ekonomista  grosik ekonomista grosik
80
BLOG

cd mojej opowieści, która w pałce się nie mieści odc 16

ekonomista  grosik ekonomista grosik Kultura Obserwuj notkę 0

Irena dość ostro ruszyła z miejsca wozem cioci; co twoja ciocia pije z alkoholi spytałem?, szkocką, co takiego?, szkocką?, ooo, to tak jak ja, tylko kobieta i szkocka? Uśmiałem się szczerze, co cię tak śmieszy?, nic; po prostu, rzadko słyszę od kobiety - proszę cię mój drogi; podaj mi szklaneczkę szkockiej z lodem - nooo, to teraz usłyszysz, ok!

Podjedź więc Irenko do jakiegoś sklepu z tymi godnymi podniebienia trunkami - dobrze! Aaa Irenko, i jeszcze pod kwiaciarnię; co twoja ciocia lubi z kwiatów?, hiacynty w kolorze niebieskim, coś „ala” bezchmurne niebo?, ano! Odrzekła mi z uśmiechem - więc, kupimy jej hiacynt koloru nieba, a ty co lubisz?, zapytaj mnie lepiej, czego nie lubię - ok!

To czego młoda damo nie lubisz?, arogancji, ignorancji, hipokryzji – do mnie z tym pijesz?, skądże znowu; po prostu, tego najbardziej nie cierpię w ludziach, podkreśliła zdecydowanym głosem! Wszystko inne, przyjmuję do siebie, a z kwitów mój panie, to lubię; róże w kolorze herbacianym, lilie białe jak śnieg - bardzo lubię! Jejku, to masz pani takie same upodobania co do kwiatów, jak ja, dlatego twierdzę, że nasze spotkanie w pociągu, to przeznaczenie; być może, dodałem z uśmiechem.

Irenka wjechała na parking koło sklepów, wysiadając z samochodu spojrzałem w bok, widząc kontem oka okno wystawowe kwiaciarni - gdzie pierwej wchodzimy Kazimierzu?, do monopolowego, odrzekłem. Weszliśmy do sklepu dobrze zaopatrzonego w doskonałe trunki, podszedłem do lady, i w tym samym czasie, pani zza lady pyta mnie; co podać państwu?, proszę Highland Park 18 – dobry wybór, wiem; dodałem ekspedientce z uśmiechem, która spojrzała szybko na Irenę i na mnie z zaciekawieniem, i przykryła na moment swoje ciemno-brązowe oczy długimi czarnymi, jak pióra Kruka rzęsami. Ty Ireno co pijesz?, nic! Jak to nic?, przecież kieruję - skoro tak twierdzisz! Zapłaciłem za podany mi w reklamówce trunek i wyszedłem z Ireną ze sklepu.

Teraz swoje kroki skierowaliśmy do kwiaciarni; podszedłem do lady - słucham pana, co podać?, proszę hiacynt o bardzo niebieskich kwiatkach, kwiaciarka podała mi go; drobne jego kwiatki i ich płatki były w bardzo niebieskim kolorze – osadzony jednak był w małej, czarnej plastikowej doniczce, co go bardziej szpeciło, jak upiększało, ale wyboru innego nie miałem, prócz prośby. Proszę tą doniczkę mi przyozdobić czymś gustownym, dobrze?, nie ma problemu; kwiaciarka szybko to uczyniła, owijając doniczkę zgrabnie kolorową bibułą. Poproszę jeszcze o bukiet z pięknych róż w kolorze herbacianym, i proszę te róże też pięknie przyozdobić, co kwiaciarka uczyniła z uśmiechem na ustach, zerkając od czasu do czasu na wystrojoną Irenę. Zapłaciłem rachunek, podziękowałem za ślicznie przyozdobiony hiacynt i wiązankę róż, i wyszliśmy z Irenką przed kwiaciarnię.

Teraz posłuchaj mnie moja piękna, młoda damo, tą wiązankę daje ci, jako symbol naszej znajomości i przyjaźni - jak, kiedyś spojrzysz młoda damo na takie piękne róże - nawet przypadkowo, to zawsze sobie mnie przypomnisz, jednocześnie Irenie wręczyłem wiązankę z róż, całując ją w rączkę i oba policzki, aż cała pokraśniała też, jak róże, tylko w innym kolorze niż te, które otrzymała teraz ode mnie. Irena skąpała usta swoje, w pięknym uśmiechu; dziękuję ci ślicznie, rzekła i mnie szybko w usta pocałowała za nim zdążyłem zareagować!

