ekonomista  grosik ekonomista grosik
85
BLOG

cd - opowieści, która w pałce się nie mieści ...

ekonomista  grosik ekonomista grosik Kultura Obserwuj notkę 0

 

Podeszła do naszego stolika kelnerka wysoka jak topola i takoż zgrabna, usta miała czerwone jak maliny w ślicznym uśmiechu rozchylone ukazując tym samym swoje równe białe jak perły ząbki, i iskrzące się jak gwiazdy oczka na nocnym bezchmurnym niebie; przepraszam państwa rzekła rozbrajającymi słowami, coś może państwu podać?, serce mi zadrżało, jejku szybko rzekłem - tak, zauroczony jej głosem i wyglądem. Iza co dla ciebie?, mocną czarną kawę jeśli można poproszę, to wszystko?, tak, dobrze, to dwie kawy mocne prosimy i dla mnie lampkę dobrego koniaku, to wszystko?, na razie tak. Dobrze, za chwilę państwu podam, i szybkim zgrabnym zwrotem swojego ciała kształtnego w tył odeszła z uśmiechem – chyba zauważyła moje nią zafascynowanie ... Po paru minutach była z powrotem, dużą przyjemność sprawił mi jej ponowny widok, aż mnie Izabela kopnęła pod stołem w kostkę, a tobie - co?! Gały wywalasz jakbyś kobiety nigdy nie widział ..., wybacz mi Izabelo, ale takie zjawisko rzadko mi się zdarza ujrzeć, tym bardziej na co dzień. Jasne, wam tylko jedno w głowie, jak ujrzycie piękną niewiastę, tzn co?, pytam Izabeli, jak to co?, łóżko!

Izo milutka, ja w tej kelnereczce jeno piękno tego świata widzę, ale nie siebie z nią w łóżku, ciekawe czy w Aurorze też piękno tego świata widzisz, a co ma do tego Aurora?, to ty jeszcze nic nie zauważyłeś - ślepcze?, co takiego?, nic – już nic ci nie mówię, sorry! Po chwili milczenia Izabela jednak swoje dodała; jejku, jakiś ty Onuris ciemny pod tym swoim niby oświeconym sufitem – sam się domyśl! Teraz to mi ćwieka milutka zabiłaś pod ten mój, jakoby nieoświecony sufit - jasne, ćwieka ci zabiłam, roześmiała się dość głośno Izabela. Nagle od tego stolika, co ten gość w pysk dostał od Izabeli, usłyszeliśmy ostrzeżenie; może tam ciszej wieśniaki, to nie pole! Izabela spojrzała na nich, ale nic nie odrzekła, wzięła spokojnie swoja filiżankę z kawą i wolno się nią delektowała zamyślona nad czymś, ja skonsumowałem dobry łyk koniaku i po chwili popiłem go kawą tak, by nie tracić smaku ani jednej, ani drugiej wspaniałej dla podniebienia używki.

W końcu przerwałem milczenie, co ci Izabelo jest?, nic, jeno zamyśliłam się ciut nad sobą, bo widzisz, ja tak jak ty pędzę życie cygańskie wręcz. Nigdzie dłużej miejsca nie mogę zagrzać i czasami z tym ciężko mi jest, ale wiesz Onurisie?, chyba inaczej nie mogłabym żyć! To mnie bardzo mocno pociąga i daje satysfakcję, samospełnienie, zadowolenie; ta adrenalina buzująca podczas akcji, przygoda mimo że jest niebezpieczna, a jednocześnie dołuje i od czasu do czasu popadam, w jakiś bliżej nieokreślony marazm, hm; tym się martwisz?, to przemija, jak każda zła chwila, wszystko musimy kiedyś odreagować, od tego nie ma ucieczki, niestety, ale to są tylko emocje; raz - pozytywne, dwa – negatywne, które musimy zaakceptować, bo takie jest życie! Zawsze wybieramy to, co jest dla nas najlepsze, najkorzystniejsze, choć prawdę ci mówiąc przy tych wyborach popełniamy też omyłki, w ich dokonywaniu, ale doświadczenia nie idą na marne, co prawda nie wszystko da się po czasie naprawić, ale staramy się to robić, i to jest najważniejsze. Wiedz milutka, że ja też mam czasami taki podły nastrój, pełen przemyśleń których czasami nie kumam, jak ty, jednak też nie wyobrażam sobie życia bez tej adrenaliny i naprawiania błędów – własnych błędów ... Właśnie ta adrenalina nas pobudza do życia i działania, motywuje nas, by to doskonale robić i z pełną odpowiedzialnością, i to właśnie nasze nędzne życie robi ciekawszym, i bardzo niebezpiecznym; wtrąciła Izabela - tak, to prawda dodałem. A wiesz Izo co?, już myślałem, że o mnie jesteś zazdrosną i że tobie też w oko wpadłem – kopnęła mnie znowu pod stołem w kostkę, aż syknąłem i dodała; jesteś wariatem wiesz?, – wiem, dodałem i zaczęliśmy się śmiać na głos, tamte buraki, znowu coś burknęli w naszym kierunku.

Otworzyły się drzwi ze dworu i wszedł młody wysoki dość przystojny, dobrze zbudowany facet; ubrany w kombinezon z czarnej skóry, w ręku trzymał duży czarny kask z jakimiś czerwonymi wzorami, zdaje mi się, że to były płomienie ognia, o ile dobrze ujrzałem w przyciemnionej sali - rozejrzał się po restauracji, spojrzał na tych sześciu przy stole, co do nas coś przepijali i ruszył w naszym kierunku. Podszedł do naszego stolika i grzecznie zapytał, przepraszam; mam przyjemność z Izabelą i Onurisem?, tak, odrzekła zdecydowanie Izabela, on się z nią przywitał podając jej swoją rękę i całując ją w dłoń – Witek mam na imie, bardzo mi miło - odrzekła uśmiechnięta Izabela. Odwrócił się do mnie, spojrzał spod byka i powtórzył ten sam rytuał, tylko bez całowania mnie w dłoń, jednocześni śląc mi swój uśmiech z dziwnym wyrazem twarzy. Podałem mu swoją dłoń i poczułem jakieś dziwne wibracje od tego całego jeszcze Witka - ujrzałem fałsz w jego rozbieganych dziwnie oczach, bardzo wyraźnie! To mnie zastanowiło i włączyło czerwoną lampkę pod moim sufitem; pomyślałem sekundę dosłownie; albo te facet celowo chce mnie sprowokować, albo nie kontroluje swojej mimiki twarzy i odruchów ciała. Usiadł obok Izabeli, i zwrócił się przyciszonym głosem; przyjechałem po paczkę, którą macie mi teraz wręczyć; Izabela spojrzała na mnie i chyba coś wyczuła, bo nic nie odrzekła Witkowi, wówczas ja mu rzekłem też, przyciszonym głosem; paczki nie mamy, tylko wiadomość; przesyłka jest opóźniona nie z naszej winy, wszak do nas jeszcze nie dotarła, jak to spytał zaskoczony Witek, który aż poczerwieniał na twarzy – miała być dzisiaj i tu, uniósł się głosem! Przepraszam, rzekłem spokojnie do niego; proszę się uspokoić, nie tu miała być dostarczoną, tylko do hotelowej restauracji w Malborku – taka była pierwotna umowa, jak już, dodałem stanowczo, co chyba Wituś pojął w mig, to kiedy będzie?, spytał ... W przyszłą środę, a najpóźniej w sobotę, ale tym razem w Gdańsku jej odbiór będzie! To tyle co ci mieliśmy tu przekazać kurierowi, tj; tobie! Facet się prawie zerwał od stołu, ale w moment sam się ze strofował i już spokojniej dodał, to w Gdańsku, o której godzinie w środę, i gdzie?, czas i miejsce nasz szef ustali, my nie o tego jesteśmy, a od czego?, spytał zaczepnie. Spojrzał na moją twarz, nagle odwrócił się od naszego stołu i bez pożegnania ruszył w stronę drzwi, mijając stół tamtych buraków, coś im pokazał, albo mi się tak tylko zdawało, pomyślałem; okaże się to dopiero, po naszym wyjściu z restauracji.

Onuris, co ty tu wyprawiasz, co ty za pomysły masz - co?! Zrozumiesz, jak tylko stąd wyjdziemy, co niby ja zrozumie?, mów do jasnej cholery jaśniej, bo mnie to wszystko już teraz wkurza! I dobrze, dodałem; powoli milutka, tylko powoli, a cel sam się ujawni, spoko – ok?! Izabela dalej chyba nic nie kontaktowała, ale co jej miałem rzec, by jej nie spłoszyć? Machnąłem ręka w stronę pięknej kelnerki, rachunek proszę, kelnerka z uśmiechem podeszła i podała mi z tacy rachunek, międzyczasie gdy ja go regulowałem; buraki od swojego stołu wstali i wyszli - spojrzałem na Izabelę i wzrokiem wskazałem jej tamtych facetów, ona się tylko uśmiechnęła z dziwnym spokojem w oczach.

Izabelo, teraz idziemy spokojnie do naszego auta, wiec idziemy, odrzekła mi z tym swoim czarującym uśmiechem; ruszyliśmy oboje w kierunku drzwi wyjściowych. Na dworze przy naszym aucie stało trzech facetów z restauracji, więc ruszyliśmy do auta swobodnym krokiem; trzymaj się Izabelo lekko za mną, bo inaczej, marnie na tym wyjdziemy - szepnąłem do Izabeli, wiem o co chodzi, bądź spokojny o mnie. Stanęliśmy przed facetami na bezpieczną odległość i mówię do jednego z nich, najbliżej mnie stojącego, tj; do takiego brodatego draba z rozczochraną fryzurą, który mi wyglądał na ich szefa. Proszę się odsunąć od naszego samochodu, ok?, bo co?, bo my chcemy stąd spokojnie odjechać, po naszym trupie, rzekł do mnie rozczochrany brodacz. Jak sobie życzysz, ale radzę wam spokojnie płyńcie stąd, bo za chwilę może być za późno, by się z tego tańca wycofać!

