ekonomista  grosik ekonomista grosik
44
BLOG

cd – opowieści ...

ekonomista  grosik ekonomista grosik Kultura Obserwuj notkę 0

Podeszła lekkim krokiem do mnie i przytuliła się tylko na moment, by uspokoić swoje emocje, i pozwolić adrenalinie wyrównać swój poziom w jej organizmie; lekko westchnęła, i po chwili poszliśmy wolnym krokiem razem, w stronę samochodu, przy aucie rzekła; otwórz! Kto, ja?, spytałem ją zaskoczony – przecież nie mam kluczy, to ty Izo klucze masz, jasne że ja mam, odrzekła z uśmiechem i rozbawieniem w oczkach, ale to hasło nie do ciebie było, tylko do auta mówię, to już nie masz z kim rozmawiać?, uśmiechnąłem się lekko, z chwilą polecenia Izabeli - otwórz! Zamki w samochodzie puściły i Izabela otworzyła bez problemu drzwi, co jest?, spytałem ją z uśmiechem - nic, po prostu jest zaprogramowany na mój głos, mogę też kluczem go otworzyć, ale po co? Fajnie masz, pierwszy raz widzę, by samochód reagował na głos.

Z tyłu za nami, bluzgając jak diabli wstawał ten koleś co Izabelę klapsem w restauracji poczęstował, i powiedział do niej, jąkając się; jeszcze ździro się spotkamy, a wówczas pożałujesz tego. Izabela odwróciła się ruchem kocicy i ruszyła w jego kierunku, podeszła do niego i mu powiada; jak trudno niektórym burakom pozbyć się jest chamskich nawyków, zachowań, wulgaryzmów - prawda?, może teraz jednak to dosadniej zrozumiesz, że każdej kobiecie należy się szacunek, i nim facet zdążył cokolwiek powiedzieć, uczynić, dostał kopa w jądra – ufff, przypomniała mi się mina pantery, jak go podrobiona kelnerka co przyniosła nam przesyłkę, poczęstowała go w pokoju hotelowym, w samo krocze też z kopa, w tym samym czasie stopa Izabeli wylądowała na jego gębie w okolicy podbródka - odrzuciło faceta w bok, jak worek z ziemniakami - walnął na glebę tym razem plecami, aż jęknęło coś w nim, i już nic nie powiedział - nawet Izabeli nie pożegnał; dobrej nocy pani życzę, już pojąłem kulturalne zachowania się w stosunku do kobiet ...

Izabela wróciła spokojna do samochodu, nim wsiedliśmy - kawałek dalej usłyszeliśmy warkot silnika i ujrzeliśmy, zapalone światła motocykla, który nagle ruszył z piskiem opon w stronę Malborka. Izabela spojrzała na mnie, teraz rozumiesz milutka odmowę dania paczki temu fircykowi na czarno ubranemu?, rzekłem do niej ściszonym głosem - tak! To fajnie, pal teraz swoją inteligentną maszynę i ruszamy rychło do Gdańska.

Po drodze w kierunku Malborka, Izabela mnie spytała; dlaczego z restauracji nikt nie wyszedł, gdy my z tymi typkami walczyliśmy, a kto teraz milutka chce się wtrącać lub być światkiem zdarzenia?, odpowiedziałem pytaniem na jej pytanie - no tak, masz rację, wyszeptała ...

Zdradź mi jeno Izabelo, gdzie ty się nauczyłaś tak walczyć?, na plażach Brazylii! To ty tego jeszcze nie wiesz, że w Brazylii z Aurorą spotkałyśmy się po raz pierwszy i tam obie karate, kapuerę ćwiczyłyśmy oraz inne sztuki walki? Aurora wiem że tam była, i że ćwiczyła tam taniec i inne sztuki walki, ale o tobie nic nie wiedziałem, teraz dopiero do mnie to dociera!

Wiesz Izabelo co?, masz talent i niezwykłą szybkość, gdy spojrzałem i ujrzałem, jak Ty sobie z tymi dwoma radzisz, wówczas mnie przestało dziwić, że ten co ciebie chciał kopnąć w brzuch, kopnął jeno powietrze, to był świetny numer! Izabela uśmiechnęła się z wielka radością od ucha do ucha, i zapytała mnie; jak myślisz Onuris, dlaczego mnie na kierowcę-ochroniarza wybrał i wziął Mistrz?, nie wiem – odpowiedziałem szczerze. Byłam najlepszą spośród tych, którzy kasting przechodzili, nawet faceci odpadli, aaa, to teraz rozumiem, ale nie mogłaś mnie wcześniej uprzedzić, bym się tak o ciebie nie martwił walcząc z tamtymi burakami, jak to ty ich nazwałaś? A tak, moje myśli o twoje bezpieczeństwo mnie troszkę rozpraszały, nie przesadzaj, mój ty obrońco – zaczęła się śmiać, no tak, rzekłem; teraz to ja przesadzam?, i klepnąłem ją delikatnie w plecki, śmiejąc się na cały głos.

W dobrym nastroju powróciliśmy do Gdańska, by się przespać po tym męczącym dniu pełnym nieprzewidzianych zdarzeń i wrażeń ... Rano zaraz po śniadaniu Mistrz Izabelę i mnie wezwał do siebie; i co?, spytał nas, przesyłka dotarła do celu podróży?, tak, do celu podróży dotarła rzekłem, lecz nie została kurierowi przekazana; nieee?, spytał Mistrz - bo?, tu się wtrąciła Izabela i w pięknym stylu barda streściła cały nasz pobyt w Malborku i poza nim; zmianę miejsca odebrania paczki, spotkanie z kurierem, i walkę z burakami po wyjściu z restauracji ...

Mistrz zamyślił się i po dłuższej przerwie dopiero, dodał; zbyt dużo tajemnic, nierozwiązanych zdarzeń, porwanie, napad, bez wyjaśnienia tego wszystkiego, nie możemy na razie nic robić.

Ty Onurisie musisz wracać do domu i do pracy iść, ja muszę tu ściągnąć panterę i Izabelę, wszak musimy dociec, co się dzieje w naszym otoczeniu, zbyt dużo tu znaków zapytania i żadnych odpowiedzi.

Mistrzu, jak jestem tu bardzo potrzebny, to przedłużę sobie urlop bezpłatny i będzie cacy - nie! Ty jedź do domu i wracaj do pracy zawodowej, jak sobie nie damy rady tu sami, to poślę po ciebie Izabelę albo panterę – rozumiesz?, tak! Teraz Onurisie, możecie iść z Izabelą na spacer, ja muszę jeszcze spokojnie przemyśleć kilka wątków naszych spraw, nim podejmę ostateczną decyzję.

Izabelo idziesz ze mną na spacer?, zapraszasz mnie?, jak możesz w to jeszcze wątpić?, postawię ci nawet dobrą kawę z twoim ulubionym ciastem, ok? Jejku, poważnie?, spytała mnie rozbawiona Izabela uśmiechając się od ucha do ucha, jak; bum - cyk, cyk. To jasne, jak słoneczko na niebie, że na tak obiecującą randkę z tobą, idę – dodała, śmiejąc się tym razem na cały głos!

Mistrz tylko się uśmiechnął słysząc ten nasz dziecięcy dialog, w końcu machnął ręką i wyszedł, a my krótko po nim - też, ruszyliśmy w miasto na spacer, obiad, obiecaną kawę z ciastem lukrowanym na powierzchni.

Spacerowaliśmy dość długo po zabytkach Gdańska, później Izabelę zaprosiłem do restauracji na wyśmienity obiad, na kawę z lukrowanym ciastem, po tych wszystkich przyjemnościach wróciliśmy do mieszkania Mistrza.

Wieczorem, pożegnałem się z Mistrzem i po chwili jechaliśmy z Izabelą do mojego miasteczka, po drodze by się nie nudzić Izabela wypytywała mnie, o moje prywatne życie, pracę, o to, jak trafiłem do zakonu i poznałem Mistrza, Aurorę, panterę, i takie tam jeszcze inne zdarzenia, które ją interesowały; nie na wszystko mogłem jej odpowiedzieć, w każdym bądź razie - czas i droga, zleciały nam bardzo szybko, i w bardzo miłej atmosferze ...

Zatrzymaj Izabelo auto na parkingu tuż obok stacji, rzekłem do niej; dobrze, skoro tak sobie życzysz; auto stanęło we wskazanym miejscu, czyli na parkingu hotelowym, wysiedliśmy oboje z samochodu; jeszcze w tym miasteczku nigdy nie byłam, rozglądając się dookoła, rzekła rozbawiona Izabela.

Masz może chęć na kawę?, spytałem ją - tak, odrzekła z uśmiechem, to chodźmy; po drugiej stronie ulicy jest restauracja z hotelem, co?, do hotelu mnie zapraszasz na małe co nieco?, marzycielka z ciebie jest, odrzekłem śmiejąc się – jasne, czasami lubię troszeczkę pomarzyć!

Weszliśmy do restauracji, moja koleżanka-kelnereczka o wspaniałej figurce i niezwykłej urodzie, podeszła do nas – cześć piękny, rzekła do mnie na przywitanie z uśmiechem i zapytała - coś podać?, witaj śliczna odrzekłem całując ją jednocześnie swoim zwyczajem w policzek, a tak; dwie kawy i lampkę mojego ulubionego koniaku, już się robi - odeszła szybkim krokiem w stronę bufetu, po chwili zjawiła się z uśmiechem na ustach niosąc na tacy aromatyczną kawę i mój koniak, taki jak chciałeś, ok a pani może coś jeszcze dodać do kawy?, zwróciła się z pytaniem do Izabeli, ciasto świeże jakieś tu macie?, tak; ciasto świeże też tu jeszcze mamy, a jakie jeśli można wiedzieć; tortowe, rolady, szalotkę, ooo i lody o różnych smakach i przybraniu - nie, za lody dziękuję, ale szalotkę poproszę - dobrze, zaraz doniosę, rzekła Danuśka do Izabeli i odeszła w stronę bufetu ...

W restauracji spędziliśmy czas do jej zamknięcia, pod koniec dosiadła się do nas jeszcze Danusia-kelnereczka, bo klientów wymiotło przed czasem zamknięcia, i zaczęła opowiadać, te swoje śmieszne historyjki, które bawiły niezmiernie Izabelę. Widać było, że kobiety się bardzo polubiły od pierwszego widzenia, bo przed odejściem Danka zaprosiła Izabelę ponownie do naszego miasteczka i restauracji, a czego Izabela jej nie odmówiła.

Po zamknięciu restauracji z Izabelą wyszedłem na dwór i skierowaliśmy się na parking do jej samochodu ...

Piękne i wspaniałomyślne koleżanki masz, czy ona aby tylko jest twoją koleżanką?, coś mi sugerujesz Izabelo? A poza tym; coś ty taka ciekawa wszystkiego tego, co się ze mną wiąże?, zwykła babska ciekawość, odrzekła Izabela szybko i nic ponadto – jasne dodałem z uśmiechem, i zaraz oberwałem kuksańca w bok ... Podprowadziłem Izabelę do samochodu, pożegnałem ją czule, a odwracając się nagle usłyszałem, Dankę z pytaniem; odprowadzisz mnie do domu?, nie ma sprawy! Danusiu?, mogę ja ciebie podwieźć do domu, zaproponowała Iza - nieee, ślicznie dziękuję, ale chcę z nim jeszcze troszkę pogadać i o radę zapytać, dobrze. Trzymajcie się rzekła Izabela i do następnego spotkania, szybko dodała; pomachała nam jeszcze rączką i ruszyła pełnym gazem z hotelowego parkingu na ulicę skręcając ostro koła w stronę Malborka ...

Chyba się Izabela troszkę wkurzyła na mnie - co?, spytała mnie Danusia, a skąd piękna ja to mam wiedzieć?, wy kobiety swoje myśli odczytujecie na odległość, więc chyba Izabelę rozszyfrowałaś - co?, tak! To po co mnie pytasz?, tak sobie tylko głośno myślałam – jasne, tylko głośno sobie myślałam, dodałem z przekąsem, w końcu się roześmiałem, a tobie co tak wesoło?, jak można się nie uśmiechnąć patrząc teraz na twoją słodką minkę? ...

Szliśmy powoli w stronę domu Danusi milcząc, w końcu ona zadała mi pytanie; cobyś zrobił z żoną gdybyś ją przydybał we własnym łóżku z kolegą swoim?, do czego zmierzasz? Spytałem ją powoli i z namysłem, no co byś zrobił?, odpowiedz mi, hm; jakby to robiła z moim kolegą we własnym łóżku, tobym jej nic nie zrobił, bo wówczas by nie cudzołożyła! Danka walnęła mnie w plecy, nie żartuj sobie ze mnie dodała, tylko mi poważnie odpowiedz, ok?! Wiesz Danusiu, jesteśmy dorośli, a skoro ktoś nasze zaufanie traci, winien znać konsekwencje tego, a konsekwencje są w miarę proste;

żegnaj moja śliczna malutka,

noc twoja ze mną była krótka

- zbrzydłaś mi, tak bardzo,

jak byle jaka wódka,

po której teraz niestety,

ale rzygać mi się chce!

I co?, i to wszystko?, a cobyś milutka jeszcze chciała usłyszeć?, a może byś chciała na rękach go nosić?, czy czekać na jego opamiętanie się? Nooo, nie wiem, dlatego ciebie pytam, to masz tu moją odpowiedź – rzekłem Danusi, a poza tym; ty decydujesz o dalszym z nim pożyciu, skoro lubisz zgniłe spady konsumować, twoja sprawa, u mnie jak ktoś straci zaufanie choćby raz, nigdy później nie zmieniam zdania mojego o nim i to dopóty, dopóki się znamy – cóż mogę ci więcej tu dodać od siebie? Chyba mu zaproponuje separację na razie i poczekam, co on zrobi dalej; dalej milutka, to on się ciut uspokoi, by przetrzymać twoje wzburzenie, a później w wolnej chwili, zrobi to ponownie, bo tak jest widać jego natura, jak u skorpiona! A co ma z tym wspólnego skorpion?, pewnego razu skorpion moja droga prosił żabkę, by ta go przetransportowała na drugi brzeg rzeki, wszak nie umie pływać. Żabka rzekła do skorpionowi; chętnie bym to zrobiła, ale ty mnie użądlisz, obiecuje ci żabciu, że nie! Jak tylko skorpion stanął na drugim brzegu – żabcie użądlił! Ona bardzo zaskoczona i zdziwiona tym jego wrednym zachowaniem się, rzekła do niego; przecież obiecałeś, hmm; po zastanowieniu się odrzekł spokojnie skorpion – taka jest moja natura!

Widzisz Danusiu; zdrada po pijanemu z obcą osobą tak nie boli, jak zdrada z przyjacielem, czy kolegą, którzy nawiedzają twój dom obdarzeni twoim naiwnym zaufaniem, to wódka jest usprawiedliwieniem dla ciebie? Danusiu, nie jest wódka dla mnie osobiście żadnym usprawiedliwieniem, tylko łagodniejszym potraktowaniem intruza, który w zamroczeniu alkoholowym pomylił dobro ze złem i żonę z jej przyjaciółką czy koleżanką - każdy, w takiej sytuacji może zbłądzić, zwłaszcza gdy jedna ze stron, robi to nieświadomie! Człowiek milutka zawsze błądził i dalej będzie błądził, ale trzeba odróżnić coś nieświadomego od premedytacji, nie sądzisz? Sama teraz nie wiem - wiesz?, muszę to wszystko na spokojnie przemyśleć, pytając ciebie o zdanie, chciałam tylko poznać więcej opinii na ten temat, bo pierwszy raz takie coś mnie w życiu spotkało – mąż z moją najlepszą koleżanką, w naszym wspólnym małżeńskim łóżku i wcale tego nie zrobili po pijanemu! Oj! To dużo gorsza sprawa niż sądziłem, po twojej wypowiedzi na ten bulwersujący temat ... Cobyś jednak nie uczyniła, rób to konsekwentnie, najgorzej jak on wyczuje w tobie, twoje wahanie się, wówczas sprobuje cię wymanewrować, a całą winę skierować, na twoją koleżankę, bo on nic na tym sam nie straci, tylko ty i twoja koleżanka, która popełniła błąd dając się mu zaciągnąć do twojego małżeńskiego łoża - manipulacja, jest najwyższym dobrem; narcyzów i egoistów, pamiętaj o tym.

Podeszliśmy pod dom Danusi, tu Danusię pożegnałem słowami; wszystko będzie dobrze, pocałowałem ją jak zawsze, w policzek i zwróciłem kroki w swoją stronę, gdzie mnie też czeka nie zła przeprawa z żoną, jak mniemam, o te moje częste wyjazdy i nagłe znikanie z domu! Kurka wodna; lepiej jest komuś rady dawać, jak samemu wpaść na dobrą wymówkę, by tym razem swoją skórę ocalić – cóż zrobić, takie jest to nasze nędzne życie, myślałem idąc spacerkiem w stronę domu do którego drzwi dzisiaj, aż tak bardzo mi się nie spieszyło ...

skromny - kochający wiedzę, i ludzi tolerancyjnych ...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura