Co za paskudny dzień, chyba wszystkie plagi egipskie mnie dopadły - pomyślał Ryszard,
nagle uderzył czubkiem buta i palcami nogi, w nierówno ułożoną płytkę chodnikową
- jasna cholera; krzyknął i wpadł na to dziwo, co ci kochanie się stało?, usłyszał znajomy głos,
tuż przed sobą.
Wywalił swoje gały na nią - stał tak niezdecydowany i wpatrzony w nią, jak w obraz, w końcu wyszeptał
- Agnieszka...? Tak Ryszardzie, to ja; tyle lat ciebie nie widziałem, i akurat dzisiaj musiałem na ciebie wpaść!
Co ty tu robisz?, rzucił w kierunku niej pytanie - spaceruję sobie, odrzekła z czarującym uśmiechem,
a tak naprawdę; do siostry przyjechałam, w odwiedziny, i to na dwa tygodnie.
Masz może chwilkę czasu dla mnie?, spytał Ryszard - jestem głodny, kolacji nie jadłem, a do tego
- nie dokończył swojego zdania;
zjesz może ze mną coś smacznego tu, w restauracji?, oczywiście że tak, odrzekła z uśmiechem.
Puścił Agnieszkę przez moment przodem, sam obszedł ją tak, by iść z jej prawego boku
- doszli do drzwi restauracji, otworzył jej drzwi z uśmiechem zapraszając ją do środka,
sam zerknął w prawo, i zobaczył katem oka kwiaciarnię, tuż obok restauracji.
Pomógł jej zdjąć płaszcz i podał szatniarce - weszli na sale, zerknął gdzie by tu było najprzyjemniej;
usiąść, zjeść, i porozmawiać z Agnieszką.
Zauważył w rogu pod oknem wolny stolik, wskazał go Agnieszce - usiedli, tuż obok siebie,
podeszła do ich stolika miła kelnerka i podała karty dań - zapytała grzecznie; za ile minut podejść?
Ryszard spojrzał w kartę dań i na nią; za pięć minut proszę, dobrze odrzekła i odeszła.
Co zamawiamy?, zwrócił się do Agnieszki z pytaniem; bułkę z szynką i te surówki są dość apetycznie wyglądające,
a może coś gorącego chcesz?, spytał ją Ryszard - nie... dziękuję, to mi wystarczy szepnęła Agnieszka.
Podeszła kelnerka, przyjęła zamówienie, i odeszła lekkim krokiem, jak baletnica.
Ryszard przeprosił na chwilkę Agnieszkę, i też odszedł od stolika w stronę szatni:
Agnieszka spojrzała ciekawie za nim, i szepnęła sama do siebie - nic się nie zmienił od czasu ostatniego spotkania
- zamyśliła się na chwilę.
Ryszard wyszedł z restauracji i wstąpił do kwiaciarni; proszę mi zrobić wiązankę z dwudziestu herbacianych róż,
z dodatkami - dobrze, odrzekła z uśmiechem piękna kwiaciarka, której piękno nie uszło uwadze Ryszarda.
Poczekał moment - dziękując, zapłacił; wziął śliczny bukiet, i wyszedł sprężystym krokiem z kwiaciarni,
po chwili stał przed Agnieszka wręczając jej róże, na jedno kolano przyklęknąwszy; czym zwrócił uwagę
wszystkich gości tej restauracji, i w dodatku, te jego swobodne, ale jakże pełne goryczy słowa;
dwadzieścia lat, i tyleż róż
- przeklęty ten świat,
który wyrwał cię,
z mojego pięknego snu!
Koleje losu zmieniły nas
- wszystko zatraciły,
ale teraz jest już nasz,
- ten, czas!
Wstała szybko od stolika, bardzo mocno zaskoczona, i lekko drżącym głosem wyszeptała:
Ryszardzie - nie trzeba było, nie trzeba ...
Ryszard wstał z kolana; wręczył jej śliczną wiązankę, i mocno ją przytulił do serca, ależ trzeba było, trzeba Agnieszko ...
Kelnerka postawiła zamówione dania na stole, i wtem rozległy się oklaski na sali - zaskoczeni oboje odwrócili się;
Agnieszka spiekła raka, i po chwili zaskoczenia podziękowała wszystkim za to, tak urocze zachowanie się.
Siedli do stolika i zaczęli nieśmiało spożywać posiłek w milczeniu, po chwili, Agnieszka zapytała;
Ryszardzie, co teraz porabiasz?, jak ci się w rodzinie układa?, itd ...
Ryszard spokojnie dokończył jedzenie i odrzekł; od dziesięciu lat jestem sam, żona w rogi mnie walnęła i odeszła
z przyjacielem swoim, w siną dal, i krzyż jej na drogę. A ja?, cóż - praca, dom, praca, od czasu do czasu; kino, teatr
- nic szczególnego.
A ty milutka?, ja?, ja też jestem od pięciu lat sama, i ciut chyba zagubiona, mąż mnie zostawił załamaną, i też dla innej
- idiota wtrącił niespodziewanie Ryszard; nie wie co stracił! A poza tym Ryszardzie, u mnie dzień, jak co dzień;
szary, smutny i pusty, jak wybebeszona dynia ...
Nie poszczęściło nam się Ryszardzie; myśleliśmy kiedyś, że jesteśmy sobie przeznaczeni, i też to nam nie wypaliło,
teraz tu jesteśmy, i nie wiemy, co robić z sobą dalej - ech! Jak pech, to pech; rzucił smutno Ryszard.
Gdy kończyli kolacje, podeszła kelnerka i zapytała;
może coś jeszcze podać państwu?, jednocześnie przyglądając się z zaciekawieniem Agnieszce - szampan macie może?,
tylko nie sikacza nabuzowanego gazem, ale prawdziwego - spytał Ryszard - kelnerka chwilę pomyślała, i odrzekła;
mamy, ale ten jest francuski i bardzo kosztowny, czym rozśmieszyła Ryszarda, który jednocześnie do niej rzekł;
jak taki drogi, to może Agnieszko na raty go sobie zamówimy - co?
Agnieszka parsknęła śmiechem razem z kelnerką - przepraszam pana, ale rat na szampana nie udzielamy,
wie pan; wolę ostrzec, niżby pan później miał się czerwienić przed damą, że pieniędzy nie starczyło.
Ryszard uśmiechnął się ponownie do niej, i zamówił schłodzonego szampana, czekając na niego - zaprosił Agnieszkę
do tańca; wszak orkiestra zaczęła grać: "Kawiarenki", i inne romantyczne melodie.
Agnieszka uśmiechnęła się gorąco do Ryszarda, i czule przylgnęła do niego całym swoim drobnym ciałem;
może się przeniesiemy do Hotelu?, zapytał ją niepewnie Ryszard - tam, będzie bardziej; nastrojowo, romantycznie,
ciszej, i przyjemniej.
Agnieszka się chwile zawahała, i w końcu Ryszardowi odrzekła;
dobrze, skoro tak zachęcająco to przedstawiasz - spojrzała na niego swym figlarnym wzrokiem z rozbrajającym uśmiechem.
Gdy orkiestra przestała grać, wrócili do stolika, na którym kelnerka postawiła przed chwilą schłodzonego szampana
- Ryszard, uregulował u kelnerki rachunek z napiwkiem, wziął szampana i wyszli z Agnieszką do szatni żegnani uśmiechami;
podał Agnieszce płaszcz i pomógł jej go założyć, sam swój wcisnął na siebie, i wyszli z restauracji.
Ryszard podszedł do krawężnika i zatrzymał taxi - rzucił kierowcy; do Hotelu proszę, podając jednocześnie jego nazwę.
Agnieszka nagle się wybudziła ze snu, w gorących ramionach Ryszarda - spojrzała w okno - świtać już zaczynało,
poczuła się taka; bezpieczna, radosna, i spełniona, jak się jeszcze od dwudziestu lat, tak nie czuła.
Ryszard coś przez sen mruknął raz i drugi, wzmógł uścisk ciała Agnieszki i dalej; spokojnie, miarowo, i głęboko oddychał
- Agnieszka czując tą jego siłę, wtuliła się mocniej w jego silne ramiona, i ponownie spokojnie usnęła;
nie myśląc już o niczym więcej, jakby świat się, w tej chwili, i w tym czasie, tylko dla nich dwojga zatrzymał ...
Inne tematy w dziale Kultura