ekonomista  grosik ekonomista grosik
145
BLOG

CZY NIESPEŁNIONA MIŁOŚĆ, KIEDYŚ JESZCZE POWRACA?

ekonomista  grosik ekonomista grosik Kultura Obserwuj notkę 8

Co za paskudny dzień, chyba wszystkie plagi egipskie mnie dopadły - pomyślał Ryszard,

nagle uderzył czubkiem buta i palcami nogi, w nierówno ułożoną płytkę chodnikową

- jasna cholera; krzyknął i wpadł na to dziwo, co ci kochanie się stało?, usłyszał znajomy głos,

tuż przed sobą.

Wywalił swoje gały na nią - stał tak niezdecydowany i wpatrzony w nią, jak w obraz, w końcu wyszeptał

- Agnieszka...? Tak Ryszardzie, to ja; tyle lat ciebie nie widziałem, i akurat dzisiaj musiałem na ciebie wpaść!

Co ty tu robisz?, rzucił w kierunku niej pytanie - spaceruję sobie, odrzekła z czarującym uśmiechem,

a tak naprawdę; do siostry przyjechałam, w odwiedziny, i to na dwa tygodnie.

Masz może chwilkę czasu dla mnie?, spytał Ryszard - jestem głodny, kolacji nie jadłem, a do tego

- nie dokończył swojego zdania;

zjesz może ze mną coś smacznego tu, w restauracji?, oczywiście że tak, odrzekła z uśmiechem.

Puścił Agnieszkę przez moment przodem, sam obszedł ją tak, by iść z jej prawego boku

- doszli do drzwi restauracji, otworzył jej drzwi z uśmiechem zapraszając ją do środka,

sam zerknął w prawo, i zobaczył katem oka kwiaciarnię, tuż obok restauracji.

Pomógł jej zdjąć płaszcz i podał szatniarce - weszli na sale, zerknął gdzie by tu było najprzyjemniej;

usiąść, zjeść, i porozmawiać z Agnieszką.

Zauważył w rogu pod oknem wolny stolik, wskazał go Agnieszce - usiedli, tuż obok siebie,

podeszła do ich stolika miła kelnerka i podała karty dań - zapytała grzecznie; za ile minut podejść?

Ryszard spojrzał w kartę dań i na nią; za pięć minut proszę, dobrze odrzekła i odeszła.

Co zamawiamy?, zwrócił się do Agnieszki z pytaniem; bułkę z szynką i te surówki są dość apetycznie wyglądające,

a może coś gorącego chcesz?, spytał ją Ryszard - nie... dziękuję, to mi wystarczy szepnęła Agnieszka.

Podeszła kelnerka, przyjęła zamówienie, i odeszła lekkim krokiem, jak baletnica.

Ryszard przeprosił na chwilkę Agnieszkę, i też odszedł od stolika w stronę szatni:

Agnieszka spojrzała ciekawie za nim, i szepnęła sama do siebie - nic się nie zmienił od czasu ostatniego spotkania

- zamyśliła się na chwilę.

Ryszard wyszedł z restauracji i wstąpił do kwiaciarni; proszę mi zrobić wiązankę z dwudziestu herbacianych róż,

z dodatkami - dobrze, odrzekła z uśmiechem piękna kwiaciarka, której piękno nie uszło uwadze Ryszarda.

Poczekał moment - dziękując, zapłacił; wziął śliczny bukiet, i wyszedł sprężystym krokiem z kwiaciarni,

po chwili stał przed Agnieszka wręczając jej róże, na jedno kolano przyklęknąwszy; czym zwrócił uwagę

wszystkich gości tej restauracji, i w dodatku, te jego swobodne, ale jakże pełne goryczy słowa;

dwadzieścia lat, i tyleż róż

- przeklęty ten świat,

który wyrwał cię,

z mojego pięknego snu!

Koleje losu zmieniły nas

- wszystko zatraciły,

ale teraz jest już nasz,

- ten, czas!

Wstała szybko od stolika, bardzo mocno zaskoczona, i lekko drżącym głosem wyszeptała:

Ryszardzie - nie trzeba było, nie trzeba ...

Ryszard wstał z kolana; wręczył jej śliczną wiązankę, i mocno ją przytulił do serca, ależ trzeba było, trzeba Agnieszko ...

Kelnerka postawiła zamówione dania na stole, i wtem rozległy się oklaski na sali - zaskoczeni oboje odwrócili się;

Agnieszka spiekła raka, i po chwili zaskoczenia podziękowała wszystkim za to, tak urocze zachowanie się.