- Cholera, pomyślałem sobie, a co teraz? ...

Irena tym spontanicznym swoim odruchem w ogóle nie zrażona, złapała mnie za dłoń i pociągnęła w stronę samochodu, po chwili już jechaliśmy w kierunku, tylko jej znanym!

Po dwudziestu minutach zatrzymała samochód na parkingu niedaleko odnowionej kamieniczki - no mój panie tu wysiadamy, po krótkim marszu weszliśmy do klatki i na piętro, gdzie na drzwiach widniała tabliczka z numerem mieszkania i napisem; ktoś tam - Helena.

Irena zapukała do drzwi, po chwili drzwi otworzyła szczupła niewysoka kobieta, o bardzo pięknych rysach twarzy i długich, bo aż poniżej ramion spływających blond włosach; proszę, rzekła i odsunęła się szybko od drzwi wejściowych, dając nam wolną przestrzeń na wejście.

Weszliśmy do przedpokoju, tu Irenka powtórzyła rytuał ze stacji i mnie przedstawiła - kobieta, spojrzała na mnie jakimś dziwnym wzrokiem, po chwili uśmiechnęła się do mnie mówiąc; wydaje mi się pan, jakimś bardzo mi znajomym facetem - ja?, tak pan; może pan mieszkał w Krakowie?, nieee, tu ja nie mieszkałem, choć tu kiedyś bywałem, ale nie sadzę byśmy się kiedykolwiek spotkali miła pani, ponieważ mam bardzo dobrą pamięć wzrokową i na pewno bym panią zapamiętał - zwłaszcza, że pani ma piękne rysy twarzy, no i te włosy! Ooo, dziękuję; rzekła lekko zakłopotana Helena, ja tymczasem korzystając z chwilowego zmieszania się pani domu, wyciągnąłem szybko zza pleców swoją rękę, podając Helenie hiacynt i jednocześnie whisky w reklamówce, mówiąc; ten piękny kwiatek niech rozsiewa wspaniały aromat w pani pokoju i zaowocuje początkiem naszej długiej znajomości, a ten trunek niech pobudzi nasze zmysły, by to przyjęcie było wspaniałe, bo ja takie tylko uwielbiam.

Helena widząc piękny hiacynt i słysząc taką uniesioną gadkę nieznajomego faceta, od razu rozpromieniła swoje oblicze i podziękowała mi za ten mój szczery dar od serca, dodając; sądzę, że nasza znajomość może trwać nawet wiecznie - dziękuję pani ślicznie, za tak pokrzepiające mnie słowa i naszą malującą się świetlaną przyszłość.

Helena zwróciła się jeszcze do mnie bardzo skromnie, jak już swoją gładką gadkę skończyłem. Kazimierzu, tylko bez tej pani - proszę; Helena jestem, jak ci już wcześniej Irenka powiedziała przedstawiając nas sobie - dobrze, zgodziłem się i z uśmiechem dodałem: Heleno, twoje życzenie jest dla mnie rozkazem ...

Teraz proszę się odświeżyć – rzekła Helenka, wskazując mi łazienkę i dodała; a my z Irenką włożymy jej bukiet do wazonu, a mój hiacynt postawię na okno w mojej sypialni i zaraz nakryjemy do stołu, bo obiad już jest gotowy, więc proszę się pospieszyć, dobrze?, nie ma problemu.

Obie kobiety poszły do kuchni, a ja do łazienki wkroczyłem, by sobie ręce umyć i rozwichrzoną czuprynę ździebko przyczesać. Po wyjściu z łazienki, wszedłem do obszernego pokoju gościnnego, co od razu zauważyłem po ustawionych w nim meblach - stół już był zastawiony, kobiety jeszcze doniosły napoje i zasiedliśmy do wspólnej konsumpcji rarytasów w milczeniu, przed którą to Helena zmówiła głośno, krótką modlitwę dziękczynną za dary stojące na stole – coś tak, co dla mnie wyglądało na styl amerykański, bo u nas w kraju tylko w niektórych domach kultywowany jest, ten piękny zwyczaj.

Po wyśmienitym obiedzie, została podana kawa z ciastem, a później wyśmienite whisky, oczywiście: Helena i ja przeszliśmy do jej konsumpcji, a Irena ograniczyła się tylko do kawy i dyskusji, którą po kilku łyczkach trunku rozpoczęła pani domu, pytaniem; przepraszam cię za takie pytanie Kazimierzu, ale czy ty trudnisz się okultyzmem na co dzień?, hmm; teoretycznie tak, praktycznie to wszystko, ciut jest skomplikowane, by na to odpowiedzieć ci tu i teraz tak, jednym tchem – rozumiem odrzekła Helena, ale coś w tym co mówię jest?, oczywiście ...

Umiesz wróżyć z kart?, np: Tarota?, widzę Heleno, że bezpośrednio lubisz zmierzać do celu, i to bez owijania w bawełnę – nie lubię podchodów, dlatego pytam cię wprost.

Tak, kilka razy wróżyłem z nie złym skutkiem, choć rzadko to czynię ze względu na prawdę, której ludzie nie cierpią, a ja kłamać nie zamierzam, więc; Tarot u mnie więcej odpoczywa, jak wskazuje ludziom ich przyszłość, i drogę do ich celu ...

Powróży mi teraz Kazimierzu - proszę, jak?, przecież Heleno nie mam tu swoich kart, ale ja mam, rzekła szybko Helena i poszła po karty. Jejku Ireno, ty wiedziałaś o tym?, spytałem ją, jak tylko Helena zniknęła za drzwiami pokoju, coś ty – ciocia musiała sama wywnioskować po tym, co jej o tobie opowiadałam! Acha, i dlatego Irenko tu na obiedzie wylądowaliśmy? Kazimierzu, nawet tak nie żartuj – ciocia taka nie jest, że coś chce za coś! Przepraszam, ale pomyślałem tylko, że obie uknułyście ten numer z Tarotem - nic z tego mój panie, z uśmiechem, ale stanowczo zaprzeczyła Irena. To spontaniczna reakcja mojej cioci na to, że ty umiesz i możesz jej tu powróżyć – jejku Irenko, przecież nie powiedziałem Helenie, że jej teraz i tu zaraz powróżę ...

Helena przyniosła mi talię pięknie wydanego: Tarota Egipskiego, proszę rzekła podając mi karty – Heleno, pierwej zobaczymy czy mogę ci w ogóle powróżyć, tylko nie pytaj mnie dlaczego, jeśli ci tak wyjdzie z kart - ok?, zgoda Kazimierzu, niech ci będzie!

Wybrałem Arkana Wielkie i energicznie potasowałem karty - podałem jej do przełożenia, Helena przesunęła w połowie talii karty do siebie - więc, je przełożyłem i kazałem jej wybrać z rozsuniętego wachlarza - pięć kart, które rozłożyłem w odpowiedni wzór na sprzątniętym już przez Irenę stole.

Spojrzałem na symbole zawarte w kartach i zwróciłem się do Heleny; przykro mi moja droga, ale nie mogę ci powróżyć, bo z tych kart wynika Heleno byś dała sobie spokój z wiedzą o swojej przyszłości - żyj, swoimi szczęśliwymi chwilami i ciesz się swoim życiem, ok?

Irena spojrzała na mnie z zaskoczeniem wymalowanym w jej pięknych, bystrych oczach, a Helena wówczas ze stoickim opanowaniem, spytała mnie; Kazimierzu, ty na pewno umiesz wróżyć z kart?, Heleno masz wątpliwości?, taaak ... ok! To ci mogę zdradzić; pięć lat temu przeżyłaś traumę po opuszczeniu ciebie prze męża, który z dużo młodszą od siebie dziewczyną ciebie opuścił, dlatego wyjechałaś do Afryki, jako lekarka i teraz niedawno powróciłaś do Polski.

Helena zaskoczona tym, poczerwieniała jak róża, spojrzała uważnie na Irenę i rzekła do niej z lekkim wyrzutem w głosie; ty Irenko to Kazimierzowi powiedziałaś?, o co mnie ciocia podejrzewa?, powiedziałaś Kazimierzowi o mnie i moich problemach, czy nie?, ciociu; nie zdradzam rodzinnych tajemnic, odpowiedziała lekko podenerwowana Irena. Heleno przepraszam cię bardzo, ale to nie Irenka opowiedziała mi o tobie i twoich problemach, tylko karty!

Helena po chwili zastanowienia się odpuściła niewinnej niczemu dziewczynie i rzekła; niemożliwe jest to, by ci karty taki dokładny przekaz dały! Heleno, skoro nie wierzysz, to twoja sprawa, ale nie posądzaj bezpodstawnie swojej bratanicy, po chwili milczenia Helena podeszła do Ireny uspokojona, ucałowała ją w czółko i rzekła już z uśmiechem na ustach; wybacz mi moja droga, ale w pierwszej chwili Kazimierz zbił mnie tym z tropu, jednak teraz muszę mu uwierzyć, więc uwierz dodałem, a jak w takie wróżby nie wierzysz, to moja droga - odpuść sobie wiedzę ezoteryczną, która do ciebie nie przemawia, ok?

Heleno, proszę teraz odnieś karty Tarota na swoje miejsce rzekłem stanowczo i podałem Helenie złożoną juz w całość talię kart. Helena wzięła karty, podeszła do komody, wsunęła je do szuflady biurka i wróciła ponownie do stołu - głęboko zamyślona, co zauważyłem po jej minie.

Podniosła szklaneczkę whisky z lodem - powiedziała, na zdrowie i pociągnęła z niej tęgi łyk, teraz rozumiem rzekła po chwili milczenia, dlaczego cyganka patrząc na moją dłoń odsunęła ją, nie chcąc mi z niej wróżyć. Po co Helenko mnie wrabiasz we wróżenie ci, skoro ci już raz odmówiono wróżby?, brak ci zaufania do ludzi?, to nie tak odrzekła.

Tak nie wolno Heleno, wiem; teraz to zrozumiałam Kazimierzu, ale na początku zwątpiłam w twoje zdolności, nim sobie tej cyganki nie przypomniałam i całego z nią zajścia. Helena usiadła obok mnie, wzięła mnie za rękę i wolniutko wycedziła; wiedzcie, jak byłam w Kamerunie, to poznałam tam szamanów w plemionach, które często odwiedzałam, byli oni bardzo nieufni w stosunku do mnie i chyba w ogóle do wszystkich im obcych ludzi. W trakcie tych częstych odwiedzin - jeden z nich, który widział, jak uratowałam dziecko, którego on nie mógł uratować, ten wziął mnie za cudotwórczynię i wówczas się do mnie przełamał. Po kilku miesiącach naszej znajomości, wtajemniczył mnie w swoje osiągnięcia wiedzy tajemnej, ale za nim to zrobił, przeszłam inicjacje – wtedy to coś ujrzałam, a czego do dzisiaj nie mogę pojąć i zapomnieć.

Byłam pierwszą z kobiet białych, które przeszły tam szamańskie wtajemniczenie.

A co to takiego było, co widziałaś?, sępy rozrywające moją wątrobę i nie tylko to, ale tamtego widzenia dokładnie nie pamiętam, wiem tylko to, że w omdleniu głos tego szamana mnie prowadził po drogach bardzo niebezpiecznych, obudziłam się z tego majaku drżąc, jak liście osiki – szaman, swoim melodyjnym i bardzo monotonnym głosem mnie uspokoił w krótkim okresie czasu, przez to jego monotonne kwilenie doszłam do siebie ...

Sępy są symbolem śmierci, ale też czystości natury, mogą zwiastować powolną śmierć w bólach lub oczyszczenia twoich organów ze złogów i zmian patologicznych.

Przepraszam, jeśli to nie tajemnica Helenko - kiedy się ostatnio badałaś szczegółowo?, od lat tego nie robiłam, wpłynęło na to moje załamanie się po odejściu męża, któremu bardzo ufałam. Później ta podróż, a raczej ucieczka do Afryki, by zapomnieć o swoich problemach, nie pozwoliły mi na dokładne zbadanie się. Teraz, jak mi radzisz bym odwiedziła klinikę, to ją odwiedzę - zwłaszcza, że część z lekarzy, to moi przyjaciele, koledzy.

Zrób to Heleno, i to jak najszybciej, dodałem spokojnym głosem; wierze ci Kazimierzu, zwłaszcza teraz, po tym, co mi powiedziałeś z kart Tarota o mnie.

Wierzysz Kazimierzu w opętanie?, tak! Kiedyś nawet egzorcyzmy przeprowadzałem - umiesz?, oczywiście, ale na afisz się z tym nie pcham - zwłaszcza, że to jest niebezpieczne zarówno dla mnie, jak i tego opętanego ... Demony zła, są wredne i przebiegłe, jak mało kto, nawet z tych najbystrzejszych ludzi! Tego problemu nie ma moje panie, kiedy dom oczyszczam ze złych duchów, one szaleją, ale krzywdy mi nie zrobią, tylko paniczny strach przed nimi może człowieka zniszczyć, ale nie duchy.

Wiem, to samo mówił mi szaman, to nie duchy nas zabijają, tylko nieopanowany strach i ludzie, tak to prawda, po dłuższym namyśle dodałem - ludzie, też! Myślisz teraz; dlaczego cię spytałam o opętanie, tak - chciałem cię o to zapytać, ale wyprzedziłaś moje zapytanie - więc Heleno, skąd to pytanie do mnie o opętanie?

Widziałam tam rzecz dziwną, wiesz; szaman spotkał się oko w oko z Lwem, stali tak na przeciwko siebie godzinę - może dwie, i nagle Lew zasłabł, a szaman stał się bardzo mocno pobudzony ...

Lew się później otrząsnął i jakby nas niewidząc odszedł, a w szamana ten Lew chyba wstąpił, a przynajmniej jakaś jego część, ponieważ szaman zachowywał się bardzo dziwnie i agresywnie, coś od rzeczy plótł, zaczął przewąchiwać w powietrzu, by po chwili zniknąć mi z oczu w gąszczu krzaków.

Po kilku dniach, jak go spotkałam i zapytałam o tego Lwa oraz jego osobiste dziwne zachowanie się, odpowiedział mi tylko, że nic nie pamięta, ale umie przejmować dziki charakter Lwa i innych zwierząt, dlatego cię zapytałam o opętanie – rozumiem, a przynajmniej Heleno, tak mi się wydaje, dodałem po chwili namysłu.

Helena nagle wstała od stołu i wyszła, po chwili wróciła z małym fetyszem i mi go podała, gdy wziąłem do ręki tą małą miniaturową rzeźbę; wstrząsnęło mną, i gorąco przeszło mi po całym ciele, to bardzo mocny talizman, rzekłem do Heleny, oddając jej go, po czy tak sądzisz?, spytała mnie z uśmiechem, bo wyczuwam w nim bardzo dużą moc.

Tak Kazimierzu, masz racje; szaman go dając, kazał mi go na szyi nosić i strzec, jak oka w głowie, ale on mi do niczego nie pasuje - więc, go nie noszę. Radzę ci go nosić Heleno, ale nie narzucam ci w tym wyborze swojego zdania, jedno wiedz, że on cię na pewno chronił będzie, a nosząc go, masz silną więź z szamanem, on wiedział co robi dając ci go!

Helena nie zwlekając założyła rzeźbę w drewnie misternie wykonaną na szyję i oblała się na twarzy rumieńcem mówiąc, to działa, też czuje gorąco przechodzące mnie po całym ciele, a poprzednio myślałam, że to złudzenie, które powstało w wyniku sugestii szamana – niestety nie, to nie jest złudzenie Heleno.

Irena przechyliła się w stronę cioci, dotknęła palcem talizmanu i szybko cofnęła palec z powrotem. Jejku westchnęła głośno, jaki on zimny, co wy wymyślacie?, w końcu to kawałek drewna hebanowego z uśmiechem rzekłem do Ireny, a poza tym, moja młoda damo, nie na każdego talizmany działają, w nie trzeba bardzo mocno wierzyć, inaczej nic z tego, a ciocia?, a twoja ciocia jak widzisz – uwierzyła w niego i dlatego to, tak intensywnie odczuwa, to prawda skarbie, teraz uwierzyłam i czuję gorąco bijące od tego małego przedmiotu.

Dyskusja przerodziła się w fantastyczne opowieści, tak ze strony Heleny o jej przeżyciach w Afryce, jak i moich rodzimych i dość długo jeszcze trwała nim się poderwałem do wyjścia.

Sięgnąłem po moją szklaneczkę z whisky i pociągnąłem szczery łyczek, odstawiłem szklaneczkę ciut niedopitą, wstałem i rzekłem; moje śliczne panie, niestety, ale ja muszę już spadać, nie przesadzaj, aż tak źle nie wyglądasz, zażartowała Helena.

Fakt, ale już jest dość późno - więc, milutkie kobiety; dzwońcie po taryfę dla mnie, żadnej taryfy, rzekła stanowczo Helena - Irenka i ja cię odwieziemy pod sam hotel, dziękuję; to ruszajmy w drogę!

Obie panie wstały, jak na komendę; poczekajcie jeszcze chwilkę moi drodzy, troszkę tu posprzątam - ciociu później, jak tylko przyjedziemy, to pomogę ci sprzątać. Ty skarbie zostajesz na noc u mnie?, oczywiście, tylko cioci Lucynie dasz znać, że tu u ciebie dzisiaj zanocuję – dobrze, rzekła uszczęśliwiona Helena.

Nooo, to teraz jedziemy skarbie odwieść Kazimierza, zakomenderowała Helena w stronę Irenki, jednocześnie biorąc mnie pod rękę i klucze od mieszkania ze stolika, na którym stał telefon ...

skromny - kochający wiedzę, i ludzi tolerancyjnych ...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura