał się i coś mrucząc po nosem cofnął się w tył, na swoje poprzednie miejsce.
Po chwili wyszedł pantera ze śpiącą i skrępowaną jeszcze Aurorą, brudna była na twarzy i rękach, jakby pod kotłem koksem paliła w nieklimatyzowanej kotłowni z tydzień czasu, nie myjąc się w ogóle, na jej policzkach było widać ślady po łzach! Pantera położył ją delikatnie jak mógł na sieciach i zaczął w spokoju przecinać więzy zaciśnięte na jej nadgarstkach i kostkach nóg, a gdy się już z nimi uporał, chciał się rozprostować, w tym samym czasie jeden z ludzi na kutrze najbliżej pantery stojących, rzucił się na niego z myśliwskim nożem w ręku, ja nawet nie zdążyłem zareagować, pantera zrobił półobrót, złapał faceta za rękę przy nadgarstku i puścił go dużym łukiem przez burtę kutra w morze, odwrócił się do dwójki zaskoczonych kolesiów tamtego i syknął nerwowo przez zaciśnięte zęby, który jeszcze ma chęć?, nikt z pozostałych nawet nie drgnął. Gdy już pantera zszedł do pontonu krzyknął do Duńczyka, gdzie jej dokumenty?, nie miała ich! Przecież spod drzwi hotelu ją zgarnęli i ją mi tak jak widzicie przywieźli, ja międzyczasie wziąłem na ręce Aurorę i z pomocą uczynnego Duńczyka podałem delikatnie panterze, a ona dalej spała snem kamiennym. Tamten gość co wcześniej wypadł za burtę międzyczasie wypił chyba z beczkę wody morskiej nim go Duńczyk z jego kolesiami wyłowił.
Panowie, tłumaczył się Duńczyk, to nie moja wina, że ją porwano i na mój kuter schowano, po prostu miałem nóż na gardle, więc musiałem przyjąć ich ofertę - zamknij mordę! Ryknął na niego jeden z porywaczy czystą polszczyzną, a który zaraz ode mnie otrzymał kopa w jaja, aż zawył z bólu i zesztywniał padając na kolana, jak podcięty byk na arenie trafiony miedzy oczy szpadą matadora. Pantera?, krzyknąłem; zapytaj go teraz, czy on ma dobre samopoczucie, pantera spojrzał na mnie, na niego, i rzekł; co mam go pytać, jak sam poznałem ten ból, widzisz brachu, to za ciebie dostał w jądra - dodałem śmiejąc się ...
Pantera ułożył delikatnie Aurorę na pontonie i się wyprostował, po chwili wyjął komórkę podał mi ją, a ja cyknął zdjęcie tym na kutrze nim się zorientowali, o co mi chodzi, komórkę rzuciłem panterze, który teraz ich ostrzegł; pamiętajcie, jak was jeszcze raz w granicach tego kraju dorwę, to dopiero poznacie mój styl dogadzania takim jak wy typom spod ciemnej gwiazdy. Ty Duńczyk, też masz zakaz wpływania na nasze wody terytorialne, twoje i ich zdjęcie będzie miała straż wybrzeża i graniczna, jak was dorwą, to odpowiecie za porwanie tej oto damy, więc lepiej nie ryzykujcie, a teraz wynocha mi stąd, póki jeszcze mogę się opanować, bo inaczej waszą jednostkę i was razem z nią poślę w objęcia Neptuna! Korzystając z zamieszania skoczyłem sprawnie do pontonu i odbiliśmy, w stronę naszego kutra. Tamci spojrzeli po sobie i nic na to nie odpowiedzieli, tylko szyper coś do nich warknął po duńsku i zaczął sprzątać pokład, z kawałków dachu, które się posypały po uderzeniu pocisku w sterówkę ...
Kutry z Ustki zwinęły sieć i nas pożegnały rycząc przez tubę, ahoj! Odpłynęły w stronę portu, nasz kuter też wykręcił lekkim łukiem i obrał kurs na Władysławowo, Duńczyk, jak patrzyliśmy w jego stronę, stał można by śmiało rzec w miejscu, w którym zostawiliśmy go; chyba sobie wypominki robili, kto tu z nich zawinił, ale nas to już guzik z pętelką obchodziło – akcja zakończyła się szybko i bez krwawo, eksponat wracał do Mistrza. Ryszard okazał się lekarzem, od razu zbadał Aurorę, pobrał krew i na jakimś przyrządzie ją badał, co dostała?, spytał go pantera, nic takiego, tylko silny środek nasenny, chyba by nie krzyczała, jak ją w porcie na kutrze umieszczali - nic jej nie będzie! Spojrzałem na nią i jej zmęczoną, ale spokojną twarz, zastanawiałem się, czy wie co się teraz z nią dzieje?
