Doszliśmy do samochodu, i w tym samym czasie ujrzeliśmy zbliżającą się Aurorę w towarzystwie Ryszarda i mechanika. Aurora wyglądała na bardzo osłabioną, i jak milutka spytałem ją; dobrze, odrzekła przyciszonym głosem, tylko w głowi mi się jeszcze kołuje i nogi mam jak z waty, przejdzie ci to, wtrącił szybko Ryszard – nic nie trwa wiecznie! Aurora uśmiechnęła się i wyszeptała – filozof z ciebie, Ryszard się tylko uśmiechnął pod nosem na to jej spostrzeżenie. Mechanik jeszcze raz nam zaproponował gościnę w swoim domu, ale Aurora zbyt słabą się czuła, by z tego zaproszenia skorzystać - chciała być, jak najszybciej w hotelu. Pożegnaliśmy mechanika, przesłaliśmy podziękowania za pomoc szyprowi i ruszyliśmy w kierunku Gdyni. W samochodzie Ryszard wyjął z kieszeni klucze i mi podał, to są klucze od mieszkania w Gdyni, które wam udostępnia Mistrz, na czas, aż Aurora dojdzie do siebie, lodówka jest już zaopatrzona na trzy dni, resztę musicie sami sobie zorganizować. To zrobi pantera rzekłem, bo ja w niedzielę wieczorem muszę być u siebie w domu, a w poniedziałek idę do pracy, nie mogę z nimi dłużej być! Rób jak uważasz, dorzucił Ryszard, bo ja z Gdyni, jak tylko was pod ten adres zawiozę; tu mi podał kartkę z adresem mieszkania, musze ruszać szybko do Gdańska ...
Aurora usnęła, a głowa jej zjechała po siedzeniu na moje ramię, trochę mnie to usztywniło, bo nie chciałem swoimi ruchami jej obudzić, tak dojechaliśmy do Gdyni pod wskazany adres. Mieszkanie było na pierwszym pietrze, duży przedpokój, salon, cztery pokoje sypialne były gustownie umeblowane, łazienka i ubikacja osobno, co mnie ucieszyło, kuchnia dość duża dobrze wyposażona, widać tu było rękę dekoratora wnętrz. Aurora przeprosiła nas i weszła od razu do łazienki, Ryszard wszystko nam pokazał jak stary bywalec tego mieszkania, później gdzieś zadzwonił i po wyjściu Aurory z kąpieli pożegnał się z nami i wyszedł. Pantera zakręcił się po pokoju jak baletnica i wyszedł do sklepu po piwo, bo w lodówce piwa akurat nie było. Aurora ziewnęła i powiedziała, że musi się położyć, bo jej się w głowie kręci, to te środki nasenne jeszcze tak na ciebie działają, dodałem; do rana ci przejdzie milutka, mam nadzieję odrzekła i poszła do pierwszego z brzegu pokoju odpocząć, który sama sobie wybrała.
Zostałem w salonie sam ze sobą na sam - włączyłem telewizor, ale nic w nim ciekawego i godnego uwagi nie było, więc wyłączyłem go i podszedłem do oszklonej biblioteczki, wybrałem jedną z książek, która mi wpadła w oko swoim tytułem, a która była niezbyt grubą więc, ją wziąłem by ją w jeden wieczór przeczytać, autor; J. Kolesow - „Trzynaście bram wiedzy tajemnej”, ezoteryka mnie od zawsze pociągała, więc sięgnąłem akurat po tą książkę, a nie po inną. Po godzinie wrócił pantera z piwem gdzie Aurora?, śpi odrzekłem, napijesz się piwa?, tak! Pantera podał mi piwo „Heweliusz”, dawno go nie piłem szepnąłem do pantery zdejmując jednocześnie kapsel z butelki, rarytas po chwili dodałem, po nim ponoć przychodzi chętka na studiowanie astronomii dodałem śmiejąc się, pantera też uśmiechnął się i rzucił mi jeszcze paczuszkę słonych orzeszków - dzięki! ...
Po chwili milczenia, w której rozkoszowaliśmy się smakiem piwa, pantera wrócił wspomnieniami do zdarzenia na plaży między Władysławowem a Cetniewem, to myślisz Onuris, że śmierć tej kobiety i podobizna nie były dziełem przypadku?, incydentalnym zbiegiem okoliczności?, już ci pantero mówiłem – nie ma przypadków, znasz to powiedzonko Alberta Einsteina: "Bóg nie gra ze wszechświatem w kości", zdarzenia które dotyczą nas są skutkiem ściśle określonych przyczyn i okoliczności, tu przyczyną śmierci tej dziewczyny-kobiety była Aurora, jak to?, podobizna jej na to wskazuje, chcieli nas zająć tą kobietą, tak długo jak tylko się da - tak, by zyskać na czasie i wywieźć Aurorę, jak najdalej od naszej granicy, by dopiero stamtąd dobijać z nami targu. Poza tym, chyba ktoś ich ostrzegł, że my dwaj jesteśmy dla nich zbyt groźni, by mogli z nami, ot tak po prostu pertraktować bez skutków ubocznych i to jeszcze w granicach naszego kraju, i na naszym terenie! Jednak, do niczego śmierć tej dziewczyny im się nie przydała, bo zbyt późno o niej się dowiedzieliśmy, a to miało się wydać jeszcze przed naszym wypłynięciem kutrem w morze, nie sadzisz?, hm; kontemplował moją tezę pantera, ciut to mi wygląda na ruską ruletkę, na jaką ruską ruletkę?, pytam pantery. Posłuchaj Onuris; skąd oni mogli wiedzieć, że my się o niej dowiemy wcześniej niż ich wyjazd w morze, słusznie główkujesz pantero - liczyli, że ktoś ją wcześniej zauważy, narobi hałasu, i nas tam ściągnie byśmy sprawdzili czy denatka, to nie Aurora. Podobizna tej kobiety miała nas w tym utwierdzić, sam zbladłeś, jak tą kobietę leżącą na plaży, tak podobną do Aurory martwą zobaczyłeś. Tak zarzucona, przynęta, by się im udała, gdyby tak to się stało, jak oni sobie to założyli, bo zanim by nas policja dopuściła do identyfikacji zwłok, oni by byli na Zelandii i szukaj wówczas wiatru w polu! Chyba masz rację Onurisie, to można przyjąć za podpuchę i całkiem niezły pomysł, by nas w maliny puścić, a przynajmniej na jakiś czas, tylko to morderstwo i śmierć niewinnej ofiary na rękach?, na cóż im to było? Zrozum pantero; chodziło o coś bardziej cennego dla nich, jak życie tej kobiety, a co znajduje się w naszej przesyłce, co dla nich jest, aż tak bardzo cennego, a może nawet bezcennego?, pewno ten co to zlecił nie źle im płaci, skoro do tego makabrycznego w skutkach wybiegu się zniżyli. Na morderców oni mi nie wyglądali, ale pieniądze, sugestie, obiecanki szczęśliwszego życia, a wręcz raju; każdego ogłupi, dodał powoli pantera w swoich dociekaniach ... Tak pantero; pieniądz, komfort przyszłego wystawnego życia z ludzi robi, szalone bestie, niestety ...
Wiesz co pantero?, prześlijmy Straży Wybrzeża i policji we Władysławowie zdjęcia prawdopodobnych zabójców tej dziewczyny i czym oni uciekli z Polski na Zelandię - pantera pomyślał chwilę dłużej, ok; ale musze się skonsultować z Mistrzem, dobrze! Więc zrobimy to rano, damy cynk policji, i niech oni ich ścigają listem gończym przez interpol, pantera się roześmiał głośno po chwili milczenia dodał; dobra myśl, dranie nawet nie przypuszczają, co ich jeszcze czeka ...
Kolacje jakąś sobie robimy?, spytał mnie pantera, chyba tak, a ty masz jakiś pomysł pantero?, zaraz zobaczę co jest w lodówce. Pantera doszedł do lodówki, otworzył ją, i mi przekazuje; ogórki, pomidory, sałata, szynka, boczek wędzony, schab, surowy bekon, jaja, hm; jaja na bekonie?, spytał mnie odwracając się od lodówki. Ej! Na noc chcesz jaja na bekonie?, zapytałem go zdziwiony, a co?, zbyt ciężkie są - dodałem; może kanapki z pomidorem, ogórkiem, cebulą i szynką co?, pantera się czaił z odpowiedzią, w końcu rzekł, ale ty robisz – cwaniaczek z ciebie, powiedziałem uśmiechając się „słodko” do pantery. Odłożyłem książkę i ruszyłem do lodówki, w dwadzieścia pięć minut, kanapki stały na stole i parująca herbata.
W pokoju Aurory nagle coś; mruknęło, zaszeleściło, zaszurało, a po chwili w drzwiach salonu stanęła, w piżamie lekko zaspana, jeszcze ziewająca Aurora i zapytała, co jecie?, Onuris kanapki zrobił - chcesz?, spytał ją pantera, a z czym są?, od podstaw ci mówić?, uśmiechnął się do niej pantera i zaczął wymieniać, tak; chleb żytni jako okładzina farszu, a farszem jest masło świeże, sałata świeża, plasterki pomidorów, ogórków, rzodkiewka, chude plastry szynki, cienkie jak żyletka pol-silver, wszystko bez soli za to z odrobiną pieprzu tu sypniętego widzę, a do tego gorąca aromatyczna herbata earl-grey, chyba że wolisz coś zimnego, to mamy jeszcze piwo; Heweliusz – jasne, że jem z wami, ale tylko kanapki i popiję herbatę, piwa na razie nie pragnę! Ślicznie powiedziane – na raaazie, i roześmiałem się szczerze ze śmiesznej miny Aurory, jaką w tym samym momencie zrobiła ...
Po paru kęsach, Aurora zwróciła się do mnie; musisz do mnie przyjeżdżać, by robić mi codziennie rano i wieczorem, tak wyśmienite kanapki, wspaniały smak! I owszem zawtórował Aurorze pantera z pełną buzią, masz talent do robienia kanapek - rzekł, wszystko wyważone i smakowo dobrane; to jest to! Czujcie się już teraz, że jecie ich codziennie – marzyciele, dodałem z uśmiechem i sam wziąłem się do ich degustacji ...
Rano pukanie do drzwi mnie oderwało od czytania książki, Aurora i pantera jeszcze spali, wstałem otworzyłem drzwi, a w drzwiach stał Mistrz we własnej osobie, jejku; rzekłem zaskoczony, co za miła niespodzianka, na śniadanie przyjechałam ze swoją obstawą - mogę wejść, oj! Przepraszam, ależ proszę odsunąłem się od drzwi tak, by przepuścić Mistrza do przedpokoju, śniadanko zaraz zrobię i podam do stołu w salonie, na ile osób mam śniadanie przygotować prócz nas troje?, na jeszcze dwie damy, ta druga zaraz przyjdzie; tymczasem poszła po świeże bułki i chleb, bo zapewne w sklepie dzisiaj jeszcze z was nikt nie był?, ależ skąd; Aurora i pantera jeszcze śpią - dobrze, to ja ich postawię na nogi, a ty bierz się do dzieła – znowu ja?, szepnąłem, na co Mistrz, jak to znowu, aj! Roześmiałem się, kolację też ja robiłem - ach tak?, to już masz w tym wprawę, jak przewiduję, co nieco odrzekłem z uśmiechem na ustach i ruszyłem dziarsko do kuchni ...
Po drodze, wpadłem jeszcze do łazienki, opłukałem to i owo, ubrałem się szybko, i ruszyłem do miejsca przeznaczenia, czyli do kuchni. Bekon zaskwierczał na patelni z cebulą i ząbkiem rozgniecionego czosnku, w tym czasie rozbiłem lekko jaja z solą, dodałem ciut słodkiej śmietany i połączyłem to z bekonem na patelni, dodając ciut; bazylii, oregano, i pieprzu, wyłożyłem na talerz posypałem świeżym koperkiem, między czasie pokroiłem grube plastry pomidorów ułożyłem na talerzu, posypałem ich drobno posiekaną cebulą, pieprzem; to samo uczyniłem z ogórkami - woda się też już zagotowała na kawę, więc nim weszła Izabela – ochroniarz Mistrza, z bułkami i świeżym chlebem, wszystko było gotowe. Podałem jadło na stół, a Izabela pokroiła chleb i podała go wraz z bułkami na stół oraz doniosła aromatyczną kawę i szklanki z podstawkami, ja jeszcze doniosłem resztę, tj; talerze, widelce, łyżeczki, śmietankę, cukier, i można było zasiadać do spożywania śniadania ...
Aromat wspaniałego jadła zwabił resztę domowników i gościa do salonu, uczta się zaczęła, bez zbędnej gadki ... Po śniadaniu Mistrz tylko napomknął, że dobrze mieć w domu takiego kucharza, wszyscy ryknęli śmiechem, co się stało?, zapytał Mistrz; coś powiedziałam nie tak?, nieee, rzekła Aurora, ja wczoraj przy kolacji, to samo Onurisowi powiedziałam, a nawet mu coś zaproponowałam - aaa, rozumiem, ale to prawda; Onuris ma talent kucharski - ja, dodam tylko skromnie, że przy tej ich gloryfikującej moje kulinarne talenty gadce, spiekłem raka, jak dziewica widząca swojego ukochanego całkiem nagiego, ze sterczącą pewną dolną częścią ciała, w noc poślubną ...
