- tak, po tych skurczybykach politykach, teraz czas na kulturę ...
**************************************************************************
Po chwili wszedł konduktor do naszego przedziału i zapytał; ktoś z państwa wysiada w Krakowie?, tak! My wysiadamy odpowiedziałem i wskazałem głową na Irenę - zbliżamy się do Krakowa więc, proszę podróżnych wysiadających w Krakowie, o przygotowanie swoich bagaży przed opuszczeniem przedziału tak, by niczego tu nie zostawić!
Dzięki ci Panie wyszeptałem z uśmiechem, już mnie tyłek zdrętwiał, jakbym solidnego kopa weń dostał od starszej pani, za krzywe spojrzenie! Irena parsknęła głośno śmiechem i dodała; masz ty dość zabawne pomysły! A dlaczego akurat za krzywe spojrzenie?, spytała mnie ... Wiesz, miałem kiedyś taką przygodę jadąc pociągiem z kolegą do Malborka - starsza pani stała obok mnie, kiedy mój kolega coś mi opowiadał, ta pani w końcu nie wytrzymała, i pyta mojego kolegi; co się pan tak gapisz na moją pomarszczoną twarz?, może się panu moje lata nie podobają? Kolega spojrzał na nią kierując twarz swoją na mnie i odpowiada jej bardzo zdziwiony wręcz zaskoczony; przepraszam szanowną panią, ale z czego wynika takie spostrzeżenie u pani i nietakt z mojej strony?, dlaczego się tak pan we mnie wpatrujesz mówiąc do tego pana stojącego obok mnie?, pyta go ponownie zdegustowana starsza pani. Wcale się w panią nie wpatruję miła kobieto, po prostu mam dużego zeza od urodzenia! Kobieta przyjrzała się jego twarzy uważniej i odrzekła; to ja przepraszam, bo już chciałam pana w dupę kopnąć za to, że panu się moja facjata nie podoba!
Aaa, teraz rozumiem rzekła Irena i zaczęła się śmiać jeszcze głośniej, a tobie co śmieszko?, nic! Cieszę się, że już jesteśmy w Krakowie, i że o piętnastej z groszami obiad smaczny zjemy razem i to w restauracji, którą ja wybiorę, a dania też ja wybieram?, to jasne, jak słoneczko na bezchmurnym niebie, dodałem krótko z uśmiechem.
Pożegnaliśmy się z naszymi towarzyszami podróży, którzy jechali dalej, bo aż do Zakopanego. Wyszedłem z przedziały zaraz za Ireną na korytarz, kierując się w stronę wyjścia na koniec wagonu. Kurka wodna, mruknąłem pod nosem, ależ tu tłok w tym ciasnym, jak kiszka korytarzu, chyba zaraz tu utkniemy na amen - niestety, tak zawsze bywa na tej trasie, odrzekła Irena - rozumiem ...
Staliśmy jeszcze chwilkę nim pociąg się zatrzymał, a wówczas Irena szepnęła mi do ucha, wiesz co?, w tą jedną noc stałeś się mi, tak bliski, jakbym cię znała już od kilku lat, ty mnie też Ireno - czuję się w twoim towarzystwie bardzo swobodnie, jak co najmniej z kimś, kogo znam też od wielu, wielu lat! Chyba ta podróż, to nasze przeznaczenie - co?, spytała mnie Irena; możliwe, z uśmiechem jej odrzekłem i dodałem po krótkiej chwili namysłu, tylko nic nie kombinuj, ok?, no coś ty, chociaż głowy za tą swoją obiecankę bym nie dała sobie ściąć, to rzekłszy bacznie wpatrywała się we mnie, tymi swoimi pięknymi oczętami, w końcu nie wytrzymała i śmiechem parsknęła mi do ucha, aż podskoczyłem ...
Pociąg wreszcie stanął, wyszliśmy na peron, brrr; zatrzęsło mną zimno - dobrze, że gruby sweter i kurtkę wziąłem, wyszeptałem pod swoim nosem ... Skierowaliśmy się do wyjścia, przy drzwiach wyjściowych w oddali, ktoś nam rączką uniesioną wysoko nad swoją głową machał; spojrzałem na Irenę - ona też machała, wiec od razu mi przez myśl przeleciało, że to macha na pewno ciotka Ireny ...
Podeszliśmy do jej cioci; Irena się z nią gorąco i serdecznie przywitała, i powiada do mnie; Kazimierzu, to jest moja ciocia Lucyna, a to ciociu jest Kazimierz - mój towarzysz podróży ... Ciocia podała mi swoją rączkę, na której dłoni złożyłem siarczysty pocałunek i prawie jednocześnie powiedzieliśmy do siebie; bardzo mi miło ...
Po tej ceremonii powitalnej, ciocia pyta mnie; jak w podróży zachowywała się moja gadatliwa bratanica?, całkiem dobrze odpowiedziałem grzecznie, jak na tak gadatliwą bratanicę przystało, ciocia się uśmiechnęła z radością i powiedziała; niestety, ale musimy pana już pożegnać, bo mnie czas nagli, a i Irenka też na uczelnie zaraz musi lecieć, więc pożegnaliśmy się krótkim - miłego dnia.
Ciocia pociągnęła bratanicę z torbami w stronę swojego samochodu; Irena się jeszcze odwróciła do mnie twarzą i zapytała; może jednak cię podwieźć?, nieee! Śliczne dzięki, teraz idę spacerkiem do hotelu, a później na uczelnię; i nic, ani nikt tego nie zmieni, śmiejąc się dodałem. Po chwili one obie odjechały samochodem, a ja skierowałem swoje kroki do Hotelu Polonia, by potwierdzić swój przyjazd.
W recepcji piękne dziewczę poprosiło mnie o dowód, odhaczyło mnie w książce meldunkowej, zostawiłem jej swoją torbę podróżną i wyszedłem z hotelu, by iść na uczelnię. Powietrze było wspaniałe - więc, pokręciłem się troszeczkę po ulicach Krakowa, zjadłem śniadanie w najbliższej restauracji i około ósmej trzydzieści skierowałem swoje kroki w stronę uczelni. Tam jakiś student wesołek opowiadając mi po drodze śmieszny kawał, zaprowadził mnie do profesora, znajomka mojego szefa.
Profesor starszy gość przynajmniej ode mnie, przywitał się ze mną dość wylewnie, wziął mnie pod rękę i zaprowadził do jakiejś salki, tu mi wyłuszczył w czym cała rzecz stoi, po wysłuchaniu jego opowieści dodałem i ja parę słów od siebie, na co on mi tylko odpowiedział – rozumiem i dodał, ale kolega do mnie dzwonił, że pan tu będzie u mnie rano - więc, przyszedłem wcześniej, by się tu z panem spotkać i przekazać panu paczkę.
Rozumie pan; kiedyś wspólnie z pana szefem, wspaniałe interesy robiliśmy, a ta paczka jest bardzo wartościowa, tak dla mnie, jak i dla niego – jednym słowem; musi pan bardzo na nią uważać, by jej panu ktoś nie wyrwał, bo teraz wie pan, czasy są brzydkie i za parę groszy zabijają człowieka, jak psa, albo tylko z chęci udowodnienia drugiemu koledze, jaki to on bohaterski jest, bo staruszka skopał - drań, jeden z drugim!
Tak, to prawda profesorze, odrzekłem grzecznie, ale ja dam sobie radę z oprychami, zwłaszcza, że oni w nocy atakują, a w dzień bardzo sporadycznie, chyba że ja bym miał tu pecha w Krakowie, co chyba mi się to tu nie zdarzy, choć wykluczyć tego całkowicie, nie można! Kolega mi przekazał, że z pana jest nie zły kozak, ale na wielu łobuzów jeden człowiek, to zawsze są raczej marne szanse!
Profesorze - proszę, lepiej tu nie kraczmy, bo coś jeszcze wykraczemy, tak to prawda odrzekł, i dodał - już milknę na ten złowieszczy temat. Spytam jeszcze pana, tak z ciekawości, szepnął profesor do mnie; pan jest przesądny?, czasami odrzekłem, zależy to od okoliczności! Oj! Ja jestem i to nawet bardzo proszę pana, nawet bardzo - powtórzył profesor, jak echo ...
Przepraszam że spytam, a gdzie się pan zatrzymał?, szef mi fundnął apartament w Hotelu Polonia odrzekłem, a to piękny hotel dodał profesor. Europejski ma wyższy standard, ale ja też bym wybrał Polonię - dzięki profesorze, widocznie mamy podobne gusta, chyba tak – dodał profesor. A kiedy pan wraca do domu?, jeśli można spytać; za dwa dni pociągiem; Zakopane - Gdynia, jest on po południu; dobrze więc, to może drogi kolego, rzekł profesor do mnie, zrobimy tak, podrzucę za dwa dni, tj; w czwartek, przed godziną czternastą na stacje panu tę paczkę, tak będzie dla pana i dla niej bezpieczniej - nie ma sprawy profesorze, dla mnie to jest bez różnicy, ale skoro pan tak woli, to zgoda; dodałem skromnie. Teraz muszę pana już pożegnać, rzekł profesor, bo się bardzo spieszę, ale możemy spotkać się na obiedzie, np; w hotelu - co?, przykro mi profesorze, ale już jestem na obiad umówiony – już?, tak! I pewnie z piękną młodą kobietą?, zgadł pan profesorze, rozumiem; profesorek podprowadził mnie jeszcze do wyjścia, pożegnał mnie z uśmiechem i cofnął się na uczelnię.
Miałem teraz dużo czasu - więc, postanowiłem odwiedzić starego swojego przyjaciela z którym służyliśmy razem: Ku Chwale Ojczyzny, później przedzwonić jeszcze od niego do Nowej Huty, do mojego kuzyna i się z nim umówić na godzinę odwiedzin.
Przyjaciel Henryk, akurat był w domu wraz ze swoją żoną - Kasią, którą pierwszy raz widziałem na oczy, nie licząc ich buziek na zdjęciu, które mi kiedyś Henryk podesłał pocztą elektroniczną, zaraz po ich ślubie, w której ceremonii ja z wiadomych tylko sobie względów nie mogłem wówczas uczestniczyć. Teraz nadrabialiśmy stracony czas, było u Kasi i Henryka bardzo wesoło; kawka, koniaczek, zrobiły swoje, tak że atmosfera była wspaniała i wspomnienia, żarty płynęły, jak z rękawa zaprawa cementowa w szalunki fundamentu przyszłego domu.
Dobiegała pora obiadowa – więc, w wolnej chwili do kuzyna od Kasi i Henryka zadzwoniłem, iż jestem już w Krakowie i wieczorem będę u niego, ale kuzyn akurat szedł do pracy, więc umówiliśmy się u niego na obiad następnego dnia, tj; w środę. Po telefonie do kuzyna serdecznie pożegnałem się z Henrykiem i Kasią, którzy mnie na obiedzie u siebie chcieli za wszelką cenę zatrzymać - wręcz na siłę, ale wymigałem się dość zgrabnie i obiecałem im, że ich odwiedzę w czwartek rano, przed wyjazdem, i tak dali mi spokój.
Wpadłem do hotelu ciut zziajany, wziąłem szybko z recepcji; klucz, torbę i wparowałem szybko na górę do swojego apartamentu, tu się odświeżyłem, wypachniłem, zmieniłem odzież i włączyłem muzykę, do piętnastej było jeszcze troszkę czasu, więc sobie na łożu wygodnie odpocząłem. Przed samą piętnastą wstałem, założyłem; krawat, marynarkę, poprawiłem grzebieniem fryzurę, strzyknąłem sobie w dziób miętówkę i znalazłem się w recepcji, do której akurat jakaś piękność wkroczyła od drzwi wejściowych.
Spojrzałem na wchodzącą piękność jeszcze raz; jasna cholera, rzekłem pod nosem, to Irenka tak się wymodelowała, jak bogini wdzięku – Gracja! Błękitna długa suknia, w białe szerokie pasy rozmieszczone proporcjonalnie i spływające pod kątem sześćdziesięciu stopni, przepasana w tali srebrnym szerokim pasem, do tego miała narzutę narzuconą na siebie o podobnych kolorach i wzorach - całość dopełniały białe buciki na wysokich obcasach i na jej bardzo zgrabnych nóżkach. Zrobiła tym odzieniem na mnie piorunujące wrażenie, i jak zauważyłem, nie tylko na mnie. Buciki na bardzo wysokim obcasie i suknia wyszczupliły ją tak, że figurkę miała, jak u osy ...
Irena spojrzała na mnie i się roześmiała ukazując swoje perłowe ząbki, dodając; a ty co tak się wpatrujesz we mnie, jakbyś zjawę ujrzał?, wybacz mi Ireno, ale wyglądasz wspaniale, co ja gadam - prześlicznie! Dziękuję! Tobie widzę też, niczego nie brakuje, mam nadzieję; wypaliłem krótko i zwięźle – mój o chabrowym odcieniu dobrze skrojony garnitur, szyty na zamówienie był kontrastem nie do pozazdroszczenia ... Recepcjonistce podałem klucz, dodając; jakby była dla mnie jakaś wiadomość, to proszę mi ją zapisać, dobrze?, jak pan sobie życzy, podziękowałem recepcjonistce na wyrost i ruszyłem ku Irenie.
Podszedłem do niej i rzekłem z uśmiechem - piękna, ruszamy teraz na podbój restauracji w mieście Krakowie, jak sobie pan życzy dodała Irena i złapała mnie pod rękę ... Wyszliśmy razem z hotelu, w kierunku jej samochodu. To gdzie mnie porywasz milutka?, spytałem moją piękną towarzyszkę; do siostry mojej cioci - Helenki, czyli też do mojej cioci, tylko nieco młodszej od tej pierwszej. A dlaczego akurat do cioci Helenki?, bo jak usłyszała moje opowiadanie z pociągu, to od razu mi podsunęła pomysł, by wspólnie zjeść obiad u niej i mile spędzić czas, a ty się od razu zgodziłaś?, oczywiście!
Wiesz,ciocia Helenka bardzo dobrze gotuje, piecze ciasta, a desery też - paluszki lizać, więc będę musiał sobie swoje paluszki dobrze umyć; dlaczego?, spytała mnie Irena, bo nie cierpię brudnych lizać – Irena głośno roześmiała się swoim dźwięcznym głosem, - żartowniś z ciebie dodała, ale zgadzasz się na obiad u cioci?, oczywiście że tak, za tobą milutka Irenko, nawet w ogień pójdę!
Inne tematy w dziale Kultura