
Wakacje trwają w najlepsze, uczniowie odpoczywają, tylko ja się tak zastanawiam po czym?, a nauczyciele dorabiają i tak się kręcą dwa światy kultury i oświaty ...
Wróćmy do pierwszej mojej myśli, która mnie zmusza do pytania; po czym tak naprawdę nasi uczniowie odpoczywają?
Obecność uczniów na zajęciach z poszczególnych przedmiotów w szkołach ponadgimnazjalnych waha się od około 55% w roku szkolnym do około 85%, załóżmy że chodzą średnio około 70% w roku szkolnym na wybrane zajęcia, tzn; 30% przynależnego im czasu, to są laby z poszczególnych przedmiotów, czyli na 9 miesięcy nauki nie ma ich w szkole około 3 miesięcy z różnych przyczyn, najczęściej z lenistwa lub sytuacji nadzwyczajnych, ot: tato kopnął konia i koń w szpitalu leży - czy jest to dużo?, dla mnie taka, absencja jest tragiczna w skutkach dla tej młodzieży(obarczonej 30% wiedzą maturalną), którą coraz bardziej tracimy przez to, że Minister EN dezorganizuje szkolnictwo i kuratoria, uczeń ma za dużo praw, a nauczyciele – prawie żadnych!
Odpowiedzialność, którą narzuca się na nauczyciela, przerasta możliwości nauczycielki/a ze względu na duże braki w pracowniach szkolnych, salach lekcyjnych, o laboratoriach tu nie wspomnę, bo wiedza o ich wyposażeniu, to szok!
Kiedyś uczeń ucznia dopingował do nauki, uczeń miał ambicje coś osiągnąć; spotykano się po obiedzie i w grupach kilku koleżanek kolegów uczono się przedmiotu trudniejszego do opanowania, teraz tylko dzwonek zabrzmi na przerwę, uczniowie zaraz biegną do najbliższego stoiska, gdzie można zapalić papierosa wzmocnionego marihuaną, po przerwie przychodzi jeden z drugim, tak napalony fajek, że śmierdzi, jakby całą noc w zadymionym pomieszczeniu przebywał – jak ma się uczyć tak nabuzowany, przymulony nikotyną, głodny i całkowicie zdekoncentrowany, co niektórzy w ubikacji lub szatni szybki seks-numerek odwalą i rozkojarzeni wracają na zajęcia, nie wspomnę tu, o innych szybkich czynnościach, jakich dokonują w wolnej chwili uczniowie, a dużo by można tu o tym pisać.
Rodzice, których pociechy chodzą do szkół ponadgimnazjalnych, praktycznie swoimi pociechami się nie interesują, na wywiadówki przychodzi paru rodziców i to tych najlepszych, a nauczycielowi najbardziej zależy na obecności rodziców uczniów, tych średnich i najgorszych.
Nauczyciel wykona telefon do rodzica w sprawie dziecka, który się opuszcza w nauce i ma dużo nieobecności, to w słuchawce słyszy; spadaj pani/n, on jest dorosły i odpowiada za siebie, a są i takie epitety skierowane do nauczycielki/a, że wstyd ich tu opisywać! Zresztą, co tu będę w szczegóły wchodził; rodzice wiedzą na jakie wyżyny retoryki się wznoszą, by zniechęcić nauczyciela do kontaktu telefonicznego z nimi!
Przeczytałem dzisiaj na forum onet; "rzecznik alarmuje: Uczniowie nie interesują się lekcjami wychowania fizycznego w szkołach – dodam tu od siebie, że nie tylko lekcjami z w-f, ale wszystkimi lekcjami są znudzeni, jak przysłowiowy mops! Trzeba zmienić system oceniania z tego przedmiotu - uważa Rzecznik Praw Dziecka, który w tej sprawie napisał list otwarty do minister edukacji. MEN odpowiada: przeanalizujemy ten problem.".
Pan rzecznik nie kuma, że nie system oceniania jest tu najważniejszym czynnikiem, tylko profilaktyka i dobrze wyposażone sale gimnastyczne, boiska, ciekawe zajęcia, a nie tylko; skakanie ze skakanką, bieganie za piłką lub dookoła boiska za wiatrem. Uczeń teraz na stopnie się nie nabiera(brak im; celu, motywacji, samoświadomości, dyscypliny, etc), dla nich ważne jest to, by ocena była tylko pozytywną, resztę mają w głębokim poważaniu! A ocenę pozytywną uczeń otrzymuje za przyjście na salę czy boisko w stroju, w którym na boisku czy sali nie powinno sie przebywać, ale jest obecny i to jest dla minister Hall to!
Kiedyś, tj; za komuny-socjalizmu sport traktowany był i reklamowany jako – zdrowie, powiadano; w zdrowym ciele zdrowy duch! Organizowało się różnego typu olimpiady, rywalizowały szkoły wiejskie z miejskimi i pomiędzy sobą, a teraz co?, szok! Wszystko zanika w oczach, jak woda morska w piasku na plaży, jak i mięśnie uczniów ...
Nic tu nie pomoże system oceniania, o ile nie będzie w świadomości uczniów zakodowane, że bez ćwiczeń gimnastycznych będzie karykaturą człowieka, któremu już po dwustu metrach będą zakwasy się w mięśniach robić, o ile te jego wątłe mięśni-muskuły można nazwać mięśniami-muskułami, bo mięśnie by mieć rozwinięte dobrze, to trzeba intensywnie ćwiczyć, niestety!
A teraz uczeń zamiast ćwiczeń ćpa sterydy i wygląda, jak mutant, a do tego jest cały w krostach, bo bierze sterydy bez jakiejkolwiek kontroli – reszta jego ciała wygląda w stylu tekstu piosenki:
"a dzisiaj studencik ma tego, jak pręcik,
zmiętoszony, zniekształcony, mały instrumencik!"
Sami widzicie, słyszycie; u nas problem w szkolnictwie rozwiązuje się za pomocą listów otwartych przesyłanych do gazet, tv, radia, internetu ... Nie spotka się pani Minister Hall z Rzecznikiem Praw dziecka, nauczycielami, studentami, uczniami, by to ostatecznie rozwiązać i nie tylko to, bo tu jeszcze by trzeba było przyjrzeć się Egzaminom Zewnętrznym i tą sprawę Zewnętrznych Egzaminów w szkołach zawodowych rozwiązać oraz matur, bo to, co teraz jest, jest obrazem nędzy i rozpaczy – wszyscy o tym wiedzą, ale każdy mordę trzyma w kuble, bo tak jest łatwiej, wygodniej, żyć i pracować; jak tu można coś w polskim szkolnictwie zmienić, gdzie wygodnictwo i brak odpowiedzialności – króluje?
Zapowiadane kontrole z kuratoriów, zapraszanie dyrekcji na przygotowane lekcje, to przypomina mi czasy socjalistycznej Polski, bez ostrzeżenia nie wchodź, bo sobie buty pobrudzisz, albo ci uszy zwiędną od takich wykładów, gdzie uczeń beka miast się wiedzą szczycić i dobrym przygotowaniem na lekcję, a nauczyciel oczy ma wytrzeszczone z zaskoczenia, jak Pekińczyk podczas załatwiania się na trawniku obok bloku!
Minister nadaje się tylko do tego, by pobory brać i stołek ministerialny grzać, na nic więcej pani minister Hall, nie jest stać, to co robi, to jest prowizorka pod publikę, która w ogóle się tym nie interesuje i stąd nie ma żadnych zmian, ani postępów, by cokolwiek dobrego dla szkół i uczelni dokonać – mierność nad miernościami! Samorządy też wszystko olewają swoim zimnym, szlachetnym moczem, jakby to było skażone cyjankiem potasu lub kurarą.
Jaki premier; taki rząd, jaki rząd; taka gospodarka, jaki MEN; taki poziom i stan szkolnictwa w Polsce oraz oświaty, a jak widać i słychać; stan szkolnictwa w Polsce jest na poziomie najmniej rozwiniętych krajów: Azji; Ameryki Południowej; Afryki!
Pani Minister Hall, jak pani tak dalej będzie reformować polskie szkolnictwo, to analfabetyzm wtórny zawita ponownie do Polskich szkół, bo sceptycyzm i rozgardiasz już dawno w nich króluje i mamy to, co teraz mamy – coraz gorsze wyniki w nauce, częsta a zarazem szkodliwa nieobecności uczniów na zajęciach, itd.
To co podają statystyki z poszczególnych województw o osiągnięciach szkół, jest tak naciągnięte, że jak pęknie, to jeszcze kogoś zabije - mam nadzieję, że ominie MEN, bo straciwszy tak bystre umysły; szkoły i uczelnie w ruinę popadną i to nie tylko moralno-etyczną! :-)))
To co poruszyłem, jest tylko czubkiem Rysów po polskiej stronie!
Inne tematy w dziale Polityka