ekonomista  grosik ekonomista grosik
37
BLOG

cd. mojej opowieści ...

ekonomista  grosik ekonomista grosik Kultura Obserwuj notkę 0

Przekręciłem klucz w zamku i otworzyłem delikatnie drzwi wejściowe, wszedłem do przedpokoju, marynarkę powiesiłem na wieszaku - wszędzie były światła już pogaszone, co oznaczało, że wszyscy już śpią. Wszedłem do kuchni, otworzyłem lodówkę, wziąłem butelkę wody mineralnej, wypiłem kilka łyków i ponownie wstawiłem butelkę do lodówki, hmm; chwilkę pomyślałem, czas się wykąpać i iść spać. Zrzuciłem ciuch w swoim pokoju, wszedłem do łazienki i pod prysznic, puściłem ciepłą wodę, chwilę pod nią stałem nim zacząłem się mydłem w płynie namaszczać, po tym rytuale puściłem zimną wodę, aż mnie zatrzęsło, senność spłynęła do końca z mojego zmęczonego ciała. Wszedłem do swojego pokoju, włączyłem przyciszoną muzykę i popłynęły utwory Vivaldiego, rzuciłem ciało w poprzek kanapy i tak wpatrzony w sufit ogarnąłem ostatnie dni mojej przygody w Gdańsku i poza jego granicami ...

W toku moich przemyśleń, usłyszałem delikatne naciśnięcie klamki i od mojego pokoju nagle otworzyły się drzwi, stanęła w nich moja połowica z pochmurną, gradową miną i pyta; a kawaler skąd wraca?, z randki - rzekłem, z uśmiechem, bo co? Nic! Po prostu chciałam ci zakomunikować, że od jutra rana, sam sobie wszystko robisz; śniadanie, obiady, kolację, zakupy, sam się opierasz – dalej mam wymieniać? Nie, tylko jestem ciekawy, co ty w tym czasie będziesz robiła?, a może wyjeżdżasz?, dla ciebie mnie nie ma w tym domu – zrozumiano? Chwileczkę moja perło, o co ci teraz, tak naprawdę chodzi?, bo nic z tego co mi tu prawisz nie kumam. O nic, po prostu ogłaszam ci swoją nieodwołalną decyzję, że od dzisiaj jesteśmy w separacji – tak? Tak! Krzyknęła żonka, a powód?, powód, ty śmiesz mnie draniu pytać jeszcze o powód? Tak, bo przecież ci mówiłem, że do Gdańska muszę jechać, i co?, ze mną to uzgodniłeś czy z panterą?, jak miałem uzgodnić coś z tobą, jak mi drzwi wyjściowe przed nosem zatrzasnęłaś wychodząc, jak burza?!

Posłuchaj łobuzie! Przepraszam żonko, że ci przerwę tą twoją tyradę, ale ogranicz się do jednego wyzwiska, bo pogubiłem się w tym, kim dla ciebie w ogóle jestem! Draniem, łobuzem czy jeszcze czymś tam niezidentyfikowanym? Skoro zadecydowałaś sama o naszej separacji - no cóż, niech będzie tak, jak ty sobie tego życzysz, i tak większość prac w tym domu ja robiłem, a że ostatnio mam ciut więcej pracy w terenie, to powinnaś zrozumieć, ale skoro wola twoja jest taka, jaka jest – zgoda! W końcu jesteśmy dorośli i znamy konsekwencje swoich decyzji, prawda? Moja decyzja jest nieodwołalna rzekła stanowczo, prawie tupiąc swoją nóżką żonka, ok nie ma sprawy! Rozumiem twoją decyzję i ją szanuję, wiec możesz już wyjść z mojego pokoju, bo tym swoim głośnym gadaniem, dzieci pobudzisz, a chyba jutro oni też do pracy idą, prawda? Odwróciła się zgrabnym ruchem na pięcie i bez słowa już, wyszła z mojego pokoju! Uff, odsapnąłem i dodałem sobie cicho pod nosem; do trzech razy sztuka, więcej razów już nie będzie, to jest teraz też moja decyzja.

Budzik w radiu obudził mnie, szybko wstałem; umyłem się, ogoliłem, buźkę wodą kolońską wymasowałem, szybko się ubrałem i wszedłem do kuchni. Nastawiłem wodę na kawę i herbatę, zrobiłem jajecznice na bekonie dla wszystkich, sam szybko zjadłem, i nim wszyscy zasiedli do śniadania, ja byłem w drodze do pracy.