Z tyłu nagle usłyszałem głos tego, co w mordę od Izabeli dostał, w restauracji, a który do Izy zwrócił się w dość ordynarnych słowach; wpierw z tą zdzirą się policzę, a później z tobą mądralo zatańczymy, jak tak lubisz taniec, nie ma sprawy, odrzekłem; lubię w duecie tańczyć ze słodką kobietą, ale nie z pastewnym burakiem! Co do reszty - zgoda! Ze mną możecie zatańczyć; znam troszkę ruchów dyskotekowych do zabawy hurmem, ale przepuście do samochodu dziewczynę, w żadnym razie odrzekł ten wulgarny przyjemniaczek, co potwierdził też stanowczo brodacz. Podeszli bliżej, i ten na wprost Izabeli stojący za nami, co dostał od Izabeli w restauracji, w pysk; kopnął Izabelę z całej siły w brzuch, przynajmniej ja tak to widziałem kątem oka w pierwszej chwili, bo tych trzech miałem na uwadze przed sobą. Usłyszałem tylko krzyk faceta, a nie Izabeli i ujrzałem tego, jakoby kopiącego Izabelę w brzuch ciut nad ziemią, po czym spadł z jękiem na glebę, jak kamień - fruwać nawet umie?, przebiegło mi przez myśl, ale chyba słabo, bo zaraz spadł niedaleko mnie okropnie jęcząc!

Teraz brodaty od czoła na mnie natarł niespodziewając się moje tak szybkiej reakcji, więc nadział się na moją pięść, która wylądowała od dołu jego brzusia na jajach, zawył jak młody wilk wabiący w księżycową noc waderę i padł zgięty wpół na kolana, jakby go ktoś podciął z tyłu sierpem i poprawił w łeb młotem! Błyskawicznie wyprostowałem się z przysiadu i walnąłem kantem dłoni drugiego nadbiegającego mojego przeciwnika między klatkę piersiowa a brodę, ten zacharczał jakby w usta sobie wody nalał do płukania zębów po wymyciu i stanął w miejscu wyprostowany, niby kołek wbijany kafarem w ziemię, trzeci już nie czekał na cios - odskoczył, w bok i począł uciekać w stronę ulicy, a ten co?, na stopa w stronę Malborka wieje?, pomyślałem przez moment ...

Obejrzałem się teraz w stronę walki, którą wiodła Izabela, by zobaczyć, jak ona sobie radzi, ta jednak walczyła bardzo spokojnie z wielką gracją, i z niezwykłą skutecznością; tanecznymi ruchami całego swojego ciała dręczyła nie źle swoich przeciwników, tym stylem walki wręcz mnie oczarowała, i to z kim, z dwoma drabami wyższymi od siebie i dużo lepiej zbudowanymi. Ten burak pierwszy co ją zaatakował i wyleciał w powietrze; próbował stękając wstać, ale coś mu w tym przeszkadzało, chyba błędnik mu wysiadł, bo łbem kręcił jakby nie wiedział, co się z nim dzieje, gdzie się znajduje, i co robi z tyłkiem na płycie parkingu.

W dobrym momencie jeszcze raz spojrzałem w stronę Izabeli i krzyknąłem - uważaj! W tym samym czasie jeden z jej przeciwników będący za nią, wyciągnął nagle nóż myśliwski o dłuższej klindze - wiec, skoczyłem w jego stronę, bo ten ruszył szybko w stronę Izy atakując Izabelę z tyłu, jednak ciut się spóźniłem - zbyt duża odległość nas dzieliła; Iza jednak po moim ostrzeżeniu go zauważyła, zrobiła błyskawiczny obrót ciała i nogą wybiła mu nóż z ręki, a jego złapała w sile jego pędu na nią, za kołnierz i puściła gościa górą przez siebie, który spadł jak worek z cementem pod nogi swojego kumpla – usłyszałem tylko jego, przeraźliwy; krzyk, łomot, i jęk dotykającego ziemi ciała! Gdy spojrzałem jeszcze raz na Izabelę ujrzałem numer butów ostatniego z napastników i było już po sprawie – dzięki Onurisie za ostrzeżenie, rzuciła z uśmiechem w moją stronę ...

Izabela rozprostowała z przysiadu swoje piękne ciało, w świetle lamp wydawała mi się dużo wyższa, jej zgrabna sylwetka o kocich ruchach, przypomniała mi Aurorę, tylko że Izabela była wydawałoby się bardzo wolna w swoich ruchach, ale nadzwyczaj precyzyjna, nic nie wykonywała na próżno, wszystko było jakby; skalkulowane i opanowane do perfekcji – jej długie włosy zakrywały lekko jej delikatny owal pięknej twarzy - dlaczego, dopiero teraz to zauważyłem?, biło od niej spokojem tak, iż tworzyła z otoczeniem; piękno i nieziemski urok, późnego ciepłego wieczoru ...

skromny - kochający wiedzę, i ludzi tolerancyjnych ...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura