W nawiązaniu do wczorajszego wpisu - paru cwaniaków tutaj, w PE, wymyśliło sposób, jak bez trudu wziąć udział w debacie na posiedzeniu plenarnym i być odnotowanym w statystykach na równi z szefami frakcji i innymi ważnymi deputowanymi.
Otóż wystarczy wstać i powiedzieć, że ...zepsuła się nam maszyna do głosowania. Nie ma znaczenia czy to prawda, czy nie, ale głos zostaje odnotowany i dumny z siebie MEP może zaliczyć dzień do udanych! Bo dziennikarze i naukowcy, którzy na pięć lat będą rozliczać nas w naszej pracy i tak nie są się w stanie zorientować, czy ktoś występuje w sprawie gwałcenia wolności i integralności Gruzji (dzisiaj około 20ej właśnie o tym będę mówił w imieniu mojej grupy politycznej), czy też może alarmował o problemach ze swoją maszynką do głosowania. Statystyka jest zwodnicza, prosta i głupia, ale właśnie nią posługiwać się będą ci, którzy oceniac nas będą pod koniec kadencji. A że to bez sensu? No i co z tego....
Dlatego proceder ten staje się coraz powszechniejszy i zaczyna wszystkich wkurzać, bo niepotrzebnie zabiera nam czas (ponieważ po jednym takim mądrali, występuje kolejnych trzech).
Nie pozostaje mi chyba nic innego, jak po każdym głosowaniu wstawać i ogłaszać, że moja maszynka do głosowania ...działała wyśmienicie i ze dziękuję za to władzom Unii. A jeszcze potem napisać o tym do Komisji i Rady - od razu zaliczę 2 interpelacje i będę bardzosuperhipermega posłem:))) Lecę więc na salę obrad coś popsuć w maszynce kogoś z PO - niech i oni poprawią sobie trochę statystykę.


Komentarze
Pokaż komentarze (15)