Szef mnie dopadł na korytarzu i się wysilił; ooo, gościa mamy w pracy, zwrócił się do swojej sekretarki, która też przystanęła obok nas; poznaje go pani, pani Grażynko?, ona spojrzała na mnie z uśmiechem, na szefa, chyba tak, o ile nie jest on do Kazimierza tylko podobny, a wy co?, spytałem poirytowany takim przywitaniem; na libacji wczoraj byliście razem, czy co? Ryknęli śmiechem, aż mi się głupio zrobiło, ok rzekł szef do mnie, klepiąc mnie po barku; wejdź na moment do mnie. Wszedłem do gabinetu szefa, po chwili wpadła Grażynka; przepraszam szefie, co podać?, kawę, herbatę?, tak, proszę kawę, a tobie co?, zwróciła się z uśmiechem do mnie - nic, kawę piłem krótko przed wyjściem z domu, więc serdecznie dziękuję za wszelki napitek. Chyba się nie obraziłeś na mnie?, spytała niepewni już wychodząc z gabinetu szefa Grażynka, nie przesadzaj, za co miałbym się obrazić?, za ten wasz żartobliwy numer?, zdarza się, dodałem już z uśmiechem, by mi uwierzyła na słowo!

Po jej wyjściu szef się zwrócił, bardzo poważnie do mnie; posłuchaj, mamy ważną sprawę do załatwienia i mam nadzieje, że mi nie odmówisz i zgodzisz się jechać bez oporów, prawda? A o co konkretnie chodzi? spytałem, o nic wielkiego, ale wiesz ten wyjazd jest daleko od nas, tzn; dokąd mam jechać?, pytam szefa. Do Krakowa, tam byś wpadł na uczelnię ekonomiczną do mojego starego przyjaciela i przywiózł mi, bardzo dla mnie ważne materiały, a szef będzie znowu miał pole do popisu z gościem w pracy?, nie żartuj. Wiesz, ty się najlepiej nadajesz do takich zadań, sam dobrze o tym wiesz!

Delegację ci Grażynka wystawi i będzie cacy - co?, ok pojadę! Do Laskowic masz pociąg dzisiaj o godzinie 18 min 05, a z Laskowic do Zakopanego przez Kraków masz coś około godziny 22 z groszami, tam jesteś na godzinę 6 min 55, więc z samego rana go dopadniesz na uczelni. Zwiedzisz miasto i wrócisz - chwileczkę szefie, przerwałem mu jego wywód; wrócę za dwa najwyżej trzy dni, tak?, pytam szefa; możesz i za dwa, trzy dni wrócić, tylko nie więcej, ok?, ok! W tym czasie jeszcze mojego kuzyna w Nowej Hucie odwiedzę, rozumiem odrzekł szef, niech i tak będzie ...

Wyszedłem do kolesi przywitałem się krótkim – cześć, i rzekłem; zaraz wracam do chaty przygotować się do wyjazdu, tylko tu pozałatwiam jeszcze swoje sprawy zaległe – znowu?, spytał mnie Ryszard, tym razem dokąd jedziesz? Do Krakowa z szefa polecenia, ty masz dobrze, cały czas w drodze, jak cygan, jak cię Rysiu to tak rajcuje?, to jedź w tą podróż za mnie - nieee, dzięki, wolę tutaj na miejscu siedzieć, ponieważ nie cierpię jazdy pociągami. Masz swój samochód dodałem, to jedź samochodem, co ci szkodzi? Jasne odparł, a kto mi za paliwo zwróci?, dostaniesz delegację, taką delegacją, to sobie możesz tyłek podetrzeć, nawet kosztów części paliwa mi nie pokryje w jedną stronę, a jadę przecież w dwie strony, prawda?, prawd, prawda, odrzekłem śmiejąc się z jego miny ...

Z pracy jednak się nie urwałem, bo z załatwianiem ostatnich zaległości dość długo mi zeszło, ale prawie wszystko skończyłem, o godzinie 16 min 20 byłem w domu, i zacząłem się przygotowywać do wyjazdu. Dużo tego nie było, bo torbę którą miałem w Gdańsku, jeszcze nie rozpakowałem; wymieniłem tylko; koszulę, slipy, skarpety - włożyłem też; golarkę, wodę kolońską i byłem gotowy do drogi.