Siedli do stolika i zaczęli nieśmiało spożywać posiłek w milczeniu, po chwili, Agnieszka zapytała;

Ryszardzie, co teraz porabiasz?, jak ci się w rodzinie układa?, itd ...

Ryszard spokojnie dokończył jedzenie i odrzekł; od dziesięciu lat jestem sam, żona w rogi mnie walnęła i odeszła

z przyjacielem swoim, w siną dal, i krzyż jej na drogę. A ja?, cóż - praca, dom, praca, od czasu do czasu; kino, teatr

- nic szczególnego.

A ty milutka?, ja?, ja też jestem od pięciu lat sama, i ciut chyba zagubiona, mąż mnie zostawił załamaną, i też dla innej

- idiota wtrącił niespodziewanie Ryszard; nie wie co stracił! A poza tym Ryszardzie, u mnie dzień, jak co dzień;

szary, smutny i pusty, jak wybebeszona dynia ...

Nie poszczęściło nam się Ryszardzie; myśleliśmy kiedyś, że jesteśmy sobie przeznaczeni, i też to nam nie wypaliło,

teraz tu jesteśmy, i nie wiemy, co robić z sobą dalej - ech! Jak pech, to pech; rzucił smutno Ryszard.

Gdy kończyli kolacje, podeszła kelnerka i zapytała;

może coś jeszcze podać państwu?, jednocześnie przyglądając się z zaciekawieniem Agnieszce - szampan macie może?,

tylko nie sikacza nabuzowanego gazem, ale prawdziwego - spytał Ryszard - kelnerka chwilę pomyślała, i odrzekła;

mamy, ale ten jest francuski i bardzo kosztowny, czym rozśmieszyła Ryszarda, który jednocześnie do niej rzekł;

jak taki drogi, to może Agnieszko na raty go sobie zamówimy - co?

Agnieszka parsknęła śmiechem razem z kelnerką - przepraszam pana, ale rat na szampana nie udzielamy,

wie pan; wolę ostrzec, niżby pan później miał się czerwienić przed damą, że pieniędzy nie starczyło.

Ryszard uśmiechnął się ponownie do niej, i zamówił schłodzonego szampana, czekając na niego - zaprosił Agnieszkę

do tańca; wszak orkiestra zaczęła grać: "Kawiarenki", i inne romantyczne melodie.

Agnieszka uśmiechnęła się gorąco do Ryszarda, i czule przylgnęła do niego całym swoim drobnym ciałem;

może się przeniesiemy do Hotelu?, zapytał ją niepewnie Ryszard - tam, będzie bardziej; nastrojowo, romantycznie,

ciszej, i przyjemniej.

Agnieszka się chwile zawahała, i w końcu Ryszardowi odrzekła;

dobrze, skoro tak zachęcająco to przedstawiasz - spojrzała na niego swym figlarnym wzrokiem z rozbrajającym uśmiechem.

Gdy orkiestra przestała grać, wrócili do stolika, na którym kelnerka postawiła przed chwilą schłodzonego szampana

- Ryszard, uregulował u kelnerki rachunek z napiwkiem, wziął szampana i wyszli z Agnieszką do szatni żegnani uśmiechami;

podał Agnieszce płaszcz i pomógł jej go założyć, sam swój wcisnął na siebie, i wyszli z restauracji.

Ryszard podszedł do krawężnika i zatrzymał taxi - rzucił kierowcy; do Hotelu proszę, podając jednocześnie jego nazwę.

Agnieszka nagle się wybudziła ze snu, w gorących ramionach Ryszarda - spojrzała w okno - świtać już zaczynało,

poczuła się taka; bezpieczna, radosna, i spełniona, jak się jeszcze od dwudziestu lat, tak nie czuła.

Ryszard coś przez sen mruknął raz i drugi, wzmógł uścisk ciała Agnieszki i dalej; spokojnie, miarowo, i głęboko oddychał

- Agnieszka czując tą jego siłę, wtuliła się mocniej w jego silne ramiona, i ponownie spokojnie usnęła;

nie myśląc już o niczym więcej, jakby świat się, w tej chwili, i w tym czasie, tylko dla nich dwojga zatrzymał ...

 

skromny - kochający wiedzę, i ludzi tolerancyjnych ...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (8)

Inne tematy w dziale Kultura