Dopływaliśmy do nabrzeża portu, szyper zszedł z kutra i poszedł do kapitanatu, nam radził poczekać, aż się Aurora obudzi i zmniejszy się ruch w porcie - mechanik zwrócił się do mnie i pantery, wy już idźcie po samochód i podjedźcie tu na parking niedaleko nadbrzeża, my obaj z Ryszardem Aurorę przygotujemy i ją do samochodu podprowadzimy, za co najmniej dwie godziny dodał Ryszard.
Ryszard jeszcze wyjął notes i wypisał receptę, podając ją mechanikowi; kup to w aptece, co to jest spytał go pantera, nic takiego, igły i lek na wzmocnienie, i nic nadto! Mechanik wziął receptę i wyszliśmy poza port. Panowie ja idę po medykamenty, wy samochodem wjedźcie tu na parking; posłuchaj, rzekł do niego pantera, jak szybciej wrócisz z apteki, to poczekaj na nas, damy ci torbę z ciuchami Aurory, na pewno będzie chciała się przebrać - ok?, dobrze, poczekam na was, odrzekł mechanik, a więc do zobaczenia.
Ruszyłem szybkim krokiem za panterą w stronę samochodu, po niedługim czasie staliśmy na parkingu niedaleko portu, gdzie już czekał na nas mechanik; szybko się uwinąłeś rzekł do niego pantera – szybko?, apteka jest tu niedaleko ... Wziął torbę z ciuchami Aurory, chwilę się zawahał i rzekł; jak jesteście głodni, to wpadnijcie do mnie do domu, żona wam poda coś ze świeżych ryb do jedzenia, nie dziękuję odrzekł pantera i tak bym nic nie mógł przeżuć, chyba że ty Onuris masz chęć na świeżą rybę?, nie dzięki, ale ja też bym nie mógł nic przełknąć, odrzekłem stanowczo – trudno, szepnął mechanik, odwrócił się energicznie i poszedł w stronę kutra ...
Pantero idziemy nad morze, policja tu się kreci, więc może się i nami zainteresować, jak będziemy tu w samochodzie ciągle tak tkwili, ok! Idziemy.
Ruszyliśmy w kierunku Cetniewa wolnym krokiem, w połowie drogi skręciliśmy nad morze, w oddali widać było łagodnie falującą taflę bezkresnej wody, z kierunku Cetniewa było słychać pomieszane głosy, spojrzeliśmy wzdłuż plaży i zauważyliśmy kilkunastu ludzi gestykulujących, podeszliśmy całkiem blisko i pantera zapytał się kobiety najbliżej nas stojącej; co się stało? Kobieta spojrzała ciekawie na nieznajome sobie twarze, i odrzekła; ponoć morze wyrzuciło zwłoki młodej kobiety, kiedy? Około dwie, trzy godziny temu, a bo co?, nic odrzekł pantera, tak pytam z ciekawości. Podeszliśmy jeszcze bliżej zbiegowiska, taśma kolorowa odgradzała ekipę techników policyjnych od gapiów, a pośrodku nich leżała, jakby lekko skulona, młoda kobieta, bardzo podobna z wyglądu do Aurory. Pantera zerknął mi przez ramię i zbladł jak papier, jasna cholera, szepnął mi do ucha; jakbym przed Duńczykiem ją zobaczył, to bym chyba orła wywiną z przerażenia - widzisz Onuris, jak ona podobną jest do naszej Aurory?, tak! Też zauważyłem to podobieństwo!
Ktoś tam z ekipy dochodzeniowej obmacywał martwą kobietę, w końcu się wyprostował i do faceta ubranego po cywilnemu zwrócił się mówiac; zanim utonęła czymś tępym w głowę dostał, brak jest też wody w płucach – zobacz poruczniku, z boku ma guza jak pięść, ale czym dostała, to dopiero po oględzinach zwłok, będę mógł coś więcej i dokładniej powiedzieć, jak długo nie żyje?, zadał cywil to pytanie lekarzowi, tamten zaraz odpowiedział; ze stężenia wynika, że jakieś cztery pięć godzi, może mniej temu, a może więcej, to zobaczymy później, gdy już raport sporządzę z sekcji zwłok, proszę to zrobić i to jak najszybciej, powiedział stanowczym głosem cywil – dobrze, odrzekł spokojnie lekarz.
Wracamy, rzekł przyciszonym do mnie głosem pantera, nic tu po nas, po drodze do samochodu wyrażam do pantery swoje domysły-hipotezę, czy cię nie zastanawia pantero ta podobizna i to, że zanim w morze wpadła czymś w głowę tępym dostała?, i to prawdopodobnie w tym samym czasie, co my tu już byliśmy?, hm; zastanawiał się mrucząc coś pod swoim nosem pantera ...
Inne tematy w dziale Kultura