Ty Auroro jak się teraz czujesz?, spytał ją Mistrz - dobrze, tylko w nocy miałam koszmary i się ciągle budziłam, wam poszło wspaniale zwrócił się Mistrz teraz do mnie i pantery, i dobrze że przy tym nikt nie ucierpiał, niestety dodałem, ale jednak ktoś tam ucierpiał, kto?, zdziwił się Mistrz, jakaś kobieta podobna do Aurory, Aurora otworzyła szeroko oczy, jak to?, nic mi o tym nie wspominaliście, a kiedy?, spytałem Aurory; przecież cały czas śpisz, a my nie chcieliśmy z panterą, byś się dodatkowo tym umartwiała, wszak pantera uważa to, za incydentalny przypadek, zbieg okoliczności, etc.
I opowiedziałem całe zdarzenie na plaży, moje postrzeżenia, moją dedukcję, i podejrzenie - pantera dodał swoje wątpliwości, i mój pomysł o wysłaniu zdjęć tych typków policji i straży wybrzeża. Mistrz zgodził się na to posunięcie, ale dodał, że sam to załatwi, pantera przegrał zdjęcie na Mistrza komórkę i temat zakończyliśmy z tymi typkami.
Co było w paczce spytałem Mistrza tak cennego, jeśli można wiedzieć, że oni posunęli się nawet do morderstwa?, sztylet ofiarny z pierwszego wieku pne; prawdopodobnie wykonany w Indiach, o tym świadczy pięknie zdobiony uchwyt we wzory i klinga, jakie tylko w Indiach wykonywano przed nasza erą - później należał do Judasza, świadczy o tym inskrypcja na klindze w języku aramejskim, dodał Mistrz; jest on bezcenny dla nas i jak widać, nie tylko dla nas - tylko, skąd oni o nim wiedzą? Zadał pytanie Mistrz wpatrując się w okno, za którym było widać w oddali Skwer Kościuszki, przy którym stały zacumowane dwa żaglowce, i po który spacerowali turyści. Tego nikt z nas tu nie wie, odrzekłem łagodnym głosem na to pytanie, wiem; odparł Mistrz, tak tylko głośno myślę sobie, po chwili dodała, a poza tym; skąd wiedzieli że Aurora będzie w Gdańsku i w tamtym akurat a nie innym hotelu?, tego też nie wiemy jeszcze; wyszeptał przez zaciśnięte zęby pantera, ale dowiemy się, tego tak nie puszczę, muszę dociec gdzie jest przeciek u nas, i kto zdradza nasze ruchy ...
A co tam z tymi trzema w Strykowie?, spytał Mistrz panterę; byliśmy z Onurisem zidentyfikować zwłoki tak, by się upewnić, że to na pewno oni, poza tym; niedługo będziemy wiedzieli, co było przyczyną tego wypadku, ale czy dowiemy się coś o ich tożsamości?, chyba nie, zastanawiał się głośno pantera, na pewno mieli lewe dokumenty – rzekł Mistrz, fakt dodałem, chyba że ktoś będzie któregoś z nich z jego rodziny poszukiwał, jako zaginionego, trzeba to też założyć, że może tak być; rzekł Mistrz! Będziemy trzymać rękę na pulsie, odrzekł pantera, bo nigdy nic nie wiadomo - dobrze! Róbcie tak, żeby wszystko dopiąć na ostatni guzik, i bez fuszerki; tej na pewno nie będzie, zapewnił Mistrza pantera. Jeszcze troszkę pogadaliśmy o tym i owym, w końcu Mistrz się zwrócił do mnie z uśmiechem, to co dzisiaj na obiad proponujesz Onurisie?, hm; zastanowiłem się chwilkę, i po niej rzekłem - obiad w restauracji – może być?, wszyscy wybuchnęli gromkim śmiechem ... Oczywiście, że w restauracji może też być, ja zresztą stawiam dodał Mistrz, o ile Aurora już się dobrze czuje?, tak, na obiad mogę z wami się przejść po świeżym powietrzu – dobrze mi to zrobi, to jesteśmy umówieni; później zajdę z Izabelą po was, wstając dodała, teraz muszę jechać z Izabelą, w jeszcze jedno miejsce!
Aurora poszła się jeszcze na chwilę położyć, by przed obiadem odpocząć, ja się wybrałem na Skwer Kościuszki, gdzie stał okręt Błyskawica, Dar Pomorza, i jeszcze jakiś mniejszy żaglowiec ... Zwiedziłem Oceanarium i jego wspaniale kolorowe okazy oceanicznych żyjątek, których do tej pory nie widziałem, wróciłem przed trzynastą, by się nie minąć z Mistrzem i resztą przyjaciół ... Wchodząc do klatki spotkałem panterę, który wracał ze sklepu, w którym był po zakupy, a po które wysłała go Aurora. Weszliśmy do salonu; Mistrza i Izabeli jeszcze nie było, a Aurora akurat z łazienki wychodziła upiększona i gotowa do wyjścia. Chwilę po naszym wejściu, w przed pokoju ruch się zrobił i usłyszeliśmy głos Izabeli; gotowi do wyjścia na obiad?, jasne ! Krzyknął pantera, więc idziemy panie i panowie rzekłem; puszczając Aurorę i panterę przodem do przedpokoju, gdzie na nas czekały Mistrz i Izabela.
Mistrz stawiał wiec, my nie żałowaliśmy sobie dobrych dań i przystawek, deserów; atmosfera przy spożywaniu posiłków była wspaniała, i czas przy obiedzie nam zleciał bardzo szybko, bo ponad dwie godziny wyglądały, jak dziesięć minut – cóż, wszystko co piękne szybko się kończy. Po obiedzie kobiety poszły na spacer na Skwer Kościuszki, a my z panterą do sklepu, po drobne osobiste zakupy, takie tam; pasta do zębów, krem, woda kolońska, itp.
Z pniami spotkaliśmy się w domu, weszły w niedługim czasie po nas; Mistrz zaproponował grę w Makao i teraz dopiero się zaczęły; żarty, śmiechy, etc. Pantera był w swoim żywiole zawsze ponury, a teraz błysnął żartami i kawałami, jak sam Masztalski we własnej osobie. Aurora powiada, w takiej atmosferze mogę się leczyć, i to z każdej choroby, to jest to; zaczęła się śmiać swoim dźwięcznym głosikiem ...
Kolację zjedliśmy przy świecach, żartując, ile się tylko dało, Aurora czyniła honory dobrej kucharki, tym razem ja tylko jej pomogłem nosić to i owo, i było bardzo klawo! Po kolacji Mistrz wstał i pożegnał się z nami wraz Izabelą, wyszły obie panie na klatkę schodową, ja drzwi zamknąłem za nimi, ale po chwili usłyszałem delikatne pukanie, co jest?, rzuciłem w stronę drzwi - otworzyłem, a to Izabela, coś tu zostawiłaś?, nieee, Mistrz uznał, że ty jedziesz do Gdańska z nami, co takiego?, kucharza wam dobrego brakuje?, zażartowałem, po prostu jedziesz i tyle; pakuj się i za mną marsz! Żartujesz Iza?, nieee, nie żartuję! Kurka wodna - wróciłem do salonu, pożegnałem się z Aurorą, która do mnie przylgnęła całym ciałem i pocałowała mnie długo i namiętnie w usta, aż mi się w głowie zakołowało, pożegnałem się z panterą, wziąłem swoją podróżną torbę spakowałem i ruszyłem za Izabelą do samochodu.
Mistrz widząc mnie wsiadającego do Mercedesa, uśmiechnęła się do mnie i powiada; w Gdańsku mi będziesz bardziej potrzebny i to już jutro, jak tu Aurorze i panterze, ok. nie ma sprawy dodałem. Rozgościłem się na przednim siedzeniu obok Izabeli i spojrzałem na mijające budynki, piękna ta ulica Świętojańska, prawda?, zagadałem, jak lubisz stare kamieniczki, to tak - lubię, właśnie zauważyłam, i roześmiała się dźwięcznym głosem, takim co człowiek długo pamięta.
Słyszałam od Aurory, że w niedzielę chcesz wracać do domu?, spytał mnie Mistrz - tak, dobrze więc, jutro zrobisz to, co ci powiem, a w niedzielę po obiedzie Izabela cię odwiezie pod sam dom - dobrze, ale nie pod sam dom, bo żona jak mnie zobaczy, że rozbijam się z pięknymi kobietami i tak wspaniałym autem, to walizki mam przed drzwiami, aż tak zazdrosną jest?, spytała mnie - może nie aż tak zazdrosną dodałem, ale trudno przewidzieć jej reakcje, jak mnie tyle czasu w domu nie ma - tak, to prawda, odparła z uśmiechem. A w pracy jak ci idzie?, ano jak po grudzie; ostatnio coraz to im znikam na dłuższy czas, i szef ma mię już dość – wszak, jestem tam ostatnio gościem, a nie sumiennym, kompetentnym, pracownikiem.
Teraz Onurisie do zimy i przez zimę będziesz miał wolne, damy ci spokój, chyba że sytuacja się zmieni i będzie wymagała twojej obecności, wówczas cię wezwę, ok!
Pantera mi napomknął, że jedziecie na obóz przetrwania do Karola i chcecie wziąć na niego Małgorzatę, czy tak?, tak, ale o Małgorzacie Mistrz decyduję – tak ja, sprawdzimy ją, wypadnie pozytywnie, to może do was dołączyć na zgrupowanie, niech i tak będzie - zgodziłem się z Mistrzem, zresztą nie miałem innego wyjścia.
Przed snem Mistrz mnie spytał - masz broń?, bo jak nie, to ja ci mogę swoją Berette 92F dać tak, na wszelki wypadek, nieee, śliczne dzięki, powiedziałem; bronią to ja sam jestem, i to wszystko co mam w kieszeniach; a co masz w kieszeniach?, długopis metalowy, grzebień, itd, jak chcesz, dodał Mistrz ...
W sobotę z samego rana, jeszcze przed śniadaniem, dostaliśmy z Izabelą od Mistrza zadanie przewiezienia paczki do Malborka; w Zbyszku i Jagience mieliśmy się spotkać z kurierem, który od nas odbierze przesyłkę. W Hotelu spotkaliśmy posłańca, który nas skierował do pewnej restauracji za Malborkiem w porze wieczornej, co mnie kompletnie zaskoczyło, ale cóż, wyjścia innego nie było, jak tylko tam jechać. Izabela, też zauważyłem źle to odebrała, ale nic na to nie odpowiedziała, ona w ogóle milczkiem jest ze swojej natury!
Mając dużo wolnego czasu ruszyliśmy z Izabelą Mercedesem, jak kiedyś W. Jagiełło konno na zamek Malborski-Krzyżacki, tylko my zwiedzać a Jagiełło go zdobyć! Przyłączyliśmy się do przypadkowej wycieczki, po zwiedzeniu tego co się tylko dało zwiedzić, poszliśmy na spacer po Malborku, tu już ja byłem dobrym przewodnikiem, a Izabela tylko podziwiała stare miasto i jego zabytki. Po spacerze poszliśmy na dość późny obiad do Zbyszka i Jagienki, następnie ruszyliśmy do miejscowości, którą dobrze znałem, ponieważ w tej restauracji parę razy już kiedyś gościłem z kolegami, na różnych imprezkach towarzyskich z okazji albo bez okazji, ot tak; dla zabawienia się i zmienieni miejsca, i atmosfery ...
Zajechaliśmy na parking i ruszyliśmy do restauracji, w restauracji było dość dużo osób różnej maści z wyglądu, siedliśmy przy stoliku wieloosobowym, bo innych tu nie było i czekamy, co będzie dalej! Izabela nagle wstała, idę do toalety; szepnęła mi na ucho i poszła w stronę ubikacji. Po drodze, gdy już z toalety wracała, jakiś pajac bez taktu klepnął ją po tyłku i zaraz tego pożałował, wszak otrzymał takiego plaskacza w pysk, który imitował prawie wystrzał z małokalibrowego pistoletu – spojrzałem w stronę stolika, skąd doleciał mnie ten trzask, facet który oberwał w policzek coś do swoich kolesi szepnął i wszyscy zaczęli nas bacznie obserwować. Izabela podeszła spokojnie do naszego stolika i usiadła, jakby nigdy nic się jej nie przydarzyło, nachyliłem się do jej ucha i szepnąłem ściszonym głosem; mamy pierwszych wrogów - taaak, szepnęła zdziwiona i rozbawiona, co mnie rozśmieszyło i parsknąłem śmiechem. To ty ich wrogami nazywasz?, zwykłe wiejskie buraki i nic nadto! Teraz burak czerwony nabierze troszkę taktu i ogłady – dodała spokojnym głosem, nauczy się szanować nieznajome kobiety – oby dodałem patrząc na stolik tamtych i ich wyraz twarzy, z którego wyczytałem, że szykuje się bal nad bale, jak tylko wyjdziemy z restauracji ...
Inne tematy w dziale Kultura