Wychodząc z domu, ponieważ jeszcze nikogo z dzieci nie było - kartkę na stół w kuchni rzuciłem, w której informowałem rodzinę, gdzie wyjechałem, i kiedy mniej więcej wrócę. Na stacji byłem krótko przed przyjazdem pociągu, zdążyłem jeno bilet kupić i pociąg czekał już na mnie na peronie, rzadko się zdarza taka punktualność przyjazdu pociągu, ale dzisiaj jakoś szczęście mi dopisało. Ruszyłem na Laskowice, tam troszkę czekałem na pociąg: Gdynia – Zakopane, który podjechał z lekkim opóźnieniem. W pociągu było miejsce wolne koło młodej damy, więc grzecznie ją zapytałem czy pozwoli mi z niego skorzystać, a skoro z pięknym uśmiechem mi pozwoliła, skorzystałem z okazji i swoje cztery litery umieściłem na siedzeniu, tuż obok tej piękności.

Chwilę jechaliśmy w milczeniu, w końcu młoda dama mnie puknęła w łokieć i pyta; daleko pan jedzie?, Kraków jeno, uśmiechnęła się i dodała, jeno?, tak, odrzekłem z uśmiechem. A pani jedzie daleko?, nieee, też Kraków jeno, studiuję w Akademii Ekonomicznej, poważnie?, to jedziemy w te same mury - co?, pan też tam studiuje?, studiowałem, ale dużo lat wcześniej, w Akademii Ekonomicznej? - tak, co nie wyglądam na takiego?! Oj! Nie o to mi chodziło, tylko taki zbieg okoliczności rzadko się zdarza - chyba to nasze przeznaczenie, co?, spytałem ją. Wierzy pan w przeznaczenie?, tak, ja też odrzekła i się uśmiechnęła swoim rozbrajającym uśmiechem. Co pani studiuje?, nie jestem pani, studiuję zarządzanie, a na imię mi; Irena, podała mi swoją delikatną rączkę, bardzo mi miło - Kazimierz.

Wydaje mi się, jakbym ciebie już gdzieś spotkała, a gdzie mieszkasz?, spytałem ją, w Gdańsku, niedaleko Neptuna, odrzekła, hmm; wówczas to jest możliwe, bo ostatnio niedaleko Neptuna w hotelu nocowałem. To nie o ostatni tydzień mi chodzi, musiałam ciebie dużo wcześniej widzieć, przynajmniej takie odnoszę wrażenie, oj! To chyba nie w tym życiu. Ty sobie żartuje, a ja poważnie mówię, to prawda, ja sobie żartuję, ale też wierzę tobie, ponieważ kiedyś w Gdański, bardzo często bywałem i mam tam rodzinę, tj; bardziej moja żona.

Ty jesteś żonaty?, żonaty i dzieciaty, w moim wieku trudno się wybronić od żony i dzieci - taka nasza natura, dodałem. Człowiek zawsze dąży do harmonijnego i stabilnego w miarę życia, a to może dać ci tylko własna rodzina. A tobie Kazimierzu dała stabilizację i harmonię?, raczej tak, to nie jesteś tego pewny?, jestem, tylko nie wszystko w rodzinie, tak się układa, jakbyśmy tego sami chcieli - nie rozumiem, to co się właściwie ci stało?, separacja od niedzieli. Ty ją żonie zaproponowałeś, czy żona tobie?, żona mnie, i to wiesz, po raz trzeci, i chyba już ostatni, aż tak źle? Raczej tak, zawsze jest do trzech razy sztuka, jak się nie potrafi dwoje dorosłych ludzi dogadać z sobą, to bezsensem jest, ciągnąć to na siłę dalej, prawda?

Mój ojciec i matka mieli przed laty podobny problem, i co?, rozeszli się i teraz są lepszymi przyjaciółmi dla siebie, jak żoną i mężem dla siebie byli kiedyś. Rozumiem, a ty teraz jesteś; raz u ojca, raz u matki?, na stałe u mamy jestem, tatkę tylko odwiedzam. On czasami do nas do domu przychodzi; na obiad, kolacje – sam się tak wprasza?, skąd, mama go zaprasza, on mamę też do restauracji czasami zaprasza. Ojciec twój teraz sam jest?, nie; ma jedną damę swojego serca, bardzo towarzyską i dla mnie miłą ona jest, ale mieszkają osobno, są jak to niektórzy nazywają - dochodzący do siebie, w razie nagłej potrzeby, i tu się Irena szczerze roześmiała, w czym jej zawtórowałem – fajnie, stwierdziłem ciągle się śmiejąc z Ireną.

Wiesz Kazimierzu, na początku, jak tylko się rozeszli, to nie mogli sobie miejsca znaleźć, pytam mamusię; i trzeba wam było tego rozwodu?, a co miałam zrobić, jak nic do siebie już nie czuliśmy?, a wysmarować się piżmem, to jest ponoć afrodyzjak i działa na facetów, jak płachta na byka. Takimi tekstami rozśmieszyłam ją i jeszcze bardziej dosadnymi ... Widzisz, niby ich miłość wygasła, a jednak bez siebie jakiś czas, nie potrafili żyć. To Ireno wynika z przyzwyczajenia się do pewnego rytmu życia i codziennych rytuałów, po rozwodzie wypadli z tego rytmu i szukali oboje oparcia. Twoja mam w kim go znalazła?, w tobie?, na początku tak, wszędzie razem chodziłyśmy, jak bliźniaczki, później jednak znalazł się przyjaciel rodziny, i już wszystko jakby u niej wróciło do normy, za to ja się go do dzisiaj krępuję, nie wiem, ale nie darzę go zbytnio swoją sympatią - co?, nie sympatycznym jest dla ciebie?, czyli masz inne wymagania, w stosunku do mamy przyjaciela? To nie to, wymagania tu nic nie mają do rzeczy, we mnie lub w nim jest coś, co nas oddala od siebie.

Twój uraz Ireno do niego może wynikać z twojej podświadomości, po prostu nie godzisz się na to, by ci on ojca zastępował i dlatego trzymasz go na dystans. Wiesz Kazimierzu co?, to jest bardzo możliwe. Ojca mam wspaniałego i na pewno sobie nie życzę, by ktoś inny go mi zastępował; dopóty, dopóki on żyje, a później, gdy już jego nie będzie, za starą będę, by mi go ktoś inny mógł zastąpił.

Mam nadzieję, że moje dzieci też, tak jak ty, będą myśleć, gdybyśmy się rozwiedli z żoną - szlag, by mnie chyba trafił, jakby w obcym facecie oni ojca widzieli czy szukali – ufff, lepiej sobie odpuśćmy te rozważania; co by to było, gdyby to tak było, lub siak. Irena się zgodziła z tym, by nie stawiać hipotez bez potrzeby i to na wyrost ...

A jak ci idzie Ireno na studiach?, bardzo dobrze, już jestem na ostatnim roku, i jestem dobrym materiałem na menadżera, aż tak się reklamujesz?, a co?, dobra reklama raczej nie szkodzi, a wręcz pomaga, prawda? Tak, ale cóż ci mogę zaoferować?, nie mam własnej firmy, bo gdybym ją miał to bym ciebie na próbę zatrudnił – rozśmieliśmy się razem, aż się inni pasażerowie na nas gapić zaczęli z ciekawością.

W akademiku mieszkasz?, nieee, u cioci - ona jest profesorką na innej uczelni, ale niedaleko Akademii Ekonomicznej mieszka i po mnie na stację dzisiaj wyjedzie, jak chcesz, to cię jej przedstawię i cię podwieziemy. Oj nieee, dzięki; wolę się przejść, ale przedstawić mnie cioci swojej możesz, dlaczego nie. Wiesz Ireno, bardzo lubię spacery, a po tym siedzeniu tu w przedziale wagonu tyle godzin, chętnie rozprostuję swoje nogi i rozruszam całe swoje ciało, a do tego, nigdzie mi się aż tak bardzo nie spieszy. Skoro tak mówisz, ano tak mowie i tak chcę, a ciebie Ireno, jak nie masz nic przeciwko temu; zapraszam na obiad zaraz po tym, jak skończysz zajęcia. Restaurację, ty młoda damo wybierasz, ok?, ja w Krakowie dawno nie byłem, a na pewno w Krakowie przez ten czas, dużo się zmieniło – poczekaj chwileczkę, poważnie mnie zapraszasz do restauracji na obiad?, a dlaczego nie?

skromny - kochający wiedzę, i ludzi tolerancyjnych ...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura